fot. materiały prasowe, film „Cruella”

Laurka dla kapitalizmu. O „Cruelli”

Oto przed państwem film, na który nikt nie czekał, a i tak został nakręcony – „Cruella”, operujący na sentymencie obraz, starający się wycisnąć ostatni grosz z własności intelektualnej (IP) Disneya. Tymczasem, jak większość poprzednich filmów z aktorską obsadą bazujących na animacjach (chociażby „Mulan”, „Dumbo” czy „Aladyn”), wskazuje nie tylko na brak kreatywności, ale też brak umiejętności przełożenia palących społecznych kwestii na język kina.

Sukces Cruelli De Mon – najbardziej złowrogiej ze wszystkich negatywnych czarnych charakterów_ek Disneya, najpierw dubbingowanej przez Marię Górecką (ten zachrypły głos!) w animacji „101 dalmatyńczyków” z 1966 roku, a następnie granej przez Glenn Close w filmowej adaptacji z 1996 – polegał na posiadania ekstrawaganckiego stylu prawdziwej ikony mody i byciu zepsutą do szpiku kości.

 

Bohaterka chce obedrzeć skórę z dalmatyńczyków, by jej artystyczna wizja nakrapianego płaszcza się urzeczywistniła.

W 2021 roku tytułowa Cruella, grana przez Emmę Stone, zostaje obdarzona działającym na pstryk rozdwojeniem jaźni (à la doktor Jekyll i pan Hyde), jest łagodna i aspiruje do bycia kimś więcej, niż przyszło jej być. Postać otrzymuje też wiernego kumpla – kundelka, by podkreślić, że o projektowaniu garderoby z psiej sierści nie ma już mowy (chociaż taki żart pojawia się w połowie filmu, jako oczko puszczone do, pewnie starszej, widowni).

materiały prasowe, film „Cruella”

O czym?

Film rozpoczyna się od narodzin Cruelli, a właściwie Estelli, bo takie imię na początku nosi bohaterka. To, co rzuca się w oczy, to czarno-białe włosy, będące nie estetycznym wyborem, tylko genetycznym kuksańcem od losu (a także metaforą polaryzujących ze sobą osobowości), które plasują dziewczynę jako łatwy cel szkolnych prześladowców_czyń. Estella/Cruella nie daje sobą pomiatać i otwarcie manifestuje, że ma w sobie więcej, niż inni chcą widzieć (mogłaby być przedstawicielką Gen Z, tyle tylko, że to połowa lat 60.). Wdaje się w bójki, aż wreszcie zostaje wyrzucona ze szkoły. Jest samotna i niezrozumiana.

 

Kluczowym momentem życia bohaterki staje się śmierć jej matki, która zostaje zrzucona z klifu tuż przy wielkiej rezydencji przez (wykreowane komputerowo) DALMATYŃCZYKI (!!).

Psy pierwotnie goniły Estellę. Stąd przekonanie dziewczyny, że to ona jest odpowiedzialna za koniec życia kobiety. Zrozpaczona ucieka do Londynu, gdzie poznaje Jaspera (Joel Fry) i Horace’a (Paul Walter Hauser). Zaprzyjaźniają się, a przez długi czas trudnią się kradzieżami i wyłudzeniami pieniędzy. Większość akcji filmu dzieje się w latach 70., w czasach zmian społecznych i kontrkultury, które mają dialogować z postawą samej Estelli, niespokojnej nastolatki, od zawsze idącej pod prąd. W końcu zostaje zatrudniona przez Baronową (odgrywająca swoją wariację na temat Mirandy Priestly Emma Thompson), projektantkę mody, która jest równie sławna i wielbiona, co wyrachowana, wyniosła i po prostu zła. To, czego się dopuściła, jest do tego stopnia moralnie sprzeczne, że każde, nawet negatywne, zachowanie tytułowej bohaterki (czarnej charakterki przecież!) będzie wyglądało niewinnie. Gdy Estella dowiaduje się o poczynaniach mentorki, postanawia (pstryknięcie palców) przejść na ciemną stronę mocy, na pełen etat przeistoczyć się w Cruellę, zdetronizować Baronową i stać się najsławniejszą projektantką mody.

 

materiały prasowe, film „Cruella”

Tak z grubsza zarysowuje się fabuła „Cruelli”, jednak trudno szukać w filmie nowych pomysłów. To bardziej miszmasz fabularnych rozwiązań oglądanych już wielokrotnie na dużym ekranie (od „Diabeł ubiera się u Prady”, przez „Mrocznego rycerza” i „Ptaki nocy”, po „Jokera”).

Jednak to nie brak innowacyjności stoi na przeszkodzie poczynaniom głównej bohaterki, tylko sprzedawany jako feminizm w wersji light mizoginizm oraz gloryfikacja kulturowej dominacji uprzywilejowania, która ofiarowana jest jako bunt tych przebywających na dole drabiny społecznej.

Fałsz

materiały prasowe, film „Cruella”

„Cruella” mówi o stereotypowej odwiecznej walce kobiet o miejsce na piedestale (ich u szczytu jest niewiele, większość miejsc jest zajętych przecież przez mężczyzn). To też opowieść o tym, że kobiety „w pewnym wieku” powinny wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, i dać przestrzeń młodej krwi (sic!). Obie narracje, tak przecież silnie krytykowane przez środowiska feministyczne, hasają sobie w najlepsze w scenariuszu nowej produkcji Disneya, który, wespół z Daną Fox, napisał nie kto inny, jak Tony McNamara (to on stoi za scenariuszem wspaniałej i przewrotnej „Faworyty”!). Warto też zaznaczyć, że mowa tutaj o walce o uprzywilejowanie białych kobiet. Jedyna czarna bohaterka, grana przez Kirby Howell-Baptiste, Anita Darling (wspaniałe nazwisko!), pozostaje jedynie narzędziem w rękach Cruelli w drodze do wyznaczonego celu.

 

materiały prasowe, film „Cruella”

Kontrkultura w filmie wypada równie prawdziwie, co zapewnienia wielkich koncernów modowych, że działają na rzecz przyrody.

Teoretycznie Cruella chce wprowadzić nową jakość do świata mody, dać jej punkowego pazura, pokazać, że czas hierarchii się skończył. Jednak tak naprawdę bohaterka pragnie wejść w buty Baronowej. Zamieszkać w jej domu, mieć jej służbę (nawet dorabia się kamerdynera rodem z filmów o Batmanie) i finanse. Mało tego, gdy Estella staje się Cruellą, podobnie jak jej arcywrogini, z pogardą traktuje swoich współpracowników. Film to laurka dla kapitalizmu; o tym, jak trudno kobietom przebić się w świecie męskiej dominacji, nie mówi nic. Całość została skąpana w soundtracku, sprawiającym wrażenie na chybił trafił dobranych piosenek z listy Spotify „Rockowe hity do biegania”. Muzyka fenomenalnego Nicholasa Britella zostaje utopiona w utworach Bee Gees, The Zombies czy The Rolling Stones, jak gdyby Disneyowi zależało tylko na manifestacji wydanej kasy.

 

materiały prasowe, film „Cruella”

Klęska „Cruelli” jest tym bardziej spektakularna, im bliżej przyjrzymy się liście osób zaangażowanych w jej powstanie.

Wystarczy wspomnieć, że za reżyserię filmu odpowiada Craig Gillespie, który cztery lata temu stworzył udaną „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”. Emma Stone może dwoić się i troić, ale niewiele może wyciągnąć z marnego scenariusza. Pozostaje jej tylko zrzynka od Joaquina Phoenixa w „Jokerze” (który zresztą marnie zrzynał od „Taksówkarza” i „Króla komedii”) i od Margot Robbie w „Ptakach nocy”, by jeszcze bardziej pokazać odklejenie Cruelli od otoczenia, jeszcze bardziej zamanifestować jej inność. Jak gdyby aktorka oparła swoją rolę głównie na tekście piosenki z animowanych „101 dalmatyńczyków”: „Cruella de Mon, Cruella de Mon – co wzrokiem poraża i miną tak złą”. Karykatura to zdecydowanie za mało, by pokazać głębię.

 

„Cruella”, reż. Craig Gillespie, 2021, w kinach