fot. Mateusz Gołembka

Leszno – gra o schron

Pamiętacie scenę z filmu „Jestem Bogiem”, kiedy Bradley Cooper po wejściu do pokoju hotelowego na widok demolki stwierdza: „Muszę skończyć z hotelami, potrzebuję bunkra”? Szkoda, że zdjęć do filmu nie realizowano w Lesznie. Jest tutaj sporo bunkrów. A może schronów?

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego słowa „schron” i „bunkier” są bliskoznaczne. Źródłowym językiem wyrazu „bunkier” jest język szkocki bunkar – nasyp. Do polszczyzny trafił on prawdopodobnie z języka niemieckiego.

Pochodzenie nazwy. Einmannbunker

Na myśl o tych niewielkich bunkrach przychodzi mi do głowy fragment jednej z reklam:

 

„były nas miliony, mogliśmy robić, co chcieliśmy […]”.

 

I nie nawiązuję tutaj do militarnych funkcji seryjnie produkowanych podczas okupacji „einmannów”.

 

Warto zwrócić uwagę na znikające elementy przestrzeni miejskiej. Szacuje się, że pod koniec XVII wieku w Wielkopolsce było 14 tysięcy wiatraków. Po drugiej wojnie światowej 2,5 tysiąca. Obecnie jest ich 135 – bez podziału na stan zachowania (informacje uzyskane od Jarosława Jankowskiego, dyrektora Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej).

W roku 1998 było w Lesznie 141 ogólnodostępnych aparatów dwukierunkowych samoinkasujących (dane z książki telefonicznej województwa wielkopolskiego).

 

Drzwi do jednego ze schronów w leszczyńskim garnizonie, fot. J. Paczkowski

Drzwi do jednego ze schronów w leszczyńskim garnizonie, fot. J. Paczkowski

Z powyższymi przykładami jest podobnie jak z drzewami. Nie zauważamy ich, kiedy są, natomiast dostrzegamy, kiedy ich brakuje.

Dlatego nie dziwią już akcje ratunkowe małych, ochronnych budowli. Einmannbunker z gdańskiej ulicy Wiosny Ludów trafił do Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, dwa inne zostały przetransportowane z terenów jednej ze szczecińskich fabryk do Kołobrzeskiego Skansenu Fortyfikacyjnego. Działalność pasjonatów i miłośników militariów widoczna jest nie tylko w północnej Polsce.

Fortece zmieniają swoją lokalizację także w stolicy Wielkopolski. Dzięki działalności Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji jedna z nich została przeniesiona z rejonu Dworca Głównego na teren Fortu III, a kolejna z terenów zakładu Bridgestone do Muzeum Uzbrojenia na poznańskiej Cytadeli.

 

Z kolei w Puszczykowie, znajdujący się w sąsiedztwie dworca kolejowego bunkier, wspaniale odrestaurowano, a obok niego umieszczono tablicę informacyjną.

Einmannbunker w dosłownym tłumaczeniu oznacza bunkier jednoosobowy. Bardziej rozbudowane typy mogły pomieścić jednak nawet do 4 osób. Umiejscowienie otworów widokowych w fortecy sprawiało, że kąt widzenia był bliski 360 stopni. Żelbetowa konstrukcja miała zapewniać ochronę przebywającym w niej żołnierzom, pilnującym strategicznych miejsc, przy których były stawiane.

 

Najbardziej powszechne lokalizacje to: tereny przemysłowe, węzły komunikacyjne (dworce, porty, lotniska), duże jednostki wojskowe czy stocznie.

Einmannbunker w Lesznie

W mieście udało mi się odnaleźć trzy takie obiekty. Przedstawiają różny stan zachowania. Jeden pozbawiony jest charakterystycznych drzwiczek, drugiemu brak górnego elementu. Trzeci sprawia wrażenie kompletnego i właśnie z tego względu wydaje się szczególnie cenny. Posiada jedynie delikatne pęknięcie.

 

Wszystkie zlokalizowane są w rejonie leszczyńskiego węzła kolejowego, co nie powinno dziwić, bo był to węzeł strategiczny.

Pozyskane elementy wyposażenia do Muzeum w Szczecinie, fot. ZŻWP Gorzów Wlkp.

Pozyskane elementy wyposażenia do Muzeum w Szczecinie, fot. ZŻWP Gorzów Wlkp.

W czasie okupacji realizowano w Lesznie ogrom inwestycji kolejowych, najczęściej związanych z niemieckim programem budowlanym „Otto”. Najwięcej modernizacji zaplanowano na północ od stacji, czyli miejsca, gdzie znajdują się bunkry. Efektem działań była rozbudowa układu torowego czy budowa nowego zaplecza dla ekspedycji wojska.

Jaki będzie dalszy los bunkrów? Jedna z pracowni urbanistyki i architektury na zlecenie Rady Miejskiej Leszna opracowała prognozę oddziaływania na środowisko. Sporządzono ją na potrzeby uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w rejonie ulicy Wilkowickiej i północnej części terenów kolejowych w Lesznie. Obiekty znajdują się na opracowanym obszarze. Nie znajdują się natomiast w ewidencji zabytków.

 

Śpieszmy się oglądać Einmannbunkry, ponieważ tak szybko odchodzą?

Schronowa Dworcowa

Przywołane wyżej bunkry nie są jedynymi miejscami ukrycia w rejonie dworca kolejowego. Schron wraz z siecią podziemnych korytarzy ma znajdować się pod budynkiem, ale to nie wszystko. Spacerując od dworca w stronę centrum miasta, każdy bez problemu dostrzeże wysokie nasypy. Nie każdy jednak wie, jakie było ich przeznaczenie. To dwa schrony dla załogi PKP.

 

Wnętrze jednego z bunkrów przy ul. Dworcowej, fot. M. Gołembka

Wnętrze jednego z bunkrów przy ul. Dworcowej, fot. M. Gołembka

Jak wspomniano wyżej, Leszno stanowiło strategiczny węzeł kolejowy i zatrudnionych było tutaj mnóstwo osób, co mogło stanowić opłacalny cel ataku.

Zmieniła się doktryna obronna i publicznych pieniędzy nie wydaje się na schrony. Nie zmienia to faktu, że bunkry przy Dworcowej nie chcą zostać zapomniane.

Już w XXI wieku w podziemiach działał sklep z artykułami militarnymi. Z kolei w ostatnim czasie elementy wyposażenia zostały pozyskane jako eksponaty dla Muzeum Techniki Wojskowej w Szczecinie. Na stronie internetowej Związku Żołnierzy Wojska Polskiego w Gorzowie Wielkopolskim (wspierającego non profit działalność muzeum) dostępna jest relacja z tego ciekawego wydarzenia.

 

Dwa kolejne schrony przy Dworcowej można rozpoznać dzięki charakterystycznym wyjściom ewakuacyjnym, które potocznie nazywane są grzybkami.

Schrony zlokalizowane pod budynkami posiadały najczęściej zygzakowate tunele, prowadzące do wyłazu zapewniającego ewakuację w razie zawalenia budynku. Ten znajdujący się pod gmachem administracyjnym dawnego Królewskiego Urzędu Ruchu przeznaczony był dla dyrekcji PKP.

Budynek dawnego Królewskiego Urzędu Ruchu, a przed nim wyjście ewakuacyjne ze schronu, fot. M. Gołembka

Budynek dawnego Królewskiego Urzędu Ruchu, a przed nim wyjście ewakuacyjne ze schronu, fot. M. Gołembka

Sam budynek powstał ok. 1867 roku, później został rozbudowany. Schron natomiast pochodzi z okresu powojennego. Od wielu lat budynek nie jest użytkowany. Kolejny ze schronów znajduje się przy obecnym rondzie Zatorze w sąsiedztwie pomnika techniki – szybowca na cokole – zupełnie jakby miał zapewniać bezpieczeństwo pilotowi.

Inne bunkry z czasów okupacji

W Archiwum Państwowym w Lesznie odnajdziemy ciekawą dokumentację. Zobaczymy niezrealizowane plany przebudowy dolnej kondygnacji fabryki odzieżowej przy ulicy Skarbowej na schron przeciwlotniczy.

 

Niemniej część prac zdołano wykonać, co łatwo zauważyć w podpiwniczeniu modernizowanego właśnie obiektu.

Równie interesujące są archiwalia dotyczące zabudowy przy obecnej ulicy Słowiańskiej 30. Niegdyś funkcjonował tutaj hotel, a podziemia zyskały funkcję schronu z podziałem na ukrycia publiczne, personel oraz gości. Pracownik ekipy remontowej pracującej przy modernizacji budynku kilka lat temu opowiadał mi o imponujących drzwiach w piwnicy.

 

W innej części miasta, Gronowie, w 1940 roku rozpoczęto budowę obozu dla jeńców i niewolników (pierwotnie miał być obozem – noclegownią, przeznaczenie terenu zmieniało się wielokrotnie). Mimo dominacji baraków znajdowały się tam także budynki murowane. Należały do nich m.in. dwa małe schrony przeciwlotnicze dla załogi. Możliwe, że zachowane fragmenty to właśnie dawny schron.

Pozostałe schrony w Lesznie

Miejsca ukrycia, zgodnie z wykazem w Wydziale Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa, znajdują się także w dzielnicy Podwale, przy ulicy Zacisze. Dwa schrony (zaliczane do najmłodszych w Lesznie) znajdziemy na osiedlu Zamenhofa. W odnalezieniu ich pomogą wyjścia ewakuacyjne.

 

Wielu mieszkańców osiedla nie ma pojęcia, że tuż obok znajdują się bunkry.

 

Schrony umiejscowione są także na terenie Garnizonu Leszno. Nawigację „Do schronu OPL” zobaczymy na przykład na wielu zabudowaniach przy ulicy Racławickiej.