fot. Yoav Hornung

LGBTQ na włosku  

„Pandemia wpłynęła na to, jak się czujemy jako osoby LGBTQ, z wieloma lękami, niepokojami, obawami, pozostawione same sobie w domu, w czterech ścianach”  –  mówi Agnieszka Pixi Frączek, terapeutka.

Jakub Wojtaszczyk: Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów kilka dni temu wydało raport, z którego wynika, że Polska jest liderem homofobii wśród krajów UE…

Agnieszka Pixi Frączek: Ostatnio zapoznawałam się z tymi raportami. Większość  z oczywistych przyczyn nie zostawia suchej nitki na Polsce. Nawet w sytuacji sprzed pandemii, kiedy żyliśmy w tzw. ówczesnej normalności, osoby ze społeczności LGBTQ funkcjonowały w stresie mniejszościowym. Nie wszyscy są wyautowani, nie wszyscy żyją jawnie, w niektórych miastach w Polsce marsze równości wiązały się nie tyle z kontrowersjami, co atakami przemocy, np. w Lublinie czy Białymstoku. Poczucie życia w napięciu nie zaczęło się w izolacji pandemicznej, tylko dużo wcześniej

 

JW: Jak ten raport łączy się z pandemią?

APF: Pandemia wpłynęła na to, jak się czujemy jako osoby LGBTQ, z wieloma lękami, niepokojami, obawami, pozostawione same sobie w domu, w czterech ścianach. Nie dość, że nie mamy praw w swoim kraju, to nie możemy korzystać ze wsparcia terapeuty face-to-face, tylko online, co dla  niektórych osób nie jest wystarczającym modelem pomocy. Pandemia spowodowała też narastające lęki, no i jeszcze pojawił się ten raport…

 

Agnieszka Pixi Frączek, z archiwum Izabeli Rzysko

Agnieszka Pixi Frączek, z archiwum Izabeli Rzysko

JW: Dużo.

APF: Tak! Raport mówi: „Dokładnie, człowieku LGBTQ, jest tak jak myślałeś, myślałaś. Po prostu wychodzi na to, że twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia”.

 

JW: Z jakimi problemami obecnie zgłaszają się do ciebie osoby LGBTQ?

APF: Pandemia i izolacja zaskoczyły nas praktycznie z dnia na dzień. Wielu osobom zabrakło czasu, aby ulokować się u przyjaciół, w tzw. rodzinie z wyboru. Zgłaszają się do mnie po pomoc osoby, i wyautowane, i żyjące „w szafie”, i w okresie izolacji znowu wracają do nadmiarowego spożywania substancji psychoaktywnych, np. alkoholu, z którym udało im się wygrać jakiś czas temu. Są wśród nich też takie, które niespodziewanie straciły pracę z racji tego, że każda gałąź gospodarki ma bardzo zachwianą sytuację. Pojawiają się depresja i nawroty paniki. Chociaż nie są to tylko przypadki osób nieheteronormatywnych.

 

JW: Czy w obecnej sytuacji zdarzają się coming outy?

APF: Zgłaszają się do mnie młodzi ludzie, którzy to planowali. Powstrzymuję ich przed nimi w sytuacji, kiedy wielce prawdopodobna jest gwałtowna i nieprzewidywalna reakcja rodziców. Zachęcam do tego, aby rozmawiali ze mną na sesjach o planowanym ujawnieniu, zwłaszcza że trudno obecnie zadbać o miękkie lądowanie poza domem. W rodzinie niewspierającej, coming out w okresie izolacji nie jest najlepszym pomysłem.

 

Dwie osoby, z którym pracuję i które planowały coming out jeszcze przed wakacjami, wykorzystały moment pandemii na rozmowę z rodzicami. Tyle tylko, że są to rodziny sprzyjające, gdzie nastolatek czuł, że jego decyzja jest tylko formalnością.

JW: Czyli są pozytywne aspekty…

APF: Tak, jeżeli rodzice są gotowi uznać swoje dziecko w jego czy jej tożsamości, co zresztą siedemnasto- czy osiemnastolatek często potrafi rozpoznać. Żyje ze swoimi rodzicami, wie, co mówią o społeczności LGBTQ. Mogą to być też rodzice, którzy nie są pewni orientacji swojego dziecka, ale w jakiś sposób wspierają walkę o równouprawnienie czy też w neutralny sposób wypowiadają się o osobach nieheteronormatywnych…

 

JW: Neutralny?

APF: Tak, bo nie chodzi o to, żeby z tożsamości dziecka robić szczególną celebrację. Może to być krępujące, ponieważ w podobny sposób nie zachowują się rodzice heteroseksualnych córek i synów. Takie dorastające dziecko potrafi wyczuć, czy może się zamanifestować, czy nie.

 

Jeżeli jest to rodzina dobrze lub w miarę dobrze funkcjonująca, to ten czas, który teraz przeżywamy, może być wykorzystany na rozmowę o swojej tożsamości psychoseksualnej. Pozwala być częściej razem w domu, nie spieszyć się…

Dużo zależy też od tego, w jakich konkretna rodzina żyje warunkach. Po izolacji, która trwa już ponad dwa miesiące, jeżeli mieszkamy na małej powierzchni, nasza gotowość na takie przeżycia może być mocno zachwiana. 

 

JW: Czy stany lękowe czy depresja wywołana pandemią mogą być przez niehetero odbierane jako kolejny klocek do ich złej sytuacji w Polsce?

APF: Tak, dlatego że osoby LGBTQ w izolację weszły ze wszystkimi stresami i obawami, które rosły w nich w ówczesnej normalności, czyli wspominany stres mniejszościowy, nastroje depresyjne, stany permanentnego niepokoju czy nadmierne spożywanie alkoholu, by z tym wszystkim sobie poradzić. Ktoś, kto był w słabszej formie przed izolacją, będąc w niej, ma bardzo utrudnioną możliwość poprawy swojego stanu. Jest raczej odwrotnie, tym bardziej, kiedy mieszka sam, bez wspierającej drugiej czy trzeciej osoby. 

 

JW: Dochodzi do tego sytuacja braku możliwości legalizacji związków jednopłciowych.

APF: To bardzo ważny aspekt, który dotyczy także okresu poza pandemicznego. Jeżeli ktokolwiek trafi do szpitala i nie będzie w stanie upoważnić innej osoby do odbierania informacji, to jest bardzo trudno dogadać się z lekarzem, aby je wydobyć. Co prawda bywa różnie. Lekarze coraz częściej nastawieni są proludzko. Jednak dla mnie żenujące jest to, że lekarz w jakiś sposób naraża się na postępowanie wbrew procedurze. Sytuacja ta pokazuje, że legalizacja związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych powinna być już dawno uregulowana. 

 

JW: Dodatkowy ciężar spadł na osoby transpłciowe…

APF: Dokładnie tak. Na Węgrzech, czyli w kraju, który ma sytuację polityczną podobną do naszej, Viktor Orbán wprowadził ustawowy zakaz prawnego uzgodnienia płci. Kiedy osoby transpłciowe, ich bliscy, sojusznicy i sojuszniczki czytają coś takiego, to myślę, że biorąc pod uwagę, w jak dynamiczny sposób zapadają różne decyzje w Polsce, mogą mieć obawy, że u nas ktoś mógłby wpaść na podobny pomysł. Tak naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji, ale Węgry, mimo że też są w Unii Europejskiej, pokazują, iż zagrożenie jest bardzo realne.

 

JW: Czy pandemia zepchnęła na dalszy plan wszystkie sprawy, o które społeczność LGBTQ do tej pory walczyła?

APF: Boję się tego, co mówisz, ale biorę to pod uwagę. Uważam, że po izolacji postulaty tęczowych aktywistów i aktywistek będą mniej słyszane. Przygotowuję się na to, że z różnych stron społeczność usłyszy, iż mamy większe problemy; bo gospodarka, bo przemysł, bo PKB, inflacja, bo wybory… Staniemy się monotematyczni. Każdy będzie chciał najpierw odbudować swój budżet rodzinny, swoją jakąś normalność, co do której jeszcze nie wiemy, jak będzie wyglądać.

 

Mam taką osobistą obserwację: kiedy, jeszcze przed pandemią, na swoim profilu facebookowym publikowałam bardzo dużo zaangażowanych tęczowych treści, to tych lajków było znacznie więcej niż mam ich obecnie.

 

JW: Z drugiej strony kultura queerowa przeniosła się do sieci, co jest zdecydowanie pozytywnym aspektem. 

APF: Wszystkie eventy, które związane są np. z kulturą drag queen w Poznaniu, odbywały się głównie w klubie,  Lokum. Obecnie, dla osób, które są spoza miasta, z małych miejscowości, te wydarzenia online były pierwszą stycznością z polskim dragiem. Chociażby „Twój drag brzmi znajomo” dosłownie przychodzi do ludzi do domu. Z jednej strony takie wydarzenia mogą być wspierające. Jednak z drugiej eventy „offline” wykorzystywane były do spotkania ze społecznością, to nie tylko sama zabawa, ale też bycie wspólnie. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać teraz, kiedy obiekty gastronomiczne się na nowo otworzyły.

 

JW: Co prawda już trochę o tym wspomniałaś, ale chyba warto doprecyzować. Obecnie powstaje bardzo dużo raportów na temat tego, jak nasza nowa rzeczywistość będzie wyglądać. Czy takie przewidywanie przyszłości społeczności LGBTQ jest w ogóle możliwe? 

APF: Myślę, że jest na to za wcześnie. Tak naprawdę to wróżenie z fusów. Mam też wrażenie, że niektórym politykom sytuacja pandemii jest na rękę. Jeszcze do niedawna w pewnych kręgach kwestie równouprawnienia osób nieheteronormatywnych, przemocy domowej, działania feministyczne czy kwestia dofinansowania in vitro były słyszalne i wyrobiły sobie uwagę w społeczeństwie. Boję się, że w tej chwili znowu te tematy będą zamrożone.

 

W ubiegłym roku w Polsce odbyło się ponad dwadzieścia marszów równości. Miałam wrażenie, że w 2020 pójdziemy do przodu i dołączą się kolejne miasta. W tej chwili trudno mi to stwierdzić.

Cały czas społeczność LGBTQ w niewłaściwy sposób wiązana jest z edukacją seksualną, która miałaby deprawować dzieci i je seksualizować. Wiele warsztatów edukacyjnych, antyprzemocowych i antydyskryminacyjnych dla młodzieży, które przygotowaliśmy razem z innymi terapeutami, psychologami czy pedagogami, w tej chwili wisi na włosku. Obawiam się, że możemy stanąć w miejscu. 

 

 

Agnieszka Pixi Frączek – terapeutka/counsellorka, absolwentka krakowskiego Centrum Counsellingu Gestalt. Prowadzi terapię indywidualną oraz warsztaty. Najważniejszym obszarem jej działań jest praca z osobami LGBT+. W Grupie Stonewall prowadzi grupę wsparcia Rodzice wokół tęczy – dla rodziców osób nieheteronormatywnych oraz inicjatywę Bi the Way dla osób biseksualnych.