fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #21

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Eternal Sleep Octxsphere°, Mateusz Szajerka i Smokes Of Krakatau.

ETERNAL SLEEP OCTXSPHERE° King Of Nowhere wydanie własne, 2020

 

 

Zbiersk to niewielka wieś w powiecie kaliskim, której nazwa najpewniej pochodzi od słowa „zbirsko”, oznaczającego skupisko lub zbiorowisko. Jednym z jej mieszkańców jest producent ukrywający się pod tajemniczym pseudonimem Eternal Sleep Octxsphere°, którego najnowszy, wydany zaledwie kilkanaście dni temu album ma wiele wspólnego z genezą nazwy miejsca, z którego pochodzi. „King Of Nowhere” to płyta składająca się z pięćdziesięciu (!!!) instrumentalnych, często wielominutowych utworów, której fundamentem jest trap – wciąż popularny gatunek na styku hip hopu i muzyki elektronicznej, na ogół charakteryzujący się ciężkim, „tłustym” basem oraz wolnymi, majestatycznymi tempami.

 

Jednak w przypadku Eternal Sleep Octxsphere° otrzymujemy coś więcej, niejako przedłużenie tego, z czego składa się ów styl. W tym przypadku tagi określające płytę, takie jak „ambient trap”, „post-industrial trap” czy po prostu „post-trap” są szalenie adekwatne. Artysta ze Zbierska nie częstuje nas polską wersją blazy na modłę Waka Flocka Flame, serwuje raczej jedyne w swoim rodzaju połączenie specyficznego oniryzmu i egzotyki, przez które jednocześnie podrywamy się do tańca i marzymy o wygodnym hamaku.

Ciekawy charakter krążka sprawia, że na pojawiające się tu i ówdzie mankamenty techniczne czy aranżacyjne nie zwracamy aż takiej uwagi. Pewnie, że nie stałoby się nic złego, gdyby płyta trwała nawet o połowę krócej, i to oczywiste, że na obecnym etapie Eternal Sleep Octxsphere° to rozgrzewka dobrze zapowiadającego się amatora. Jednak dać projektowi szansę warto już teraz – wieczorową porą, z dobrą książką w pakiecie, będzie pasować jak ulał.

 

MATEUSZ SZAJERKA Debiut Hell Under Control, 2019

 

 

„Na YouTube pojawił się utwór chyba poniekąd promujący naszą miejscowość. Zastanawiamy się jednak, do jakich odbiorców jest ten utwór kierowany. Nie da się tego ocenić bez wysłuchania…” – napisał niedawno jeden z serwisów informacyjnych dla mieszkańców podpoznańskich Koziegłów.

Fakt, „Klinika okultystyczna Koziegłowy” zaledwie 18-letniego Mateusza Szajerki może frapować, i to nawet tych, którzy zdążyli przywyknąć do ekstrawaganckich eksperymentów dobiegających z czeluści szeroko pojętej sceny muzyki niezależnej naszego regionu. Rzeczywiście, zamiast zastanawiać się, „co poeta miał na myśli”, zdecydowanie lepiej posłuchać „Debiutu” w całości, choć tak naprawdę to nie pierwsza, a trzecia już płyta tego świetnie zapowiadającego się i dość odważnego jak na swój wiek artysty.

 

Jak z rozbrajającym uśmiechem przyznał w ubiegłorocznym wywiadzie w ramach projektu Młoda Kultura w Galerii Jerzego Piotrowicza „Pod Koroną”, muzykę tworzy przede wszystkim dla własnej przyjemności, „chcąc wydobyć ekscytację podobną do tej, jaką dostarcza mu obcowanie ze sztuką innych”.

Zgodnie z ideologią coraz popularniejszego nurtu określanego mianem „bedroom producers”, o którym swoją drogą zrobiło się niedawno jeszcze głośniej za sprawą przemówienia Finneasa O’Connella (brata Billie Eilish) podczas rozdania tegorocznych Oscarów, materiał Szajerka to typowo chałupnicza robota. Nastoletni producent, gitarzysta i basista zabrał się do niej z młodzieńczą werwą, nie myśląc wiele o tym, czy coś „wypada” i czy to jest „w punkt”.

 

To chłopak, który „leci”, piorąc nam bębenki na kwaśne jabłko elektroniczno-jazzowym hałasem, w którym potrzeba artystycznego wysublimowania co rusz wypierana jest przez pierwotność.

To nie oznacza, że „Debiut” to jedynie szczeniacki wybryk i efekt niekontrolowanego strumienia świadomości. Za przykład weźmy choćby „Silent Hill” – łatwo sobie wyobrazić, że ten utwór, jak i te po nim następujące, mogłyby stanowić ważną część płyty któregoś z wyjadaczy polskiej szkoły jazzowego eksperymentu. Młodość to śmiałość!

 

SMOKES OF KRAKATAU Demo wydanie własne, 2019

 

 

Panowie z poznańskiego Smokes Of Krakatau pokazują, że przy odrobinie szczęścia mogą zawojować scenę ciężkiego rocka nie tylko w Wielkopolsce, ale w całej Polsce, pełnej miłośników brzmień psychodelicznych, stonerowych, doomowych, fuzzowych…

 

Czteroczęściowe „Demo” Araza, Gruza i Byrona jest ich wypadkową. „Wibracje, drżenie strun, eksplozje, erupcje. Paląca się trawa i lawa” – takimi słowami opisują swoją twórczość sami muzycy, a z recenzenckiego obowiązku warto byłoby podkreślić, że powinna się ona podobać zarówno fanom Deep Purple czy Black Sabbath (swingujący, hardrockowy „Pleiades”), jak również miłośnikom pierwszych krążków Alice In Chains (fantastycznie grunge’owy, z wolna snujący się „Septic”).

Na płycie nie brakuje też wątków à la Motörhead (speed metalowy riff w otwarciu „Carousel”) czy odniesień do Kyuss (niestety, najsłabszy w zestawie „Kombajn Bizon”). Niewątpliwie trzeba docenić klimat „predebiutu” Smokes Of Krakatau, którzy nie trzymając się kurczowo konkretnej, wąskiej stylistyki i grając w różnych tempach, w udany sposób łączą komponenty arsenału starej szkoły rocka. Z drugiej strony, jest przynajmniej jedna rzecz, którą warto byłoby naprawić do czasu wydania pełnoprawnego albumu – angielski akcent Byrona pozostawia wiele do życzenia.

W przypadku tak „amerykańskich” gatunków, w jakie celuje kapela, sugestywność artykulacji tekstów jest szczególnie istotna. Co ciekawe, kiedy wokalista próbuje śpiewać w języku polskim, efekt jest… jeszcze gorszy. Gdyby nad tym popracować, oficjalny debiut Smokes Of Krakatau może wzbudzić zainteresowanie nie tylko rockowych geeków.