fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #22

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Secrets Of The 45, The Live Wires i Sznyt!

SECRETS OF THE 45
Marians Silbersee
Underpolen, 2020

 

 

Przedziwne dźwiękowe krajobrazy, na bazie nagrań zrealizowanych w terenie, przypadkowo znalezionych, czasem zupełnie niemuzycznych. Sugestywne i momentalnie uruchamiające wyobraźnię tła dźwiękowe, inspirowane sztuką, mitologią, religią, folklorem, psychologią, okultyzmem, literaturą, ale też wciąż żywymi wspomnieniami autora o jego zmarłym dziadku.

Z tak złożonego amalgamatu powstały dwie nowe kompozycje tajemniczego poznańskiego projektu Secrets Of The 45.

 

Jego twórca to przedstawiciel stosunkowo nieznanego nurtu zwanego plunderphonics, współcześnie dającego się zauważyć zwłaszcza na europejskiej scenie niezależnej muzyki elektronicznej.

„Plądrofonia”, która jako termin po raz pierwszy pojawia się w eseju napisanym pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku przez słynnego kanadyjskiego kompozytora i saksofonistę Johna Oswalda, to nic innego jak kolaże dźwiękowe, tworzone na bazie przetworzonych nagrań, jednak – w przeciwieństwie do samplingu – w sposób całkowicie bezpośredni i jawny.

I tak, w przypadku „Marians Silbersee” otrzymujemy gęstą plątaninę wycinków z kultowych w latach osiemdziesiątych seriali „MacGyver” czy „Drużyna A”, powieści Karola Maya, a także innych wytworów kultury, którymi fascynował się dziadek artysty.

Ciekawostka? Niekoniecznie, mając na uwadze siłę oddziaływania tej niespełna 17-minutowej płyty.

 

THE LIVE WIRES
The Live Wires
wydanie własne, 2020

 

 

„Mistrzowie refrenów” – to chyba pierwsza myśl, jaka może przyjść nam do głowy po przesłuchaniu minialbumu zespołu The Live Wires, który po dwóch latach działalności koncertowej zdecydował się również na studyjną.

 

Jak dotąd Teodora, Ludwika i Wacława można było słuchać jedynie w wersji na żywo – choćby na poznańskich juwenaliach, "Bitwie Kapel" na Wielkim Grillowaniu UAM, Przeglądzie Artystycznym „Cin Art” czy imprezie "100 lat razem"! - Festiwal Jubileuszowy dla Miasta i Regionu.

Teraz panowie zdecydowali się na publikację trzech nagrań studyjnych, dzięki czemu ich energetyczną twórczością możemy cieszyć się w domowym zaciszu (#zostanwdomu).

Gdyby wierzyć opisowi samych zainteresowanych, sądzilibyśmy, że na tytułowej EP-ce usłyszymy gregoriański chorał, kontrabas oraz mandolinę. Ale to tylko blef, bo w rzeczywistości „The Live Wires” to pełnokrwisty rock, czasem w wydaniu indie, a czasem zagrany w czysto funkowym stylu.

Podobno kiedy muzycy zakładali zespół, „szybko odkryli swoją wspólną miłość do amatorskiej stolarki, brazylijskiego śpiewu gardłowego oraz japońskiego kina obyczajowego lat 60.”, ale o wiele lepiej powiedzieć, że ich „The Live Wires” to kapitalna propozycja dla fanów starego Primusa i Red Hot Chili Peppers.

I jeszcze gdyby tylko Wacław poprawił swój angielski…

 

SZNYT!
First Live Improvised Session
wydanie własne, 2020

 

 

Jak informuje Słownik Języka Polskiego PWN, sznyt może oznaczać wygląd charakterystyczny dla jakiegoś środowiska i uznawany przez nie za najbardziej elegancki, ale również cięcie na skórze, „modne w środowisku przestępczym”.

 

Nie ma jakichkolwiek informacji, by wokalistka Aleksandra Szalińska, klarnecista Michał Giżycki lub klawiszowiec i pianista Karol Firmanty mieli na sumieniu jakieś większe grzeszki, jednak nie ulega wątpliwości, że ich wspólny projekt Sznyt! bardziej kojarzy się z bólem aniżeli galanterią.

Warto jednak podkreślić, że mowa tu o bólu czysto egzystencjalnym, werterowskim, a ukazanym poprzez wymagający, niepokojący i bardzo depresyjny sound art, w którym cyfrowy ambient wchodzi w konszachty z analogowym contemporary.

„First Live Improvised Session”, czyli zapis z próby zespołu, jaka odbyła się 27 kwietnia ubiegłego roku w poznańskim Kołorkingu Muzycznym, stawia jego członków niemal w tym samym rzędzie, w jakim zwykle umiejscawiamy reprezentantów choćby prestiżowego Instant Classic.

Być może zgodziłby się z tym nawet Wacław Zimpel – nie od dziś najwybitniejsza postać w „nowej” polskiej muzyce klarnetowej. I to nie tylko z uwagi na fakt, że „River’s Blade” brzmi jak Saagara dla nihilistów, a „A Haaa” jest jak jego najnowsze „Massive Oscillations”.

Cacko dla poszukiwaczy niejednorodnego jazzu z regionalnych głębin.