fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #27

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Szymon Wildstein, Wilson_Wilson i Wojciech Ferfecki.

SZYMON WILDSTEIN
Ssss
wydanie własne, 2020

 

 

Szymon Wildstein to prawdziwa zagadka na kulturalnej mapie wielkopolskiego undergroundu. I bynajmniej nie dlatego, że co do potencjału tego poznańskiego muzyka można mieć jakieś wątpliwości. W żadnym wypadku, jak dotąd jego dyskografia – składająca się z debiutanckiej, wydanej przed trzema laty „Składanki”, późniejszych mini-albumów „5 *” i „3 *”, a także najnowszego krążka „Ssss” – większości fanów muzyki prawdziwie niezależnej raczej nie rozczaruje.

 

Bardziej idzie o to, jak dalej potoczy się historia tego nonkonformistycznego artysty, który choć każdy swój materiał opatruje tagiem „pop”, to tak naprawdę zapuszcza się w zupełnie inne – zwykle psychodeliczne i jazzowe – rejony.

W ostatni dzień lipca ukazał się jego nowy album, na którym w tytułach bawi się słowami („Defibrylatoczkiem”, Pan mu dynda”), a dźwiękami w opatrzonych nimi instrumentalnych kompozycjach, będących połączeniem plądrofonii i free improv.

 

Mamy pod górkę? Owszem, to niełatwa wędrówka, jednak po pierwszych bólach przychodzi satysfakcja.

To jedna z tych płyt, których warto słuchać w nocy, a już na pewno w samotności. „Cyrka coś cyrka”, „Letni koncert”, „Pieski dyrygent” – gdzie nie zajrzeć, tam atakuje nas modernistyczny dark jazz, w którym żałoba to synonim obłędu. Choć „atakuje” to chyba nieodpowiednie słowo – niczym wąż, robiący tytułowe „Ssss”, niepostrzeżenie wkrada nam się do serc i przepełnia je strachem, mieszając w nim jak w kotle nasze fobie i strachy.

Niektórzy wierzą, że dobra, wymagająca muzyka to najlepsza kozetka. Warto to sprawdzić, słuchając właśnie Szymona Wildsteina.

 

WILSON_WILSON
Theta / Alpha
wydanie własne, 2020

 

 

Co jak co, ale tych dwóch zapowiada się naprawdę świetnie! Spadli z księżyca i dosłownie pozamiatali – zwłaszcza na wielkopolskim podwórku alternatywnego, nowoczesnego rocka „dla dorosłych”. Choć „Theta / Alpha” to zaledwie dwa utwory, to ich koncepcja, brzmienie, przebojowość oraz dość trudny do wytłumaczenia magnetyzm sprawiają, że ich muzyki chce się tylko więcej – rano pobudzi, wieczorem uruchomi wyobraźnię.

 

Za projekt odpowiada dwóch poznaniaków, wcześniej z powodzeniem działających jako No Gravity Shoes.

Czym różni się Wilson_Wilson od ich pierwotnego projektu?

 

„To mieszanka wokali, syntezatorów, gitar i perkusji, ale ten zespół nie powie ci dokładnie co gra i nie wyjaśni, o czym będzie następny utwór” – piszą o swojej nowej twórczości panowie, którzy z przedrostkami post-, indie- i alter- siłują się już od siedmiu lat.

 

Jednak Wilson_Wilson to skok na nowy poziom – przemyślane, wypolerowane na błysk hybrydy takich stylów jak krautrock, dance punk czy IDM. Przekombinowany wyskok na jedno posiedzenie przy adapterze? Nic z tych rzeczy – niepokój, niejednoznaczność i odrealnienie tych kompozycji sprawia, że chcemy się w nie zagłębiać raz po raz, co rusz odnajdując „nowe”.

 

No właśnie, „nowe” to chyba słowo-klucz w przypadku Wilson_Wilson – duetu, który swoją drogą zarówno od strony nazwy, jak i oprawy wizualnej jest również oczkiem puszczonym w stronę miłośników oryginalnego serialu „Utopia”.

Jednym z jego głównych bohaterów jest nie kto inny jak Wilson Wilson – geek, zwolennik teorii spiskowych i osoba, która dzięki swoim ponadprzeciętnym umiejętnościom pomaga odkryć prawdę o tytułowej „utopii”…

Tymczasem poznański projekt Wilson_Wilson jest właśnie trochę jak dwóch geeków na Przystanku Woodstock – kiedy inni idą w proste riffy, oni kombinują. I tak trzymać!

 

WOJCIECH FERFECKI
Purple
wydanie własne, 2020

 

 

22 lata temu ukazała się płyta, która z pewnością przez wielu zapamiętana została jako kamień milowy alternatywnego metalu. Mowa tu oczywiście o albumie „Alternative 4” brytyjskiego zespołu Anathema, którego wspomnienie jak bumerang wraca na nowej płycie Wojciecha Ferfeckiego, a nawet z samej jej okładki.

I choć twórczość krotoszyńskiego gitarzysty to czasem bardziej jakiś ekscentryczny grunge metal niż typowo „prog-rockowanie”, to jednak nie ma wątpliwości, że wpływy braci Cavanagh, jak i kapel w stylu Opeth czy Katatonia (warto podkreślić, że mowa tu o ich najstarszych płytach!) są zauważalne w większości numerów zawartych na „Purple”.

 

„Zauważyliśmy, że chcąc dotrzeć w piosence do samego jądra emocji, przede wszystkim musisz wyrzucić z niej wszystkie niepotrzebne warstwy, takie jak nienaturalne wokale, przedłużane w nieskończoność solówki gitarowe i temu podobne badziewie – mówił w jednym z wywiadów Vincent Cavanagh.

 

I zapewne to właśnie dlatego „Purpura” Ferfeckiego – mimo że to materiał niemal w stu procentach instrumentalny – tak szybko do siebie przekonuje.

 

O tej płycie można powiedzieć wiele złych rzeczy – jest kiepsko nagrana, a jej autor czasem brzmi jakby nie wiedział, na który z gatunków się zdecydować.

Jednak z drugiej strony coś każe nam do niej wracać – może to minorowy nastrój „Saturna” w suicidal black metalowym tonie, może to wyciskające łzy z oczu depressive rockowe miniatury „Fantoft Stave” i „Mi?conception”, może „Ye Entrancemperium” – przypominający symfoniczny black metal Cradle of Filth, a może aura reszty kawałków, w których dawna Anathema jest punktem wyjścia do różnych gitarowych eksploracji.

Kontrolowany chaos Wojciecha Ferfeckiego = świetna propozycja na właśnie zbliżającą się jesień.