fot. materiały prasowe, serial "Kolej podziemna"

Napięcie. O serialu „Kolej podziemna”

Filmy Barry’ego Jenkinsa opowiadają o zwykłych ludziach, którzy pozostają w cieniu wielkich narracji, są nieuprzywilejowani i muszą poradzić sobie z trudną do zniesienia codziennością. Czy to odkrywają swoją seksualność w społeczności, która przychylna LGBT+ nie jest, jak w „Moonlight”, czy starają się walczyć z niesprawiedliwością systemu więziennictwa, jak w „Gdyby ulica Beale umiała mówić”.

Opowiadają historie młodych czarnych Amerykanów i Amerykanek i, co z kolorem skóry jest nierozerwalnie związane, dotykają (w mniejszym lub większym stopniu) problemu rasizmu w Stanach. Oba tytuły są też opowieścią o ucieczce. Chiron w „Moonlight” stara się uciec od swojego homoseksualizmu, a Tish i Alonzo od codziennej nienawiści białych do nich, by móc cieszyć się własną miłością i po prostu żyć. Obie ucieczki są niemożliwe. Tymczasem Cora, bohaterka najnowszego obrazu Jenkinsa, serialu „Kolej podziemna”, ucieka naprawdę.

Niewolnica

 

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Oparta na nagrodzonej Pulitzerem powieści Colsona Whiteheada o tym samym tytule produkcja to historia wyzysku czarnych Amerykanów i Amerykanek, których zniewolenie przez białych jest częścią składową DNA Stanów Zjednoczonych, płynie w krwiobiegu kraju, którego kamieniem węgielnym jest wyzysk.

 

„Kolej podziemna” to historia wspomnianej Cory (fenomenalna Thuso Mbedu), niewolnicy na plantacji w Georgii w połowie 1800 roku, której matka Mabel (Sheila Atim) lata temu porzuciła ją, uciekając od katorżniczej pracy na polach bawełny, nie dała się złapać, a teraz słuch po niej zaginął.

Cora żyje w cieniu matki, ponieważ historia tamtej funkcjonuje na poły jako legenda, na poły jako świadectwo, że wyzwolenie jest możliwe. To promyk nadziei całej społeczności na farmie Randalla (Benjamin Walker), więc i plany o ucieczce się pojawiają. Jednak kiedy Ceasar (Aaron Pierre) proponuje dziewczynie pójście w ślady matki, ta waha się, bo wie, co dzieje się ze złapanymi na próbie ucieczki. Jak z Big Anthonym, którego ciało rozrywają pejcze, a następnie – ku przerażeniu pozostałych niewolników_czek i uciesze gości_ń – Randall podpala je. Jednak właśnie to wydarzenie motywuje Corę do przyjęcia propozycji Ceasara i ruszenia w drogę do podziemi, gdzie pędzi tytułowa kolej.

Ucieczka

 

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Kolej tak naprawdę nigdy nie istniała fizycznie. W ten sposób nazywano sieć stworzoną przez wyzwoleńców_czyń i abolicjonistów_stki, którzy pomagali przy ucieczce z Południa. Mit o istnieniu podziemnych torów i zwrotnic materializuje się na kartkach powieści Whiteheada i tym samym oglądamy ją w serialu. Ten wątek, który wpisać można w konwencję realizmu magicznego, jest bezpieczną przystanią dla bohaterów_ek, po ucieczce choć na moment mogących odsapnąć od niewolniczej pracy i białych ludzi.

 

Zapłatą za podróż jest ich historia zapisywana dla przyszłych pokoleń. 

Cora podróżuje między stanami Ameryki – z Georgii trafia do Karoliny Południowej i Północnej, Indiany oraz Tennessee – poniekąd reprezentującymi różne etapy niewolnictwa w kraju, różne podejścia do czarnych mieszkańców_ek. Nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka panuje wolność, a czarni Amerykanie_nki spacerują, zarabiają i uczą się pisać i czytać (za co w Georgii grozi śmierć), okazuje się, że swoboda jest tylko pozorna, jest pozłotkiem wolności. Cora bardzo szybko się o tym przekona. Natomiast już w następnym stanie posiadanie innego niż biały koloru skóry jest równoznaczne z karą śmierci.

 

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Bohaterka przemierza piekło na ziemi w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia i gdy już myśli, że je znajduje (jak w społeczności winarzy_rek), zaraz wydarza się coś, co pokazuje, że równość białych i czarnych w Stanach to ułuda.

Tym bardziej, że śladem Cory z plantacji bawełny wyrusza łowca niewolników Ridgeway (Joel Edgerton), który nie spocznie, nim nie złapie uciekinierki (ma ku temu osobiste powody –  motywuje go zraniona duma).

Pułapka

 

Serialowi towarzyszy nieustające napięcie i wrażenie przebywania w pułapce, z której nie ma już ucieczki. Jednocześnie, mimo poczuciu bezsensu, kibicujemy Corze, która po każdym upadku podnosi się i biegnie dalej. Każdy odcinek nie tylko pozwala opowiedzieć historię uciekinierki, ale też zagłębić się w biografię innych, nawet epizodycznych, bohaterów_ek. Jenkins oddaje głos tym, którym był on zabierany. Nawet Ridgeway nie jest jednowymiarowym antagonistą (w dużej mierze zasługa w tym gry Edgertona), któremu zdarza się uratować Corę z opresji.

 

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Daleko mu do stereotypowego przedstawienia białego uprzywilejowanego mężczyzny z czasów poprzedzających wojnę secesyjną, jednocześnie nie jest to też opowieść o „białym zbawicielu”.

„Kolej podziemną” dopełnia fenomenalna ścieżka dźwiękowa autorstwa  Nicholasa Britella. Muzyka miesza się z odgłosami cykad, kucia żelaza, strzałów… Dzięki temu niemal zanurzamy się w codzienności Cory. Dźwiękom towarzyszą hipnotyzujące zdjęcia Jamesa Laxona.

 

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Operator odwraca perspektywę białego spojrzenia (związanego ze zdjęciami z linczów, na których patrzącym prosto w obiektyw białym towarzyszą zwłoki czarnych Amerykanów_ek) – teraz to niewolnicy_czki patrzą prosto na widza_ki.

Jenkins nie ucieka od naturalizacji przemocy wymierzonej czarnej społeczności. Jednak, jak przyznaje w wywiadach, wybiera tylko te momenty, które są, według niego, istotne do zobrazowania czasów, o których opowiada. Dlatego daleko serialowi do pornografizacji przemocy (pokazywania na ekranie przemocy dla samej przemocy, co charakteryzowało chociażby inną produkcję – „Oni: Pakt”).

 

Mimo tego emocje, które towarzyszą sensowi są trudne do opisania.

serial „Kolej podziemna”, fot. materiały prasowe

Nawet jeśli napiszę, że przygnębienie miesza się z fascynacją, wrażenie obcowania z nowatorskim serialem z nerwami charakterystycznymi dla kina przygodowego, nie będzie to wystarczająca charakterystyka. Na koniec otrzymujemy zalążek, jeśli nie happy endu, to spełnienia – oto dostaliśmy serial, który wypełnia lukę mikrohistorii w opowiadaniu o wielkich wydarzeniach z przeszłości. Tym razem to nie biali i uprzywilejowani mówią i kształtują obraz przeszłości, tylko osoby, którymi pogardzali.

 

 

„Kolej podziemna”, reż. Barry Jenkins, 2021, Prime Video