fot. Materiały prasowe

Nie tylko sześć strun

„Pierwsza solowa płyta jest pewnego rodzaju wizytówką artystyczną, ale w moim przypadku stała się również portalem: zamknęła jeden etap mojego życia i jednocześnie otworzyła nowy rozdział. Jestem dumny z tego, że jako gitarzysta klasyczny stworzyłem coś, co było bardzo zgodne ze mną w tamtym momencie” – mówi gitarzysta Kacper Dworniczak, stypendysta Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury na rok 2026, który w ubiegłym roku wydał swój solowy album „JOURNEYs”.

Sebastian Gabryel: Kacper, chyba zgodzisz się z tym, że gitara jest u ciebie zdecydowanie czymś więcej niż instrumentem klasycznym. Przepuszczasz przez nią Chopina, Johna Mayera, Takemitsu, Piasecznego… Pamiętasz, kiedy pierwszy raz naprawdę poczułeś, że gitara może być sposobem na opowiadanie świata? I czy był taki kluczowy moment, w którym granie przestało być dla ciebie czymś, co tylko „robisz dobrze”, a stało się czymś, przez co naprawdę „mówisz”?

Kacper Dworniczak: Tak sobie myślę, że odkąd pamiętam, gitara była dla mnie narzędziem do wyrażania emocji i opowiadania historii, które trudno byłoby mi opowiedzieć za pomocą słów.

 

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Już w bardzo młodym wieku czułem, że być może nie umiem jeszcze grać najszybciej czy najsprawniej, ale w swoim dźwięku słyszę coś własnego – pewną historię i tożsamość, którą z czasem pokochałem dzielić się ze słuchaczami.

Mam też ogromne szczęście, że wychowałem się w domu, w którym od zawsze słuchało się dobrej, wartościowej muzyki. Wydaje mi się, że dzięki temu mój gust i moje muzyczne upodobania kształtowały się bardzo naturalnie. Moja wyobraźnia od początku mogła pracować szeroko, bez ograniczania się do jednego rodzaju repertuaru czy jednej estetyki. Gitara klasyczna stała się dla mnie nie tylko instrumentem, ale też przestrzenią, przez którą mogę mówić o tym, co mnie porusza.

 

SG: Pierwszy nauczyciel – Piotr Kosmowski – często wraca w twoich wypowiedziach jako ważna postać. Co z takiej relacji jak wasza zostaje najdłużej – technika, brzmienie, dyscyplina czy raczej odwaga, żeby w ogóle wejść w swoją drogę?

KD: Pan Piotr Kosmowski jest człowiekiem, któremu zawdzięczam to, że umiem grać na gitarze. Uważam, że to jeden z najlepszych nauczycieli najmłodszych gitarzystów w Polsce. Jego spokój, cierpliwość, profesjonalizm, ale przede wszystkim szczera pasja do tej pracy sprawiały, że jako dziecko czułem się zaopiekowany, a jednocześnie bardzo świadomy tego, nad czym pracujemy i do czego zmierzamy.

Myślę, że z takiej relacji zostaje właściwie wszystko: technika, dyscyplina, podejście do pracy, ale także pewnego rodzaju odwaga. Nasza wspólna droga pokazała mi również, że nawet jeśli dwie osoby są bardzo różne charakterologicznie, wspólny cel potrafi je niezwykle połączyć i napędzać do zdobywania kolejnych szczytów. To była relacja, która bardzo mocno ukształtowała mnie nie tylko jako gitarzystę, ale też jako człowieka.

 

SG: Masz za sobą mocną drogę konkursową. Konkursy potrafią nauczyć koncentracji i odporności, ale potrafią też ustawić muzyka pod ocenę. Czy z tego trzeba później wyrastać, żeby grać bardziej po swojemu, autonomicznie, już nie tak „pod klucz”?

KD: To jest temat, o którym można byłoby rozmawiać godzinami. Moje podejście do konkursów bardzo zmieniało się z roku na rok. Z pewnością dały mi one wiele dobrego: nauczyły mnie koncentracji, odporności, regularnej pracy i przygotowywania się do konkretnego wyzwania. Jest we mnie sporo cech sportowca, więc przez długi czas lubiłem ten moment, kiedy na pewien okres stawałem się bardzo skupionym zadaniowcem.

 

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Dzisiaj natomiast czuję już zmęczenie tą formą prezentowania tego, co mam najcenniejsze – swojej sztuki. Kilka lat temu, szczególnie w momencie, gdy realnie zacząłem funkcjonować na scenie jako koncertujący artysta, zrozumiałem, że konkurs nie jest już formą, w której chcę definiować swoją dalszą drogę artystyczną.

Nie chcę jednak powiedzieć, że konkursy są czymś złym i że należy ich unikać. W moim przypadku były bardzo ważnym etapem. Myślę też, że nigdy nie grałem na nich całkowicie „pod klucz”. Czasami miało to konsekwencje w postaci słabszego wyniku, ale zawsze czułem, że pewien narzucony sposób wykonania brzmiałby w moich rękach po prostu sztucznie. Dzisiaj jeszcze bardziej zależy mi na tym, by na scenie mówić własnym głosem, nawet jeżeli wiąże się to z ryzykiem.

 

SG: Zawsze czułem, że gitara klasyczna jest bardzo intymna, ale i bardzo bezlitosna. Każdy dźwięk jest blisko, każdy błąd jest blisko, każda pauza coś znaczy. Czy ta bliskość bardziej uwalnia, czy wystawia na ryzyko?

KD: To prawda, gitara jest instrumentem, na którym wszystko można bardzo łatwo usłyszeć. Mam wrażenie, że pewien błąd techniczny u gitarzysty klasycznego da się wychwycić dużo szybciej niż na przykład u pianisty czy akordeonisty, gdzie nawet zwykłe forte potrafi otoczyć słuchacza potęgą brzmienia.

 

Gitara nauczyła mnie jednak grać czymś, co często jest nieuchwytne – ciszą.

Przez ostatni rok miałem piękną możliwość grania koncertów w ramach mojego autorskiego projektu „JOURNEYs” i dzięki nim zrozumiałem, że takie wydarzenia są przede wszystkim spotkaniami z ludźmi. Zapraszam publiczność do muzycznej podróży, w której pojawia się wiele różnych momentów. Często są one bardzo ciche i osobiste, dlatego tym bardziej jestem wdzięczny każdemu, kto chce słuchać i pozwala zaprosić się do mojego świata. Myślę więc, że ta cecha gitary niesie ze sobą ryzyko, ale jednocześnie daje możliwość stworzenia czegoś naprawdę wyjątkowego.

 

SG: W twoim repertuarze ważne są aranżacje i utwory spoza oczywistego kanonu gitarowego. Jest coś, po czym łatwo poznajesz, że dany utwór naprawdę chce zabrzmieć na gitarze, a nie jest tylko sztucznym przeniesieniem z innego świata?

KD: Cały czas się tego uczę. Jestem dopiero na początku drogi związanej z tworzeniem profesjonalnych aranżacji, natomiast również w tym przypadku bardzo mocno wierzę swojej intuicji. Myślę, że mam wyczucie, kiedy dany utwór może naturalnie zabrzmieć na gitarze i kiedy ten instrument jest w stanie dodać mu coś od siebie, zamiast jedynie próbować naśladować oryginał.

 

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Kacper Dworniczak, fot. materiały prasowe

Przez lata miałem możliwość obcowania z naprawdę wybitnymi artystami z całego świata i jest to dziś dla mnie bardzo pomocne w podejmowaniu własnych decyzji artystycznych. Mam też to szczęście, że zarówno mój tata, jak i mój brat są świetnymi muzykami, więc bardzo często konsultuję z nimi swoje pomysły i wątpliwości.

Dla mnie najważniejsze jest to, czy gitara może w danym utworze wydobyć coś własnego – inną barwę, intymność, oddech albo szczególny rodzaj emocji – a nie tylko odtworzyć nuty napisane pierwotnie na inny instrument.

 

SG: Twój debiutancki, zeszłoroczny album „JOURNEYs” odczytałem jako mapę fascynacji, ale też jako deklarację: „Nie chcę być, i pewnie nigdy nie będę, zamknięty w jednej estetyce”. Po nagraniu tej płyty masz większe poczucie własnej tożsamości czy większy apetyt na dalsze ryzyko?

KD: Uśmiecham się, kiedy o to pytasz. Chyba dlatego, że czuję, że „JOURNEYs” wykonało swoje zadanie. Pierwsza solowa płyta jest pewnego rodzaju wizytówką artystyczną, ale w moim przypadku stała się również portalem: zamknęła jeden etap mojego życia i jednocześnie otworzyła nowy rozdział. Jestem dumny z tego, że jako gitarzysta klasyczny stworzyłem coś, co było bardzo zgodne ze mną w tamtym momencie.

Dziś oczywiście wiem już o sobie znacznie więcej i na wiele pytań znalazłem odpowiedzi, ale mam poczucie, że bez tej płyty nie byłbym w stanie myśleć teraz szerzej i odważniej. Nie jest to jeszcze moment, żeby zdradzać wszystkie plany i składać konkretne deklaracje, ale jestem dziś w miejscu, w którym artystycznie zaczynam pozwalać sobie na bycie sobą nie tylko przez pryzmat gitary.

SG: Za co w ogóle najbardziej lubisz tę płytę?

KD: Chyba najbardziej lubię w „JOURNEYs” to, że ta płyta zostawia pewne niedopowiedzenie. Z jednej strony jest w pełni klasyczno-gitarowa i pokazuje, kim byłem artystycznie w momencie jej nagrywania, ale z drugiej czuję, że słychać w niej też, że to nie jest jeszcze cała historia.

Muzyka i scena to całe moje życie i wiem, że w mojej głowie jest jeszcze dużo melodii, które chciałbym kiedyś pokazać światu. „JOURNEYs” zostawia więc pewien kierunek, ale nie zdradza wszystkiego. I tak na razie chciałbym to zostawić.

 

SG: Twoja intensywna współpraca z Andrzejem Piasecznym z pewnością otworzyła cię na publiczność, która niekoniecznie przychodzi z wbudowanym kodem muzyki klasycznej. Czego taka publika uczy takiego muzyka jak ty?

KD: Zawsze podkreślam, że była to dla mnie wyjątkowa przygoda i jestem bardzo wdzięczny Andrzejowi za możliwość współpracy. Myślę, że przede wszystkim nauczyła mnie zaufania do siebie i swoich umiejętności, ale też tego, żeby czasami dać sobie trochę luzu. Z koncertu na koncert coraz mocniej rozumiałem, że to, co robimy, jest naprawdę wyjątkowe i że trzeba umieć się tym cieszyć.

Bardzo poruszyło mnie też to, jak ciepło przyjęła mnie publiczność Andrzeja. To są ludzie bardzo z nim związani, a mimo to od początku miałem poczucie ogromnej otwartości z ich strony. Dzięki tej współpracy zrozumiałem jeszcze mocniej, że nie gra się gdzieś obok publiczności, tylko razem z nią. I chyba właśnie to było dla mnie w tym wszystkim najpiękniejsze.

SG: Stypendium Marszałka ma wesprzeć cię na drugim roku studiów magisterskich w Londynie i w realizacji programu opartego na muzyce polskiej. Co mógłbyś powiedzieć o tym więcej? I co z tego repertuaru przede wszystkim chciałbyś wydobyć?

KD: Podczas pobytu w Wielkiej Brytanii jeszcze mocniej zrozumiałem, że poprzez swoje koncerty chciałbym dzielić się tym, co jest mi bardzo bliskie – Polską i polską muzyką. Zawsze z wielką dumą odpowiadam, że pochodzę z Polski, i naturalnie pojawiła się we mnie potrzeba, żeby przenieść to również na scenę.

 

Stąd zrodziła się idea stworzenia aranżacji wybranych utworów Fryderyka Chopina na gitarę i zestawienia ich z muzyką kompozytora, który pisał właśnie na ten instrument. Interesuje mnie przede wszystkim to, ile emocji, śpiewności i pewnej nostalgii można wydobyć z tej muzyki poprzez gitarę.

Na ten moment nie chciałbym jeszcze odsłaniać całej tajemnicy tego projektu, ale bardzo się cieszę, że dzięki stypendium będę miał możliwość nad nim pracować.

 

SG: Gdzie – i kiedy! – będziemy mogli usłyszeć cię na żywo w najbliższym czasie?

KD: Przed nami lato i w najbliższym czasie będzie można mnie usłyszeć przede wszystkim w Londynie. Rozpoczynam kilka nowych projektów, podjąłem współpracę ze świetnymi muzykami i obecnie przygotowuję program na kolejny sezon koncertowy.

Bardzo chciałbym również wrócić z koncertami do Polski. Mam nadzieję, że niedługo będę mógł podzielić się konkretnymi datami, a o wszystkich najbliższych wydarzeniach będę informował na bieżąco w swoich mediach społecznościowych.

Kacper Dworniczak – gitarzysta, laureat ponad 40 międzynarodowych konkursów. Prowadzi działalność koncertową w USA, Japonii i Europie. Studiuje w Royal Academy of Music w Londynie. Wydał solowy album „JOURNEYs” (2025) oraz płytę „Jeszcze zanim święta” (2023) z Andrzejem Piasecznym, konsekwentnie łącząc różnorodne gatunki i style muzyczne. W ramach stypendium sfinansuje drugi rok studiów magisterskich w Royal Academy of Music w Londynie oraz zrealizuje program gitarowy oparty na muzyce polskiej.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0