fot. Mariusz Forecki

Niebieskie migdały sprzed lat

Pytałam sama siebie. A co tu robi ten smok? A dlaczego anioł trzyma kajdany w rękach? Jakie grzechy spisuje diabeł w kościele? Ile właściwie jest tych chórów anielskich? Na wszystkie te pytania szukałam odpowiedzi – Joanna Jodełka, autorka kryminałów opowiada, jak powstawał przewodnik po Wielkopolsce pt. „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom”.

KUBA WOJTASZCZYK: „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom” to niestandardowa pozycja w pani dorobku literackim. Jak zrodził się na nią pomysł?

JOANNA JODEŁKA: Pomysł nie narodził się w mojej głowie, więc nie wiem dokładnie, jak to było.

 

Wymyślono go w Departamencie Kultury Urzędu Marszałkowskiego, tam należałoby przeprowadzić śledztwo.

Ja tylko ucieszyłam się z tej propozycji. To zdecydowanie coś innego, niż wszystko, co do tej pory napisałam. I chyba o to chodziło, by o zabytkach poopowiadać w jakiś odmienny sposób. Padło na historyczkę sztuki z wykształcenia, która przede wszystkim popełniła kilka kryminałów. 



KW: Wiedza z historii sztuki, kierunku który pani ukończyła, była bardzo pomocna?

JJ: Zapewne. Coś pewnie jeszcze ze studiów pamiętam, choć studiowałam dawno, dawno temu. W tym przypadku trzeba było poszukać bardzo konkretnych informacji, na bardzo różne tematy. Na tym mi zależało, a na historii sztuki nauczyłam się przede wszystkim szukać, szperać w archiwach, pytać, jeśli trzeba. 



KW: Zmysł detektywistyczny pisarki kryminałów chyba również się przydał?

JJ: Oczywiście! Przecież w przewodniku pojawił się prawdziwy morderca i kilku złodziei. 



KW: Jak dobierała pani obiekty i miejsca do książki?

JJ: Wybrałam trzydzieści obiektów z tych, które otrzymały dofinansowania w ramach Programu Opieki nad Zabytkami Województwa Wielkopolskiego w latach 2013-15.

 

Taka była idea, by pokazać pałace, kościoły, krzyże czy wiatraki, które otrzymały finansowe wsparcie.

Miałam jednak wolny wybór, które z obiektów trafią do tego przewodnika. Musiały mnie czymś zaciekawić. Mam oczywiście niedosyt, jest jeszcze mnóstwo ciekawych miejsc, o których warto napisać, które warto sfotografować. Wystarczy co najmniej na kilka takich książek.



KW: Bardzo ciekawe wydają mi się smaczki, takie szczegóły w danym wnętrzu, np. portret trumienny czy konkretna postać, pojawiająca się na kilku obrazach. Dlaczego dany element wzbudził pani uwagę? Czym się pani kierowała w ich doborze?

JJ: Kierowałam się dokładnie tym, co mnie interesowało. Pytałam sama siebie. A co tu robi ten smok? A dlaczego anioł trzyma kajdany w rękach? Jakie grzechy spisuje diabeł w kościele? Ile właściwie jest tych chórów anielskich? Na wszystkie te pytania szukałam odpowiedzi, większość znalazłam. Oczywiście na tyle, na ile można się dowiedzieć o anielskości, diabelskości, czy innych dziwach.



KW: Pozornie może się wydawać, że napisanie przewodnika wiąże się z podróżami. Pani, prócz tego, ślęczała w życiorysach sprzed tysiąca lat. Nuda?

JJ: Ja samego pisania nie lubię, to mozolna praca, wolno przybywa. Ale właśnie to ślęczenie lubię najbardziej. Uwielbiam czytać o przeróżnych sprawkach, szukać źródeł, iść tak bez wyraźnego celu, tam, gdzie mnie ciekawość prowadzi. Zabłądzić przy tym, gdzieś na manowce wiedzy pozornie niepotrzebnej. Myślę, że dlatego tylko zostałam pisarką, by mieć wytłumaczenie na to, co od zawsze lubię najbardziej, czyli myślenie o niebieskich migdałach, nawet takich sprzed tysiąca lat. Albo szczególnie takich.



KW: Zależało pani na przedstawieniu ludzi, którzy na co dzień związani są z miejscami opisywanymi w „Na ratunek aniołom...”? Przeprowadziła z nimi wywiady. Kim oni są?

JJ: A są to ludzie różnych profesji, chciałam dowiedzieć się rzeczy, o których oni wiedzą. I tak z profesorem Andrzejem Wyrwą rozmawiałam o cystersach i o tym, jak się odstraszało wampiry. Z Gabrielą Gasparską o tym, jak to sarmaci podkradali biżuterię, właściwie, komu tylko się dało. Z psycholożką Halszką Tereszkowską o osobowości pewnego XVIII-wiecznego malarza. Z Agnieszką Myszkowską, konserwatorką o trzech rękach Jezusa i dwóch głowach św. Sebastiana. Same ciekawe rzeczy! 



KW: Ma pani ulubioną miejscowość z przewodnika? Zabytek, do którego pani często wraca?

JJ: Jestem zachwycona kościołem w Wełnie. Mały, drewniany z zewnątrz, a ogromny i zdaje się murowany wewnątrz. Jakże on jest w środku wymalowany! Jaka piękna iluzja. Można by było taki przewodnik napisać tylko o tym kościółku.


Tam można zrobić setki zdjęć, a każde by było oddzielną opowieścią.

Jest tam jaszczurka nad kratką konfesjonału, która oznajmia, że człowiek gadzina, a spowiedź medycyna. Jest śmierć jako kościotrup teatralnie zasuwająca kotarę, mówiąc „Historia już skończona i świata scena zamknięta”. O tym, jaki to wspaniały, ilustrowany podręcznik myślenia ludzi przełomu XVII i XVIII wieku, rozmawiałam z małżeństwem konserwatorów, Piotrem Dybalskim i Magda Gierowską-Dybalską. Aż trudno uwierzyć, że nikt o tym nie pisał. Jak do tej pory mamy tylko świetną pracę magisterską Iwony Bartczak. Ale… kiedyś na podstawie własnej pracy magisterskiej, napisałam kryminał, więc kto wie co się wydarzy?



KW: Czy zbierając materiały i poznając zabytki miejscowości z przewodnika, nie myślała pani: „o, tutaj świetnie byłoby kogoś uśmiercić. A tu rozpocząłby śledztwo mój bohater?”. Nie chciałaby pani umieścić akcji właśnie w jednym z tych miejsc?

JJ: Oczywiście. Nawet jeden z akapitów zatytułowałam „Pomysł na książkę” – można brać. To obraz z Kościelnej Wsi, gdzie bardzo dawno temu zamalowano pięknego anioła trzymającego szkaplerze, zastąpiono go starym Józefem. Dlaczego? Komu na tym zależało? Czyją twarz miał anioł? Kto wie? Kto to wymyśli? Zapraszam do tego wymyślania i do zwiedzania.



JOANNA JODEŁKA – ukończyła Wydział Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i związała się z miastem. Prowadziła hotel, restaurację i sklep z kosmetykami. Debiutowała powieścią kryminalną „Polichromia”, za którą otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru. Jest autorką m.in. „Grzechotki”, „Kamyka” i “Kryminalistki”. Niedawno ukazała się jej kolejna książka „Wariatka”.