fot. Z zasobów Wikipedii, Janina Lewandowska

Nieuświadomiony szok

Los tysięcy polskich oficerów i policjantów z sowieckich obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie został przesądzony w marcu 1940 roku. Kiedy łudzili się, że wiosną wrócą do domów i pisali do rodzin kolejne listy pełne nadziei, do ich obozów jechały już komanda śmierci.

5 marca 1940 roku, a więc przed osiemdziesięciu laty, członkowie Biura Politycznego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego podjęli kolejną brzemienną w skutki decyzję.

 

Na piśmie Ławrientija Berii, szefa NKWD, z wnioskiem o rozstrzelanie 14 700 polskich jeńców w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku oraz 11 000 polskich cywilów, aresztowanych na Kresach RP, jako pierwszy krótkie słowo „za” napisał Józef Stalin.

Potem podpisali się Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. „Kalinin – za, Kaganowicz – za” – dopisał na marginesie dokumentu sekretarz. Los tysięcy ludzkich istnień, ich nadzieje i marzenia zostały w jednej chwili zdmuchnięte jak świeczki.

W przerażającej totalitarnej machinie pismo Berii było tylko formalnością. Wcześniej szef tajnej policji uzgodnił tę sprawę ze Stalinem. W tajnej notatce do towarzyszy Beria napisał:

 

„W obozach dla jeńców wojennych i w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi znajduje się duża liczba byłych oficerów armii polskiej, byłych pracowników policji polskiej i wywiadu, członków nacjonalistycznych, kontrrewolucyjnych partii, członków ujawnionych kontrrewolucyjnych organizacji powstańczych, uciekinierów i innych. Wszyscy są zatwardziałymi wrogami władzy sowieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego. Wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy radzieckiej”.

 

Szef NKWD podkreśli, że polscy oficerowie nawet w obozach:

 

„próbują kontynuować działalność kontrrewolucyjną. Prowadzą agitację antyradziecką. Każdy z nich oczekuje oswobodzenia, by uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciwko władzy radzieckiej”.
Beria wnioskował o wdrożenie trybu specjalnego, czyli „zastosowanie najwyższego wymiaru kary – rozstrzelania”.

 

Sugerował, że sprawy należy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów czy aktu oskarżenia. Zaraz potem do obozów jenieckich wyruszyły komanda śmierci. Najpierw musiały sporządzić listy przeznaczonych do „razstriełki”.

Wielkopolan drogi do Katynia, Charkowa, Kalinina

Wyroki śmierci na wszystkich przeznaczonych do likwidacji Polaków wydawała w Moskwie „trojka” wysokich funkcjonariuszy NKWD: Leonid Basztakow, Bogdan Kobułow i Wsiewołod Mierkułow. Według władz obecnej Rosji, to właśnie oni są odpowiedzialni za zbrodnię, choć de facto podpisywali tylko listy skazańców, sporządzone przez czekistów w obozach i więzieniach. Chodzi o to, by zamazać odpowiedzialność prawną państwa rosyjskiego.

 

Akcja masowej zbrodni ruszyła 3 kwietnia 1940 roku. Zaczęła się ona tzw. „rozładowywaniem” obozu w Kozielsku. Pomiędzy 3 kwietnia a 19 maja 1940 roku. do Katynia pod Smoleńskiem przewieziono koleją 4421 jeńców. Ostatnią stacją, jaką widzieli, były zabudowania dworca kolejowego w Gniezdowie.

Przewożono ich w „czarnych wronach” – samochodach z zamalowanymi oknami - na teren wypoczynkowy NKWD. Przed egzekucją krępowano im ręce. Zabijano strzałem w tył głowy z bliskiej odległości.

To był taśmociąg zbrodni. NKWD musiało dostarczyć oprawcom niemieckie pistolety, bo rosyjskie szybko się zużywały. Zwłoki pomordowanych wrzucano do bezimiennych dołów, na których następnie zasadzono drzewa.

 


3820 Polaków ze Starobielska zamordowano w siedzibie NKWD w Charkowie i pogrzebano w Piatichatkach. 6311 jeńców z Ostaszkowa rozstrzelało NKWD w Kalininie (dziś Twer) – te ofiary pochowano w Miednoje. Na Ukrainie rozstrzelano dalszych 3405 Polaków, część pochowano w podkijowskiej Bykowni. 3880 więźniów zginęło na Białorusi, być może spoczywają w Kuropatach pod Mińskiem.

Rodziny pomordowanych zesłano w głąb ZSRR.

Wśród wielkopolskich ofiar Katynia był m.in. prof. Marcin Zieliński, który w 1938 roku objął Katedrę Neurologii i Psychiatrii na Uniwersytecie Poznańskim i dyrekcję Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu. Pracował też w szpitalu dla psychicznie chorych w Owińskach. Był majorem rezerwy, kawalerem Orderu Wojennego Virtuti Militari, za męstwo wykazane w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Zmobilizowany w sierpniu 1939 roku i mianowany komendantem szpitala armii „Łódź”, wraz ze szpitalem ewakuował się na wschodnie tereny Polski. 18 września 1939 dostał się do niewoli sowieckiej. Osadzony w obozie w Kozielsku, jako lekarz pomagał chorym jeńcom. Zamordowano go strzałem w tył głowy w Katyniu między 7 a 11 kwietnia 1940 roku.

Jednym z bohaterów powstania wielkopolskiego był kapitan pilot Józef Mańczak, współtwórca wielkopolskiego lotnictwa, uczestnik odsieczy Lwowa i wojny z bolszewikami. Przed wojną zagrał w filmie, był animatorem kultury w Poznaniu – dzierżawił kino ,,Stylowe” (późniejszy ,,Bałtyk”). Zmobilizowany jako oficer w stanie spoczynku do 3 Bazy Lotniczej w Poznaniu, dostał się do niewoli sowieckiej i zginął w Katyniu.

 

Janina Lewandowska, córka gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego i pilotka, związana z 3 Pułkiem Lotniczym w Poznaniu, wraz z częścią pułku ewakuowała się koleją i samochodami na wschód. To wtedy otrzymała mundur oficerski, nieco za duży, co przypieczętowało jej los.

Rzut, w którym wycofywała się Lewandowska, po wkroczeniu Sowietów próbował przedrzeć się na południe, ku granicy rumuńskiej. Wpadł jednak do niewoli sowieckiej w rejonie Tarnopola. Lewandowska – w mundurze oficerskim – trafiła do obozu w Kozielsku. Nieformalny komendant obozu generał Minkiewicz postanowił utrzymać jej status oficerski. Miał nadzieję, że dzięki niemu będzie traktowana lepiej. Do czasu. Również ona znalazła śmierć w katyńskich dołach.

 

W Katyniu spoczywają też Stefan, Marceli i Władysław Żółtowscy – trzej kuzyni, przedstawiciele znanej, zasłużonej wielkopolskiej rodziny ziemiańskiej. Odznaczyli się w czasie powstania wielkopolskiego i wojny polsko-bolszewickiej (Marceli był kawalerem Orderu Wojennego VM). Byli oficerami rezerwy 15 i 17 Pułku Ułanów.


Tadeusz Żuralski był przed wojną znanym poznańskim lekarzem położnikiem. Jego klinika cieszyła się zasłużoną renomą wśród dam z towarzystwa. Zmobilizowany do szpitala wojskowego w Białowieży, znalazł się w niewoli sowieckiej i trafił do obozu w Kozielsku. Zginął w Katyniu, a w okupowanej Polsce był usilnie poszukiwany przez Niemców.

Wiosną 1940 roku w Charkowie zginął też inżynier Władysław Rudnicki, kierownik Wydziału Budowy Lokomotyw w Zakładach Cegielskiego. W sierpniu 1939 roku został zmobilizowany jako kapitan rezerwy. Był jeńcem obozu w Starobielsku, zginął zamordowany w Charkowie. Jego rodzina – żona, dwie córki i syn – została wysiedlona przez Niemców do Generalnego Gubernatorstwa.

W Charkowie zamordowano również Jana Michała Madziarę, sędziego wojskowego, a wcześniej uczestnika walk o Lwów i wojny polsko-bolszewickiej. Madziara wybudował dom w Poznaniu przy ul. Szelągowskiej. W 1939 roku pracował w sądzie wojskowym w Brześciu nad Bugiem.

 

We wrześniu 1939 roku wraz z 7-letni synem Janem znalazł się w brzeskiej twierdzy. Razem wycofywali się na wschód, dojechali nawet do Zaleszczyk, ale nie przekroczyli granicy rumuńskiej. Wrócili do Równego, gdzie ojciec Jana został rozbrojony i dostał się do sowieckiej niewoli. Tam Janek widział go po raz ostatni…

1939 ofiar z Wielkopolski

Związek Radziecki nie podpisał konwencji genewskiej i w 1940 roku nie czuł się związany jej przepisami.

 

Wojciech Bogajewski, autor spisu Wielkopolan, którzy zostali pozbawieni życia w sowieckich egzekucjach wiosną 1940 roku, doliczył się aż 1939 ofiar.

A i tak wiadomo, że nie znamy jeszcze wszystkich nazwisk. Wielu ze zmobilizowanych na wojnę mężczyzn miało bowiem przydziały do jednostek znajdujących się na wschodnich obszarach Rzeczpospolitej – i zamiast agresji niemieckiej, doświadczyli napaści ze strony Armii Czerwonej. Dostawali się do niewoli, choć formalnie nie byli w stanie wojny z Sowietami. Skala dokonanego na nich mordu to w historii naszego regionu wciąż nieuświadomiony szok.

 

"Ciągle nie ma jeszcze pełnej, imiennej listy ofiar. Poza tym w trakcie ekshumacji w Charkowie okazało się, że stracono tam więcej osób, niż ich było w obozie Starobielskim. Zabijano tam również więźniów trzymanych w innych miejscach. Dzięki wydanemu przez ,,Kartę” indeksowi represjonowanych wiemy, że w Charkowie zginęły osoby, których nie ma na tamtejszych listach straconych. Na przykład Stanisław Czapiewski, znany dziennikarz ,,Kuriera Poznańskiego”, który został wysłany na front jako korespondent wojenny. Czapiewski dostał się do niewoli i – jak wskazują wszystkie dowody – zginął w Charkowie. Do tej pory nie znamy również tzw. białoruskiej listy katyńskiej" – mówiła w wywiadzie prasowym Aleksandra Pietrowicz z poznańskiego IPN.

 

W 2000 roku otwarto cmentarze wojenne w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Na odkrycie i upamiętnienie ciągle czekają mogiły pomordowanych w Kuropatach na Białorusi.