fot. redakcja

Nowe miejsce dla Filharmonii

„W Poznaniu powinna powstać nowoczesna sala koncertowa, wielofunkcyjna. Jej powstanie wymaga mobilizacji środków i samorządu województwa, i miasta, i centralnych. Takich rzeczy nie udaje się zrobić z budżetu jednego podmiotu. Szacuję, że ta inwestycja może kosztować w granicach 250-300 milionów” – mówi marszałek Marek Woźniak.

DAINA KOLBUSZEWSKA: Filharmonia Poznańska obchodzi w tym roku jubileusz 70-lecia. Z czego jest Pan dumny, kiedy dziś myśli o naszej filharmonii?

MAREK WOŹNIAK, MARSZAŁEK WOJEWÓDZTWA WIELKOPOLSKIEGO: Przede wszystkim z frekwencji. To duże osiągnięcie, jeśli frekwencja na koncertach przekracza 110 procent! Oznacza to, że oferta instytucji jest trafiona w zapotrzebowanie odbiorców. Oczywiście, zawsze można dyskutować, czy ta oferta jest wystarczająco ambitna, czy niekoniecznie. Uważam jednak, że nie jest to najistotniejszy miernik. Najważniejsze, czy ludzie chcą z tych propozycji korzystać, czy chętnie uczestniczą w koncertach, czy jest to zjawisko stałe, czy incydentalne. W naszym przypadku – stałe. Dlatego jako ktoś, kto zarządza pieniędzmi publicznymi, mogę stwierdzić, że są dobrze wydawane.

Doceniam też różnorodność filharmonicznej oferty. Mówimy przecież nie tylko o stałych koncertach, ale też o wydarzeniach poza siedzibą, poza Poznaniem. To ogromna wartość z perspektywy słuchacza, który mieszka dość daleko od Poznania. Zdarza się przecież, że odległość jest elementem blokującym dostęp do kultury. Pamiętajmy też o Pro Sinfonice, która wychowuje nowych słuchaczy. I Poznańskich Słowikach, symbolu naszego miasta.


Były lata, kiedy na widowni wiało pustką, narzekano na słabą orkiestrę...

Były różne kryzysy. Zawsze są one wypadkową relacji wewnętrznych. Tego, jak dyrektor postrzega swoją rolę, jak potrafi sobie radzić z problemami, bo one są zawsze. Dyrektor nigdy nie ma sytuacji w pełni komfortowej, zwłaszcza w kwestiach finansowych czy interpersonalnych. Do tego dochodzi jeszcze kwestia wyboru repertuaru, bardzo istotna. Instytucje mają przecież służyć ludziom, a nie osobom tam pracującym.

Filharmonia wymagała dofinansowania. I w ostatnich 10 latach otrzymywała dofinansowanie na całkiem dobrym poziomie – jak na nasze możliwości. Mówiąc o możliwościach mam na myśli ograniczony budżet, bo mamy też na liście szpitale i inne instytucje, więc często nie możemy dać tyle, ile byśmy chcieli. Wydaje mi się, że na kulturę przeznaczamy jednak dość sporo – zawsze ponad 100 mln rocznie, z czego Filharmonia dostaje ponad 10 mln. Ta kwota pozwalała na wiele. Ale trzeba też podkreślić, że jej dyrektor, Wojciech Nentwig, potrafił uzyskać również wpływy z biletów. Poza tym, w budżecie filharmonii mają swój udział sponsorzy. To zasługa dyrektora i jednocześnie świadectwo świadomego budowania marki instytucji.

 

A jednak odnoszę wrażenie, że filharmonia doszła do ściany.

Jeśli chodzi o warunki lokalowe – tak. To jest problem, o którym dyskutujemy już od dłuższego czasu. W Poznaniu powinna powstać nowoczesna sala koncertowa, wielofunkcyjna. Jej powstanie wymaga mobilizacji środków i samorządu województwa, i miasta, i centralnych. Takich rzeczy nie udaje się zrobić z budżetu jednego podmiotu. Mamy przykład Wrocławia, który skorzystał z dużych środków centralnych przy budowaniu Narodowego Forum Muzyki*. To pokazuje pewien model. Potrzebna jest koncentracja finansowa i pewna determinacja. No i udowodnione zapotrzebowanie! W czasach, kiedy w filharmonii nie było kompletów, a ilość słuchaczy była…

 

Mizerna!

...mizerna, trudno było przyjąć, że budowa takiej sali jest najpilniejszą potrzebą. Kiedy okazało się, że frekwencja jest, i to duża, taka potrzeba staje się coraz bardziej oczywista. Jasne, że w polityce miasta stadion był większym priorytetem niż sala dla prezentacji muzycznych. Myślę jednak, że teraz nadszedł czas, by o tym rozmawiać. Warto byłoby odważyć się na coś śmielszego.

 

Rozumiem, że mówimy o budynku dla Filharmonii. Skąd powinniśmy czerpać wzorce?

Wrocław, jeśli chodzi o prestiż, a także Katowice. Tego rodzaju realizacje – w Katowicach wybitna, dopilnowana jeśli chodzi o akustykę – powinny nas interesować (chodzi o budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach - przyp. red.).

 

Takie realizacje nie powstają zbyt szybko.

Można sobie wyznaczyć perspektywę 10 lat. Trudność polega na tym, że środki unijne nie dotyczą tych sfer. Trzeba montować ten projekt z budżetu krajowego.

 

Nowy obiekt z przeznaczeniem wyłącznie dla Filharmonii?

Raczej wspólna scena, z której będą korzystać różne podmioty, ale zarządzana przez jednego operatora. To jest oczywiście kwestia do przemyślenia.

 

Czyli coś na wzór tego, co powstało we Wrocławiu? Z NFM korzysta 11 zespołów.

Myślę, że tak. We Wrocławiu powstał budynek z całą infrastrukturą. Ale dopiero użytkowanie NFM pokaże, jaka jest struktura kosztów i przychodów, czy wykorzystanie tego obiektu jest stuprocentowe. Warto się temu przyglądać. To jest jakiś model. I warto myśleć śmiało, rozpatrywać wielofunkcyjność jako element istotny w tym projekcie. Oczywiście, można byłoby wybudować dla Filharmonii osobny obiekt, ale nie sądzę, żeby miał on wtedy taki rozmach.

 

Rozmach? To znaczy, że bierze Pan pod uwagę międzynarodowy konkurs architektoniczny?

Bezwzględnie. Rozmawiałem o tym z dyrektorem Nentwigiem. Jeśli mamy przymierzać się serio do tego projektu, to oprócz znalezienia dobrej lokalizacji, takiej, która jest funkcjonalna z punktu widzenia dojeżdżających na koncerty, musimy jeszcze myśleć o obiekcie znaczącym architektonicznie, tworzącym nowoczesną przestrzeń miejską. To oczywiście podnosi poprzeczkę konkursową, a co za tym idzie – także koszty. Ale patrząc długofalowo – warto je ponieść.

 

O jakich lokalizacjach mowa?

W mieście coraz trudniej znaleźć dobrą lokalizację. Na razie rozglądamy się. Są tereny, które będą uwalniane pod planowanie przestrzenne, jak tzw. Wolne Tory… Oczywiście, to kwestia rozmowy z prezydentem miasta, Jackiem Jaśkowiakiem. Ale zanim do niej dojdzie, potrzebujemy bardziej doprecyzowanej koncepcji analizy finansowej. Szacuję, że ta inwestycja może kosztować w granicach 250-300 milionów.

 

Myślę, że warto. Teraz jesteśmy ograniczeni pewnym status quo…

Jesteśmy nastawieni w Wielkopolsce na bardzo racjonalne podejście. Budujemy sobie silne podstawy rozwoju – inwestujemy w gospodarkę, infrastrukturę… To jest na pierwszym miejscu. Ale przychodzi taki czas, kiedy te podstawowe elementy trzeba uzupełniać o elementy przyszłościowe, związane właśnie z kulturą. Myślę, że Poznaniacy i Wielkopolanie to zrozumieją.

Do tej pory Filharmonia funkcjonuje gościnnie w murach uniwersytetu. Aula UAM jest gwarancją dobrej jakości akustycznej, a majestat budynków szedł w parze z działalnością Filharmonii. Jednak wraz z większym zainteresowaniem koncertami i bogaceniem się społeczeństwa rozwija się też impresariat, na rynku pojawia się coraz więcej atrakcyjnych ofert – trzeba zapewnić im najlepsze warunki realizacji. W Poznaniu nie mamy dobrej, dużej sali koncertowej.

W auli trudno gra się jazz, trudno gra się też muzykę baroku, która trochę ginie…

Na tym właśnie polega walor budynku wielofunkcyjnego, skonstruowanego z myślą o różnych wydarzeniach, że kształtuje klimat akustyczny stosownie do oferty. Poza tym, może się w nim przecież mieścić kilka przestrzeni – nie tylko ta największa, na 1,5 tys. do 2 tys. widzów, ale też mniejsze – w których można kreować spotkania o innych charakterze. To byłoby bardzo cenne.

Kogo chciałby Pan usłyszeć w Filharmonii?

Chętnie słucham muzyki barokowej, granej na oryginalnych instrumentach. Jest takich zespołów cała plejada, rzadko do nas przyjeżdżają. Trochę nam to rekompensuje Arte dei Suonatori, choć już rzadziej niż kiedyś. Poza tym najbliżsi mojej wrażliwości są pianiści. Krystian Zimerman jest gwiazdą pierwszej wielkości i cokolwiek gra, dobrze się go słucha, z młodszych – Rafał Blechacz. Młodsze pokolenie pianistów znam słabiej, po prostu brak mi czasu.

Jak się Pan czuje jako ten, który w samorządzie zawsze dbał o kulturę?

Przez wiele lat byłem jedynym humanistą w Zarządzie  Województwa – teraz jest nas dwóch. Zostawiłem sobie tę dziedzinę, żeby się nią opiekować. Tak było przez te wszystkie lata. Miałem wrażenie, że czuję pewne rzeczy, a jednocześnie patrzę racjonalnie. Problem polega na tym, że dysponujemy określonymi środkami, muszę o tym pamiętać i czasem hamować nawet najbardziej pozytywne emocje, związane z kulturą.

Muzyka łagodzi obyczaje, a skoro mamy pełną widownię Filharmonii, czy życie polityczne stanie się nieco łagodniejsze? Trochę żartuję...

Nie łudziłbym się. Polityka w dzisiejszym wydaniu daje zły przykład. Tu muzyka nie pomoże, jest zbyt słabym czynnikiem. Sądzę jednak, że obcowanie ze sztukę, dobrze wpływa na osobowość, uwrażliwia, pozwala szerzej i głębiej spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość.

 

Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego to instytucja kultury miasta Wrocławia, współprowadzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Gminę Wrocław, Województwo Dolnośląskie, zarejestrowana w Rejestrze Instytucji Kultury Gminy Wrocław. NFM organizuje działalność jedenastu zespołów instrumentalnych i wokalnych. Instytucja jest operatorem nowoczesnego wielofunkcyjnego gmachu koncertowego we Wrocławiu