fot. Amaal Said

Rasizm nasz powszedni

Rasizm jest wszechobecny, strukturalny, nieprzerwanie panujący. To nie tyle dające się łatwo zauważyć i potępić przejawy przemocy słownej, psychicznej czy fizycznej, ile brak refleksji białych nad własną białością, niezauważanie własnej rasy – pisze Kuba Wojtaszczyk w recenzji książki „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” Reni Eddo-Lodge.

Reni Eddo-Lodge zarzeka się, że przestała rozmawiać z białymi o kolorze skóry. Postulat ten znalazł się we wpisie, który autorka opublikowała na swoim blogu w 2014 roku. Fala odpowiedzi ruszyła, jednak – czego Eddo-Lodge się spodziewała – nie było w nich rasistowskich komentarzy, za to zauważyć dało się wyraźny podział według ras. Czarni i brązowi wysyłali „całą masę podziękowań i uwag typu «wyraziłaś moje doświadczenie»”. Z kolei biali – czego Eddo-Lodge nie przywidziała – zareagowali wybuchem emocji, odzewem pełnym dobrych chęci i sympatii.

Autorka pisze: „Wydawało mi się, że pomylono adresy mojego tekstu. Nie pisałam go wcale z zamiarem obudzenia wyrzutów sumienia u białych albo objawienia im jakiejś prawdy”. Co też takiego było w tekście „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”? Odpowiedź znajdziemy nie tylko na blogu Reni Eddo-Lodge, ale także w książce o tym tytule, która stanowi szczegółowe rozszerzenie – bądź co bądź – krótkiego internetowego wpisu.

BIAŁY PRZYWILEJ, CZYLI NIEOBECNOŚĆ

Autorka zwraca uwagę na biały przywilej, co dla białej większości jest czymś oczywistym, pozostającym niewidocznym, wpisanym w naturalny porządek rzeczy. Trudno zdefiniować biały przywilej, ponieważ „trudno opisać nieobecność.

 

A biały przywilej to nieobecność skutków rasizmu. Nieobecność dyskryminacji instytucjonalnej, nieobecność rasy postrzeganej przede wszystkim jako problem, nieobecność myśli: «trudniej mi odnieść sukces z powodu mojej rasy»”.

Wielokrotnie Reni Eddo-Lodge dla zobrazowania i poparcia swoich teorii przywołuje również przykłady z własnego doświadczenia, na przykład ten, gdy jako czterolatka zapytała mamę, kiedy w końcu zrobi się biała, bo wszyscy dobrzy ludzie w telewizji tacy byli, a ich przeciwnicy – czarni albo brązowi. Kilkuletnia Reni uważała się za dobrego człowieka, więc była przekonana, że metamorfoza wkrótce nadejdzie.

Reni Eddo-Lodge, „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”?, przeł. Anna Sak, Karakter 2018

To właśnie te osobiste zwierzenia stanowią największą siłę książki, bowiem są dla Eddo-Lodge nie tylko dopełnieniem historyczno-socjologicznego spojrzenia na rasizm, ale też trampoliną do mikrohistorii; a jak wiadomo opowieści o pojedynczej jednostce bardziej działają na odbiorcę, bo może on przypasować twarz, bardziej się zidentyfikować. Czyżby? No właśnie w przypadku „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”, dowodzi autorka, niekoniecznie tak jest; przynajmniej dla tych, którzy posiadają, no właśnie, biały kolor skóry.

NIEWIDZIALNY LUKSUS

 

Rasizm jest wszechobecny, jest strukturalny, nieprzerwanie panujący.

To nie tyle dające się łatwo zauważyć i potępić przejawy przemocy słownej, psychicznej czy fizycznej, ile brak refleksji białych nad własną białością, niezauważanie własnej rasy. Właśnie to niezauważenie, ta ignorancja jest niedocenianym, bo niewidzialnym luksusem, który daje białym silną nadrzędną pozycję, plasując ich jako coś (skoro nie rasę) uniwersalnego (i dobrego, idąc tropem rozważań kilkuletniej Reni). Eddo-Lodge zauważa, że zwracając na to uwagę, nawet wśród – określających się jako tolerancyjnych – białych, padała ofiarą ich niezrozumienia, które najczęściej wynikało właśnie z rasizmu strukturalnego. Biały przywilej każe kwestionować nie tylko to, co autorka mówi, a także określać ją jako „pieniaczkę”, „czepialską”, „krzykaczkę” (co stanowi jeden z rasistowskich obrazów – czarna kobieta, która na coś się wścieka).

Gdy autorka wspomina rozmowę z pozornie tolerancyjną nową białą znajomą, która w pewnym momencie nie potrafi spojrzeć na problem rasy w szerszym kontekście i zaczyna posługiwać się słownictwem „obrońców białości”, pisze: „[…] oczywiście to ja nie miałam racji, bo tak stanowiło białe status quo. Gdybym wdała się w spór, raczej przestałabym być mile widzianym gościem w tamtym współdzielonym przez przyjaciół domu, bo «stwarzam ciężką atmosferę». Zostałabym nazwana «rasistką na opak», zapalczywą, nierozsądną mącicielką […] Nie warto było narażać się na tak dotkliwy towarzyski bojkot. Więc wybrałam milczenie”.

RASIZM PŁYNIE W ŻYŁACH

 

Dla czarnoskórych to właśnie milczenie często bywa jedynym możliwym wyborem. Inaczej zostają jeszcze bardziej zepchnięci na margines społeczny i/lub oskarżeni o wspominanie „bycie rasistą na opak”.

Jednak – udowadnia Eddo-Lodge – rasizm to „uprzedzenie plus władza”, a nie ma wystarczającej liczby czarnych na wysokich stanowiskach, aby mogli posługiwać się rasizmem w stosunku do białych, jaki ci kierują w stosunku do czarnych. Dla tych, którzy się z tym nie zgadzają, bo odrzucają te najbardziej jaskrawe, fizyczne, przejawy rasizmu, lektura omawianej książki jest niezwykle nieprzyjemna, bo uświadamia, że rasizm nieprzerwanie płynie w żyłach. Stąd też Eddo-Lodge krytykuje nie tylko skrajnie prawicowe ruchy, ale także – a może przede wszystkim – te białe uprzywilejowane osoby, które, uważając się za liberalnych i postępowych, nie potrafią i nie chcą rozmawiać na temat swojego własnego uprzywilejowania, bo według nich nie jest to problemem. Jednak Reni Eddo-Lodge ten problem widzi i o nim pisze. Jednocześnie autorka nie chce już rozmawiać z białymi o kolorze skóry, bo teraz to biali powinni wszcząć dyskusję na temat swojej rasy i tego, co ona znaczy i co ze sobą niesie. Czas najwyższy.