fot. Kamil Figas

Seks, koszykówka i gry na telefon

„My żyjemy raczej poza systemem. Nie płacę ZUS-u, podatków chyba też. Czasem opłacę czynsz, jak dzwonią z administracji” – mówi Papa Musta, który wspólnie z Rat One właśnie przygotowuje się do wydania nowego albumu „Winogrady” w ramach ich wspólnego, poznańskiego projektu Rat Kru.

Sebastian Gabryel: Wasz debiutancki album „Rok szczura” ukazał się w lutym ubiegłego roku, na krótko przed ogólnoświatowym lockdownem. Jego nazwa nie była przypadkowa – zgodnie z chińskim horoskopem 2020 rok był właśnie rokiem białego, metalowego szczura. „Milutko i błogo nie będzie” – pisaliście przed premierą płyty. Co czuliście, kiedy zaraz później, miesiąc po miesiącu, na świecie rozgrywały się coraz większe dramaty z powodu pandemii?

Papa Musta: Zdziwienie. Bo to była pierwsza taka sytuacja w naszych niekrótkich przecież życiorysach.

 

Rat One: Jak mawiał klasyk: „Każdy czas znaczy swój ślad” [Bakshish, „Czas” – przyp. red.].

Rat Kru, fot. Kamil Figas

SG: Skutki pandemii są odczuwalne w każdej dziedzinie życia. 2020 rok był fatalny również dla polskiej kultury. Jak wykorzystaliście ten czas jako artyści?

P.M.: Nagraliśmy materiał na trzy płyty i napisaliśmy teksty na około osiem płyt.

 

R.O.: Jak śpiewał klasyk: „Gimme some more!” [Busta Rhymes, „Gimme Some More” – przyp. red.].

SG: Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się – również po tej rozmowie (śmiech) – że Rat Kru to taki projekt, w którym ogromną rolę odgrywa radość. Skąd ją czerpać, kiedy „jest jak jest”, a widmo czwartej fali staje się coraz bardziej realne?

P.M.: Z alkoholu, seksu, koszykówki i gier na telefon, np. 8 Bilard Pool.

 

R.O.: Jak śpiewała Nancy Sinatra: „My summer wine is really made from all these things” [„Summer Wine” – przyp. red.].

SG: W tym roku wypuściliście już dwa nowe single, w których – podobnie jak na debiutanckiej płycie – gracie zupełnie nieobliczalnie. Za co najbardziej lubicie „Grzyby” i „DMT”? Wiem, że to dwuznaczne pytanie – tym bardziej pytam (śmiech).

R.O.: Jak śpiewał klasyk: „Higher than the sun!” [Primal Scream, „Higher Than The Sun” – przyp. red.].

Rat Kru, fot. Kamil Figas

P.M.: Przyznam, że DMT nie próbowałem, tak mi się zrymowało. A grzyby, jak wiadomo, to pradawny otwieracz duszy. Polecam nie każdemu… właściwie to nie polecam. Chciałbym, żeby młodzież, która nas kocha – oraz ci starsi – zaangażowali się w sport i znaleźli swoją pasję niekoniecznie w używkach. Dekiel na drugą stronę ci się wykręci, a nie zawsze znajdziesz tam wesołe miasteczko.

SG: Właściwie jak doszło do waszej współpracy z Mery Spolsky i Rau Performance, których można usłyszeć w tych utworach?

P.M.: Z Mery znamy się z koncertów, a z Rau… też z koncertów.

R.O.: „Dzień dobry (…) Jadę na Orłowo coś przekąsić” [Belmondo, „Dzień dobry” – przyp. red.].

SG: Ptaszki ćwierkają, że waszej nowej płyty, którą zwiastują te single, będzie można spodziewać się jesienią i album ukaże się pod tytułem „Winogrady”. Są artyści, którzy podkreślają, jak duże znaczenie w procesie twórczym ma miejsce, z którego pochodzą lub w którym mieszkają. Jak to wygląda w waszym przypadku? Czy można powiedzieć, że bez Winograd – ich specyfiki, klimatu – takiego Rat Kru by nie było?

P.M.: Powiedzieć można wszystko, póki co. Ja też nie próbuję gryźć się w język. Tak, kochamy Poznań, a na Winogradach stacjonujemy. Tę wędrówkę zaczynamy od parku Cytadela, a każda wędrówka, jak wiadomo, kończy się na stacji paliw przy ulicy Piątkowskiej, około trzeciej w nocy.

 

R.O.: Jak śpiewał klasyk: „Don’t stop the dance” [Bryan Ferry, „Don’t Stop The Dance” – przyp. red.].

SG: Czy ta płyta będzie swego rodzaju hołdem dla północnej części Poznania, czy może konstruktywną krytyką, bardziej opowieścią aniżeli laurką?

P.M.: Właściwie nic na ten temat tam nie ma. Konstruktywna krytyka naszych włodarzy? Tę przyjemność zostawię sobie na później (śmiech).

 

R.O.: Jak śpiewał klasyk: „He’s a northern classic, you don’t know, he’s a northern classic, what he’s got to show” [Donna Regina, „Northern Classic” – przyp. red.].

Rat Kru, fot. Kamil Figas

SG: Mówiąc o dzielnicy, zwykle mówimy też o miejscówkach. Które z nich, jeśli chodzi o Winogrady, zajmują szczególne miejsce w waszym sercu? I o których warto powiedzieć z czysto „rekreacyjnego” punktu widzenia? (śmiech)

P.M.: Cytadelka, Dożyneczka, Wielkopolskie Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej Winogrady i osiedle Przyjaźni oczywiście.

 

SG: „Wieczny pośpiech, konieczność zarabiania, wydawania, ciągłe bywanie gdzieś, udowadnianie, że ja też mam, też mogę, czyli niekończąca się aktywność, zdobywanie, konkurowanie, dążenie do czegoś…” – tak ciemną stronę Poznania podsumowała poetka Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska, z którą jakiś czas temu miałem okazję porozmawiać. Wy też czujecie się czasem „przebodźcowani” Poznaniem?

P.M.: My żyjemy raczej poza systemem, więc generalnie to nawet nie wiem, o co chodzi w tym. Nie płacę ZUS-u, podatków chyba też. Czasem opłacę czynsz, jak dzwonią z administracji. Nie jestem ubezpieczony. Jak zazdrosna fanka wylała mi wrzątek na udo – a celowała gdzie indziej – to Witeczek musiał dzwonić do ziomka, który jest sanitariuszem, i ten mu przez telefon tłumaczył, jak to opatrywać, bo do szpitala nie mogłem jechać.

 

R.O.: Cytując klasyka: „We’re only in it for the money” [Frank Zappa & The Mothers Of Invention, „We’re Only In It For The Money” – przyp. red.].

Rat Kru – działający od 2016 roku poznański duet tworzony przez Witolda Skrzypczaka (Rat One) i Pawła Horbowego (Papa Musta). Wykonują muzykę z pogranicza elektroniki i hip-hopu. W swojej twórczości, którą sami określają mianem „betonowej samby”, często inspirują się brzmieniami retro. Ich teksty nie tylko pobudzają wyobraźnię, ale też opisują wybrane fragmenty rzeczywistości. Dzięki takim utworom jak „Cześć”, „Ego”, „Świnia” czy „Grzyby” zwrócili na siebie uwagę szerszej publiczności. Swoją płytą „Rok szczura” zdobyli serca fanów w całej Polsce. Teraz duet szykuje się do wydania nowego albumu, który ukaże się jesienią tego roku.