fot. Krystian Daszkowski, na zdjęciu Łukasz Chmara

Siła literatury młodzieżowej

„Masz czytać, bawić się, rozwijać wyobraźnię i jeszcze siebie odkrywać. Dlatego dostarczanie odpowiednich treści młodym osobom pozwala na zbudowanie w nich samych poczucia bezpieczeństwa. Dostają też reprezentację” – mówi Łukasz Chmara z wydawnictwa We need YA.

Jakub Wojtaszczyk: Czy książki Musierowicz są YA [young adult]?

Łukasz Chmara: Możemy postrzegać to dwojako. Z jednej strony tak, książki Musierowicz mogą być tak odbierane, ale nie jest to YA, do którego dziś jesteśmy przyzwyczajeni. Young Adult to termin, który wziął się z zagranicznego rynku i rządzi się swoimi prawami. Istotny jest walor edukacyjny, poruszanie współczesnych tematów i problemów młodych ludzi. Dlatego Musierowicz i jej książki to trochę archaiczne polskie YA. Opisane w nich problemy osób bohaterskich są nieadekwatne do tego, co trapi ich równolatków dziś. 

 

Jeśli spojrzymy na ten gatunek szerzej, zobaczymy, że wydawnictwa często wpychają tam różnorodne książki, które YA nie są.

My, w wydawnictwie We need YA, jasno definiujemy te ramy, sugerując się zagranicznym rynkiem. Dlatego zakres wiekowy, do którego trafiamy, to od 12 do 24–26 lat. Ważne jest, że YA mogą czytać zarówno osoby nastoletnie, jak i ich rodzice. Te książki powinny służyć obu grupom, tak, aby każda z nich wyciągnęła coś dla siebie. Bardzo ważny jest też walor rozrywkowy, ponieważ trzeba mieć radość z lektury, móc zanurzyć się w różnych światach.

 

JW: Czym zatem literatura YA nie jest?

Łukasz Chmara, fot. Krystian Daszkowski

ŁCh: W książkach YA zwykle nie ma scen erotycznych. Mówi się jednak o rzeczach trudnych, jak napaść seksualna, hejt czy uzależnienie od narkotyków. Wtedy pojawia się specjalne oznaczenie, tzw. trigger warnings, że w książce pojawiają się takie i takie treści.

 

Warto ostrzegać, ponieważ każda z osób czytających może inaczej reagować.

W YA nie pojawiają się też treści, które są niewyjaśnione lub niespuentowane we właściwy sposób. Jeżeli coś złego dzieje się naszym osobom bohaterskim, jest powiedziane, dlaczego tak jest. To właśnie ten walor edukacyjny, o którym wspomniałem. Przesłanie zmusza do refleksji, pokazuje zdrowe podejście do życia. Jeżeli tego nie ma, nie potraktuję danej książki jako właściwego YA.

 

JW: Wspomniałeś, że książki YA są też dla rodziców/opiekunów. Czy dorosłe osoby czytające zrozumieją kody, którymi posługuje się młodzież?

ŁCh: Rodzice czytają książki, by odnaleźć się w języku osób nastoletnich, poznać ich perspektywę. I bardzo wsiąkają w te treści. Na początku na pewno jest im trudno, bo nie rozumieją chociażby trendujących słów. Na szczęście wygrywa ciekawość. Rodzice są coraz bardziej otwarci na swoje dzieci, chcą wiedzieć, co i jak. Widzę to choćby w kontekście książki „Felix Ever After. Na zawsze Felix” Callender Kacen, którą czytają rodzice transpłciowych dzieci. Bardzo dużo wynoszą z lektury, dowiadują się, jak reagować, co mówić, a co nie.

 

JW: Młode osoby rozszerzają świat osób dorosłych. Czy książki YA robią to samo?

Łukasz Chmara, fot. Krystian Daszkowski

ŁCh: Zdecydowanie. Na przykład w książce „Wszystkiego, co najlepsze” Mason Deaver pojawia się  niebinarna osoba narratorska, posługująca się zaimkami ono/jeno. W tłumaczeniu Artura Łukszy mówi do nas „zrobiłom”, „byłom”, „wzięłom”. Ten zabieg pozwala przyswoić nowe elementy, które pojawiają się w świecie. To forma immersji dająca szansę na naukę nowych form językowych.

 

JW: Jakie mamy rodzaje książek dla młodych dorosłych?

ŁCh: Czasami zdarza się tak, że mamy fabułę, np. fantasy, gdzie pojawia się głównie magia, smoki, czarownice, podróż czy walka. Może występować też postać queerowa, ale jej tożsamość czy seksualność jest elementem życia. Bywa też tak, że to odkrywanie swojej tożsamości czy seksualność jest na pierwszym planie, jak np. w „Przewodniku lesbijki po katolickiej szkole” Sonory Reyes. Oczywiście w fabule dużo rzeczy dzieje się wokół – są problemy rodzinne czy z przyjaciółmi, ale temat nieheteronormatywności to temat wiodący. Główna bohaterka dąży do poznania siebie, do coming outu, oswojenia otoczenia ze swoją orientacją.

 

Jeszcze do niedawna nie mówiło się tak dużo o osobach LGBTQ+.

Dziś to się zmienia, a queerowość to w YA rzecz dominująca. Czasami, jeżeli temat jest niewystarczająco wykorzystany,  jak niebinarność czy transpłciowość, mówi się o nim więcej. Osoby autorskie starają się doedukować nas, osoby czytające, i pokazać własną perspektywę. 

 

JW: Jak łączy się misyjność i rozrywka w YA?

Łukasz Chmara, fot. Krystian Daszkowski

ŁCh: Masz czytać, bawić się, rozwijać wyobraźnię i jeszcze siebie odkrywać. Uważam, za Zafónem, że książki są lustrem. Widzisz to, co masz w sobie. Dlatego dostarczanie odpowiednich treści młodym osobom pozwala na zbudowanie w nich samych poczucia bezpieczeństwa. Dostają reprezentację, co sprawia, że łatwiej wsiąkają w świat. Podręcznik o queerowości może znudzić. YA wręcz przeciwnie.

 

We need YA w swój profil wydawniczy ma wpisaną misyjność, bo chcemy, aby reprezentacja była obecna.

Póki czegoś nie pokażesz, nie napiszesz, tego nie ma. Póki coś siedzi w umysłach, nikt innych o tym nie wie. My jesteśmy po to, aby to uwydatnić. YA to gatunek, od którego warto zacząć dzielić się swoją perspektywą, bo jest to o wiele łatwiejsze. Co więcej, dorosłe osoby mogą wrócić do czasów, kiedy nie miały swojego głosu, bo np. były w szafie. Teraz go otrzymują i sprawiają, że młodsze osoby mają lepiej, inaczej.

 

JW: Jak YA zmienia praktyki rynkowe?

ŁCh: Pojawiają się imprinty, czyli podwydawnictwa, znanych wydawców. Niektóre powracają na rynek, bo teraz jest popyt na konkretne książki. Osoby autorskie często trendują w social mediach, są czytane. Młode osoby tłumnie przychodzą na targi książki, oglądają książkowego YouTube’a, TikToka i Instagrama, pokazują też, co same czytają. Wydawcy widzą ten fakt i chcą na niego odpowiedzieć. Nie oszukujmy się – żyjemy w świecie kapitalistycznym. Wydawcy chcą też zarobić. Nie uciekniemy od tego.

 

JW: Powiedziałeś o tym, że w wydawnictwie oddajcie głos młodym osobom piszącym. Na co jeszcze stawiacie w poszukiwaniu tytułów?

fot. Krystian Daszkowski

ŁCh: Śledzimy trendy, bo chcemy wiedzieć, jak YA się rozwija. Przeglądamy Goodreads i zapowiedzi wydawnicze z całego świata. Przede wszystkim stawiamy na jakość. Jeżeli książka jest dobra i porusza ważne kwestie, jest to tytuł, który widzimy u nas, o który będziemy walczyć. Dużo naszych książek było nominowanych do nagród lub je otrzymywało. Szukamy też młodych głosów z Polski, jak Hania Czaban, która pisze YA sci-fi. Czekamy na propozycje od rodzimych osób queerowych. Mamy nadzieję, że będzie tych nazwisk coraz więcej.

 

JW: Jakie tytuły pojawią się w We need YA w 2023 roku?

ŁCh: „Nimona” N.D. Stevensona, czyli nasza pierwsza powieść graficzna o queerowej dziewczynie, która chce być złoczyńcą. Bardzo się na nią cieszymy! Niedawno miał premierę „Arystoteles i Dante przepadają w toni życia” Benjamina Alire’a Sáenza.

 

To drugi, bardzo wyczekiwany tom książki „Arystoteles i Dante odkrywają tajemnice wszechświata”.

Opowiada o dwóch młodych chłopakach w latach 80., którzy odkrywają siebie, swoją seksualność, miłość. Przepięknie napisana powieść. Wydamy też kolejną książkę osoby autorskiej „Wszystkiego, co najlepsze” Mason Deaver. Będzie też więcej treści od Tiffany D. Jackson, która pisze o rasizmie i klasowości w formie thrillerów dla młodzieży. Na rynku zadebiutuje również książka „Naznaczone złotem” Naminy Forny. To mitologia afrykańska, gdzie pojawiają się przeróżne fantastyczne postaci, a także krytyka patriarchalnego świata. Forna zgłębia go od podstaw. A to tylko niektóre z zapowiadanych tytułów. Jest na co czekać.

 

Łukasz Chmara – redaktor prowadzący i szef marki We need YA. Czytanie i dyskutowanie na temat książek dla młodzieży (i nie tylko) to jego codzienność. Spędza życie w social mediach, choć udaje, że wcale nie. Nie rozstaje się ze swoim aparatem.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0