fot. Mariusz Forecki

Śladami zbrodni z Piotrem Bojarskim

Spacerujemy po Poznaniu śladami zbrodni, po miejscach skrupulatnie opisanych na kartach kryminałów lokalnych pisarek i pisarzy. Tym razem z Piotrem Bojarskim siedzimy nad Wartą, w niedaleko miejsca, które opisał w „Pętli”. To tu jesienią 1938 roku znaleziono ciało nastolatka pochodzenia żydowskiego.

KUBA WOJTASZCZYK: Znajdujemy się na rogu ulic Chwaliszewo i Wenecjańskiej. Tutaj w Pana książce „Pętla” ma miejsce zbrodnia...

PIOTR BOJARSKI: Dokładnie rzecz biorąc, znaleziono tutaj ślady tej zbrodni. Na początku listopada 1938 roku Warta wyrzuciła tu ciało szesnastoletniego chłopca ubranego w same slipy. Policja stwierdziła, że nastolatek był pochodzenia żydowskiego. Podobne znalezisko miało miejsce kilka dni wcześniej w innej części Warty. Zwłoki mężczyzny, także Żyda, policja znalazła w Łazienkach Miejskich, czyli na terenie ówczesnego kąpieliska miejskiego.

Rzeka wyglądała wtedy zupełnie inaczej.

Tak. W miejscu, w którym rozmawiamy znajdował się Most Chwaliszewski. Pod murkiem oporowym było przejście, prowadzące na łachę piachu pod mostem. To był ładny fragment Chwaliszewa, lokalizacja cieszyła się dużą popularnością wśród mieszkańców. Jednak Warta tutaj bardzo często wylewała i podtapiała okoliczne kamienice. Dlatego też po wojnie zmieniono koryto rzeki.

Umiejscawiając akcję „Pętli” – choć nie tylko tej powieści – w przeszłości, demitologizuje Pan II RP, chociażby zwracając uwagę na przedwojenny antysemityzm.

Chcę pokazać, że II RP nie była taka kolorowa, jak nam się wydaje. Sam zetknąłem się z tym tematem, gdy pracowałem nad reportażem o losach polskich Żydów z Niemiec, którzy w 1938 roku zostali wyrzuceni z III Rzeszy i przetransportowani do Polski, do Zbąszynia. Ta historia była dla mnie szokiem, kiedy poczytałem doniesienia prasowe naszych ówczesnych dzienników. Zaskoczył mnie brak empatii i współczucia dla tych ludzi, z których na łamach prasy się drwiło. Przeglądałem zdjęcia z satyrycznymi podpisami, typu: „Oto eleganccy panowie, do tej pory przesiadujący w drogich kawiarniach Unter den Linden, dzisiaj muszą zadowolić się kuchnią polową”. Widać było, że coś niedobrego działo się w duszach polskiego społeczeństwa. Dlatego postanowiłem, że wszystkie cytaty, które znajdą się w „Pętli”, będą autentyczne, pochodzą m.in. z „Kuriera Poznańskiego”. Oczywiście, na tle sąsiadów Polska była wtedy prawie rajem, ale my również lekkim krokiem zmierzaliśmy w stronę totalitaryzmu.

Wróćmy do zbrodni. Jak ją Pan konstruuje?

Wydaje mi się, że nie jestem klasycznym pisarzem kryminałów. Dla mnie zbrodnia, to narzędzie do pokazania czegoś ważniejszego. Nie samo morderstwo jest istotne, tylko to, z czego ono się narodziło, co znajduje się wokół niego.

W „Pętli” powodem zbrodni było wspomniane „podrzucenie” Polsce Żydów z III Rzeszy i komplikacje, które to wywołało. Mój debiut – „Kryptonim Posen” miał pokazać wizję alternatywnej historii Polski. Zastanawiałem się, czy idąc w 1939 r. z Niemcami pod rękę, faktycznie bylibyśmy ocaleni, czy tylko odroczylibyśmy wyrok Hitlera? Z kolei „Mecz” to wspomnienie obozu dla internowanych Rosjan w Strzałkowie pod Słupcą.

Moja najnowsza powieść „Arcymistrz” ma ukazać się na przełomie września i października. Tę książkę mogę uznać za klasyczny kryminał. Jej fabuła opiera się na autentycznej wizycie Aleksandra Alechina, szachowego mistrza świata w poznańskim Bazarze w grudniu 1928 roku. Alechin zarobkował jeżdżąc po Polsce i rozgrywając pokazowe symultany, zajechał też do Poznania. Fabuła „Arcymistrza” osadza się na, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, groźbach karalnych kierowanych pod adresem mistrza. Policja musi dojść do prawdy, kto rozsyła pogróżki i ochronić Alechina przed zamachem.

Wydaje mi się, że żadne inne polskie miasto nie ma tylu pisarzy kryminałów, co Poznań. Każdy dotyka zupełnie innej tematyki, jednak miasto bardzo często stanowi tło, a wręcz staje się bohaterem powieści. Czy zauważa Pan tendencję wzrostu zainteresowania władz lokalnym dorobkiem literackim?

Jeszcze rok temu sytuacja była dramatyczna. Teraz – a zbiegło się to ze zmianą prezydenta miasta – coś drgnęło. Miasto wraz z uniwersytetem ufundowały nagrodę literacką. A od 9 do 11 października na starym dworcu obędzie się pierwsza edycja Poznańskiego Festiwalu Kryminału „Granda”. Zauważono potencjał poznańskich pisarek i pisarzy, a także zapotrzebowanie na literaturę, nie tylko kryminalną.

 

Poznań to miasto specyficzne. Nie chcę powiedzieć, że jest tutaj trudniej literatom, ale wydaje mi się, że poznaniacy za mało interesują się tym, co posiadają.

Gonimy za modami, czytamy głównie kryminały skandynawskie, a słabo orientujemy się w rodzimym rynku. Szkoda, bo w Poznaniu jest w „kim” lub „czym” wybierać. A powieści miejskie budują Poznaniowi legendę, markę. Aż dziwne, że miasto nie wykorzystuje ich promocyjnie. Joanna Jodełka stara się rozpropagować poznańskich autorów, ja też o nich często wspominam. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze ku zmianom. Miasto młodnieje mentalnie, do głosu dochodzi nowe pokolenie, które lubi szukać, czytać, interesuje się lokalną kulturą, historią i identyfikuje się z Poznaniem. W tym młodym pokoleniu jest nadzieja.

PIOTR BOJARSKI – dziennikarz „Gazety Wyborczej”, w wolnych chwilach pisarz. Autor serii powieści kryminalnych retro z komisarzem Kaczmarkiem w roli głównej („Kryptonim Posen”, „Mecz”, „Rache znaczy zemsta”, „Pętla”; we wrześniu ukaże się „Arcymistrz”), a także powieści sensacyjnej „Ściema”. Wydał też zbiór reportaży „Cztery twarze Prusaka”, pracuje nad kolejnym.