fot. Kamil Strudziński

Teatr „oddycha” teraźniejszością

„Teatr zawsze pozostaje miejscem odrębnym, choć otwartym na możliwie jak najszerszą grupę ludzi. Nie każdy musi kochać teatr, ale my – ludzie teatru, jego twórcy – musimy starać się o to, żeby jak największe grono osób obdarzało nas zainteresowaniem i sympatią” – mówi Zbigniew Rybka, dyrektor Teatru Miejskiego w Lesznie.

AGATA WITTCHEN-BAREŁKOWSKA: W sezonie 2019/2020 objął pan dyrekcję Teatru Miejskiego w Lesznie – instytucji kultury, która istnieje stosunkowo niedługo. Jak się nią zarządza? Co według pana jest najważniejsze w kontekście tego miasta? 

ZBIGNIEW RYBKA (dyrektor Teatru Miejskiego w Lesznie): Jak zarządza się taką instytucją, tego jeszcze nie wiem. Nigdy dotąd nie kierowałem teatrem, w którym nie ma stałego zespołu aktorskiego. To jest dla mnie główna „nowość”. Uczę się zatem tej nowości. Staram się rozpoznawać mechanizmy, które w tych warunkach pozwalają na osiąganie założonych celów.

Co jest najważniejsze w kontekście tego konkretnego miejsca? To bardzo trudne pytanie i niełatwo o jednoznaczną odpowiedź. Moim zdaniem nie istnieje żaden „sposób” na Leszno. Podobnie jak na Wrocław, Gdańsk, Łódź, Rzeszów czy Olsztyn. Przyglądam się miastu, jego mieszkańcom i myślę, że znalazłem się w fascynującym miejscu o niezwykłej historii, w otoczeniu ludzi zaradnych, otwartych, stąpających mocno po ziemi, ale ciekawych świata, stawiających temu światu wyzwania i radzących sobie w życiu dzięki własnej pracy.

Mógłbym oczywiście przyjąć najprostszą i pozornie najskuteczniejszą (przynajmniej chwilowo) strategię, jaką jest działanie „pod publikę” i schlebianie otoczeniu. Ale ta droga jest mi obca, nie umiem wmawiać widzom, że efekciarstwo ma wartość i jest oczekiwanym przez wszystkich powiewem świeżości.

 

Nie interesuje mnie praca polegająca na tworzeniu – dla własnej wygody i szybkiego, ale nietrwałego efektu – jakiejś wirtualnej rzeczywistości. To jest kłamstwo, za pomocą którego nie można zbudować niczego wartościowego.

Zbigniew Rybka, Teatr Miejski w Lesznie

Zbigniew Rybka, fot. Kamil Strudziński

Mam głęboko zakorzenione przekonanie, że teatr powinien odpowiadać aspiracjom miasta i ambicjom jego mieszkańców, i polegać – tak jak oni – na rzetelnej pracy. Jak sformułowane jest zatem moje leszczyńskie zadanie? Jaki stawiam sobie cel? Jest nim odtworzenie, a właściwie budowa infrastruktury: poprawa stanu widowni i przestrzeni dla widzów, organizacja sceny (m.in. wymiana podłogi scenicznej, okotarowania, zakup oświetlenia i urządzeń akustycznych) – dążenie do zaspokojenia bardzo wielu infrastrukturalnych potrzeb. Równocześnie budowa repertuaru opartego na najlepszej literaturze, różnorodnej gatunkowo i formalnie, która czasem bawi, a czasem zmusza do refleksji.

 

Jak programuje pan spektakle i inne działania teatru? Czy repertuar na sezon 2019/2020 ma jakiś motyw przewodni?

Nie mam zwyczaju określania motywu przewodniego w danym sezonie. Wiem, że ustawiam się w ten sposób trochę poza głównym nurtem, ale jakoś nie wierzę w skuteczność takich pomysłów. Nie rozumiem, czemu miałoby to służyć. Teatr jest jak nasza codzienność, której najistotniejszą właściwością jest to, że jest nieprzewidywalna i stale zaskakuje nas swoją treścią. Teatr „oddycha” teraźniejszością, reaguje na zmiany nastrojów, tematów.

Do podejmowania decyzji repertuarowych popycha mnie czasem temat (szukam wtedy odpowiedniego tekstu i wykonawców), czasem jakiś konkretny tekst (problem w nim poruszany, zadanie dla twórców), czasem inspiracją jest aktor, dla którego szukam odpowiedniego materiału. W tym poszukiwaniu zawsze jednak najważniejszy jest widz. Staram się proponować zarówno spektakle  mające wpływ na życie odbiorców poprzez temat, sprawę, której dotykają, jak i takie, które pozwolą po prostu miło spędzić czas.

 

Jak prowadzi się teatr, który nie ma stałego zespołu aktorskiego? Czy nastawia się pan na produkcję kolejnych spektakli i angażowanie aktorów gościnnych, czy bliższy jest panu model teatru impresaryjnego?

Skupię się, bez wątpienia, na budowaniu własnego repertuaru, ale będę się posiłkował spektaklami gościnnymi. Dzisiaj trudno jest mi powiedzieć, w jakich proporcjach – tego się uczę.

Po kilku miesiącach pracy mogę stwierdzić, że w instytucji bez stałego zespołu mam większy „dostęp” do aktorów i dużo większą swobodę w budowaniu obsad. Jest też mniej obowiązków „pedagogicznych” wobec pracujących na scenie artystów, panują tu inne zasady organizacji pracy. Reszta to taki sam teatr jak każdy inny.

 

Czy poznał pan już dobrze publiczność Teatru Miejskiego w Lesznie? Co pan o niej sądzi? Jakie są jej oczekiwania? Czy coś ją wyróżnia? Czy publiczność teatru w Lesznie ma swoją specyfikę (w kontekście pana doświadczeń teatralnych w innych miastach w Polsce)?

Leszno jest moim czwartym teatrem i czwartym miastem. Sądzę, że widzowie wszędzie są tacy sami. Różnica polega na tym, jak my widzimy nasze relacje z publicznością. Co proponujemy: czy prowadzimy partnerski dialog oparty na trosce o jak najwyższy poziom artystyczny przedstawień, czy zawłaszczamy widzów, wmawiając im, czego rzekomo potrzebują. Wydaje mi się, że widzowie na całym świecie w ogromnej większości lubią się bawić, ale nie odmawiają też udziału w przedstawieniach „poważnych”, jeśli tylko spektakle są na wysokim poziomie.

Teatr zawsze pozostaje miejscem odrębnym, choć otwartym na możliwie jak najszerszą grupę ludzi. Nie każdy musi kochać teatr, ale my – ludzie teatru, jego twórcy – musimy starać się o to, żeby jak największe grono osób obdarzało nas zainteresowaniem i sympatią. Myślę, że leszczynianie chcą mieć swój teatr i chcą być z niego dumni. A teatr w Lesznie – podobnie jak wszędzie indziej – chce oferować nie tylko rozrywkę, ale i zapraszać do rozmowy. Do wspólnego tworzenia środowiska kulturalnego, społecznego i intelektualnego.

 

Pierwszą premierą sezonu było „7 sekund wieczności” w pana reżyserii. Skąd taki wybór? Dlaczego zdecydował się Pan zrealizować w Lesznie tekst austriackiego autora?

„7 sekund wieczności” to wyjątkowy materiał zarówno dla aktorki, jak i reżysera. Chciałem podjąć to wyzwanie, ponieważ ważna jest dla mnie tematyka, którą porusza ten tekst – zagadnienia przemocy i równości, kwestię ogólnie pojmowanej sprawiedliwości. To utwór z gatunku tych, które nie podsuwają gotowych recept. Które nie wiedzą wszystkiego, a najwyżej mają przeczucie. Które budzą w nas pytania najistotniejsze i nakłaniają do sformułowania osobistych odpowiedzi. W ten sposób przypominając o zapomnianych wartościach, rzetelnych postawach, właściwych decyzjach.

 

Czego mogą się spodziewać widzowie, którzy wybiorą się na ten spektakl?

Wspaniałego aktorstwa Katarzyny Jamróz, spektaklu pełnego emocji, stawiającego niedające się zbyć milczeniem pytania. Spektaklu, który odświeża naszą wrażliwość i skłania do refleksji na tematy, których nie należy odkładać na później. Sztuka Turriniego to tekst, który – mimo że opowiada o przeszłości – mówi do nas o bardzo aktualnych sprawach. Tych, które właśnie się dzieją lub mogą nam się przydarzyć za moment.

Zbigniew Rybka, Teatr Miejski w Lesznie

Katarzyna Jamróz w spektaklu „7 sekund wieczności”, reż. Zbigniew Rybka, Teatr Miejski w Lesznie, fot. Beata Ciesielska

 

Ile premier planowanych jest w sezonie 2019/2020? Jakie premiery państwo planują i jakich twórców zamierza pan zaprosić do współpracy?

Aktualnie pracujemy nad sylwestrową premierą „Szalonych nożyczek”, która – mam nadzieję – dostarczy widzom dobrej zabawy. W połowie lutego zapraszamy na muzyczny spektakl „Chwytaj dzień – piosenki Zbigniewa Wodeckiego” w wykonaniu Roberta Rozmusa. Wkrótce potem, pod koniec lutego, Grigorij Lifanov przygotuje „Trzy siostry” Antoniego Czechowa, a Paweł Passini pracować będzie nad „Bramami raju” na podstawie powieści Jerzego Andrzejewskiego. Wiosną najmłodszych widzów zaprosimy na „Małego Księcia” w inscenizacji młodego reżysera Przemysława Żmiejki.

Chcielibyśmy również zrealizować autorski spektakl nawiązujący do lokalnej historii, bowiem w 2020 roku przypada 100. rocznica przyłączenia Leszna do macierzy. Z tej okazji przedstawienie pod roboczym tytułem „Powrót córki marnotrawnej”, na podstawie własnego scenariusza, wyreżyseruje Michał Zdunik. Do końca sezonu planujemy także koprodukcję z Lubuskim Teatrem z Zielonej Góry. Będzie to prawdopodobnie „Gruba świnia” Neila La Bute’a w reżyserii Roberta Czechowskiego. A w kolejnych miesiącach czeka nas „Love Story” i spektakle w reżyserii m.in. Laury Słabińskiej, Tomasza Dutkiewicza czy Marka Zákostelecky’ego.

Jedno mogę powiedzieć na pewno: będziemy robić wszystko, by w Teatrze Miejskim w Lesznie było ciekawie i bardzo różnorodnie.