fot. Piotr Bedliński

Trochę się jednak działo

Tegoroczna, druga już, edycja festiwalu/projektu „Nic się tu nie dzieje” dała poznańskim kinomanom kilkanaście niezłych filmów, od czasu do czasu specyficzny klimat np. dzięki projekcjom horrorów klasy B w salach CK Zamek i... raczej kuriozalne wydarzenia towarzyszące, chociażby „Włos ma głos”, czyli warsztaty z pielęgnacji włosów – jak to się ma do kina, zrozumieć nie sposób.

Skupmy się jednak na filmach, bo te podczas Nic się tu nie dzieje były najważniejsze. Moją uwagę najbardziej przykuły dwa obrazy. W kinie Muza premierowo zaprezentowano dokument „Advanced Style” (reż. Lina Plioplyte), prezentujący życie siedmiu wyjątkowych mieszkanek Nowego Jorku, które wyróżniają się oryginalnym stylem i pełnym życia podejściem do starzenia się.



Film jest historią kilku kobiet w wieku od 62 do 95 lat, które łączy podejście do mody i tytułowy blog – Advanced Style autorstwa Ari Seth Cohena.

To właśnie dzięki internetowi dowiedział się o nich cały świat i pokazał, że starzenie się nie musi oznaczać zapomnienia, wymazania, czy powolnego znikania ze świadomości innych ludzi. Bohaterki filmu wykorzystują chodniki Nowego Jorku jako wybieg, prezentując przechodniom swoje oryginalne stroje. Otwarcie mówią o kulcie młodości, o tym, że nie odnajdują siebie na okładkach kolorowych pism, a tym bardziej na pokazach mody. Jednak nie użalają się nad sobą, tylko konsekwentnie realizują wyznaczone cele – szyją, projektują, zachwycają kreatywnością – tak, jak robiły w młodości. Wiek nie ma znaczenia.

Co ciekawe, „Advanced Style” nie skupia się wyłącznie na kobietach z wyższej klasy średniej. Wręcz przeciwnie. Wielką siłą filmu jest właśnie różnorodność – z bohaterkami możemy sympatyzować, irytować się na nie, zgadzać i tego nie robić. Jedno jest pewne – to nie są babinki zakutane w chusty, którym mamy współczuć. Kobiety z „Advanced...” są daleko od tej stereotypizacji.


Ze stereotypami walczy również kanadyjska fabuła Odwet” (reż. Yan England), która opowiada o zmaganiach nastoletniego Tima w podmiejskim liceum. Opis filmu na stronie Nic się tu nie dzieje jest dość enigmatyczny:

„[...] Tim jest bystrym i wysportowanym 16-latkiem, który usiłuje przezwyciężyć rozpacz po śmierci matki, jednocześnie ukrywając osobiste przeżycia przed wrogimi mu kolegami ze szkoły. Po kolejnej, dotkliwej osobistej tragedii, Tim zatraca się w treningach biegowych, jednak pomimo umiejętności i ciężkiej pracy, nie udaje mu się osiągać sukcesu na tym polu”.



Fabułę filmu można bardzo prosto streścić i naprawdę nie powinna ona nikogo już dziwić (tym bardziej w Poznaniu) – otóż Tim jest gejem, który, jak to z dojrzewaniem w heteronormatywnej kulturze bywa, zwyczajnie boi się własnej orientacji, boi się rówieśników terroryzujących na szkolnych korytarzach tych, których uznali za „niepopularnych”, czyli gorszych. Przez nich samobójstwo popełnia przyjaciel Tima. Przed targnięciem się wyjawia, że był zakochany w głównym bohaterze. Dlatego też nasz protagonista planuje zemstę.



„Odwet” to interesujący film o hejcie, braku akceptacji, które rodzą się nie tylko z niezrozumienia, ale dla żartu, „beki”.

Co więcej obraz nie podsuwa łatwych rozwiązań, pokazuje bezsilność rodziców, a także unikanie przez szkołę odpowiedzialności. Mam nadzieję, że „Odwet” będzie miał oficjalną polską premierę, tym bardziej, że w dobie ohydnych zmian w rodzimym systemie edukacji i braku powszechnej nauki tolerancji, staje się bardzo aktualny.


To nie jedyne filmy, które było warto zobaczyć podczas Nic się tu nie dzieje. Kilka z nich, jak absolutnie fenomenalny „Królewicz Olch” Kuby Czekaja, właśnie wchodzi do kin w całym kraju. Być może też ciekawa węgierska produkcja „Dusza i ciało” (reż. Ildikó Enyedi), o autystycznej (?) Marii, pracownicy rzeźni, która zakochuje się w dyrektorze finansowym, zagości na naszych ekranach.


Podczas kolejnych wakacji trzy poznańskie kina – Muza, Rialto i Pałacowe – zaproszą widzów na następną edycję „Nic się tu nie dzieje”. Miejmy tylko nadzieję, że poziom z każdym rokiem będzie wzrastał, a wydarzenia towarzyszące nie będą wywoływać uśmiechu zażenowania i westchnięć typu: „No tak, to Poznań”. Tego Państwu i sobie życzę.