fot. L. Surowiec, ze strony: staradobraksiazka.pl

W jego początku jest jego kres. Dyskusja

Dziś rano otrzymałam na służbową, uniwersytecką pocztę list od Michała Merczyńskiego, zamieszczony potem w Kulturze u Podstaw. Zanim to się stało odpisałam na – jak myślałam – prywatny list Michałowi Merczyńskiemu.

Michale,


ja znam wersję, którą przekazał mi Lechu. Wersja opublikowana w materiałach Malty jest narracją festiwalu, czyli w tym przypadku podmiotu, który posiadał przewagę nad pojedynczą osobą. Festiwal miał oficjalne publikacje, Lechu - słowo przekazywane znajomym. Pamiętając moje i Julka (prof. Juliusz Tyszka, dop. Redakcja) rozstanie z festiwalem (oraz to, co je poprzedzało, kiedy dostałam polecenie wykreślenia z jednego z tekstów dla festiwalu właśnie w odniesieniu do pierwszych edycji sformułowania "mały, lokalny", uzasadnienie pamiętam do dziś "idea zawsze była wielka") oraz losy innych rozstań z ludźmi, którzy współtworzyli ten festiwal przez wiele lat pozwolisz, że pozostanę wierna wersji, którą znam od Lecha.

Mój tekst do Kultury u podstaw to felieton, nie tekst naukowy. Nawet w tym drugim przypadku naukowca obowiązuje weryfikacja źródeł. Nie może bezkrytycznie patrzeć na narrację tworzoną przez festiwal i ją bezrefleksyjnie powtarzać. Nie widzę więc podstaw (także kulturalnych i kulturowych) do prostowania pod Twoje dyktando tego, co napisałam.

Serdecznie
Joanna


Teraz dodam jeszcze kilka słów, tytułem dopowiedzenia. Jest mi bardzo przykro, że Michał Merczyński rocznicowy tekst poświęcony Lechowi Raczakowi postanowił wykorzystać jako formę promocji prowadzonego przez siebie festiwalu.

 

Nie zauważył najwyraźniej, że tekst poświęcony był Lechowi, w rocznicę jego śmierci, a nie opowieściom o festiwalu Malta snutym zgodnie z oficjalną festiwalową narracją.

W odpowiedzi na dwa krótkie napomknienia napisał epistołę, w której przypomina wszystkich wielkich będących kuratorami Idiomu. Jaki ma to związek z osobą Lecha? Nie potrafię wskazać innego celu, niż właśnie PR-owe pisanie o własnej instytucji, tworzenie odgórnej, jednolitej narracji ku potomności.

Co z Lechem ma wspólnego całe to wyjaśnianie idei Idiomu, przywoływanie nazwisk kuratorów. A już najbardziej kuriozalne w liście Michała Merczyńskiego do mnie (?), czy może jednak pisanym z myślą o upublicznieniu go (?) jest to zdanie:

 

„W uznaniu innowacyjnej formuły programowej właśnie za Idiomy, MaltaFestival Poznań w 2016 otrzymał jako pierwszy polski festiwal prestiżową nagrodę Europejskiej Fundacji Festiwalowej i Komisji Europejskiej EFFE (Europe for Festivals/Festivals for Europe).”


Michale, ja pisałam o Lechu, Ty jedynie siebie chwalisz. Niemniej budzi mój głęboki niesmak, że używasz znanej Ci i przez wiele lat blisko współpracującej z Tobą nieżyjącej osoby, żeby przypominać nagrody, jakie odebrałeś. Parafrazując pewien słynny cytat: straciłeś okazję, żeby milczeć. Piszesz nie po to, by oddać Lechowi to, na co zasłużył, ale by kontynuować tworzenie własnej triumfalnej narracji dotyczącej festiwalu. Upubliczniając list do mnie nie wyczułeś, że nie jest to dobra okazja do przypominania historii Malty?

 

Ciekawe, że nie odniosłeś się w żaden sposób do pomysłu, by stworzyć w Poznaniu miejsce poświęcone badaniu dorobku Lecha Raczaka.


Przypuszczam, że to emocje nie pozwoliły Ci chwilę pomilczeć, a ich okiełznanie sprzyja namysłowi oraz precyzyjnemu przekazywaniu własnych myśli.

Piszesz:

 

„To prawda, przez pierwsze trzy lata Leszek pomagał nam w kontaktach z takimi zespołami jak Teatro Nucleo, Teatro Tascabile.”

 

To miłe, że przynajmniej co do tego się zgadzamy. Kolejne zdanie wprowadza jednak nieco zamętu:

 

„Razem z Ósemkami pokazywał przede wszystkim ich spektakle, od pierwszej Malty poczynając z pamiętnym „Mięsem” na Starym Rynku właśnie.”

 

Sformułowanie „pokazywał (…) ich spektakle” odsyła do wymienionych w poprzednim zdaniu zespołów. Tyle, że żaden z nich nie grał „pamiętnego „Mięsa” na Starym Rynku”. Przypuszczam, że miałeś na myśli, iż Lechu razem z Ósemkami pokazywał przede wszystkim SWOJE spektakle.

Piszesz, że moje słowa są „krzywdzące dla Festiwalu Malta” - czy mam rozumieć, iż Festiwal Malta posiada uczucia, które zostały przeze mnie obrażone? Mam nadzieję, że uczucia festiwalu nie mają natury religijnej, bo wtedy mógłbyś wykorzystać przeciwko temu, co napisałam odpowiednie paragrafy (Teatr Ósmego Dnia zrobił o tym bardzo dobry spektakl, polecam).

 


Na koniec, już bez żartów. Wiem, co Lechu mi mówił. Przeniósł do naszego domu sporą część swego archiwum, dzięki czemu spędzał u nas sporo czasu. Mieliśmy czas na rozmowy i wiem, co w ich trakcie usłyszałam od Lecha.

Mogłabym pisać jeszcze sporo, ale nie mogę pozwolić, byś narzucił swoją narrację także tekstowi poświęconemu bardzo ważnej dla mnie osobie. Dlatego podkreślę jeszcze raz: mój tekst nie dotyczył festiwalu Malta (przywołałeś w całości wszystkie o nim wzmianki z mojego eseju). Jego celem, najwyraźniej przez Ciebie niezauważonym lub zlekceważonym, było przywołanie tego, jak Lecha wspominali wielcy teatru (m.in. Barba czy Varley) i poddanie pod zastanowienie pomysłu, jaki rzucił jeden z uczestników wspomnieniowej dyskusji panelowej – stworzenia w Poznaniu miejsca poświęconego dorobkowi Lecha Raczaka.

A praca dla Festiwalu Malta naprawdę nie była najcenniejszym, czego dokonał. Polemizować z Tobą dalej już nie zamierzam, bo nie chcę, by nasze różnice zdań przysłoniły pamięć o wspaniałym człowieku i wielkim twórcy teatralnym.