fot. Karolina Gołembka, armatura hydrantowa, Bielsko

W Lesznie sztuka cię nie oszuka

Czym jest sztuka? Niezwykle trudno zdefiniować to pojęcie. Doskonale pamiętam pierwsze zajęcia z historii sztuki, gdzie usłyszałem, że podstawą literatury przedmiotu jest „Historia sztuki w zarysie” Karola Estraichera.

Następnie padło zdanie, że ta książka sama w sobie jest sztuką. Po takiej reklamie nie istniała inna możliwość – książkę tę należało przeczytać. Nawet w niej ma jednak zadowalającej wszystkich definicji sztuki.

 

„Czym jest sztuka? Najbardziej rozpowszechniony jest pogląd, że sztuka to piękno widziane przez artystę. Ten pogląd wsparty jest drugim, także szeroko rozpowszechnionym, że piękne jest to, co kto lubi, co się komu podoba” – czytamy u Estraichera.

 

Myślę, że szczególnie ważny jest drugi fragment. Piękno postrzegamy w różny sposób i pewnie dlatego różnie odbieramy sztukę. Sztuka też niejedno ma imię, a samo słowo jest niezwykle często wykorzystywane. Może nawet nadużywane, a w każdym razie używanie niezgodnie z przeznaczeniem.

 

W przewodnikach po Grecji nader często trafiam na informację, że biurokracja w tym kraju została podniesiona do poziomu sztuki – sztuki robienia sobie wrogów z obywateli.

Posadzka wewnątrz jednej z leszczyńskich willi, fot. M. Gołembka

Posadzka wewnątrz jednej z leszczyńskich willi, fot. M. Gołembka

Z kolei w książkach branży kulinarnej słowo sztuka pojawia się zdecydowanie częściej niż topinambur czy skorzonera. Dziełem sztuki, zgodnie z kuchennymi przewodnikami może być wykwintne danie czy kanapka. Sztukę można odnaleźć podczas procesów ulicznych i w miejskim ogrodnictwie.

Samo słowo sztuka jest także ciekawostką. Język polski nie wytworzył przymiotnika od wyrazu sztuka. Pochodzi od niego wyraz sztuczny, oznaczający twór powstały w warunkach nienaturalnych. W odniesieniu do sztuki najczęściej używa się natomiast przymiotnika: artystyczny.

Miasto jako sztuka

Sztuka nie jest po to, aby ją chować i zamykać. To jest od wieków element naszego życia. Obcowanie ze sztuką to sposób na spędzanie czasu wolnego od obowiązków. Sposób na oderwanie się od ziemi. Sztuka jest dla ludzi i powinna być na wyciągnięcie ręki. A może tak właśnie jest?

 

W takim razie gdzie w mieście szukać sztuki?

Patrz pod nogi

Dawne posadzki urzekają mnie precyzją wykonania. Moim zdaniem spełniają rygorystyczne kryteria jakości i niezawodności. Ich podstawowym zadaniem miała być wytrzymałość i higieniczność. Jednak biorąc pod uwagę cudowne kamienne dywany, odnoszę wrażenie, że dekoracje symbolizowały zamożność, a może nawet dyskretny luksus, tworząc wyraz wnętrza mieszczańskiego.

 

A może jednak nie miały oznaczać nic?

 

W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku rozpoczęto na szeroką skalę ozdabiać nie tylko sienie kamienic, ale i budynki użyteczności publicznej. Dziś wzorzystych posadzek jest już coraz mniej. Najczęściej zastępowane są przez gresy, wiele przykładów XIX-i XX wiecznego kaflarstwa ginie bezpowrotnie. Całe szczęście, że pewna ilość się zachowała i nadal cieszy oko przechodnia. Odkrycia niektórych kafli sprawiają wiele radości. Nieraz przecieram oczy ze zdumienia i aż sam sobie zazdroszczę.

 

Wrażenia estetyczne są niemniejsze, niż dałaby wizyta w muzeum.

Ciekawe jest też badanie pochodzenia tych pięknych posadzek. Zdarza się, że rewersy płytek sygnowane są nazwą fabryki. Zdecydowanie rzadziej (szczególnie na terenach dawnego zaboru pruskiego) płytki sygnowane są po zewnętrznej stronie. Jednak i taki przypadek można odnaleźć w Lesznie.

Posadzka wewnątrz jednego z kościołów zawiera ślad po wytwórcy „Villeroy & Boch Mettlach Merzig”. Jest to fabryka z ogromną tradycją. W 1748 François Boch i jego trzej synowie rozpoczęli produkcję ceramicznej zastawy i akcesoriów. Niespełna sto lat później firma Boch łączy swoją działalność z Nicolasem Villeroyem i powstaje jeden z pierwszych koncernów na świecie Villeroy & Boch.

 

Sygnowana płytka w leszczyńskim kościele, fot. M. Gołembka

Sygnowana płytka w leszczyńskim kościele, fot. M. Gołembka

Warto zaznaczyć, że płytki z Mettlach zdobią takie obiekty, jak katedra w Kolonii oraz Holland Tunnel w Nowym Jorku.

Płytki podłogowe z tej fabryki znalazły się również na pokładach wspaniałego i eleganckiego okrętu RMS Titanic.

Kamień (i) co? Sztuka!

Interesujące płytki odnajdziemy nie tylko na posadzce, ale też na ścianach. Wystarczy zajrzeć do wnętrza wiekowych kamienic. W jednej z nich, w samym centrum Leszna, znajduje się klatka schodowa wyprodukowana we Wrocławiu. Dowodzi tego tabliczka znamionowa, a same schody do złudzenia przypominają te, które wypełniają wnętrza kamienic choćby ulicy Mierniczej w stolicy Dolnego Śląska. Ulicy, przy której realizowano zdjęcia do bardzo wielu filmów.

Nawiązać więź z przeszłością można także, przyglądając się imponującym witrażom.

 

Wnętrza niektórych leszczyńskich mieszkań nadal zdobią też przepiękne piece kaflowe oraz sztukaterie.

Klimat przedwojennego Leszna możemy poczuć również przyglądając się kamienicom z zewnątrz. W oknach kilku z nich zachowały się lambrekiny, czyli niewielkie żaluzje instalowane po zewnętrznej stronie. Nasączone historią są także zdobione ogrodzenia, które przetrwały zawieruchę wojenną.

Sztuka ulicy

A gdyby tak potraktować to sformułowanie dosłownie i przyjrzeć się dokładniej ulicom, kolejny raz spojrzeć pod nogi?

Z zachowanej armatury hydrantowej możemy sporo wyczytać. Dowiemy się, skąd pochodzą poszczególne elementy. Wiele wyprodukowanych zostało przez firmę Bopp & Reuther z niemieckiego Mannheim. Firma rozpoczęła działalność w 1872 r. Nazwa pochodzi od nazwisk  jej założycieli – biznesmena Carla Reuthera i mechanika Carla Boppa.

 

W tym czasie większość miast zaopatrywała się w system kanalizacji, co oznacza, że zainteresowanie tymi produktami było ogromne.

Na fundamentach firmy założonej przez dwóch Carlów działa obecnie VAG GmbH Armaturen. Ciekawostką jest, że hydrant produkcji Bopp & Reuther z 1909 r. wykorzystany został w koszalińskim Muzeum Wody w charakterze eksponatu, co wzbudziło zainteresowanie współczesnych przedstawicieli firmy. 

 

Inna ciekawa armatura hydrantowa pochodzi z Bielska i najprawdopodobniej pojawiła się w międzywojniu, kiedy to Bielitz stało się właśnie Bielskiem. Nie brakuje także pokryw z Norymbergii czy Berlina.

 

Czy armaturę hydrantową można uznać za sztukę? Jeśli tak, to z pewnością jest to sztuka bez fałszerstw. 

Często spotykane w Lesznie są także pokrywy studzienek „Neusalz” odlane w hucie Krausewerk (powojenny Dozamet) w Nowej Soli. W rękach nowosolskich (i pewnie nie tylko) kolekcjonerów jest wiele przedmiotów wyprodukowanych w tej hucie, które udało ocalić się przed przetopieniem.

Warto uważnie przyglądać się także wybrukowanym leszczyńskim drogom.

 

Fragment wybrukowanej drogi z pozostałością daty, fot. M. Gołembka

Fragment wybrukowanej drogi z pozostałością daty, fot. M. Gołembka

W zachodniej części miasta znajduje się mozaika z datą 1948, kiedy to drogę wybrukowano. Data jest coraz trudniejsza do odczytania.

Czyżby pracownicy przy późniejszych modernizacjach nieodpowiednio zadbali o fragment drogi z datą?

Nasz stosunek do sztuki

Posadzki, armatura, ogrodzenia, piece kaflowe – wydaje się, że kiedyś wszystko było bardziej sztuką, niż dziś. Nie jesteśmy właścicielami tych obiektów, co najwyżej ich depozytariuszami. Niestety często niszczymy to artystyczne dziedzictwo dawnych pokoleń, betonujemy mozaikowe podłogi, rozbieramy piece, zrywamy kafelki ze ścian. Zapominamy, że tworzyli je ludzie, tacy sami jak my, dla których tak samo, jak dla nas ważne było piękno.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0