fot. Mateusz Gołembka, parowóz na stacji Leszno

W Lesznie wszystko jest możliwe

Człowiek od pokoleń gmera w siłach i sekretach natury, a potem przerażony, niczym uczeń czarnoksiężnika, z trwogą patrzy na duchy, których nie potrafi z powrotem zagonić do butelki.

Jeśli ich nie zagoni, może zostać ukarany, będzie rażony piorunem albo pod jego nogami otworzy się przepaść.

Tymczasem nadchodzi odsiecz! Nie trzeba odwoływać się do zjaw, aby przeżyć magiczne i niecodzienne wydarzenia. Gwarantuje je wyprawa do Leszna (być może trochę nieoczywistego). Dajmy się temu miastu zachwycić, zaskoczyć i oczarować.

Tajemnica stołu Napoleona

Zbliżając się do Leszna drogą wojewódzką nr 309, warto zwolnić kilkaset metrów przed nasypem kolejowym. Po lewej stronie dostrzegamy ciekawy obiekt – kamienny stół.

Słyszałem od znajomych, którzy słyszeli od znajomych, że w 1812 r., podczas odwrotu z Moskwy, zatrzymał się tutaj na posiłek Napoleon Bonaparte. I choć nie natrafiono na żadną informację o tym wydarzeniu w tekstach źródłowych, to uważam, że Napoleon tutaj nie tylko jadł, ale i odpoczywał, a może nawet uciął sobie drzemkę.

 

Stół Napoleona, fot. M. Gołembka

Stół Napoleona, fot. M. Gołembka

To podczas tego snu natchnęła go wiara i siła, każąc mu zdobywać Rosję, mimo wcześniejszych niepowodzeń.

A dziś, każdy z nas – zupełnie jak przed dwustu latu cesarz – może skorzystać z magicznej siły stołu i być zwycięskim, jak jego armia i na dodatek nie mieć swojego Waterloo!

A jednocześnie można zaczerpnąć energii do dalszego odkrywania miasta.

Zbiornik na Zaborowie

Leszno położone jest z dala od morza, nie ma w granicach administracyjnych żadnego jeziora, a jednak ma dostęp do plaży. Zbiornik wodny na leszczyńskim Zaborowie to miejsce owiane plotkami i ploteczkami. Nie jest do końca jasne, kiedy powstał. Twierdzi się, że kto się z niego napije wody, zakocha się w Lesznie i będzie tu powracać.

 

Zbiornik na Zaborowie, fot. M. Gołembka

Zbiornik na Zaborowie, fot. M. Gołembka

Może to jednak także plotka…

Myślę, że taki sam efekt może przynieść  spacer wokół zbiornika. Zaoszczędzimy ewentualnych problemów żołądkowych i jeszcze bardziej będziemy mogli cieszyć się z bajkowej atmosfery, jaką okolica oferuje. Żądza przygód rośnie. 

O czym szumią parowozy

Podróż parowozem to dla jednych powrót do czasów dzieciństwa, dla drugich nowe i ekscytujące doświadczenie. Pewnie jednak nie każdy wie, że rozwój kolei nie był łatwy. W epoce wiktoriańskiej wierzono w tak zwane „szaleństwo kolejowe” – że podróżowanie koleją parową jest zbyt szybkie, psychika człowieka nie może tego znieść i popada on w obłęd.

Pojawiały się także kampanie antykolejowe z solidnymi (?) argumentami. Przeciwnicy „stalowych potworów” twierdzili, że wprowadzenie kolei spowoduje przerażenie u krów, które przestaną jeść trawę i nie będą dawać mleka. Kury nie będą znosić jaj. Obawiano się także kryzysu gospodarczego – brak koni mógł nieść za sobą nadwyżki słomy i siana.

 

Parowóz na stacji Leszno, fot. M. Gołembka

Parowóz na stacji Leszno, fot. M. Gołembka

Będąc w Lesznie mamy możliwość nie tylko zobaczyć parowóz, ale i wybrać się nim do niekwestionowanej stolicy parowozów – do Wolsztyna.

W tym fantastycznym mieście warto odwiedzić nie tylko parowozownię, ale i wybrać się nad położone w samym centrum piękne jezioro.

Polecam tę wyprawę także po to, aby samemu sprawdzić, czy po takiej podróży cierpi się na „szaleństwo kolejowe”? Czy krowy są wystraszone? A być może produkowane przez parowóz chmurki odganiają złe duchy?

Zostajemy w tematyce fauny. Bez strachu.

Przyszła żaba do bociana – rzecz to przecież niesłychana!

W Lesznie organizowanych jest wiele wydarzeń, festiwali i koncertów. Te ostatnie szczególnie nasilają się wiosną, ale trudno odnaleźć w internecie ich repertuar.

 

Jeden z leszczyńskich płazów, fot. M. Gołembka

Jeden z leszczyńskich płazów, fot. M. Gołembka

Mowa tutaj o żabich koncertach dobiegających znad sadzawek.

Możemy ich posłuchać choćby w rejonie szkółek ogrodniczych przy ulicy – nomen omen – Zacisze. Rechoczące i kumkające odgłosy to doskonały sposób na poprawę humoru. Będąc słuchaczem takich koncertów, sam rechoczę, jak ropucha, chociaż nie potrafię nawet odróżnić rzekotki od żaby moczarowej.

Nieraz miałem okazję podejrzeć technikę wydawania tych odgłosów. Samce nadymające się całym ciałem wyglądają imponująco. To zachowanie ma zamierzone działanie, te miłosne serenady pozwalają znaleźć właściwą partnerkę. Warto jednak zauważyć, że są tacy, którzy za nic mają te ambitne żabie plany. To bociany!

 

Leszczyński bocian, fot. M. Gołembka

Leszczyński bocian, fot. M. Gołembka

Jest to o tyle interesujące, że od czerwca Leszno ma własnego bociana, który upodobał sobie pewną lokalizację w dzielnicy Zatorze.

Będący pod stałym nadzorem ornitologów, ptak ciągle powraca do tego miejsca. Można stwierdzić, że stał się miejskim celebrytą, w mediach społecznościowych są setki jego zdjęć. Popularności mogą mu pozazdrościć lokalni influencerzy i youtuberzy, tym bardziej, że bocian – w odróżnieniu od nich – o tę popularność nie zabiega. 

Na skróty do nieba

 

Balon Leszno, fot. M. Gołembka

Balon Leszno, fot. M. Gołembka

W Lesznie możemy w bardzo prosty sposób, zupełnie jak bocian, unieść się nad ziemię i podziwiać miasto z niecodziennej perspektywy. Potrzebna jest tylko odrobina odwagi no i wizyta na leszczyńskim lotnisku, gdzie możemy eksperymentować ze szczęściem. Jedną z możliwości jest tu lot balonem.

 

Wystarczy komenda: „ognia” i tracimy grunt pod nogami.

Równie ciekawą propozycją jest przelot szybowcem. Mnie przyprawił on o drżenie dłoni, zasychanie w ustach, wytrzeszcz oczu i wybuchające emocje w piersi.

A jeśli nie wierzycie mi na słowo, to moją opinię podzielają także Arbuz i Pchełka, czyli świnka morska i urocza suczka, będące bohaterami książki Maliny Prześlugi-Delimaty. Te przemiłe stworzenia zwiedzają Wielkopolskę, a na ich trasie nie zabrakło ani wolsztyńskiej parowozowni ani leszczyńskiego lotniska.

 

Na płycie tego ostatniego jaskółka dymówka Pelagia zamienia niemalże świnkę morską w świnkę powietrzną!

Zdecydowanie warto zapoznać się z lekturą i dowiedzieć się, że przy dużym aeroklubie dyskretnie działa także ten mniejszy – Aeroklub ptasi. 

Lądujemy na ziemi

 

Arbuz i Pchełka, bohaterowie książki Maliny Prześlugi

Arbuz i Pchełka, bohaterowie książki Maliny Prześlugi

Mimo twardego stąpania po ziemi osobiście doceniam, ile korzyści przynosi robienie zwyczajnych rzeczy w niezwyczajny sposób. Trzeba pozwolić sobie na złapanie dystansu do tego, co oczywiste, przeżyć coś niezapomnianego, czerpać nadzieję i natchnienie z każdego spaceru, z każdego promienia słonecznego, z otaczającej nas natury.

 

Warto też uwierzyć w magię Leszna.