fot. Melanie Smith, Weronika Cegielska

W tańcu zmieścimy się wszyscy

Wyznaję ideę jedności ciała, umysłu i ducha jako źródła spełnienia i wewnętrznej harmonii. A za Olgą Tokarczuk powtórzę, że „człowiek jest ciałem. I wszystko, czego doświadcza ma początek i koniec w ciele” – mówi artystka performansu, tancerka i choreografka Weronika Cegielska, która w 2020 roku otrzymała stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.  

Sebastian Gabryel: Przygotowując się do tego wywiadu, natrafiłem na zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć: „Każdy taniec jest odkryciem nas samych”. Zgadzasz się z Marthą Graham?

Weronika Cegielska: Ten cytat z kolei przypomniał mi zdanie George’a Sheehana: „Pierwszy krok umysłu do samoświadomości musi prowadzić przez ciało”, które bardzo trafnie wyraża bliskie mi aktualnie rozumienie tańca i jego potencjału. Mogę więc zgodzić się tutaj z Graham. Uważam, że w ruchu możemy dowiedzieć się o sobie bardzo wiele.

 

SG: Jeśli taniec to odkrywanie siebie, to czy można powiedzieć, że jest również oczyszczającym katharsis – czymś natury fizycznej, a jednak zdolnym „wyrwać” z emocjonalnego bólu? Jak to wygląda z twojej perspektywy?

Weronika Cegielska fot. Marcin Dondajewski

WC: Zdecydowanie wierzę, że taniec jako doświadczanie wyrażenia siebie ciałem może prowadzić do emocjonalnego katharsis. Wiele razy obserwowałam i sama doświadczałam podobnego przeżycia. Siła takiego doświadczenia może być oczywiście bardzo różna. Warto też dodać, że nie zawsze musi w ogóle dojść do katharsis w tańcu. I to też jest w porządku.

 

Często ważnym czynnikiem takiego oczyszczenia jest jednoczesne zaangażowanie w relację w ruchu z drugim człowiekiem w kontekście terapeutycznym. Jestem przekonana, że ekspresyjny ruch może być narzędziem zmiany i ma wyzwalający potencjał.

Wyznaję ideę jedności ciała, umysłu i ducha jako źródła spełnienia i wewnętrznej harmonii. A za Olgą Tokarczuk powtórzę, że „człowiek jest ciałem. I wszystko, czego doświadcza ma początek i koniec w ciele”. Nie odcinajmy się od naszych ciał, jakiekolwiek by były! Rozgośćmy się w nich!

 

SG: Zadałem to pytanie trochę w ramach wprowadzenia do tematu, jaki często przewija się w twojej twórczości. Dlaczego akurat włosy?

WC: Projekt, o którym zapewne mówisz, i który z przerwami trwa od kilku lat, wykorzystuje ciało jako całość, ale szczególnie jedną jego część – włosy – które, choć na co dzień nie zawsze o nich tak myślimy, od wieków okazują się być w każdej ludzkiej cywilizacji członem fundamentalnym dla tożsamości. Również dlatego, że dosłownie zawierają DNA, ale mówią też o ludzkich wyborach dotyczących przynależności do określonych zbiorowości. Opowiadają historię pojedynczego człowieka i całej ludzkości – nie gniją, potrafią przetrwać tysiące lat, charakteryzują ruchy wolnościowe, jak np. Black Power, czy subkultury, np. hipisów lub skinheadów. A dotyczy to wszystkich, nawet tych, którzy włosów nie mają.

 

Kwestia owłosienia głowy i reszty ciała jest przecież także przedmiotem wielu (publicznych i kulturowych) dyskusji, które obserwujemy w ostatnich dekadach.

Wykorzystuję włosy, aby za ich pomocą mówić o tożsamości indywidualnej, ale i o przynależności do różnych grup etnicznych, kulturowych, płciowych, wiekowych, a także o gwałcie na cudzej osobowości, historycznych uwarunkowaniach, przesądach, podobieństwach i różnicach, akceptacji i pokochaniu siebie oraz poznaniu Innego.

 

SG: Jaka jest istota „Pieśni do moich wnętrzności”? I po co ci włosy mieszkańców Poznania?

Weronika Cegielska fot. Marcin Dondajewski

WC: „Pieśń do moich wnętrzności” to seria performatywnych spotkań jeden na jeden z publicznością (jeden widz w pomieszczeniu z artystką na raz). Bada złożoną materialność i metaforykę towarzyszącą włosom, nawiązując do dyskursów oraz praktyk wymiany, daru i osobistej narracji. W tej chwili istnieją cztery części serii, ale w niedługim czasie zostanie przedstawiony nowy, piąty performans. Wszystkie części na różne sposoby wplątują w spektakl ludzkie włosy, które są tu potraktowane jako środek ułatwiający nawiązanie intymnej rozmowy oraz silny symbol tożsamości. Od strony ekspozycyjnej „Pieśń…” jest propozycją, która pozwala na dowolne mieszanie i łączenie poszczególnych performansów („mix and match”). Może być wystawiona jako całość, połączenie dwóch lub trzech części po kolei albo którejkolwiek z nich pojedynczo.

 

Dzięki stypendium zamierzam także przygotować rozrastające się każdego dnia ustne archiwum, które przechowywałoby nagrywane regularnie przeze mnie biograficzne historie z włosami w tle podarowane przez publiczność (nagrywane podczas jednej z części cyklu „Pieśń do moich wnętrzności”). Darowizna, a więc i wymiana byłyby całkowicie dobrowolne. Chcę także upleść tkaninę z ludzkich włosów tworzącą swoiste archiwum mieszczące w sobie różne DNA.

Połączy ona w dosłowny sposób wszystkich bez podziałów i uprzedzeń, symbolicznie zaznaczając w ten sposób tworzenie pewnej alternatywnej lokalnej wspólnoty osób, które podzieliły się między sobą kawałkiem swojej historii w przeżytym wspólnie relatywnie krótkim, acz intymnym momencie. Tutaj właśnie niezbędne będą włosy mieszkańców Poznania. I tych z dziada pradziada, i tych, dla których Poznań jest tylko chwilowym przystankiem w dalszej podróży.

 

SG: Taniec społeczny – jaka jest jego główna idea? To kategoria tańców, która wielu może niewiele mówić… Dlaczego tak cię do niej ciągnie?

WC: Założenie tańca społecznego (community dance) jest bardzo proste – taniec jest dla wszystkich. Każdy może tańczyć. Biorę za te słowa pełną odpowiedzialność. Niezależnie od umiejętności, doświadczenia, sprawności, wieku, stanu zdrowia, kształtu ciała, płci i pozostałych zmiennych. Dodatkowo jako psychoterapeutka tańcem i ruchem (DMP–  Dance Movement Psychotherapy) w trakcie szkolenia nie wyobrażam sobie, że mogłabym negować to założenie. I tak możemy tańczyć razem, w różnych grupach w ramach społeczeństw. Ekspresja przez ciało (podkreślam – każde ciało) dostępna jest dla wszystkich, nie tylko dla profesjonalistów. Zdarzyło mi się kiedyś tańczyć z osobą na stałe leżącą i w dużej mierze sparaliżowaną i nie użyłabym innego określenia niż taniec, aby opisać nasze doświadczenie. Uważam, że w pojęciu „taniec” jest wystarczająco dużo przestrzeni na działania artystyczne, społeczne, zawodowe, amatorskie, terapeutyczne, hobbystyczne i jeszcze inne. Taniec, tak jak pozostałe dyscypliny sztuki, ma wiele „pod-specjalizacji” – całą gamę odcieni. Zmieścimy się wszyscy.

 

SG: Lubisz być zadowolona ze swoich projektów? Niektórzy tego nienawidzą, sądzą, że to szkodliwe.

Weronika Cegielska fot. Zbigniew Kotkiewicz

WC: Teraz lubię być zadowolona. Mój „wewnętrzny krytyk” ma na tyle silny głos, że w trakcie procesów kreatywnych wielokrotnie poddaję swoje pomysły i realizacje wnikliwym obserwacjom i wątpliwościom. Dyskutuję o nich też z innymi osobami. Często moja opinia na temat moich własnych prac zmienia się kilkakrotnie. Niekiedy to bardzo trudne nabrać dystansu do czegoś, w co wchodzę tak głęboko i na tak długi czas. Poza tym i tak nikt i nigdy nie jest w stanie być w pełni obiektywny. To zawsze są nasze subiektywne przekonania i odczucia.

 

SG: A nagrody i wyróżnienia? W tym roku otrzymałaś stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury. Co ono dla ciebie oznacza?

WC: To stypendium oznacza szansę na kontynuację moich poszukiwań artystycznych i realizację „Pieśni do moich wnętrzności” w Polsce. Wszelkie otrzymane granty mnie cieszą, bo otwierają po prostu możliwości dalszego rozwoju i realizacji koncepcji, które w wyobraźni czekają na urealnienie, oraz zwyczajnie oferują (lub powinny) wynagrodzenie za pracę zawodową. 

 

SG: Site-specific, instalacje, dance film, działania interdyscyplinarne, body i live art – nie lubisz się nudzić. Skąd w tobie ta potrzeba eklektyzmu? Niektórzy z pewnością powiedzieliby, że takie podejście to rozmienianie się na drobne…

WC: Dla mnie to zwyczajnie rozwój artystyczny i kształtowanie własnego głosu jako artystki. To różne media, ale ja sama w moim ciele (mówię tu o własnej twórczości) jestem spoiwem dla tych wszystkich form wyrazu. W moim odczuciu nie jest im zresztą wcale daleko do siebie.

 

Od początku mojej drogi artystycznej odnajduję siebie w różnych dziedzinach sztuki. Jedna forma wyrazu to dla mnie chyba za sztywna rama. Poza tym przecież te granice dyscyplin nie są stałe. Bywają płynne lub nieostre.

Lubię odnajdywać inspiracje w różnorodnych dziełach i współpracować z innymi twórcami. Dobrze czuję się np. jedną nogą w tańcu współczesnym, a drugą w performance art. Moje wykształcenie też mnie na to przygotowywało od dawna. Ja sama czuję się spójna w tych działaniach, a to jest dla mnie ważne.

 

SG: Podejrzewam więc, że „Pieśń...” to zaledwie jeden z wielu projektów, jakie zaprzątają ci teraz głowę… Czego jeszcze możemy spodziewać się od ciebie w najbliższej przyszłości?

WC: W najbliższym czasie, bo już we wrześniu, ukaże się krótki film choreograficzno-muzyczny stworzony w dużej mierze zdalnie w czasie pandemii z pełno- i niepełnosprawnymi uczestnikami projektu „Ciało społeczne” Fundacji Nordoff Robbins Polska także z moim udziałem. Poza tym stale współpracuję z artystkami performansu w Londynie, m.in. Claire Ridge, Sofią Fedorovą i Lorenzą Peragine. W przyszłym roku czeka mnie również współpraca z muzykiem Tomkiem Szczepaniakiem i duńskim kompozytorem Jeppe Ernstem nad premierą jego nowego utworu.

 

Weronika Cegielska – artystka performansu, tancerka i choreografka. W 2020 roku otrzymała stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury. Absolwentka Konserwatorium Muzyki i Tańca Trinity Laban w Londynie w dziedzinach tańca współczesnego, choreografii oraz performance art. Uczestniczka wielu konkursów, warsztatów, laboratoriów, festiwali oraz sympozjów związanych z tańcem współczesnym i sztuką performansu. Autorka pracy badawczej i artystycznej o włosach jako symbolu tożsamości. Łączy wiele form sztuki, stawia na współpracę artystów reprezentujących różne jej dziedziny. Zajmuje się także psychoterapią tańcem i ruchem. Pieniądze ze stypendium przeznacza na kontynuowanie badań naukowych i artystycznych oraz związanego z nimi cyklu 5–6 performansów pt. „Pieśń do moich wnętrzności”. W ramach programu stypendialnego – w nawiązaniu do swojej wcześniejszej aktywności – artystka rozpoczyna także wytwarzanie plecionej tkaniny z ludzkich włosów pozyskanych od mieszkańców Poznania – archiwum mieszczące w sobie różne DNA, łączące wszystkich bez podziałów i uprzedzeń. Powstać ma też książka oraz ustne archiwum oparte na autobiografiach z włosami w tle.