fot. Olga Urban

Winna Góra – rozdział 28

W którym okazuje się, że ktoś ma romans.

Halszka Nowicka wstawała w nocy co najmniej dziesięciokrotnie. Za każdym razem podchodziła do okna. Przed północą ze dwa razy widziała traktorek Michalskiego, ale nie miała siły wychodzić i prosić go, by przestał jeździć po ciemku. Poza tym bała się iść do parku. Po ciemku mogłaby nie zauważyć w trawie zaskrońca i go niechcący nadepnąć. Zdawało się jej, że w ogóle nie spała, tylko kręciła się z boku na bok, w półśnie snując niesamowite historie. Marianka mogłaby jej pozazdrościć wyobraźni.

 

O świcie przebudziła się zupełnie, nie wiedziała, z jakiego powodu. Dopiero po chwili zorientowała się, że słyszy skrzypienie, chyba tych drewnianych schodów. Wstała cicho i podeszła do drzwi. Przez moment nasłuchiwała, ale żaden dźwięk już nie dobiegał. Nacisnęła klamkę najciszej jak potrafiła i wyjrzała na korytarz. Był pusty. Zbliżyła się do klatki schodowej, pokonała kilka stopni, wychylając się za balustradę. Nikogo nie było. Już zamierzała wrócić do łóżka, gdy cicho zaszurały drzwi w pokoju animatorki.

Na palcach przeszła na sam koniec korytarza, ciesząc się, że bezgłośnie dotarła w pobliże drugich schodów, prowadzących na strych. Ukryła się za rogiem i czekała, zastanawiając się, gdzie animatorka wychodzi o tak wczesnej porze. Otworzyła usta z wrażenia, gdy zobaczyła Romana Kowala, który rozglądał się wokół siebie. Zdążyła się schować. Przez chwilę stała w ukryciu, wstrzymując oddech, w końcu nie wytrzymała i wychyliła się znowu. Teraz widziała jak na dłoni animatorkę obcałowującą męża Izabelli Kowal. Przez chwilę patrzyła tylko na nich. Byli pewni, że nikt ich nie widzi, bo obejmowali się namiętnie.

 

Koralia Brączkowska zarzuciła ręce na ramiona winiarza, nie chciała go wypuścić i nie wyglądało to jedynie na wdzięczność za zrobienie zastrzyku. Halszka właśnie zamierzała się znowu skryć, gdy po drugiej stronie korytarza zobaczyła jeszcze kogoś. Kogoś, kto chował się tak jak ona. Główne schody biegły przez sam środek budynku, były szerokie, reprezentacyjne, a na strych można było dotrzeć węższymi schodkami, pnącymi się po dwóch przeciwległych stronach korytarza. Teraz z jednej strony wychylała się ona, z drugiej ktoś jeszcze. Wysunęła się odrobinę, kątem oka obserwując całującą się parę.

– Nie idź jeszcze – mruczała cicho animatorka, a Halszka dostrzegła w oddali rękę z wystawionym telefonem.

– Muszę – odpowiedział Roman Kowal, próbując uwolnić się od obłapiających go rąk.

– Ale przecież ona śpi. A ciebie nie było całą noc – droczyła się Koralia, wisząc całym ciałem na winiarzu.

– Byłem zajęty. – Szept Romana Kowala niósł się po całym korytarzu. W pałacu była doskonała akustyka.

Halszka tymczasem próbowała zobaczyć coś więcej oprócz aparatu w czyimś ręku. Najwyraźniej ktoś robił zdjęcia. Ktoś śledził kochanków.

– A kiedy odjedziemy stąd razem? Tylko my – dopytywała się animatorka.

– Wkrótce…

Halszka nie była w stanie z tego miejsca dojrzeć, kto jest po drugiej stronie. Gdyby wychyliła się bardziej, całująca się para musiałaby ją zobaczyć. A tego nie chciała. Było jedno rozwiązanie i Halszka postanowiła nie czekać, tylko jak najszybciej zejść piętro niżej i dostać się do przeciwległych bocznych schodów.

 

Joanna Jodełka, fot. P. Kosicki

Joanna Jodełka, fot. P. Kosicki

Okrążę go – pomyślała i na palcach w piżamie ruszyła w dół. Pomyślała „go”, ale nie była wcale pewna, kto to jest. Może „ją”? Może to Izabella stoi za rogiem? Szybko odrzuciła ten pomysł. Jakoś nie wyobrażała sobie skradającej się Izabelli. Prędzej stanęłaby naprzeciw nich z kieliszkiem w ręku i powiedziała „nie krępuj się”. Raczej wyglądało na to, że jest zmorzona bardzo mocnym snem i pojęcia nie ma, że jej mąż był w nocy gdzie indziej.

Przebiegając po dole, dotarła do schodów i powoli wspięła się na półpiętro. Przystanęła obok okna, oparła się o parapet. Wszystko stało się jasne. Patrzyła na plecy malarza Mariusza Wejmana, który przyklejony do ściany, wychylał się, robiąc zdjęcia całującej się parze. Zastanawiała się, czy poczekać, aż się odwróci. Spoglądała na tę sytuację z pewnym rozbawieniem, gdy kątem oka dostrzegła coś w oknie, które wychodziło dokładnie na staw w parku. Odchyliła firankę. To nie było zabawne. Wsadziła prawię całą głowę pomiędzy stojące na parapecie kwiatki i zobaczyła bardzo wyraźnie traktorek do koszenia trawy. Zakryła ręką usta, choć i tak nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Pojazd leżał kołami do góry. Nie czekała, rzuciła się schodami w dół. Na sekundę spotkała się wzrokiem z zaskoczonym malarzem, który odwrócił głowę, usłyszawszy hałas, ale już nie zwracała na niego uwagi. Widziała traktorek, a nie widziała dziadka Michalskiego. Wybiegła na zewnątrz w kierunku stawu, utykając trochę na nogę.

 

Nie miała zamiaru wracać po kule ani po to, żeby się przebrać. Zbliżyła się zaniepokojona do przewróconej kosiarki. Michalski tak by jej nie zostawił. Polerował ją chusteczką do nosa. Spodziewała się najgorszego. I rzeczywiście – zobaczyła dziadka leżącego w trawie tuż nad skrajem stawu. Twarzą do ziemi. Nim się zorientowała, klęczał już przy nim malarz, który najwidoczniej ruszył za nią.

– Żyje? – zapytała przerażona Halszka.

– Nie wiem. Zobaczymy.  – Mariusz Wejman nachylił się, żeby przerzucić mężczyznę na plecy.

– Może nie powinniśmy go dotykać – przestraszyła się.

– Tak nie powinien leżeć – odpowiedział, nawet na nią nie patrząc, i chwycił dziadka pod ramiona. Wtedy ten niespodziewanie chrząknął. Halszka najpierw się przestraszyła i odskoczyła na bok, później odetchnęła z ulgą. Żył.

– Dzwonię po karetkę – oświadczyła.

– Zobaczymy, czy będzie potrzebna – stwierdził malarz, nachylając się nad Michalskim. Przystawił nos do jego ust.

– Jak niepotrzebna?! – oburzyła się.

– Zdaje się, że sporo wypił – oświadczył, próbując podnieść Michalskiego, który niechętnie, ale usiadł na prawie i patrzył nieprzytomnym wzrokiem.

– Łeb mnie boli – stwierdził po chwili, chwytając się za głowę.

– Nie dziwię się – uśmiechnął się malarz. – Mocne musiało być.

– Tak chyba mnie mocno… kopnęło – stwierdził staruszek, masując kark.

– Dzwonić po lekarza? – dopytywała Halszka nerwowo.

– Brrry – otrząsnął się Michalski, wykrzywiając twarz. – U lekarza byłem… e nie pamiętam, kiedy…

– Sprawdzimy, czy może pan chodzić – zaproponował Mariusz Wejman, a dziadek tylko kiwnął głową. Z pomocą malarza wstał. Jako tako trzymał się na własnych nogach. – Niech go pani przytrzyma, ja postawię kosiarkę. Lepiej, żeby inni tak jej nie zobaczyli. Halszka się zgodziła, choć nie była pewna, czy powinna tak oficjalnie kryć dziadka. Malarz wydaje się miły, a za chwilę zrobi zdjęcia i doniesie na nią. Nie ufała mu.

– Później przemyślę, jakie środki podjąć – powiedziała najbardziej oficjalnym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć.

Gdy Mariusz Wejman siłował się z postawieniem kosiarki z powrotem na kołach, Michalski kiwał się na boki, opierając się o nią tak, że na moment straciła równowagę. Wtedy dostrzegła, jak drugą stroną parku przemyka historyk Napoleon Ochocki z Kolumbijczykiem de Brigardem. Jeden i drugi miał w ręku łopatę. Zobaczył ich również malarz i niespodziewanie dla Halszki przydusił ich ramiona, sprawiając, że dziadek znowu prawie usiadł na ziemi, a Halszka chcąc nie chcąc, kucała obok niego.

– O co chodzi? – skrzywiła się, patrząc na malarza. Była już zmęczona tymi tajemnicami i nie zamierzała się ukrywać. Przeciwnie, chciała podejść i zapytać tych dwóch, czego szukają o świcie w parku. Z łopatami w ręku.

– Raczej nie powinni widzieć Michalskiego w tym stanie – wyjaśnił malarz. – Nikt mu za to prawo jazdy nie odbierze, ale tę fuchę może stracić – dodał, a Michalski przytaknął i cierpliwe siedział rozpłaszczony na trawie. Halszka chwilowo się z nim zgodziła. Poczekali do momentu, w którym historyk z potomkiem generała Dąbrowskiego weszli do pałacu.

– Tu nikt chyba nocami nie śpi – stwierdził malarz, podnosząc się z ziemi. Halszkę stać było już tylko na wzruszenie ramion.  Michalski zaczął wstawać ociężale, przygniatając ją przy tym. Po chwili przebierał nogami, usiłując iść w kierunku swojego lokum nad stajnią. Malarz wziął cały jego ciężar na siebie. Tuż przed drzwiami dziadek wyprostował się prawie i oświadczył lekko bełkotliwym tonem:

– Dalej pójdę sam – stwierdził, chwytając się futryny.

– Domyślam się, że pan już stąd trafi – skwitował malarz i pożegnał się.

Halszka nie dała się tak zbyć. Została. Zamierzała porozmawiać sobie jeszcze z Michalskim.

– Zakazuję panu pić już cokolwiek – powiedziała. – Pan był kompletnie pijany. Ktoś może donieść na pana – stwierdziła z wyrzutem.

– Tak, jakieś mocne świństwo musiałem wypić – zastanawiał się głośno Michalski, opierając się o ścianę i drapiąc się po głowie. – Ale co to mogło być?

– To bez znaczenia – wzruszyła ramionami Halszka.

– Może i bez, ale nie od tego mnie łeb boli.

– A od czego?

– Ktoś mnie w ten łeb walnął – stwierdził, znowu chwytając się za kark. Halszka nie czekała, stanęła za Michalskim i odgięła kołnierz jego koszuli. Rzeczywiście miał zaczerwienioną szyję z jakąś wyraźniejszą pręgą.

– Jedziemy na pogotowie – stwierdziła stanowczo.

– Po moim trupie – prychnął Michalski i odwrócił się na pięcie. – Może jak się wyśpię. Teraz ani mi się śni, albo mi się wszystko śni – dodał, wspinając się na pięterko do pokoju nad stajnią. Halszka popatrzyła na plecy wchodzącego mozolnie Michalskiego i wyciągnęła telefon. Odszukała numer komisarza Bobka i wysłała esemesa z prośba, by pojawił się w Winnej Górze.

Wracając do pałacu, miała nadzieję, że uda się jej nikogo nie spotkać, jednak na parterze zobaczyła stojącą przy kuchni Mariankę.

– Zgłodniałaś? – zapytała zrezygnowanym tonem. Rzeczywiście nikt w tym pałacu nie może spać – pomyślała. – Ktoś cię obudził?

– Nie, tylko, tylko, tylko… – dukała Marianka, kręcąc kolczykiem w nosie. Halszka usztywniła się. Postawa siostrzenicy nie wróżyła nic dobrego. – Ja nie chciałam – wyrzuciła z siebie, przebierając nogami w miejscu.

– Co nie chciałaś? – wystraszyła się Halszka.

– Właściwie chciałam tylko zobaczyć… No hałasy jakieś były… Ty wyszłaś…

– Co zrobiłaś?

– Niby nic… ale ty przecież mówiłaś, żebym nie dotykała palcami…

– Czego?

– Tego obrazu… A ja dotknęłam i chyba popsułam – dodała ze spuszczoną głową.

 

Wszystkie rozdziały książki Joanny Jodełki pt. "Winna Góra" znajdziecie: tutaj