fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Wszystko zaczyna się od słów

Słowa, które słyszymy od innych, mogą sprawiać, że odczuwamy świat jako przyjazny lub wrogi. Myśl ta stała się podstawą otwartej dla wszystkich debaty „Język a wykluczenie”, która odbyła się w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu z okazji Dnia Języka Ojczystego.

Profesor Katarzyna Kłosińska ogłosiła, że debata, zorganizowana przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, inauguruje szeroko zakrojoną kampanię społeczną pod hasłem „Ty mówisz, ja czuję. Dobre słowo – lepszy świat”. Ma to być szereg działań o charakterze edukacyjnym skierowanych do różnych środowisk i grup wiekowych. Ich celem będzie przeciwdziałanie wykluczeniu i wulgaryzacji języka codziennego dyskursu społecznego. Gośćmi debaty byli: profesor Inga Iwasiów, profesor Danuta Krzyżyk, doktor Margaret Amaka Ohia-Nowak oraz pisarz Jacek Dehnel.

Zastępca Prezydenta Miasta Poznania Jędrzej Solarski, będący gospodarzem wydarzenia, przypomniał, że „państwo czy miasto to organizacje, których zadaniem jest budowa otwartej i różnorodnej społeczności, w których każdy człowiek w swoim bogactwie oraz unikalności wnosi do wspólnoty to, czego nie wniesie nikt inny. […] Język hejtu, język stereotypów i uprzedzeń rodzi postawy dyskryminacyjne, wyklucza. Odczuwamy deficyt języka równościowego”.

 

Prowadząca debatę profesor Ewa Kołodziejek, odwołując się do stwierdzenia, że od języka, jakiego używamy, zależy kształt świata, w którym żyjemy, zwróciła uwagę, że w ostatnich latach język wykluczenia stał się bardziej niż kiedyś częścią języka polityki, propagandy, mediów i dyskursu publicznego.

Debata miała odpowiedzieć na pytania: kto, kogo i z jakiego powodu wyklucza, jaki udział w wykluczeniu ma język, jak poszczególne słowa budują mury? I wreszcie: czy możemy temu przeciwdziałać?

 

"OCZYWIŚCIE" NIE JEST OCZYWISTE

 

Złożony problem tak zwanego „języka ojczystego” przedstawił Jacek Dehnel, opowiadając o swoich korzeniach polsko-rosyjsko-kozackich i o różnorodności narodowościowo-językowej kresowych rodzin, gdzie mowę ojczystą dziedziczono wraz z płcią.

 

Jacek Dehnel, Fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Jacek Dehnel, fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Pisarz podkreślił, że język ojczysty nie zawsze jest językiem kraju, w którym żyjemy, i nie dla każdego żyjącego w danej wspólnocie symbole kulturowe muszą mieć to samo znaczenie. Pas kontuszowy, który z okazji debaty Dehnel włożył na złocistą, świąteczną stronę, nie każdemu członkowi naszej wspólnoty kojarzy się z lekturą z dzieciństwa, Kmicicem i polskością. Są tacy, dla których to raczej symbol trwającej przez całe pokolenia przemocy i którzy nie czują sentymentu wobec kultury sarmackiej o kastowym systemie.

Pisarz wskazał na fakt, że wszelkie wykluczenie w języku zaczyna się od słowa „oczywiście”. Owo „oczywiście” to postawa niedopuszczająca myśli, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. Język zdradza nasze uprzedzenia, agresje i sposób myślenia.

Jacek Dehnel podał kilka przykładów z codziennych frazesów, używanych bezrefleksyjnie: „Zdrowie pięknych pań i mądrych panów”; „To była śliczna Żydóweczka”; „Jak na dziewczynkę, to byłaś całkiem dzielna”. Podsumował z humorystycznym dystansem: „Teraz trzeba się pilnować. Nagle się okazuje, że żyjemy w strasznych czasach, kiedy wszyscy ludzie mają uczucia”.

Zwrócił też uwagę na to, że istnieją sposoby w języku, żeby mówiąc, szanować owe uczucia. I że nasze językowe przyzwyczajenia powinny się zmienić z pozycji „oczywiście” na „być może”, „niektórzy”. „Namysł nad słowami i wspólne poszukiwanie jest dobrem, z którego korzystają i członkowie mniejszości, i większości. Poznajemy złożoność świata zasłoniętą dotychczas przez owo «oczywiście»”.

 

MURZYNEK BAMBO

 

Doktor Margaret Amaka Ohia-Nowak, mówiąc o swoich korzeniach nigeryjsko-polskich, przywołała doświadczane przez nią samą uciążliwe zachowania związane ze stereotypami dotyczącymi koloru skóry.

W jej odczuciu swoistym wykluczeniem może być nie tylko niezauważanie kogoś, ale również nadmierne koncentrowanie się na inności, bliskie stygmatyzacji. Przytoczyła także przykłady z podręczników dla szkoły podstawowej, w których wszystkich mieszkańców Afryki wtłacza się w jedną homogeniczną grupę „murzyńskich ludzi”, którzy mają „murzyński język” czy „murzyńską muzykę”.

 

Margaret Amaka Ohia-Nowak, fot. M. Kaczyński CK ZAMEK

Margaret Amaka Ohia-Nowak, fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Zwróciła też uwagę na infantylizowanie Afrykanów poprzez wierszyki w rodzaju „Murzynek Bambo” Juliana Tuwima czy inne tworzone dzisiaj teksty dla dzieci. Ich wydźwięk (niezależnie od intencji twórców) ma wpływ na stosunek nieletnich i późniejszych dorosłych do osób innej rasy.

Zapytana, jak odczuwa w różnych kontekstach użycie słowa „Murzyn” wobec osób czarnoskórych, odpowiedziała, że to słowo ma dla niej i innych mieszkańców Afryki wydźwięk zdecydowanie deprecjonujący ze względu na masowe stosowanie go w negatywnych związkach frazeologicznych. Pytanie to – ważne z punktu widzenia dyskursu o tym, jakie słowa kogoś ranią – pozwala przenieść uwagę z nas samych i naszych przekonań i bardziej skoncentrować się na odbiorcy komunikatu.

 

"RADYKALNIE", CZYLI PRÓBY ZAMKNIĘCIA UST 

 

Profesor Inga Iwasiów poruszyła kwestie używania feminatywów i reakcji otoczenia na stosowanie żeńskich form profesji czy stanowisk. Wspominała, że w latach 90. mówienie o sobie jako o krytyczce budziło u innych śmiech, ale też reakcje w rodzaju: „tak się nie mówi”, „nie bądź śmieszna”, „nie bądź radykalna”.

„Radykalne” stało się pogardliwym epitetem, który – jak twierdzi profesor Inga Iwasiów – „pojawia się często po to, by zakwestionować prawomocność czyjegoś sądu. «Radykalne» to w jakimś sensie «złe»”. Słyszała zarzut, że „radykalne feministki chcą zniszczyć tkankę mowy”.

Według niej stosowany na co dzień język oddaje podział na kompetentnych mężczyzn i miłe, jakby społecznie niedojrzałe kobiety. W języku odzwierciedla się to w postaci: używania w sytuacjach publicznych samych imion zamiast nazwisk i tytułów, stosowania zdrobnień, pouczania czy w językowej „grzecznościowej infantylizującej otoczce, mającej utrzymać kobiety z dala od istotnych sfer wpływów”.

 

Inga Iwasiów, fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Inga Iwasiów, fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Prelegentka przywołała też ostrzejsze narzędzia wykluczenia – „słowa, które zapadają w ciało”: „feminazistka”, „lewacka szmata”, „lesba”, „aborcjonistka”. „Nie można się na nie znieczulić” – zaznaczyła. To formy, które, jak twierdzi, „budzą poczucie zagrożenia”. Ostrzegła, że od takich agresywnych etykiet blisko jest do rzucenia kamieniem w sensie dosłownym.

„Ktoś może powiedzieć, że to przesada […], ale przecież dysponujemy analizami pokazującymi, jak język propagandy tworzy współczesne totalitaryzmy. To droga o wiele krótsza, niż się wydaje”.

 

NASIĄKANIE SKORUPKI 

 

Profesor Danuta Krzyżyk podzieliła się z kolei wynikami swoich badań nad agresją słowną w szkołach. Około 70–80 procent młodzieży doświadcza w szkole różnych form przemocy, niestety nie tylko od rówieśników, ale również ze strony nauczycieli. Gdy nauczyciel do spóźnionego ucznia mówi: „jaśnie pan nas zaszczycił swoją obecnością już o ósmej rano”, klasa się śmieje, a tekst nauczyciela ustawia ucznia w opozycji do kolegów i koleżanek.

 

Agresja słowna bywa też przetworzeniem agresji fizycznej. Przyczynami mogą być frustracja, lęk, dyskomfort. Żeby poczuć się lepiej, młodzież wyklucza „nie swojego”. „Obcym” można stać się z wielu powodów.

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Profesor Danuta Krzyżyk ostrzega, że młodzież coraz bardziej obojętnieje na zjawisko wykluczenia albo uważa takie zachowania za zabawne. A przecież słowa często stają się początkiem innych działań agresywnych na wzór piramidy: agresja językowa może przerodzić się w wykluczenie, następnie w dyskryminację, przemoc fizyczną, a wreszcie – w eksterminację.

 

ZNAKOWANIE OBIEKTÓW ATAKU 

 

Prowadząca debatę podsumowała: „Pola wykluczenia są tak różne, że każdy z nas może zostać wykluczony. Praprzyczyną dyskryminacji jest dychotomiczny podział świata na «my» i «oni». Kim są jedni i drudzy?”.

Profesor Iwasiów przyznała się do poczucia bezradności w zakresie efektów działań, jakie podejmowała latami na rzecz pokojowej koegzystencji różnych grup: „Startowaliśmy w punkcie, gdy podziały były przemilczane, celem [podejmowanych działań] było zniesienie wykluczeń, porozumienie, chcieliśmy uobecnić w społeczeństwie te grupy, które rozpoznawaliśmy, tożsamości, które dookreślaliśmy, by żyły pokojowo. Definiowanie tych grup stało się paliwem podziałów, a nie […] porozumienia. Wygląda na to, że […] wysiłek tylu lat poszedł na marne. Raczej oznaczyliśmy obiekty do ataku”.

Profesor Krzyżyk mówiła o definiowaniu kategorii „swojskości”, którą mogą określać różne wartości i przekonania. To, co swojskie, jest hermetyczne i trudno się przez to przebić. Zadała też wszystkim pytanie: kim jesteśmy „my – swoi” i „oni – obcy”?

Przywołała Wiktora Klemperera, opisującego język III Rzeszy i dowodzącego, że „bez mrocznej postaci Żyda nie byłoby świetlistej postaci nordyckiego Germanina”. Niebezpieczeństwo wydaje się związane z tym, że „obcy” jest oznaczany po to, by jakaś grupa mogła poczuć się wspólnotą.

 

Jacek Dehnel dodał, że kategorie podziału są uznaniowe według starej stalinowskiej zasady: „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”. Według tej zasady nie ma nikogo, kto nie ryzykowałby wykluczenia.

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński CK ZAMEK

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Profesor Iwasiów dołączyła ostrzeżenie, że podział na „swoich” i „obcych” funkcjonuje tylko do pewnego momentu, bo za przynależność trzeba zapłacić pewną cenę. Dzielenie ludzi ufundowane na „czystości” potrzebuje swojej propagandy i policji. Przychodzi moment, w którym zaczyna się sprawdzanie owej „czystości”, a mało kto spełnia „twarde zasady swojskości”.

Zanim przyłączymy się do jakiejś grupy, warto zadać sobie pytanie, czy spełniam i czy chcę spełniać wszystkie wymogi, jakie narzuca grupa.

Margaret Ohia zwróciła uwagę na inne kryteria podziału: lepsze jest to, co moje. Nie muszę tłumaczyć dlaczego. Jedynym wyjaśnieniem jest, że lepsze, bo – moje. I inny podział: my, godni nazywać się „ludźmi”, i ci inni, którzy są jak zwierzęta. Odmawianie człowieczeństwa ofiarom uzasadnia i ułatwia ich wykluczenie.

 

SŁOWNIK WYKLUCZENIA 

 

Jakie jest słownictwo związane z wykluczaniem? Doktor Margaret Amaka Ohia-Nowak przywołała aktualnie propagowane przez dyskurs dominujący określenia budujące mury, a skierowane przeciw rasie czarnych: „zagrożenie czarną planetą”, „inwazja uchodźców”, „najazd imigrantów”.

 

Profesor Inga Iwasiów doświadczyła nienawistnego języka, gdy ktoś bierze ją za Ukrainkę. Jednym z bardziej jadowitych określeń, skierowanych przeciw niej (jako domniemanej przedstawicielce tej nacji) było „piesooka UPAinka”.

Jacek Dehnel zwrócił uwagę na okrutną „wynalazczość” tych, którzy generują kolejne wyrażenia w języku nienawiści: „POlszewicy”, „PISlam” czy „nachodźcy” – to słowa będące wynikiem potrzeby zadawania bólu innym w coraz bardziej wyrafinowany sposób (podobny proces zachodzi w zbiorowych rzeziach, gdy oprawcom w pewnym momencie nie wystarczy już zabicie kogoś, celem staje się zadanie większego bólu).

 

CZY ISTNIEJE REMEDIUM? 

 

Profesor Ewa Kołodziejek przywołała stopniowalność istniejącą w języku (bliski/bliższy/najbliższy) jako dowód na niebinarność i większą złożoność świata. Można coś przyswoić, oswoić. Można też się wyobcować. Podziały nie są dane raz na zawsze. Nie musimy podzielać wszystkich wartości, by współistnieć z innymi.

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński CK ZAMEK

Debata "Język a wykluczenie", fot. M. Kaczyński, CK ZAMEK

Doktor Margaret Akama Ohia-Nowak zachęciła do otwartości, dzielenia się tą wiedzą z innymi. Odpowiedzią na postawione pytanie wydaje się edukacja w jak najszerszym sensie.

Jacek Dehnel zwrócił uwagę na to, że w procesie edukacji społecznej ogromną rolę do odegrania mają media i literatura. „To, że mamy problem z dyskursem społecznym, jest po części skutkiem cywilizacyjnego regresu, jako że jesteśmy społeczeństwem mało czytającym”.

Profesor Krzyżyk określiła osobę wykluczającą jako tę, która nie jest ciekawa świata innych i używa komunikacji jednostronnej: chce przekazać swoje poglądy, a nie jest zainteresowana tym, co myślą i czują rozmówcy. Edukacja w zakresie komunikacji obustronnej byłaby tu niezbędna.

 

Reasumując: zasadne jest pytanie ludzi, co czują, gdy mówimy do nich w określony sposób, i podejmowanie wysiłku refleksji nad uzusami językowymi. To, że coś „się utarło” mówić, nie jest wystarczającym powodem, by dalej używać określeń, które mogą ranić.

Może chętniej podejmiemy ten wysiłek, gdy pomyślimy, że i my możemy któregoś dnia paść ofiarą wykluczenia. Niezależnie od nieskuteczności wyjaśnień nie mamy lepszych humanitarnych narzędzi. Może sposobem jest poznawanie owych „obcych”?

Spotkanie się z człowiekiem, którego nie znam. Porozmawianie z feministką, gejem, muzułmaninem, Żydem, Afrykaninem, nacjonalistą. Słuchanie, żeby lepiej zrozumieć. Nie musimy zmieniać poglądów. Czy to wystarczy? Pewnie nie, ale jeśli historia ludzkości ma mieć ciąg dalszy, może warto wciąż próbować.

 

Debata „Język a wykluczenie”, 20.02.2020, organizatorzy: Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk oraz Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu