fot. Baranówko, lata 30. XX wieku; archiwum Pracowni Dialektologicznej UAM

Z gwarą na językach

Czy ktoś jeszcze mówi dziś gwarą oraz czy „klejdry” i „klekoty” to wyrazy minionego stulecia? To, jak mówimy, określa naszą tożsamość – warto chronić tradycję ukrytą w języku mieszkańców wsi.

Ludzie pytają mnie często, czym zajmuję się zawodowo. Odpowiadam, że jestem dialektologiem. Zdziwione spojrzenie rozmówcy wyraźnie wskazuje, że odpowiedź nie była satysfakcjonująca i wymaga uściślenia. Dodaję wówczas, że jak przyrodnik chroni zagrożone gatunki, tak dialektolog otacza opieką ginące formy językowe – typowe niegdyś dla mowy mieszkańców wsi.

Kusi mnie także, by dodać, że to już nie te same gwary, co przed 50 czy 100 laty. I że mimo to moja praca jest pieczą nad językiem, kulturą, tożsamością nas wszystkich jako Polaków, jako Wielkopolan. Jednak ten wykład pomijam, by zaspokoić ciekawość pytającego: Po co to robię? Komu to potrzebne? Jaki jest tego sens?

SKIBKI I PRZYLEPKI

Wracam pamięcią do lat dziecinnych. Jestem u dziadków niedaleko Poznania (sporo lat wstecz) – wysłano mnie do składu po chleb. Zastanawiam się, gdzie ten skład dziadek sobie zorganizował. W końcu pytam mamę, która wyjaśnia, że dziadek miał na myśli sklep (jedyny zresztą w okolicy). Potem u dziadków z Podlasia odkryłam ze zdumieniem, że chleb po pokrojeniu nie składa się wcale ze skibek (względnie sznytek), ale z przylepek (zewnętrzne fragmenty bochenka) i kromek (środkowe fragmenty bochenka, między przylepkami, czyli wielkopolskimi kromkami).

Dziś dziadkowie już nie żyją, ale cały czas pamiętam, że dzięki nim otrzymałam lekcję gwary już we wczesnym dzieciństwie. Mówili do mnie swoim tradycyjnym, wyniesionym z domu językiem, a ja, po pierwsze, dziecko miasta, musiałam nauczyć się języka wsi, po drugie – z pochodzenia i wychowania Wielkopolanka – jadąc do rodziny z innego regionu, nastawiałam się na odmienne nazywanie najprostszych nawet rzeczy. Badam zatem gwary czy też to, co z nich zostało, bo zdaję sobie sprawę, że jest to moje dziedzictwo.

WARTO PAMIĘTAĆ

Pierwsze lata XXI wieku – dialektologiczne badania terenowe. W rozmowie z gospodarzem z Krzyszczewa koło Gniezna (ur. w 1927 roku) pod koniec spotkania padła istotna uwaga: „No powinno pamientać sie te ... młodzież powinna troche pamientać ... te stare czasy ...” (zapis wypowiedzi zgodny z zasadą przyjętą w Pracowni Dialektologicznej UAM i stosowany przez nas we wszystkich publikacjach).

Wielu naszych rozmówców zwraca uwagę właśnie na to, że młodzi ludzie winni wiedzieć, znać tę część historii, której nie nauczą się z książek, ale przekazać ją mogą dziadkowie. Ileż to razy podczas dyskusji o sprawach gospodarskich zbaczaliśmy z tematu, by wysłuchać wspomnień z czasu przedwojennego, gdy Polak z Niemcem żyli w sąsiedzkiej zgodzie, trudnego okresu wojny, okupacji, PRL-u, nowych doświadczeń płynących z życia z przesiedleńcami, bycia przesiedlonymi. Są to zmagania ściśle powiązane z poczuciem obcości ujawniającej się w pierwszej kolejności w sposobie porozumiewania – w używanym języku.

Pracownia Dialektologiczna UAM

Baranówko, lata 30. XX wieku; archiwum Pracowni Dialektologicznej UAM

Oto wypowiedź mieszkańca (ur. w 1926 roku) z Baranówka koło Mosiny:

 

„Oni byli tam gdzieś ... ja nie wiem ... ze wschodu bardziej ... bo oni kupili te gospodarstwo przyjeżdżajonc z Ameryki ... nie ... w Ameryce sie dorobili i tu kupili od Niemca to gospodarstwo ... to on zawsze jag orał ... to nie mówił hojd ani ćwie tylko ... ksobie i łojć ... to to nie wiem co to miało znaczydź ale ... ale to było takie uon tam inaczej nie ... nie ... na te konie nie ... no one by... no rozumiało go ... no ...”.

 

Ten krótki cytat pokazuje, że sposób mówienia nie był i nie jest obojętny mieszkańcom wsi. Warto więc badać regionalne i lokalne odmiany polszczyzny dla naszych dziadków, rodziców i przyszłych pokoleń.

MARKETING I OBCIACH

I jeszcze jedno przytoczenie. Rozmowa z kobietą (ur. w 1934 roku) w Bukówcu Górnym koło Leszna.

 

Kto to taki „klejdrorz”? Odpowiedź: „ue tutaj wszyscy na wsi lubiom klejdrać ... [...?] te kobiety idom tam gdzieś ... nie ... i tam opowiadajom to i owo ... i potym jak wyjdzie to każdom troche inaczej już to ustroi ... powie ... to już som te kojdy ... już takich kojdów nieroz naopowiadajom te kobiety że głowa boli ... albo mogom zakłócić kojdami ... bo jag naopowiadajom ... nie ... takie niestworzone ... to sie pokłócom ... […] chłopy tyż teroz som klejdziore ... nie aby ty kobiety ... bo chłopy sie obmywajom ... mówiom: baby to aby klejdrajom ... a óni to tacy świenci ... a óni też naklejdrajom ...”.

U mnie też można robić „klejdry”, ale baby „klekotają”. Odpowiedź: „No to klekotajom to rozmowiajom i zaś tych klejdrów narobiom i jak to tam któś ... któroś wyniesie i opowie ... nie ... mówi tej ta to a tamto mówiła ... nie ... a ta znowu jeszcze dołoży coź i wyjdom takie klejdry niesamowite ... […] albo tyż oczerniom ... nie ... jak to sie mówi oczerniom ... obgodajom że tak wcale nie było a tak kalite komuź mówie sie przywali ... takom kalite że koniec ...”.

 

Ta niedługa rozmowa o plotkach i plotkowaniu pokazała, jak wiele nazw, wchodzących w skład języka polskiego, jest nam jeszcze nieznanych. Część z nich zapewne odejdzie w niepamięć wraz z ludźmi, od których je usłyszeliśmy. Inne wyrazy i formy będą jeszcze długo funkcjonowały wśród mieszkańców badanej wsi. Jeszcze inne przekroczą granice wsi, by niespodziewanie wypłynąć w kulturze masowej, np. jako hasło reklamowe, względnie nazwy produktów o charakterze regionalnym (wszak gwara stała się modna marketingowo, choć niestety nadal postrzegana jest w życiu codziennym jako „niezły obciach”).

Gwara ewoluuje i nie jest już dziś tak barwna jak mowa dziadków. Nadal jednak jest i warto dać jej szansę, by trwała. Nie bójmy się zatem „klekotać” czy „klejdrać” gwarą i o gwarze, bo to dar przekazywany z pokolenia na pokolenie – oryginalność i wartość sama w sobie.

 

Tekst ukazał się 26 października w dodatku Kultury u Podstaw do „Głosu Wielkopolskiego”, który można pobrać w zakładce naczytnik.

 

JUSTYNA KOBUS – absolwentka UAM (filologii polskiej i studiów podyplomowych z archiwistyki i zarządzania dokumentacją); doktor w Pracowni Dialektologicznej UAM. Prowadzi badania terenowe polegające na fonograficznej archiwizacji gwar.