Z książką w ręku
Opublikowano:
19 stycznia 2026
Od:
Do:
Początek:
Koniec:
Czy młodzież naprawdę nie czyta? A może po prostu czyta inaczej, niż przywykliśmy myśleć? Tosia Walczak, licealistka i twórczyni profilu Book in Hands, od ponad roku udowadnia w mediach społecznościowych, że literatura młodzieżowa ma się dobrze, a książki wciąż potrafią poruszać, inspirować i budować społeczność.
W rozmowie opowiada o swojej drodze w bookmediach, sile literatury młodzieżowej, oraz o tym, jak pasja do czytania potrafi realnie kształtować młodego człowieka.
Monika Marciniak-Krzesińska: Jak to jest z czytaniem wśród młodzieży? Czy młodzi ludzie czytają, czy jednak nie?
Tosia Walczak: Czytają. Mam wrażenie, że wciąż funkcjonuje pewna nagonka na młodzież, że „nie czyta”, ale według mnie to nie do końca prawda. Widać to chociażby w świecie influencerów książkowych, kont mówiących o literaturze jest naprawdę mnóstwo, właściwie nieskończona ilość, i stoją za nimi osoby, które aktywnie czytają i polecają książki innym.
Pojawia się też sporo krytyki wobec literatury młodzieżowej, ale jeśli te książki zachęcają młodych ludzi do sięgania po lekturę, to moim zdaniem jest to zdecydowanie na plus.
Wydaje mi się, że narracja o „nieczytającej młodzieży” powoli odchodzi w zapomnienie, bo dzięki internetowi i mediom społecznościowym książki znów zaczynają być popularne wśród młodych osób.
MMK: Chciałabym prześledzić trochę Twoją influencerską drogę, ponieważ tak naprawdę nie działasz w mediach społecznościowych od bardzo dawna. Zaczęłaś w maju zeszłego roku, a dziś masz naprawdę bardzo dużą liczbę obserwujących. skąd wzięła się w Tobie motywacja, żeby opowiadać o książkach?
TW: Szczerze mówiąc, ta motywacja przyszła do mnie bardzo naturalnie. Czytam książki praktycznie od momentu, w którym nauczyłam się czytać, a nauczyłam się dość wcześnie. Już jako dziecko sięgałam po grubsze, fabularne książki, oczywiście odpowiednie dla mojego wieku, ale czytanie było ze mną od zawsze.
Kiedy przyszedł moment, w którym zaczęłam bardziej wchodzić w świat internetu, było to tuż po skończeniu podstawówki, po prostu wiedziałam, że książki są czymś, o czym chcę mówić. To była i jest moja pasja, coś, co towarzyszy mi od najmłodszych lat i w czym naprawdę się odnajduję. Od dziecka miałam też marzenie, żeby zostać influencerką. Może to brzmieć trochę naiwnie, ale pamiętam, jak jako młodsza osoba oglądałam YouTube’a i ciągle pytałam mamę:
„Czy mogę nagrywać na YouTubie?”.
Z perspektywy czasu myślę, że dobrze, że wtedy się na to nie zgodziła. Kiedy jednak mogłam już świadomie decydować i wszystko sobie zaplanować, wiedziałam, że to jest kierunek, w którym chcę iść i że chcę połączyć go właśnie z książkami. Tak naprawdę wszystko przyszło bardzo naturalnie.
MMK: A jak myślisz, bo faktycznie dziś bardzo dużo mówi się o młodzieży i często stawia się ją w negatywnym świetle, nie tylko w kontekście czytania, ale także problemów związanych z uzależnieniem od internetu. Ty masz jednak naprawdę wielu obserwujących, więc można wysnuć prosty wniosek, że książki są czymś, co młodych ludzi interesuje. Skąd więc bierze się ten negatywny przekaz dotyczący młodzieży?
TW: Myślę, że jednak ten procent młodych osób, które faktycznie interesują się książkami, jest wciąż dość niewielki. Internet jest bardzo podzielony, istnieje wiele różnych „odłamów”, takich jak chociażby bookmedia, ale też mnóstwo innych sfer zajmujących się zupełnie innymi tematami. I mam wrażenie, że nie wszystkie z nich są postrzegane jako pozytywne; niektóre wręcz mają raczej negatywny wydźwięk.
Jeśli spojrzymy na liczby, to nawet moje około trzech tysięcy obserwujących, przy skali tego, ile młodzieży korzysta dziś z internetu, wcale nie jest tak dużą grupą. I właśnie dlatego wydaje mi się, że ta nagonka na młodzież wciąż istnieje, będzie istnieć i raczej szybko nie zniknie.
To wynika też, moim zdaniem, z przekonań ukształtowanych jeszcze na początku rozwoju internetu. Starsze pokolenia często mają takie skojarzenie, że wszystko, co jest w sieci, jest z definicji złe lub szkodliwe. I niestety mam wrażenie, że to przeświadczenie jeszcze długo będzie gdzieś funkcjonować.
MMK: Minął rok, a Ty masz już trzy tysiące obserwujących. Jak to się robi?
TW: To jest pytanie, którego bardzo nie lubię, bo szczerze mówiąc, nigdy nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Naprawdę nie wiem, jak to się stało. Na początku w ogóle nie zakładałam, że to potrwa tak długo. Myślałam, że to będzie chwilowa zajawka: trzy miesiące i koniec. Tymczasem minęło już ponad półtora roku, ja nadal tu jestem i na razie absolutnie nie planuję odchodzić. Jest mi w tym miejscu bardzo dobrze i to jest coś, w czym naprawdę się odnajduję.
Nigdy nie sądziłam, że wszystko potoczy się w takim tempie. Zarówno mój Instagram, jak i TikTok bardzo szybko się rozwinęły i „wybiły”. W pewnym momencie stałam się nawet rozpoznawalna, co nigdy nie było moim marzeniem, nie dlatego, że tego nie chciałam, ale dlatego, że w ogóle nie uważałam tego za coś dla mnie osiągalnego.
Nie ma jednak jednego przepisu na sukces. Wydaje mi się, że bardzo dużo zależy od zaangażowania, cierpliwości i konsekwencji. Regularność i systematyczność są kluczowe, bo social media potrafią być dość okrutne, wystarczy chwila nieaktywności, żeby algorytmy „odłożyły” konto na bok i żeby stracić naprawdę sporo. Kiedy więc wchodzi się w to na poważnie, trzeba liczyć się z tym, że jest to po prostu dużo pracy.
MMK: Jaki masz odzew od obserwujących i z innych środowisk? Wiem też, że współpracujesz z wydawnictwami.
TW: Tak, mam już kilka, a właściwie kilkanaście współprac z wydawnictwami. Odbiór jest bardzo pozytywny, nawet bardziej, niż mogłabym się tego spodziewać. Bardzo dużo osób pisze do mnie, że jestem dla nich motywacją, że lubią moje treści i czekają na kolejne materiały.
Kiedy tworzę jakieś serie, dostaję mnóstwo komentarzy i wiadomości prywatnych z pytaniami: „Kiedy kolejny odcinek?”, „Kiedy następna część?”, bo , jak piszą, dobrze się to ogląda i dobrze się mnie słucha. Pojawia się też sporo komplementów dotyczących samego sposobu mówienia o książkach, tego, że potrafię zainteresować i opowiadać w przystępny sposób.
Jeśli chodzi o wydawnictwa, to odzew również jest bardzo dobry. Sam fakt, że te współprace się pojawiają, jest dla mnie sygnałem, że chyba robię coś dobrze. Całościowo odbiór jest naprawdę pozytywny i to bardzo mnie cieszy oraz mocno motywuje do dalszego działania.
MMK: Skupiasz się głównie na literaturze młodzieżowej, także tej z pogranicza fantastyki. Dlaczego wybrałaś właśnie tę kategorię? Czy to znaczy, że jesteś mocno osadzona w literaturze młodzieżowej i że to jest to, co czytasz najczęściej?
TW: Tak, to znów przyszło do mnie bardzo naturalnie. Fantastyka pojawiła się u mnie stosunkowo niedawno, głównie za sprawą zaproponowanej mi współpracy, którą przyjęłam, bo książka po prostu mnie zaciekawiła. To właśnie dzięki niej wkroczyłam w świat fantastyki i odkryłam, że naprawdę mi się podoba.
Jeśli natomiast chodzi o literaturę młodzieżową, to czytam ją od 2022 roku, właściwie od samego początku mojej intensywnej przygody z książkami. Zresztą wiąże się z tym dość zabawna historia, totalny zbieg okoliczności. Gdyby nie jedna decyzja, to dziś prawdopodobnie w ogóle bym nie tworzyła w internecie, a być może nawet nie czytała tak dużo.
Sięgnęłam wtedy po jedną konkretną książkę i wszystko potoczyło się dalej już samo. Obecnie jestem w tych książkach dosłownie dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To moja największa pasja, czytam cały czas, publikuję o książkach, mówię o nich, polecam je innym. Literatura młodzieżowa po prostu przyszła do mnie naturalnie i została.
MMK: Od jakiej książki wszystko się zaczęło?
TW: „Opowiem o tobie gwiazdom” Edyty Prusinowskiej. Do dziś mam ciarki, kiedy o niej mówię. Była taka sytuacja, że byłam z przyjacielem w galerii handlowej, chodziliśmy po sklepach i w pewnym momencie weszliśmy do Empiku. Zobaczyłam tę książkę, kosztowała chyba dwadzieścia złotych. Coś mi się o niej wcześniej obiło o uszy, więc pomyślałam:
„Dobra, wezmę, najwyżej nie przeczytam”.
Tego samego dnia usiadłam do niej około 21:00, a skończyłam czytać o 3:00 w nocy totalnie zapłakana, bo to jest bardzo poruszająca, smutna historia. I w ten sposób nie tylko na nowo zakochałam się w czytaniu, ale też w samym piórze Edyty Prusinowskiej. Dla mnie jest ona ogromną inspiracją i zresztą bardzo to widać na moim profilu, który w dużej mierze poświęcony jest właśnie jej twórczości.
Tamtego wieczoru zakochałam się zarówno w jej stylu pisania, jak i w samej literaturze młodzieżowej. Zrozumiałam, że czytanie, szczególnie takich książek, jest czymś, co naprawdę jest moją pasją i że wcale nie muszę od tego odchodzić, jak wcześniej myślałam.
Przez długi czas miałam poczucie, że książki nie są już dla mnie, że ten etap mam za sobą. A potem nagle, jakby z nieba, spadło „Opowiem o tobie gwiazdom” i wszystko się zmieniło.
MMK: Co jest takiego w literaturze młodzieżowej, że tak bardzo Cię pochłonęła?
TW: Szczerze mówiąc, nie potrafię wskazać jednej konkretnej rzeczy. W przypadku tej pierwszej książki wydaje mi się, że to przede wszystkim styl Edyty Prusinowskiej bardzo mnie do tej literatury „wciągnął”, a później wszystko potoczyło się już naturalnie.
Zaczęłam śledzić media społecznościowe i polecenia innych czytelników na tyle, na ile wtedy potrafiłam. Kupowałam rekomendowane książki, czytałam je i stopniowo utarł się pewien schemat, sięgałam po kolejne tytuły, które według innych mogły mi się spodobać w podobny sposób.
I tak się złożyło, że wszystkie te książki były ze sobą w jakiś sposób spójne i wszystkie należały do literatury młodzieżowej. Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć, co dokładnie mnie w tych książkach najbardziej przyciąga, to przyszło samo, bez planu czy świadomej decyzji.
MMK: Jak musiało zmienić się Twoje życie, żebyś mogła zajmować się prowadzeniem kont w mediach społecznościowych? To przecież wymaga sporego nakładu pracy i czasu, czasem także podróży. Jeździsz na targi książki? Masz kontakt z autorami?
TW: Musiało się zmienić naprawdę sporo. Przede wszystkim musiałam „ubrać się w grubą skórę”, bo początki w bookmediach, tak jak w zasadzie w każdych mediach społecznościowych, są trudne. Na starcie często spotyka się raczej z niedowierzaniem niż wsparciem: że:
„chcesz, próbujesz, ale na pewno ci się nie uda”, że „znudzi ci się po trzech miesiącach”.
Trzeba być przygotowanym na to, że hejt, zwłaszcza na początku, po prostu się pojawi i trzeba się na niego uodpornić. Myślę, że to była jedna z największych zmian, jakie musiałam w sobie wypracować.
Drugą ważną rzeczą było wprowadzenie większej motywacji i sumienności w codziennym funkcjonowaniu. Trzeba było nauczyć się łączyć tworzenie treści z nauką i innymi obowiązkami, wszystko zaplanować i konsekwentnie trzymać się tego planu. Bez tego byłoby to po prostu niewykonalne.
Jeśli chodzi o wyjazdy, to jeżdżę na niewiele targów książki w ciągu roku, zazwyczaj na jedne, maksymalnie dwa. Wynika to głównie z obowiązków, bo wyjazd na cały weekend to spore zaangażowanie czasowe i logistyczne, na które nie zawsze mogę sobie pozwolić. Dodatkowo większość takich wydarzeń odbywa się w dużych miastach, dość daleko od Konina, co też bywa utrudnieniem.
Jeżeli natomiast chodzi o kontakt z autorami, to mam go z wieloma i za każdym razem bardzo mnie to wzrusza. Mogę powiedzieć, że mam kontakt z osobami, które są moimi ulubionymi autorami. Obserwujemy się nawzajem, odpisują mi na relacje, czasem po prostu rozmawiamy o ich książkach. Oni również bardzo wspierają mnie w mojej własnej twórczości i to jest dla mnie coś naprawdę wyjątkowego.
MMK: Wspominałaś, że na początku pojawił się również hejt. Czy nadal musisz się z nim mierzyć? I gdzie on się pojawiał, bardziej w internecie czy w rzeczywistości?
TW: Na samym początku hejt pojawiał się głównie w rzeczywistości, i to w największym natężeniu. Obecnie, jeśli już się zdarza, to raczej w internecie, ale szczerze mówiąc zupełnie się nim nie przejmuję. Kiedy widzę negatywny komentarz, zazwyczaj po prostu go zostawiam bez reakcji.
Bardzo często jest tak, że ktoś z moich obserwujących sam na niego odpowiada i mówiąc kolokwialnie „wyjaśnia” osobę, która ten komentarz napisała. Ja nie muszę się w ogóle włączać w dyskusję. Z perspektywy twórcy jest to bardzo wzruszające, że osoby, które mnie oglądają i śledzą, chcą mnie w ten sposób wesprzeć.
Sama staram się nie reagować i nie irytować takimi sytuacjami, bo mam świadomość, że powiedzenie o jedno czy dwa słowa za dużo może negatywnie wpłynąć na mój wizerunek, a bardzo tego nie chcę. Wychodzę z założenia, że jeśli komuś coś się nie podoba, zawsze może skorzystać z opcji zablokowania konta albo po prostu przestać je obserwować. Każdy powinien żyć swoim życiem i oglądać to, co naprawdę mu odpowiada.
MMK: Jesteś licealistką, a środowisko młodzieżowe bywa bardzo trudne, to czas dojrzewania, silnej oceny rówieśniczej, moment, w którym różne reakcje mogą szczególnie dotykać. Robisz jednak coś bardzo pozytywnego, sama też jesteś niezwykle pogodną osobą. Domyślam się, że reakcje w szkole mogły być różne. Jak zareagowali Twoi znajomi, rówieśnicy, nauczyciele, rodzina, mama?
TW: Zaczęłam działać w internecie jeszcze wtedy, gdy byłam w podstawówce, właściwie zaraz po egzaminach ósmoklasisty, pod sam koniec szkoły. Jeśli chodzi o relacje rówieśnicze w podstawówce, to nie miałam ich praktycznie wcale. Kompletnie nie potrafiłam się dogadać z klasą. Miałam jednego przyjaciela, z którym znam się od pierwszej klasy i przyjaźnimy się do dziś i on od samego początku bardzo mnie wspierał.
Ogromnym wsparciem okazali się także nauczyciele z podstawówki. Kiedy dowiedzieli się, czym się zajmuję, zaczęli mnie promować, polecać moje treści, rozmawiać o tym między sobą. Do dziś widzę ich komentarze pod moimi postami. gratulują mi, piszą, że są dumni i że to, co robię, jest naprawdę fajne. To był dla mnie ogromny impuls do dalszego działania.
Na samym początku bardzo ważną rolę odegrali też moi rodzice i najbliższa rodzina. Gdy tylko dowiedzieli się o mojej działalności, naprawdę stanęli na wysokości zadania. Od początku mieli świadomość, że prowadzę bookmedia i cały czas mnie w tym wspierają. Myślę, że ich wsparcie było i nadal jest dla mnie najważniejsze, gdyby nie oni, nie wiem, czy dałabym radę się tak rozwinąć. Wiele rzeczy, które teraz robię i tworzę, wyszło właśnie z ich inicjatywy.
Kiedy poszłam do liceum, początkowo chciałam ukrywać to, że tworzę w internecie. Nie do końca mi się to udało w pierwszej klasie, zmieniałam wtedy profil i szkołę, więc było to dość skomplikowane. W mojej pierwszej klasie było w porządku, choć nie wiem, czy ktoś nie komentował tego za moimi plecami, trudno mi to ocenić.
Po pierwszym przeniesieniu znów próbowałam to ukrywać, ale od września, po kolejnym przejściu do nowej szkoły, moje najbliższe otoczenie już wie. Kto chciał się dowiedzieć, ten się dowiedział. Najważniejsze jest jednak to, że osoby, które są mi najbliższe, bardzo mnie wspierają. Moje przyjaciółki są zaangażowane, lajkują, komentują, gratulują mi i zawsze są gdzieś obok. To wsparcie jest naprawdę nieocenione, bo bez niego byłoby bardzo ciężko.
MMK: A co myślisz o lekturach szkolnych?
TW: Ja bardzo lubię lektury szkolne. Jestem chyba jedną z niewielu osób, które od zawsze miały do nich pozytywny stosunek. Oczywiście nie wszystkie mi się podobały, bo są takie tytuły, które mniej do mnie trafiły. Jestem na profilu humanistycznym, więc tych lektur mam naprawdę sporo i większość z nich faktycznie czytam.
Nie recenzuję jednak lektur szkolnych na swoim profilu. To nie jest literatura, przy której czuję się uprawniona do wystawiania ocen czy gwiazdek, zwłaszcza że na co dzień czytam coś zupełnie innego. Mogę powiedzieć, czy dana książka mi się podobała, czy nie, ale nie mam jasno określonych kryteriów, według których mogłabym je rzetelnie oceniać. Dlatego na portalach typu Goodreads zaznaczam jedynie, że dana lektura została przeczytana, ewentualnie dodaję krótką informację, czy mi się podobała.
Generalnie jednak w większości przypadków lektury lubię. Były pojedyncze tytuły, które mi nie odpowiadały, głównie jeszcze w podstawówce. W szkole średniej natomiast chyba wszystkie przypadły mi do gustu.
MMK: Czyli niczego nie wyrzuciłabyś z listy obowiązkowych lektur szkolnych?
TW: Wyrzuciłabym chyba te najwcześniejsze, z czwartej czy piątej klasy, na przykład „Kajko i Kokosz”. Tego naprawdę nie lubiłam. Ale poza tym raczej nie. Uważam, że lista lektur w większości ma sens.
MMK: Czy literatura młodzieżowa ma dziś swoje miejsce wśród lektur szkolnych, czy jest raczej pomijana.
TW: Jest pominięta, nie ma jej w kanonie lektur.
MMK: A gdybyś to Ty o tym decydowała, wprowadziłabyś ją do spisu lektur? Jeśli tak, co by to było?
TW: Szczerze mówiąc, nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Wiem, że są książki młodzieżowe, które naprawdę dają do myślenia, przekazują ważne wartości i mogłyby pełnić funkcję lektur szkolnych. Czy w tym momencie potrafię przytoczyć konkretny tytuł? Chyba nie. Mam jednak pewność, że takie książki istnieją.
Z drugiej strony uważam, że lista lektur jest już wystarczająco długa. Gdyby więc coś wprowadzać, to raczej kosztem czegoś, co już się w niej znajduje, a nie poprzez dokładanie kolejnych obowiązkowych pozycji.
Nie każdy lubi czytać i nie każdemu lektury sprawiają przyjemność, więc dokładanie następnych mogłoby przynieść odwrotny efekt. Znam też podejście wielu młodych ludzi, nawet tych z profili humanistycznych, do literatury młodzieżowej. Ma ona bardzo specyficzny wydźwięk i opinię wśród młodzieży. Wbrew pozorom niewiele osób faktycznie sięga po młodzieżówki. Często uważa się je za książki „puste”, niewnoszące niczego wartościowego, a wręcz za przysłowiowo „głupie”.
To właśnie dlatego osoby działające w bookmediach i mówiące o literaturze młodzieżowej często spotykają się z krytyką, bo większość tych przestrzeni w internecie opiera się właśnie na młodzieżówkach.
MMK: Co daje Ci zajmowanie się tą dziedziną, prowadzenie mediów społecznościowych wokół literatury? Jak myślisz, w jaki sposób Cię to zmieniło i ukształtowało, zwłaszcza w takim momencie życia, kiedy tak wiele rzeczy na nas wpływa?
TW: Na pewno daje mi to ogromną satysfakcję. Kiedy widzę wiadomości, komentarze, reakcje, a zwłaszcza wtedy, gdy zauważają mnie moi ulubieni autorzy, dosłownie rośnie mi serce. To uczucie jest niesamowite, takie ciepło i radość, jakich wcześniej nie znałam. Choćby propozycja pierwszego patronatu była dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym.
Pamiętam, że kiedy zobaczyłam tego maila, po prostu się rozpłakałam. W ogóle bardzo często wzruszam się przez powiadomienia z mediów społecznościowych, jestem na to bardzo wrażliwa, ale właśnie dlatego te momenty znaczą dla mnie tak dużo.
To wszystko daje mi poczucie sensu: że robię coś swojego, że to mi wychodzi, że odnalazłam przestrzeń, w której czuję się dobrze. Widzę, że ktoś chce to oglądać, że komuś podoba się to, co robię i to jest dla mnie ogromnie budujące. Zdecydowanie daje mi to wielką satysfakcję i motywację do dalszego działania.
MMK: Jakie masz plany związane z tą działalnością?
TW: Na ten moment przede wszystkim chcę działać dalej i cały czas się rozwijać. Być może w przyszłości spróbuję rozwinąć się na trochę większą skalę i tworzyć dłuższe treści. Miałam już swoją próbę z YouTubem, ale niestety czas potrzebny na montaż okazał się zbyt dużym obciążeniem jak na licealistkę. Po prostu zabrakło mi na to przestrzeni. Na razie więc odkładam ten pomysł, ale możliwe, że wrócę do niego w wakacje.
Zobaczymy, może uda mi się wypracować jakąś rutynę i znaleźć sposób, żeby pogodzić to wszystko i pójść krok dalej. Tym bardziej że dostaję bardzo dużo informacji zwrotnych, że dobrze się mnie słucha, kiedy opowiadam o książkach. Wiele osób pisało mi, że chciałoby więcej dłuższych materiałów.
Kiedy opublikowałam swój pierwszy dłuższy film, reakcje były bardzo pozytywne i pojawiało się mnóstwo wiadomości z prośbą o kolejne. W dalszej perspektywie bardzo chciałabym też wydać swoją własną książkę. Pracuję nad nią już od bardzo dawna, cały czas ją rozwijam, poprawiam i wracam do niej. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś uda mi się doprowadzić ten projekt do końca.
MMK: I oczywiście jest to literatura młodzieżowa?
TW: Tak.
MMK: Czy wśród Twoich odbiorców są głównie nastolatkowie i nastolatki, czy zdarzają się też osoby dorosłe?
TW: Zdarzają się również osoby dorosłe i myślę, że obecnie stanowią one mniejszą połowę odbiorców. Nie powiedziałabym, że literatura młodzieżowa, ani mój profil, ma jakiś konkretny „wiek”. Jeśli obserwują mnie inne konta książkowe, to są to zazwyczaj osoby w moim wieku albo trochę młodsze czy starsze. Ale są też osoby dorosłe, które śledzą mnie ze swoich prywatnych kont. To naprawdę bardzo różnorodna grupa, mój profil nie ma jednej metryki wiekowej.
MMK: Polecajki książkowe – gdybyś miała ułożyć listę swoich ukochanych tytułów lub autorów, to jak by ona wyglądała? Masz w ogóle taką listę?
TW: Oczywiście. Przede wszystkim Edyta Prusinowska i to w całości. To jest osoba, którą polecam absolutnie wszystkim, na prawo i lewo, i nie wyobrażam sobie, żebym miała tego nie robić. Nie ma drugiej autorki, której książki aż tak sprawiałyby, że dosłownie „zbieram szczękę z podłogi”. Czytam i nie dowierzam, że to napisał człowiek. Naprawdę.
Edyta posługuje się przepięknym językiem, a ilość łez, które wylałam nad jej książkami, i momentów, w których nie wiedziałam, co się właśnie wydarzyło, bo dzieje się tam tak dużo, jest nie do policzenia. Szczególnie polecam „Trylogię Krwi”, zwłaszcza osobom, które lubią fantastykę. „Truskawkowy blond” to z kolei klasyczna queerowa młodzieżówka, jeśli ktoś czyta ten typ literatury, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć. „Opowiem o tobie gwiazdom” jest książką znacznie smutniejszą, bardzo poruszającą, ale to również jedna z moich najszczerszych polecajek.
No i jeszcze „Co szepcze moje serce”, czyli tom poezji Edyty, bo ona jest też niesamowitą poetką. Pisze przepięknie, ma ogromny talent, zarówno do języka, jak i do tworzenia bohaterów, którzy zawsze są autentyczni, wyjątkowi i niepowtarzalni. Zakochałam się w jej twórczości od pierwszej książki i ta miłość trwa do dziś a każda kolejna pozycja jest, mam wrażenie, jeszcze lepsza.
Kolejna autorka to Ola Rochowiak, również bardzo ważna dla mnie, tym bardziej że „My Perfect Opposite” objęłam patronatem. Zaczęłam czytać jej książki od „Give Me One Reason”, które miało premierę w styczniu tego roku, i zakochałam się od razu. To bardzo przyjemna książka, napisana ładnym językiem, z wyraźnym przesłaniem co, mam wrażenie, w literaturze młodzieżowej zdarza się dość rzadko. Ta książka była też nietypowa, inna niż wszystko, co czytałam wcześniej, i myślę, że trudno byłoby znaleźć coś naprawdę podobnego.
„My Perfect Opposite” to z kolei bardziej komfortowa, klasyczna młodzieżówka, ale również bardzo przyjemna w odbiorze. Zdecydowanie polecam.
Nie ma już odwrotu od Julity Rejnów, to moje bardzo niedawne odkrycie i jednocześnie debiut, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. To książka pełna wydarzeń, emocjonalny rollercoaster. Autorka doskonale wie, co robi, i nie da się przy niej nudzić. Jest to dość obszerna pozycja, ale zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie czytałam.
No i na koniec „Zakładki” Kornelii Marton. Książka, po którą sięgnęłam właściwie bez żadnych oczekiwań. Po prostu wzięłam ją i przeczytałam… i totalnie się zakochałam. Myślę, że to byłaby taka lista moich największych, najważniejszych polecajek.








