fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Zamach na Poznań

Do ataku doszło w najmniej spodziewanym momencie: gdy niemiecka rada żołnierska obradowała w pomieszczeniach Nowego Ratusza. Wybuch granatu przekonał Niemców, że nie ma sensu stawiać Polakom oporu.

13 listopada 1918 roku polscy żołnierze z Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego wtargnęli do poznańskiego Nowego Ratusza. Chcieli w ten sposób przypomnieć Niemcom, kto powinien rządzić Poznaniem. Była to zapowiedź powstania, choć Niemcy nie odczytali należycie sygnału. Wzięli go za jeden z wielu objawów rozszerzającej się w Niemczech rewolucji. Błędu, jaki popełnili, nie zdołali już naprawić. Kosztował ich utratę Provinz Posen (Prowincji Poznańskiej).

PIERWSZE KROKI DO WOLNOŚCI

W listopadzie 1918 roku Warszawa odzyskiwała niepodległość, a na jej ulicach peowiacy (członkowie tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej) masowo rozbrajali żołnierzy niemieckich, chcących jak najszybciej wrócić do swojej ojczyzny. W tym samym czasie nastroje Polaków mieszkających 300 kilometrów na zachód były całkowicie odmienne. Wielkopolanie przeżyli szok: w umowie rozejmowej, podpisanej przez Niemcy z państwami ententy w Compiègne pod Paryżem, nie wymieniono Wielkopolski wśród regionów, które powinny wrócić do odrodzonej Polski. Członkowie wielkopolskiej konspiracji zrozumieli, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce.

 

Polskim spiskowcom, skupionym szczególnie wokół członków tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego oraz skautów, sprzyjała rosnąca w siłę rewolucja w Niemczech, która spowodowała rozprzężenie w administracji i armii.

Dzięki dezorientacji Niemców 12 listopada 1918 roku obowiązki nadprezydenta Poznania objął Jarogniew Drwęski – pierwszy polski włodarz miasta w XX w. Urzędujący dotychczas niemiecki nadprezydent Ernst Wilms został zmuszony przez Radę Robotniczo-Żołnierską – organ rewolucyjny, który przejął w listopadzie 1918 roku władzę w garnizonie poznańskim – do rezygnacji z urzędu.

Tego samego dnia w Poznaniu ujawniła się też Naczelna Rada Ludowa – polski komitet obywatelski, który działał wcześniej w tajemnicy. Dwa dni później Rada wydała odezwę, wzywającą do zwołania w Poznaniu Polskiego Sejmu Dzielnicowego. Doszło do niego w dniach 3–5 grudnia 1918 roku.

Bohdan Hulewicz

Bohdan Hulewicz, źródło: Wikipedia

NA RATUSZ!

Polacy nie poprzestali jednak na tych działaniach. Aby mieć jeszcze większy wpływ na to, co dzieje się w mieście 13 listopada 1918 roku grupa polskich żołnierzy wtargnęła do budynku Nowego Ratusza, w którym obradował Komitet Wykonawczy Rady Żołnierzy, złożony dotychczas wyłącznie z Niemców.

 

„Zamachem na ratusz” – bo pod taką nazwą wydarzenie przeszło do historii, choć de facto był to zamach na władzę w Poznaniu – dowodzili porucznicy Mieczysław Paluch i Bohdan Hulewicz.

Paluch pochodził z rodziny chłopskiej spod Trzemeszna. Studiował w szkole handlowej w Berlinie, ale powołanie do niemieckiej artylerii wywróciło jego życiowe plany do góry nogami. W szeregach armii niemieckiej awansował na podporucznika, w 1918 roku zbiegł z frontu zachodniego. Hulewicz, były student filozofii i historii sztuki, na „Wielkiej Wojnie” znalazł się już w 1914 roku. Dwukrotnie ranny został zakwalifikowany do służby garnizonowej w Kilonii. Gdy w listopadzie 1918 roku w Niemczech wybuchła rewolucja, zdezerterował z armii i wraz z żoną wrócił do Poznania.

Mieczysław Paluch

Mieczysław Paluch, źródło: Wikipedia

Pod swoją komendą w Poznaniu Paluch i Hulewicz mieli oddział młodych, zdeterminowanych ludzi w niemieckich mundurach wojskowych z czerwonymi opaskami na ramionach. Pozory rewolucyjne musiały być wszak zachowane, by cele wyższego rzędu – patriotyczne – mogły zostać osiągnięte.

Uzbrojeni Polacy otoczyli budynek Nowego Ratusza (dziś już nie istnieje, po wojnie jego ruiny rozebrano, a w jego miejsce odrestaurowano Wagę Miejską). Zastraszając przewodniczącego rady Augusta Twachtmanna i jego niemieckich towarzyszy wystrzałami z karabinów i wybuchem granatu, zamachowcy przeforsowali wprowadzenie w skład komitetu Bohdana Hulewicza, Mieczysława Palucha, Henryka Śniegockiego i Zygmunta Wizy. Polacy objęli też przewodnictwo w Komitecie.

Dzięki dokonanym zmianom Polacy mieli wgląd we wszystko, co działo się w Komendzie Miasta i dowództwie V korpusu stacjonującego w mieście. Tym samym zapewnili sobie kontrolę nad poczynaniami niemieckiego garnizonu oraz dostęp do bezcennych informacji. Inny spiskowiec, o nazwisku Grześkowiak, działał w Komendzie Miasta na Placu Wilhelma I, przekazując konspiratorom informacje z tego ośrodka. Świeże wiadomości z centrum Niemiec szybko okazały się gwarancją powodzenia kolejnych podejmowanych w Poznaniu i Wielkopolsce akcji.

WARTO BYŁO

Decydującą dla losów całej dzielnicy była wiadomość przechwycona z pruskiego Ministerstwa Wojny. Niemieckie władze w Berlinie w obawie przed szerzącym się chaosem w armii poleciły utworzenie w poszczególnych garnizonach ochotniczych kompanii Służby Straży i Bezpieczeństwa.

Ten rozkaz był jak woda na młyn Polaków. Porucznik Mieczysław Paluch potraktował go jako podstawę do stworzenia czysto polskich kompanii, wyekwipowanych – i opłacanych – z budżetu państwa niemieckiego. Kiedy w Bibliotece Cesarza Wilhelma [obecnie Bibliotece Uniwersyteckiej – przyp. red.] zorganizowano punkt werbunkowy do kompanii Służby Straży i Bezpieczeństwa, Paluch wysłał do niego zaufanych „kandydatów” – w większości członków konspiracji i POW Zaboru Pruskiego.

 

Jego wysłannicy zdominowali nabór, zniechęcając do zaciągnięcia się miejscowych Niemców.

Piotr Bojarski, „Cwaniaki”, Czwarta Strona, Poznań 2018

Niemieccy dowódcy byli jednak czujni. Obawiali się, że Polacy zmajoryzują nowe jednostki, dlatego czuwali nad kształtem list kandydatów do nowych formacji. I tym razem ujawnił się geniusz organizacyjny młodych konspiratorów. Żeby na listach osobowych kompanii parytet „Polacy-Niemcy pół na pół” się zgadzał, do kompanii SSiB w pierwszej kolejności przyjmowano Polaków o niemieckobrzmiących nazwiskach. W kompaniach zaroiło się więc od Mannów czy Krause’ów. W dokumentach wszystko wyglądało dobrze i nie wzbudziło podejrzeń władz w Berlinie.

Skutecznie odstraszając ochotników niemieckich, Polacy stworzyli w ten sposób w Poznaniu aż siedem polskich kompanii. I choć pozostawały one jeszcze ciągle pod niemieckim dowództwem, to gdy pod koniec grudnia 1918 roku na ulicach Poznania przemówiły karabiny, formacje te dały Niemcom odpór – a także początek powstańczej armii.

 

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, która opowiada o przygotowaniach i wybuchu powstania wielkopolskiego.