fot. Nikodem Biegowski

Zemsta na Krzesinach

Brutalne wydarzenia z nocy z 22 na 23 listopada 1941 roku w podpoznańskich wówczas Krzesinach znane są badaczom historii niemieckiej okupacji jako „akcja krzesińska”. Okupanci przez całą noc znęcali się nad mieszkańcami Krzesin, aby dowiedzieć się, kto był autorem listu z pogróżkami.

Sygnałem, który wyzwolił sadyzm niemieckich policjantów, był anonim z groźbami, skierowany do komendanta niemieckiej policji Spitzera. Odpowiedzią na list była okrutna zemsta hitlerowskiej policji na polskich mieszkańcach okolicy.

 

Osiem godzin męki

 

List musiał rozsierdzić Spitzera, skoro tej listopadowej nocy Niemcy rozpoczęli zakrojoną na szeroką skalę akcję represyjną. W Krzesinach, Krzesinkach i Szczepankowie wyrzucono z domów wszystkich mieszkańców wsi. Spędzono ich około godziny 5 rano na placyk przy krzesińskim kościele, położony między świątynią a budynkiem szkoły.

 

Wśród gróźb śmierci katowano zebranych tam ludzi kijami, wymierzano im kopniaki i zmuszano do „gimnastyki” – biegania wokół kościoła i skakania przez przeszkody. Nieprzytomnych z wysiłku Niemcy polewali wodą.

Mękom mężczyzn musiały się przyglądać ich żony i córki. Polaków maltretowano do godziny 14. Pastwili się nad nimi funkcjonariusze z batalionu Schutzpolizei z Poznania.

W trakcie akcji wykonywali zdjęcia. Na jednym z nich widać Polaków w rzędach na placu przy kościele. Stoją z podniesionymi w górę rękoma. Między nimi chodzą uzbrojeni w karabiny żołnierze Wehrmachtu. W tle – płot z drewnianych sztachet.

Nie złamali ich

 

Kościół w Krzesinach, fot. Nikodem Biegowski

Kościół w Krzesinach, fot. Nikodem Biegowski

Mimo tortur nikt z zatrzymanych Polaków nie przyznał się do napisania listu z pogróżkami. Niemcy przeprowadzili więc próbę pisma – każdy z zatrzymanych mieszkańców musiał napisać na kartce papieru swój adres. Ale i to okazało się bezskuteczne. Okupanci zorganizowali zatem „ścieżkę zdrowia”: z kijami w dłoniach biegali pomiędzy Polakami, bijąc ich. W budynku szkoły zatrzymanym golono również głowy, zostawiając im łyse place, i dalej bito kijami, kierując znowu na „ścieżkę zdrowia”.

Choć Niemcy robili, co mogli, by złamać ducha Polaków, nie doszli do tego, kto napisał anonim do komendanta. Ostatecznie pobitych i wymęczonych mieszkańców trzech wiosek puszczono do domów.

 

Tablica dla bitych

 

Tajemnica autora lub autorów anonimowego listu pozostała niewyjaśniona.

Mieszkańcy nie zapomnieli swojej gehenny. 25 listopada 1945 roku, w czwartą rocznicę nocnej akcji okupantów niemieckich w Krzesinach, na ścianie budynku Państwowego Przedszkola nr 85 (niegdyś krzesińskiego dworu) zawisła tablica upamiętniająca miejsce wydarzeń. Umieszczona na niej inskrypcja brzmi:

 

„Dnia 23.11.1941 r. podczas najazdu niemieckiego na Polskę spędziła policja hitlerowska na to miejsce bezbronną ludność polską Krzesin, Krzesinek i Szczepankowa. Przez osiem godzin pastwili się rozbestwieni oprawcy w ohydny sposób nad nami. Zbici i sponiewierani przecierpieliśmy to upokorzenie i straszne katusze w milczeniu dla Polski z wiarą w nadejście dnia sprawiedliwości. Ktokolwiek staniesz przed tą tablicą zawołaj z nami: Cześć i chwała wiernym synom Ojczyzny. Wieczna hańba i zguba barbarzyńcom!”.

Kościół w Krzesinach, fot. Nikodem Biegowski

Kościół w Krzesinach, fot. Nikodem Biegowski

Pamiątka po ewangelikach

 

Kościół w Krzesinach, niemy świadek rozgrywających się tam jesienią 1941 roku okropności, był wówczas świątynią miejscowych ewangelików.

Postawiono go w majątku Krzesiny, który w 1900 roku zakupiła od Antoniego Raczyńskiego niemiecka Komisja Kolonizacyjna. Majątek poddano parcelacji, a trzy lata później zaczęto sprowadzać do niego niemieckich osadników, w większości pochodzących z Westfalii. Osadnicy byli luteranami, opieką duszpasterską objęła więc ich ewangelicka parafia św. Krzyża w Poznaniu.

Gdy w 1911 roku w Poznaniu zorganizowano Wystawę Wschodnioniemiecką, prezentującą dorobek cywilizacyjny pruskiego panowania we wschodnich prowincjach cesarstwa niemieckiego, wśród eksponatów znalazła się także osada wiejska z niewielkim kościółkiem w stylu norweskim. Świątynię zakupiła następnie Komisja Kolonizacyjna, która przekazała kościółek parafii w Krzesinach. 31 października 1912 roku generalny superintendent Paul Blau dokonał poświęcenia nowego kościoła w Krzesinach.

 

Choć kościół wydaje się drewniany, jego ściany zbudowano z cegły, którą następnie obłożono deskami. Świątynia ma czterospadowy dach oraz prostokątną wieżę z hełmem – czytelne nawiązania do stylu norweskiego.

Tablica upamiętniająca akcję krzesińską, fot. Nikodem Biegowski

Tablica upamiętniająca ofiary akcji krzesińskiej, fot. Nikodem Biegowski

Jak zauważył Olgierd Kiec w tekście „Parafia ewangelicka w Starołęce i Krzesinach (1907–1945)”, opublikowanym w „Kronice Miasta Poznania” z 2009 roku, „skandynawski” kościół w Krzesinach – o czym się dzisiaj zapomina – był elementem prowadzonej wówczas w Provinz Posen polityki germanizacyjnej.

Po powstaniu wielkopolskim wielu niemieckich ewangelików wyjechało do Niemiec. Kościół w Krzesinach pozostał jednak własnością osłabionej parafii ewangelickiej w Starołęce aż do 1945 roku. Po ucieczce ewangelików opuszczoną świątynię przejęli polscy katolicy.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Szmery” i „Cwaniaki” oraz książki „Fiedler. Głód świata”