fot. Łukasz Popławski

Zepsucie jest jak wirus

Wraz z rozwojem cywilizacji rośnie destrukcyjny wpływ człowieka na planetę, co dzieje się w zastraszającym tempie – mówią V. i O., członkowie poznańskiego zespołu blackmetalowego Above Aurora, który właśnie wydał nowy album pod tytułem „The Shrine of Deterioration”.

Sebastian Gabryel: Chciałem zapytać, jak to jest żyć w krainie ognia i lodu, ale podobno określanie Above Aurora jako zespołu islandzkiego wcale nie jest uzasadnione. Jak właściwie do tego doszło, że wszyscy zaczęli was tak opisywać?

V.: Obecnie tylko ja mieszkam w Reykjaviku, reszta zespołu rezyduje w Poznaniu, chociaż faktycznie był czas, kiedy wszyscy znajdowaliśmy się na wyspie. Nigdy nie staraliśmy się być tak określani, jesteśmy zespołem z Polski i podpinanie się pod scenę, której nie jesteśmy częścią jest lekkim nieporozumieniem. Być może w przyszłości każdy z nas będzie mieszkał w zupełnie innym miejscu i nie widzę powodu, dlaczego miałoby to wpłynąć na postrzeganie zespołu.

O.: Powody wyjazdu V. na Islandię, czy mój czasowy pobyt tam, nie były związane stricte z muzyką. Były to bardziej osobiste i życiowe decyzje. Oczywiście będąc tam współpracowaliśmy z ludźmi związanymi z tamtejszą sceną (np. ze Stephenem Lockheartem z Emmissary Studio), jednak nigdy nie próbowaliśmy stać się jej częścią. Łatka „islandzkości” przez chwilę do nas przylgnęła, a następnie była powielana, mimo że prawda jest zupełnie inna.

S.G.: Jakby nie patrzeć, z Islandią macie jednak wiele wspólnego – również z uwagi na fakt, że to właśnie tam powstaje spora część waszej muzyki. Na ile niewątpliwa specyfika tego kraju przekłada się na wasze inspiracje?

Above Aurora fot. Pedro Roque

Above Aurora fot. Pedro Roque

V.: Jasne, jest to bardzo specyficzny kraj, pomimo tego, że jest niewielu mieszkańców, odbywa się tu mnóstwo koncertów, festiwali i innych wydarzeń artystycznych, muzyka i sztuka są tam obecne dosłownie wszędzie. Dodatkowym paliwem są niewątpliwie niesamowite widoki, których nie doświadczysz nigdzie indziej, zresztą nasza nazwa (która swoją drogą powstała zanim którykolwiek z nas postanowił wybrać się do Islandii) nawiązuje do zjawiska, które jest absolutnie magiczne i jednym z niewielu miejsc na Ziemi, gdzie można je zobaczyć jest właśnie Islandia.

 

Na pewno życie tutaj przekłada się w jakiś sposób na to, co tworzymy, jednak jest to bardziej podświadome niż celowe.

 

S.G.: „Islandia to dość ponure miejsce. To w żadnym razie nie jest magiczna kraina rodem z baśni fantasy. Miasta są zaniedbane i brudne. Zamiast lasów i elfów, mamy narkomanię i przemoc. I to jest prawdziwe oblicze tego kraju” – powiedział Kjartan Harðarson, perkusista Draugsól, w wywiadzie dla „Noise Magazine”. Z waszej obserwacji ma rację?

V.: Islandia wygląda inaczej dla turysty, który przyjechał zwiedzać wyspę, a inaczej dla kogoś, kto się tam wychował. Z perspektywy osoby z zewnątrz uważam, że jest to kraj dużo bardziej bezpieczny i czysty niż większość zachodnich państw.

 

Oczywiście ma swoje ciemne strony – korupcja, alkoholizm, wiele osób cierpi na depresję, są to rzeczy, o których na ogół się nie mówi, ale dostrzega po jakimś czasie funkcjonowania wewnątrz społeczeństwa. W ostatecznym rozrachunku ludzie i miejsca są raczej przyjazne i można tu się łatwo odnaleźć, jeśli się tylko chce.

O.: To prawda. Ładne widoki, wodospady i gejzery to jedno. Problemy wewnątrz społeczeństwa, alkoholizm czy problem narkotyków to druga strona medalu. Jednak to zauważa się dopiero przy dłuższym pobycie. Można zwiedzić całą Islandię w parę dni i nie mieć o tym bladego pojęcia.

 

S.G.: Przynajmniej od dobrych kilku lat wieść gminna niesie, że „islandzki black metal jest jedyny w swoim rodzaju”, w czym osobiście – przynajmniej po części – mogę się zgodzić. Czy potraficie wskazać, co najbardziej zdecydowało o tym, że zrobiło się o nim tak głośno?

V.: Mieszka tutaj wielu świetnych muzyków, którzy są szczerzy w tym co robią, fakt, że na przestrzeni ostatnich lat powstało tyle bardzo dobrych zespołów w kraju, w którym mieszka około 300 tysięcy mieszkańców jest na pewno zjawiskiem szczególnym. Większość z nich używa w tekstach rodzimego języka, który brzmi bardzo ciekawie w połączeniu z blackmetalowymi melodiami. Islandzkie zespoły mają swój unikalny charakter, często porównywany do muzyki Deathspell Omega czy Funeral Mist, co rzeczywiście słychać.

O.: Wydaje mi się, że jednym z powodów jest to, że często sami muzycy mają problemy, o których pisaliśmy wyżej, dlatego ich muzyka jest związana z bardzo silnymi i bardzo negatywnymi emocjami. Islandzki black metal jest do bólu szczery.

 

S.G.: Minimalizm, transowe brzmienie, chłód – to często wymieniane cechy islandzkiego black metalu, ale jak na moje ucho – również fundamenty waszej nowej płyty. Jakie zdarzenia, miejsca, emocje zbudowały „The Shrine of Deterioration”?

Above Aurora fot. Łukasz Popławski

Above Aurora fot. Łukasz Popławski

V.: Pisząc utwory nie chcemy, aby były przekombinowane, staramy się przekazać jak najwięcej emocji w jak najprostszy sposób. Nie jest to płyta, która po przesłuchaniu wprawi cię w pozytywny nastrój, a raczej skłoni do zadumy – przynajmniej ja ją tak odbieram. Źródłem inspiracji są głównie te ciemne aspekty życia, ból, popełniane błędy, porażki jednostki, jak i ogółu, dlatego muzyka jest odpowiednio stonowana i dopasowana do tematu.

 

Ta stylistyka oddaje najlepiej to, co chcemy przekazać, starając się jednocześnie pracować nad doskonaleniem każdego kolejnego materiału i korzystając z nowych narzędzi, jeśli oczywiście ma to konkretny cel i miejsce w utworze czy albumie.

O.: Każdy z nas nosi w sobie osobiste tragedie i porażki. Z mojej strony emocje związane z okresem, w którym tworzyliśmy były właśnie taką negatywną spiralą w głąb siebie, z której bardzo trudno było się wyrwać.

S.G.: W zapowiedzi albumu napisaliście, że „ludzkość zawzięcie kroczy w stronę własnej klęski”. Co jest przyczyną jej postępującej degradacji? I… czy kiedykolwiek było inaczej? (śmiech)

V.: Jest to krytyka działań człowieka, oczywiście nie z pozycji kogoś ponad tym wszystkim, a z pozycji uczestnika zdarzeń i zdania sobie sprawy również z własnych błędów. Wraz z rozwojem cywilizacji postępuje destrukcyjny wpływ człowieka na planetę, co możemy obserwować w zastraszającym tempie.

 

Chodzi tu również o wewnętrzne zepsucie i sposób w jaki ludzie zmieniają swoje cele i wartości w życiu, a także o ideach, które przeszkadzają w rozwoju i wręcz cofają nas jako gatunek – jak choćby religia.

O.: Polityka, pieniądze, religia… Im głośniejsze hasła niesiemy na ustach, tym niżej upadamy.

 

S.G.: Tekst kawałka „Virus” trochę trudno mi postrzegać inaczej niż w kontekście tego, co wydarzyło się w tym roku na świecie. O czym tak naprawdę jest ten kawałek? I jeśli nie ma nic wspólnego z obecną epidemią, to – przy okazji – co o niej myślicie?

Above Aurora fot. Woda i Pustka

Above Aurora fot. Woda i Pustka

V.: O ile dobrze pamiętam, jest to pierwszy utwór, który napisaliśmy po wydaniu „Path to Ruin”, a zaczęliśmy go grać na żywo jeszcze w 2018 roku, także zbieżność z wydarzeniami z tego roku jest przypadkowa. Tekst traktuje o wcześniej wspomnianym zepsuciu, które zdaje się zachowywać jak wirus i pojawia się w społeczeństwie zarażając coraz więcej jednostek. Ciężko powiedzieć, co myślimy o tej sytuacji, jest to coś nowego z czym jeszcze nie mieliśmy do czynienia.

 

Świat stanął do góry nogami, a zasady gry zmieniają się z dnia na dzień. Z czysto muzycznego punktu widzenia uniemożliwia nam to koncerty, sama premiera płyty również została przełożona ze względu na obecną sytuację.

 

O.: Epidemia bardziej wpłynęła na nasze życie osobiste niż muzyczne. Skupiliśmy się w tym okresie bardziej na pracy, rodzinie, ogólnym bezpieczeństwie, a do muzyki wrócimy, gdy będą ku temu warunki. Mamy nadzieję, że sytuacja się ustabilizuje i restrykcje będą znoszone.

 

S.G.: Above Aurora to twór trzyosobowy – jak działa to w blackmetalowej praktyce? Nigdy nie myśleliście o rozszerzeniu kapeli do kwartetu?

V.: Tak naprawdę przez długi czas Above Aurora była tworem dwuosobowym i do dziś po części tak jest – cała muzyka jest tworzona przez dwie osoby, trzeci członek uzupełnia zespół w warunkach koncertowych. Jest to wyzwanie, utwory na płytach często różnią się w jakiś sposób od wersji granych na żywo przez 3 osoby. Część aranży jest zmieniona tak, aby dało się to zagrać na tylko jedną gitarę.

 

Pisząc utwory, nie myślimy o tym jak to zabrzmi w warunkach koncertowych, dlatego zdarza się, że w części utworu zamiast jednej gitary grają 3 lub 4. Możliwość rozszerzenia składu do czterech osób jest przez nas rozważana, ale dopóki obecność dodatkowego muzyka nie będzie niezbędna, staramy się wykorzystać w pełni nasze możliwości w obecnej konfiguracji.

 

O.: Z V. i D. znamy się bardzo dobrze, więc współpraca na odległość, pomimo że jest dużym wyzwaniem, przychodzi nam dość łatwo. Na razie rozszerzenie składu nie jest to konieczne.

 

S.G.: Jesteście z Poznania, dlatego na koniec nie mogę was nie zapytać, do jakich zespołów z naszego regionu macie największy sentyment. Dla niektórych historia tutejszego metalu zawsze zaczynała i kończyła się na Turbo (śmiech).

V.: Z poznańskich załóg metalowych warto wspomnieć o Impure Declaration, In Twilight’s Embrace oraz o zespole Martwa Aura. Z tym ostatnim mieliśmy przyjemność zagrać trasę w zeszłym roku, a którego od jakiegoś czasu perkusistą jest O. Spoza gatunku słucham na przykład Słonia lub Deszcz.

O.: Slums Attack.

 

Above Aurora – zespół blackmetalowy z Poznania, którego skład tworzy trzech muzyków: V., O. i D. Muzyka kapeli jest zakorzeniona w tradycji kształtowanej przez takie grupy jak Burzum, Funeral Mist, Mgła czy Watain, oferując hipnotyczną podróż przez rozmaite wymiary pesymizmu. W 2020 roku zespół wydał nową płytę zatytułowaną „The Shrine of Deterioration”.