fot. Michał Sita

#stayathome_zin

#stayathome_zin to zbiorowa publikacja, która powstała z potrzeby chwili, jako reakcja na epidemię koronawirusa. Zorganizowałem w internecie szybką zbiórkę zdjęć, projektów fotograficznych, które powstały (i powstają) podczas kwarantanny. Wpłynęło ponad pięćdziesiąt zgłoszeń, spośród których finalnie wybrałem 19 historii, 19 sposobów patrzenia na czas epidemii – o pandemicznym zinie z Krzyśkiem Orłowskim rozmawia Michał Sita.

Michał Sita: #stayathome_zin wydałeś w czerwcu, jeszcze w trakcie obowiązywania większości obostrzeń związanych z pandemią.

Krzysiek Orłowski: Trzeba było wypuścić tę publikację od razu, kiedy materiały, jakie się w niej znalazły, były jeszcze gorące. Naciskałem na fotografów, ustawiłem bardzo krótki termin zgłoszeń. Oczywiście, później powstało sporo dobrych prac, bardziej dopracowanych – ale ten zin był pierwszym, oficjalnie opublikowanym, roboczym podsumowaniem fotograficznych reakcji na pandemię. Założenie było takie, by ukazał się od razu.

MS: To podejście niosło ze sobą ryzyko.

Krzysiek Orłowski w trakcie rozmowy o #stayhome_zin_fot. Michał Sita

Krzysiek Orłowski w trakcie rozmowy o #stayhome_zin_fot. Michał Sita

KO: Jasne, że można było dłużej popracować, poczekać na kolejne wydarzenia z maja i czerwca, na nowe projekty fotograficzne. Ale nikt nie wiedział w tamtym momencie, jak długo pandemia i lockdown będą trwały, to nie był czas na chłodne analizy i podsumowania, tylko na reakcję na gorąco.

 

MS: Zin powstawał na tyle szybko, że z konieczności zawiera mniej wyrachowane działania fotografów, bardziej szczere ingerencje w najbliższe otoczenie. Zaskoczyłeś swoich kolegów, dając im zadanie roboczego skomentowania sytuacji, w jakiej się znaleźli. To zapis określonego historycznego momentu. Większość z nich pewnie się z tych metod pracy wycofa, zmieni fotograficzne ścieżki myślenia i działania.

KO: To, że wydałem zina od razu, stanowi jego wartość. On jest właśnie o tamtym czasie. Dotyczy marca i kwietnia. Lockdown to moment zaskoczenia, kiedy uwięzieni byliśmy w domach. Każdy z zestawów zdjęć opowiada tylko o tym krótkim momencie, i opowiada o nim od wewnątrz.

 

Martyna Nitkowska, Dominika Muszyńska

Publikacja miała być właśnie taka – nie do końca profesjonalna. Nie wszyscy, których zdjęcia tu ująłem, zajmują się fotografią na co dzień, ale ich sposoby myślenia i patrzenia coś ważnego wnosiły do całości.

Zdjęciom można dać wspólny mianownik; powstały na bieżąco. Może nie pochopnie, ale szybko. Od ogłoszenia naboru autorzy mieli miesiąc na przesłanie propozycji. Dopiero na podstawie materiałów, jakie zobaczyłem, zacząłem myśleć o strukturze wydawnictwa.

 

MS: Jak uporządkowałeś te fotograficzne projekty?

KO: To trochę katalog, trochę przegląd: 19 autorów, 19 tekstów schowanych na samym końcu publikacji. Każdy materiał ma swój numer, nazwiska i opisy zdjęć można zidentyfikować po tych numerach. Dzięki temu teksty nie rozpraszają, można skupić się na zdjęciach i próbować dopowiedzieć sobie historie, znaleźć własne interpretacje.

 

Krzysiek Orłowski

Zin ma objętość książki, to dziewięćdziesiąt kilka stron. Założyłem, że każdy z autorów będzie miał do dyspozycji od jednej do trzech rozkładówek. W imię spójności publikacji to ja decydowałem o układzie i pojemności kolejnych projektów. Czasami to jedno zdjęcie podsumowujące całą historię, jak ten kolaż: „Ostatni dzień, kiedy wyjście do lasu było możliwe”. To wystarczy. Jeśli za dziesięć lat przeczytasz o ostatnim dniu, kiedy legalnie dało się wejść do lasu, nabierze to całkiem surrealistycznego wymiaru.

Chciałem sprawdzić, jak zadziała taka kolektywna publikacja. Wszedłem w rolę kuratora, wybierając i układając całość od osobistych, intymnych historii, przez miejskie sceny, po trochę bardziej socjologiczne zapisy pustych biur czy rozmowy ze znajomymi ilustrowane ich portretami.

 

Łukasz Zgrzebski

Łukasz Zgrzebski

MS: Traktowałeś zaproszonych fotografów jak dostawców pojedynczych obrazków, zajawek większych historii. To ty ostatecznie odpowiadasz za tę narrację o wczesnym momencie pandemii. Jaka ona jest?

KO: Jest wielowątkowa. Niejednoznaczna, daleka od portretów ludzi w maseczkach. Starałem się różnicować historie na te intymne i na te dziejące się w przestrzeni publicznej.

 

Łukasz Zgrzebski nie wychodził z domu, szukał zabaw możliwych do zrealizowania w introwertyczny sposób; znalazł stary negatyw i na nim pracował.

Dominika Muszyńska fotografowała wieś w nocy. Pojawiły się też proste sposoby myślenia o czasie: fotografowanie drzewa, które rozkwita w trakcie paru tygodni zamknięcia.

Ania Nowacka

 

To krótka wypowiedź, której nie ma sensu kontynuować. Całość oparta na takich projektach złożyła się na zbiór opowiadań z określonego czasu.

I tak miało być, to nie miało podniebnych ambicji.

 

MS: Które z tych historii zadziałały na ciebie najmocniej?

KO: Maciej Przemyk wyszedł na zewnątrz, na tyle, na ile się dało, fotografował ludzi schowanych za maseczkami, na klatkach schodowych, pozujących na balkonach. Zrobił nocne portrety oświetlone lampą, relację ze spotkań naznaczonych dystansem. Czyli starał się opisać wszystko to, co mogło się w tym czasie między ludźmi wydarzyć na jego osiedlu. Fotografował sąsiadów.

#stayathome_zin fot. Michał Sita

#stayathome_zin fot. Michał Sita

 

Równie prosta dokumentacja Ani Nowackiej stanowi zapis kwitnienia drzewa przy blokowisku, komentarz do mijającego czasu. Rozładowania napięcia szukał Artur Pławski w improwizowanym domowym studio. Magdalena Noga zrobiła materiał o przebieraniu się i o tym, że nasz publiczny wizerunek istnieje od pasa w górę, że wystarczy się ubrać w elegancką koszulę, a reszta ubioru to może być pidżama. Inaczej stroimy się dla siebie i inaczej dla świata. To najbardziej zabawna historia, o tym co nie mieści się w kadrze takiej rozmowy, jak nasza.

Magdalena Noga

Janek Zawadzki fotografował artefakty, zdjęcia, rzeczy, jakie spotykał w czasie porządkowania mieszkania po ojcu. Bardziej intymna historia, klasyczna, oparta na martwych naturach.

 

Adrian Wykrota dronem dokumentował puste przestrzenie miejskie. To samo medium, ale zmiana perspektywy. Dalej – puste biura korporacji, w których praca odbywa się zdalnie, i na koniec Jerzy Piątek fotografujący puste ulice Wrocławia, które trudno wyobrazić sobie pozbawione codziennych tłumów.

Jan Zawadzki

Domowo i intymnie na starcie, w środku publikacji lżej, a na końcu wychodzimy do pustego miasta. To nie jest jakaś wielka, przełomowa opowieść, składa się po części z amatorskich projektów i takie było też założenie. Autorzy podzielili się swoją prywatną sferą, dali wgląd w ich własny czas. A przechodzili moment zamknięcia bardzo różnie.

 

MS: Z czego wynikał pomysł na to wydawnictwo? Czy twój zin miał być analizą – opowiedzieć, jak fotografowie w określonym momencie zareagowali na COVID, stanowić zapis ich artystycznych strategii? Czy stoi za nim raczej solidarnościowa motywacja – sprawdzić, jak znajomi się trzymają, jak sobie radzą, i im w tym zamknięciu pomóc? Do kogo kierowałeś swój zin?

Jerzy Piątek

KO: Nakład rozszedł się między autorami. Wydrukowaliśmy sto czterdzieści egzemplarzy, to wewnętrzna sytuacja, ważna dla sąsiadów sportretowanych na balkonach, dla małego w skali działania przez zdjęcia. Nie znajdziesz #stayathome_zina w księgarni.

 

Ważne było, by ten zin powstał i żeby ukazał się właśnie wtedy. Miał szansę zadziałać dla 19 osób, które się w niego zaangażowały. Można by mu zarzucać, że to szkolna publikacja, w jakiej wspólnie odpowiadamy na zadany temat, albo że to niewiele więcej ponad zbiór powarsztatowych prac.

Może niektóre z nich nie wytrzymają próby czasu, może dałoby się je realizować inaczej – ale to jest rzecz drugorzędna. Ten zin to nie miało być wielkie wydarzenie, o wygórowanych ambicjach, ale historyczny zapis chwilowych strategii radzenia sobie z trudną sytuacją poprzez fotografię. To zapis pierwszej fazy COVID, w jakiej się znaleźliśmy i na jaką musieliśmy zareagować.

Krzysiek Orłowski w trakcie rozmowy o #stayhome_zin_fot. Michał Sita

Krzysiek Orłowski w trakcie rozmowy o #stayhome_zin_fot. Michał Sita

Jestem zdania, że warto zrobić nawet małą rzecz. Dlatego wydaliśmy tę publikację właśnie w formie zina, i myślimy o wystawie w knajpie – gdzie powiesimy wydruki na sznurku, albo w przestrzeni miejskiej, z rozkładówkami wyklejonymi na słupach reklamowych. To niewielkie działania, pozwalające skonfrontować osobiste doświadczenia przypadkowych odbiorców z tymi zapośredniczonymi w dziewiętnastu fotograficznych relacjach.

 

Może ten rok będzie wyglądał w ten sposób, może inicjatywy artystyczne będą okrojone? A może ta sytuacja da do myślenia i skłoni do zastanowienia się nad priorytetami – nad tym, jakiego rodzaju działania są warte pracy i zaangażowania?

Moja decyzja, by nie przedłużać i wydać, co mamy, była prosta i jednoznaczna. Należało ten moment podsumować i zamknąć, bo moment był ważny. Stworzyć aktualny zapis tego czasu.

 

Krzysiek Orłowski – urodzony w 1983 roku fotograf, edytor, założyciel niewielkiego wydawnictwa i biblioteki Zinteka, współtwórca działającej do 2019 roku inicjatywy 8991 Publishing. Autor, redaktor i wydawca licznych publikacji twórczo korzystających z formy zina, w tym „North America”. Ta praca, fotograficzny zestaw romantycznych chwytów i stereotypowych form obrazowania amerykańskiej prowincji, prezentowana była niedawno na indywidualnej wystawie w Muzeum Współczesnym Wrocław.

#stayathome_zin

Autorzy zdjęć i tekstów: Dominik Wojciechowski, Martyna Nitkowska, Dominika Muszyńska, Maciek Przemyk, Ania Nowacka, Łukasz Zgrzebski, Artur Pławski, Grzegorz Mleczek, Karolina Ozimek, Magdalena Noga, Karla Majewska, Jan Zawadzki, Sławek Skulimowski, Baltazar Fajto, Justyna Śmidowicz, Krzysiek Orłowski, Adrian Wykrota, Konrad Bryczek, Jerzy Piątek.
Projekt i koncept: Krzysiek Orłowski
Nakład: 140 egz.
Rok wydania: 2020