fot. Kamil Figas

Zostań w domu i tańcz do Rat Kru!

Debiutancki album poznańskiego duetu Rat Kru to przykład doskonałej muzycznej rozrywki w tych trudnych czasach, kiedy koncerty są odwołane, a kluby zamknięte na cztery spusty. „Rok szczura” w głośnikach to gwarancja świetnej imprezy – choćby w czterech ścianach i wąskim gronie domowników.

To zaskakujące, jak szybko kultura dopasowuje się do rzeczywistości. Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne polski rząd podjął (w pełni uzasadnioną) decyzję o zamknięciu "kultury na żywo" do odwołania. Jeszcze do niedawna szerokim strumieniem płynęła do nas z klubowych scen, desek teatrów i galeryjnych przestrzeni. Teraz, na czas wciąż rosnącego niebezpieczeństwa, musiała schować się tam, gdzie koronawirus nie sięga.

Nagle bezpieczną przystanią stała się dla niej przestrzeń internetowa, w której w mgnieniu oka wykluł się ciekawy trend.

 

Na Facebooku i YouTube, jak grzyby po deszczu, zaczynają wyrastać koncerty, spektakle, wystawy, spotkania oraz inne wydarzenia o charakterze kulturalnym (nawet całe festiwale!), odbywające się bez udziału publiczności, jednak dostępne dla niej w wersji online.

To pokazuje, że kultura – bez względu na dziedzinę/rangę/półkę – nie znosi próżni, a jej przedstawiciele zawsze znajdą sposób, by dać upust swoim artystycznym potrzebom.

To oczywiście nie rozwiązuje sprawy, a raczej problemu – mając na uwadze kłopoty finansowe, z jakimi momentalnie zaczęli borykać się artyści i organizatorzy odwołanych wydarzeń. „Kultura online” to z pewnością rozwiązanie na chwilę, na czas pełen strachu, niepewności oraz piętrzących się znaków zapytania i wielokropków.

Płatne imprezy kulturalne działające na zasadzie streamingu, przewidywane przez coraz pokaźniejsze grono komentatorów, to raczej opcja tymczasowa, która może i załata mniejsze dziury w portfelach ludzi (nie tylko) polskiej kultury, ale nigdy nie pozwoli na bezcenne doświadczenie, jakim jest stanięcie z muzyką, teatrem czy sztuką twarzą w twarz.

Bez względu na to, czy takie pomysły będą zyskiwać na znaczeniu, czy może za chwilę okażą się tylko wciąż przedwczesną wizją przyszłości, pewne jest, że w obliczu ogólnej kwarantanny zyskują wszelkie rejestracje kultury – zwłaszcza te w wersjach cyfrowych, dostępne za pośrednictwem Spotify, Tidal czy iTunes (płyty w formie fizycznej z pewnością będą notować kolejne spadki).

Rat Kru, Rok Szczura, Kayax 2020, fot. Kamil Figas, materiały wydawcy

Rat Kru, Rok Szczura, Kayax 2020, fot. Kamil Figas, materiały wydawcy

Zaraza w roku szczura

W czasach zarazy potrzebujemy nie tylko domowego zacisza, ale również nadziei i pocieszenia, że wszystko, z czego składało się nasze dotychczasowe życie wróci do normy.

 

Potrzebę „zabawy”, czytaj imprezy, domówki, czy choćby zwykłego spotkania przy piwku, zdaje się zaspokajać najnowszy, wydany pod koniec lutego album Rat Kru – poznańskiego duetu, którego na kulturalnej mapie naszego regionu jeszcze nie było.

O kolorowej i pełnej pozytywnej energii muzyce, której autorami są Rat One i Papa Musta (wcześniej związani choćby z The Men Else, Hellow Dog i HDYA), trąbiono na długo przed ich pełnoprawnym debiutem. Po zakręconych singlach, kreatywnych teledyskach, a przede wszystkim doskonale przyjętych, widowiskowych koncertach na takich polskich i zagranicznych festiwalach jak Spring Break (Poznań), Tauron Nowa Muzyka (Katowice), Tallinn Music Week (Estonia) czy Seasplash Festival (Chorwacja), wielu fanów polskiej muzyki taneczno-prześmiewczej tylko czekało, aż Rat Kru zrobi wielkie boom. O tym, że ten projekt to żaden niewypał, ale imprezowa petarda, którą możemy chwalić się w całej Europie, przekonujemy się już po pierwszym odpaleniu „Roku szczura”.

Często artyści lubią się przechwalać. Nie inaczej jest w przypadku Rat Kru, którzy jednak pisząc o sobie jako „zagubionym ogniwie polskiej elektroniki”, mają sporo racji.

 

Ich „betonowa samba”, plasująca się na granicy pomiędzy prawdziwą sztuką a nieznośnym kiczem, to novum na polskim rynku muzycznym, pozbawione jakichkolwiek oznak odtwórczości, co w nieco posuniętym już XXI wieku można uznać za nie lada wyczyn.

W tym miejscu warto oddać głos samym zainteresowanym, którzy skroili pozytywnie niespokojny album na negatywnie niespokojne czasy.

 

„Nazwa płyty nie wzięła się znikąd. Według horoskopu chińskiego, rok 2020 to rok białego, metalowego szczura. Milutko i błogo nie będzie. Album dzieli się na dwie części. Jedna z nich jest o niczym, druga to wycieczka do czeluści osobistego piekła, trochę żartów z ogniem zaśpiewanych na cztery głosy. Ryba zjada rybę, pies zjada psa, beton zjada zieleń, a tydzień soboty i niedziele” – opisują krążek artyści, których muzyka elektroniczna i hip-hopowa stanowi zaledwie punkt wyjścia do całkowitego szaleństwa, do którego musimy podchodzić z przymrużeniem oka.

 

Imprezowa kwarantanna

Czego tu nie ma! Zgodnie z chronologią utworów, których na „Roku szczura” znajduje się aż piętnaście, przygodę z Rat Kru zaczynamy od piosenki „Zły”, w której chwytliwy i uroczo tandetny dance stanowi tło pod rapowane wersy, komentujące obecne, mocno socialmediowe czasy:

 

„W tle walka memów i z plastiku ikon / Cześć, jak się masz? Ładna twarz, dobry wykon/ Te dupy chcą mieć typów, co mają wszystko/ Typy chcą mieć wszystkie dupy i o to się gryzą”.

 

Chwilę później atakuje nas dubstepowy beat („Propaganda”), syntezatorowe wspomnienie czasów muzyki New Age („Świnia”), a także coś, co chyba najłatwiej byłoby opisać jako… rockowy rave. Z Rat Kru nie jest łatwo, choć tak naprawdę, mimo tego całego muzycznego wariactwa, „Rok szczura” ostatecznie wydaje się zaskakująco lekki i przystępny.

 

„To mieszanka leków psychotropowych z alkoholem. Niezawodna. Ale stawiamy również na sport. Ping-pong, żużel…” – zażartowali na temat albumu jego autorzy w jednym z wywiadów, co wydaje się mieć sens, mając na uwadze również inne, niemniej „wyskokowe” utwory z tracklisty.

 

Mowa tu choćby o „Pod okiem okien” (retrowave rodem z filmu „Drive” Refna), grime’owym, typowo brytyjskim „Domu cudownych upadków” czy ośmiobitowym „Oddechu szczura”. Z tymi poznaniakami można dostać zadyszki, a nawet kolki, ale to właśnie takie absorbujące, prowokujące i prześmiewcze krążki jak „Rok szczura” Rat Kru w przypadku wielu słuchaczy mogą okazać się najskuteczniejszym remedium na widok, jaki może obserwują dziś za oknem – pusty, bez wyrazu, pozbawiony życia jak chyba nigdy wcześniej…

 

Rat Kru, album „Rok szczura”, Kayax 2020