Celowo opóźniałam powstanie tego felietonu. Chciałam, by emocje się uspokoiły, by we wspomnieniach zostało tylko to, co wtedy je najbardziej rozkołysało, co najbardziej nimi szarpnęło, co sprawiło, że jeszcze długo muzyka grała we mnie, wracała nieprzywoływana, czasami się śniła. Postanowiłam też nie sięgać do notatek, choć po każdym koncercie skrupulatnie notowałam swoje odczucia – pomyślałam, że dobrze by było, by pamięć sama przesiała wszystko. Inaczej powstałaby ogromna opowieść o nadmiarze piękna, o muzycznym przesycie.