fot. strajkkobiet.eu

Odbudować debatę o aborcji

Od kilkunastu dni w Poznaniu, w wielu innych miejscowościach Wielkopolski i w całym kraju wrze. Powodem wybuchu wściekłości jest werdykt Trybunału Konstytucyjnego, uznający aborcję z tytułu nieusuwalnych wad płodu za niezgodną z konstytucją.

Hasło W*********ć, towarzyszące wystąpieniom od samego początku, jest zrozumiałe, chociaż należy do dosadnych. Radykalny środek, w radykalnych okolicznościach. I choć emocje towarzyszące protestom mają wysokie natężenie, to warto spróbować spojrzeć na sprawę nieco od innej strony. Argumenty też mają swoją wagę.

 

I w końcu – gdy przyjdzie do dyskusji, a musi do niej wreszcie dojść – to one będą musiały mieć pierwszeństwo.

Kwestią, której nie poruszam, jest fakt statusu orzeczenia wydanego przez organ, co do którego prawomocności jest wiele wątpliwości. Nie dlatego, że jest to nieistotne. Raczej dlatego, że zdążyliśmy się przyzwyczaić do lekceważenia tego rodzaju wątpliwości przez samych rozgrywających. Wola polityczna stawiana jest często ponad regułami prawa. I z prymatu owej woli wynika dzisiejsza sytuacja.

W toku tej dyskusji używanych jest kilka słów - kluczy. To im chciałbym się przyjrzeć. Ich znaczenie zostało narzucone przez tych, którzy mają decydujący głos. Należy pokazać, że owe znaczenia to pewne rozstrzygnięcia, a nie fakty.

 

fot. strajkkobiet.eu

fot. strajkkobiet.eu

Wiele głosów rozbrzmiewa teraz krytycznie. Mam nadzieję, że mój też będzie jakimś krokiem w stronę odbudowy debaty o aborcji zdemolowanej  przez rządzących.

Posłużę się przy tym zabiegiem stosowanym przez Gustawa Flauberta przy pisaniu "Słownika komunałów". Dał on w nim obraz opinii najbardziej powszechnych, ale w związku z tym trywializujących kwestie będące ich przedmiotem. Trudno się przebić przez pozorną oczywistość komunałów, ale trzeba spróbować to robić.


1. Człowiek – co to jest, każdy widzi


Przeciwnicy aborcji zawsze podnoszą argument konieczności ochrony życia człowieka od momentu poczęcia. Uznają za fakt coś, co jest w istocie zaledwie rozstrzygnięciem.

 

By to było jaśniejsze: nie da się podać definicji człowieka w sposób bezdyskusyjny.

Jeśli chcielibyśmy się odwołać do nauki, to żaden szanujący się naukowiec nie zaryzykuje na przykład wyłącznie przyrodoznawczego określenia. Pojęcie człowieka wymyka się bowiem przyrodoznawstwu i wchodzi w relację z religią, moralnością, wartościami. To, co niedefiniowalne staje się jednak podstawą dla szeregu praktycznych rozstrzygnięć. 

 

Łatwo szafować różnymi określeniami.

Nie świadczy to jednak, że mają one jakąkolwiek wartość poznawczą. Raczej są oznaką funkcjonowania wypowiadających je w przestrzeni własnych horyzontów. Nie jest to w żaden sposób naganne. Jednak we współczesnym, wielowymiarowym świecie może skłaniać do absolutyzacji owych partykularnych rozwiązań i dyktatu jednej perspektywy nad innymi.

 

Każda ze stron sporu chciałaby też powołać swoich ekspertów medycznych.

Niestety kwestie, które są przedmiotem sporu, nie są w istocie medyczne. A w każdym razie nie są takimi wyłącznie. Odwołania do medycyny, to skutek uznania nauki za tę dziedzinę wysiłków ludzkich, która oferuje dostęp do prawdy - w zastępstwie objawienia religijnego. Tymczasem roszczenia w obu tych przypadkach są nadmiarowe.

 

Nie zmienia to faktu, że w tym i innych przypadkach, nauka ściera się z religią i przy okazji często jest przez religię wzywana na wsparcie.

Definicja człowieka tymczasem zawsze będzie nieostra, dyskusyjna. A dodanie do tego różnorodności i zmienności ludzkich perspektyw czyni dyskusję o tym, czym jest człowiek nieskończoną.

2. Moralność – tylko słuszna


Motyw moralności często gości na ustach obrońców życia. Ci, którzy obstają przy prawie do aborcji, są grzesznikami, są niemoralni. Część tego odwołania („grzesznicy”) jasno pokazuje zaangażowanie w pewien konkretny światopogląd, a grzeszyć można przecież na różne sposoby, właśnie w zależności od poglądów.

 

Moralność jednak miałaby wskazywać na uniwersalne odniesienie.

Jest z tym zasadniczy kłopot. Aby działać moralnie człowiek potrzebuje wolności. Bez tego podstawowego warunku, nie można mówić o człowieku jako istocie moralnej.

 

Tam, gdzie decyduje reguła prawna, nie ma mowy o moralności, a jedynie o podporządkowaniu.

Jeśli rządzący nie chcą aborcji, niech zapewnią edukację seksualną - która w niektórych głowach redukuje się jedynie do technik seksualnych rozkoszy - a w istocie przecież ma uczyć odpowiedzialności, niech zapewnią dostęp do antykoncepcji oraz rzeczywiste wsparcie systemowe dla kobiet decydujących się urodzić i wychowywać dzieci niepełnosprawne.

 

fot. strajkkobiet.eu

fot. strajkkobiet.eu

I zasadnicza sprawa – prawo do aborcji nie jest zmuszaniem do niej.

Danie prawa do wolnego wyboru jest uszanowaniem różnych możliwych perspektyw moralnych. Odmówienie go jest obstawaniem przy swojej jako jedynie słusznej. A skoro rzecz odwołuje się do konstytucji, to warto przypomnieć, że w jej preambule zawarta jest fraza mówiąca o wielu źródłach przekonań moralnych.

3. Aborcja eugeniczna – to praktyka totalitarnych państw


Jako narzędzie w dyskusji  - w tym jej aspekcie, który był przedmiotem zainteresowania Trybunału sędzi Julii Przyłębskiej - wykorzystywane jest zgrabne i mylące określenie aktu terminacji ciąży jako aborcji eugenicznej.

 

Ten termin sugeruje, że mamy do czynienia z praktyką dającą się umieścić w jednej linii z niesławnymi eugenicznymi projektami władz różnych państw – zwłaszcza tych określanych jako faszystowskie.

Jest to jednak sugestia niezgodna z rzeczywistością, ale wydajna erystycznie i świadomie przez używających stosowana.  W ten sposób utożsamia się aborcję z działaniami powszechnie uznawanymi za zbrodnicze. 

Tymczasem eugenika to zespół działań zmierzających do zablokowania zdolności reprodukcyjnych jednostek, czy grup ze względu na ich takie czy inne cechy: niepełnosprawność, także intelektualną, chorobę psychiczną, rasę. Znane są przypadki tego rodzaju praktyk w faszystowskich Niemczech, ale i w Stanach Zjednoczonych, choć to oczywiście tylko dwa przykłady z wielu możliwych.

 

W przypadku dyskutowanego przypadku aborcji, nie chodzi o uniemożliwienie komukolwiek reprodukcji, terminowane płody bowiem takowych szans w ogóle nie miałyby.

Reprodukcja w ich przypadku jest czymś z gruntu więc niewyobrażalnym. W żadnym przypadku nie można zatem mówić tu o aborcji eugenicznej inaczej, niż w złej wierze.

4. Życie - świętość

Przy okazji dyskusji na temat aborcji wygłasza się opinię 0 nienaruszalności życia. Absolutyzuje się jego integralność w trwaniu, co znaczy, że w żadnych okolicznościach nikt nie ma prawa o decydowaniu o życiu i śmierci. To łączy tę dyskusję z podobnymi na temat samobójstwa i eutanazji.

 

Owo trwanie jest uznawane za definicyjnie związane z godnością ludzkiego życia.

I tu – jak łatwo pojąć – rodzi się problem. Czy życie jako trwanie równoznaczne jest z godnym życiem. Owo utożsamienie przesuwa kwestię w stronę wartości, a te nie są bezdyskusyjne. Ilu jest świętych i bohaterów, którzy przedłożyli inne wartości - wiarę, ojczyznę, wspólnotę - nad tak rozumiane życie. Skrajne przypadki mimo wszystko coś znaczą. Możliwe były dzięki dokonaniu wyboru w przestrzeni wartości.

 

Godne życie, to życie nie zniewolone.

Wysuwany jest też argument praktyczny. Ilu Leonardom, Bachom, Mickiewiczom nie dajemy zaistnieć? Choć przecież można też inaczej – od ilu Hitlerów, Stalinów, Czyngis-chanów chronimy świat? Argument wnioskowania o nieznanym z nieznanego jest – jak widać – jałowy. Przy tym łatwiej jest używać go, niż starać się myśleć o narodzonych już dzieciach, które z racji różnych barier społecznych nie są w stanie rozwinąć swych talentów i w tej przestrzeni próbować działań zaradczych.

5. Wolność – prowadzi na manowce


Dyskusja o wolności pokazuje w gruncie rzeczy konflikt dwóch odmiennych wizji społeczeństwa. Ścierają się dwa projekty: odgórnej regulacji i minimalizowania przestrzeni wyboru poprzez penalizację pewnych możliwości oraz przekazywania samym jednostkom odpowiedzialności moralnej za podejmowane decyzje.

 

fot. strajkkobiet.eu

fot. strajkkobiet.eu

To kwestia fundamentalna: czy prawo ma regulować kwestie moralne?

W ujęciu filozofów prawa, ma ono za cel stwarzanie ogólnych ram dla życia i porządku społecznego, zostawiając gros spraw o szczególnym charakterze wynikającym z niemożności ich ujednoznacznienia do rozstrzygnięcia obywatelom. I tu spotykamy się z taką właśnie kwestią.

Jeśli więc nie da się bezdyskusyjnie orzec, gdzie zaczyna się i czym jest człowiek, to znaczy, że każda regulacja dotykająca tej właśnie granicy byłaby ingerencją w przestrzeń w języku religijnym nazywaną sumieniem.

 

Skądinąd zresztą religia chrześcijańska za fundamentalny wyróżnik człowieka uznaje daną mu przez Boga wolność. Co nigdy nie przeszkadzało kościołom jej ograniczać.

Uznanie bowiem wolności za cechę człowieka, rodzi obawę, co mógłby i co zechce on z tą wolnością uczynić. A to kolei generuje potrzebę, by z góry wyznaczyć obszar wolności uznawanej za właściwą oraz przestrzeń anarchii, czyli złego użytku z wolności.

 

Samo użycie frazy „wolność to nie anarchia” kieruje w inną jeszcze stronę – władzy.

Wolność i władza to konkurencyjne żywioły społeczne. Dla dzierżących władzę wolność zawsze będzie widmowym zagrożeniem. Dla władzy nie ma nic straszniejszego niż okazać się niepotrzebną i bezprzedmiotową.

A wolność w dyskutowanym przypadku oznacza zarówno prawo do poddania się zabiegowi aborcji, jak i prawo do powstrzymania się od niej.

 

Czy ci, którzy teraz wolność sprowadzają do anarchii, negowaliby jej istotność, gdyby w pewnych okolicznościach uchwalono prawo przymuszające do terminacji płodów z wadami genetycznymi?

A niektórzy z nich wprost przecież mówią – wygrajcie wybory, zmieńcie ustawy i konstytucję.

Protesty nie wygasają

Starałem się zarysować możliwe sposoby rozbrojenia retorycznego instumentarium krytyków prawa do aborcji. To wszystko jednak jedynie część całości sprawy. Protesty nie wygasają. Brak też otwarcia przestrzeni debaty.

 

Widać wyraźnie, że bez niej nie da się uspokoić nastrojów, jednak rządzący wolą mówić o wulgarnym języku, niż o istocie sprawy. Kościół okopuje się i umywa ręce.

Hierarchowie kościoła katolickiego - w osobie choćby arcybiskupa Gądeckiego, jako przewodniczącego episkopatu - na wieść o wyroku wyrazili niekłamane zadowolenie. Ale gdy protesty objęły swoim zasięgiem także świątynie, arcybiskup wyraził zdziwienie i dezaprobatę: przecież kościół nie ustanawia prawa.

 

To prawda. Kościół nie ustanawia prawa, jednak lubi być blisko tych, których sprawują władzę.

Nie sposób też nie pamiętać o wtórującym politykom rządzącej koalicji biskupie Jędraszewskim. Czy może się więc poznański hierarcha dziwić, że gniew rozlał się i na instytucję, którą reprezentuje? 

 

fot. strajkkobiet.eu

fot. strajkkobiet.eu

To nie kwestia doktryny religijnej. To sprzeciw wobec prób jej rozciągania na całość społeczeństwa – nawet tych jego członków, którzy z tą, czy inną religią się nie utożsamiają.

To nie jest wojna z religią. To raczej próba rozliczenia instytucji kościoła z jego politycznego zaangażowania. Jak to już przy okazji protestów przywoływano:

 

"Kto sieje wiatr, zbiera burzę." 

 

Pojawiają się propozycje, by poddać rzecz referendum. Głosy przeciwne takiemu rozwiązaniu podnoszą, że są to kwestie nie podlegające ani głosowaniu ani nawet dyskusji. To iluzja, bo dyskusja odbywa się wciąż, choć nie koniecznie jest głośna i wprost artykułująca problem.

W przypadku referendum, praktyczny problem, który się pojawia związany jest ze sformułowaniem pytań w sposób nie sugerujący odpowiedzi. Dzisiaj - od tej władzy, która po wielokroć udowodniła, że sprawnie posługuje się językiem, by kierować uwagę w istotną z racji własnych interesów stronę - spodziewałbym się pytania:

 

"Czy zgadzasz się na zabijanie dzieci?"

 

Efekt głosowania byłby wtedy łatwy do przewidzenia.

Stan debaty publicznej w tym momencie naszej społecznej i politycznej historii jest tak niskiej jakości, że nie dawałby szans na rozważną dyskusję ewentualne referendum poprzedzającą.


W tym tkwi sedno problemu: z konstytucji można wywieść to, co znalazło się w uzasadnieniu orzeczenia, jedynie odpowiednio interpretując znajdujące się w niej pojęcia. 

Nie wynika z niej wprost nic, co zobowiązywałoby do orzeczenia w jego obecnym brzmieniu. Dopiero to, w jaki sposób "zdefiniujemy" pojęcie człowieka, determinuje dalsze kroki. A przyjęta interpretacja odwołuje się do artykułów wiary, lekceważąc inne możliwe rozumienia.

W tej interpretacji jest też pułapka niekonsekwencji – jeśli ją stosować z pełną odpowiedzialnością, to należałoby człowiekowi od poczęcia przypisać numer PESEL, rodzicom pozwolić na odpis podatkowy od tego momentu, przyznać im świadczenie 500+ (z wyrównaniem, bo zwykle z niejakim opóźnieniem orientujemy się o ciąży).

 

Brzmi kuriozalnie? Cóż, jeśli chcemy twierdzić, że da się ściśle zdefiniować kwestię, to chyba też winniśmy przyjąć wynikające z tego konsekwencje.

A na poważnie, to ćwiczenie pokazuje, że definicje są nieostre i muszą być negocjowane.

A tym politykom i hierarchom kościelnym, którzy tak chętnie powołują się na słowo boże, dedykuję fragment Psalmu 58:

 


„Wielmoże, czy rzetelnie wydajecie wyroki?
Czy słusznie sądzicie synów ludzkich?
Niestety, popełniacie w sercu nieprawość,
wasze ręce w kraju odważają ucisk.”