fot. Mariusz Forecki

Aby profesor nie wyśmiał, a student zrozumiał

„Moje zainteresowanie wynikało z poszukiwania w przeszłości wątków, które łączyłyby się z teraźniejszością, ale też z chęci szerzenia o nich wiedzy” — mówi Makary Górzyński, historyk architektury, stypendysta Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

Zacznijmy od początku: czy od zawsze chciał pan być historykiem architektury?

Na takie pytanie każdy z nas, niezależnie od profesji, mógłby odpowiedzieć na wiele różnych sposobów. Drogi, którymi dochodzi się do wykonywanego zawodu czy zagadnienia, jakim zajmują się naukowcy, są często wypadkową tego, co chciałoby się robić w życiu, jakie ma się zainteresowania, ale też środków, możliwości i może też trochę szczęścia. Mnie nie od zawsze intrygowały zagadnienia związane z historią architektury czy miast, ale w pewnym okresie w szkole średniej wydały mi się szczególnie ciekawe.

 

Z czego to zaciekawienie wyniknęło?

Zawsze interesowała mnie polityka, ale w tym wypadku nie partyjna i bieżąca, tylko sposób kształtowania się życia społecznego, układów między ludźmi. Wydało mi się, ze architektura jest taką polityką, tyle że w kamieniu, bo przed budynkami raczej trudno uciec, musimy się do nich dostosowywać, ktoś nam je projektuje, na wiele nam pozwalają, a na wiele nie. Myślę, że to się mocno łączy z polityką. To, co polityczne jest związane także z poczuciem czyjejś władzy i sprawczości: co możemy robić, co nam się udaje robić, co jest dopuszczalne, a co nie. I tak, począwszy od liceum, kształtowało się moje zainteresowanie budynkami.

 

Nie chciał pan iść na architekturę?

Nie, nie chciałem być inżynierem. Postanowiłem stać się historykiem, który bada dzieje miast i budynków, sposób ich powstawania. Zaczęło się to w Turku, bo mimo że urodziłem się w Warszawie, właśnie w Wielkopolsce kończyłem szkołę średnią. Zbierałem materiały dotyczące zabytków, co zaowocowało późniejszymi publikacjami. Postanowiłem wybrać historię sztuki jako kierunek studiów i tak dotarłem do momentu, w którym jestem teraz, będąc historykiem architektury, historykiem miast.

 

Jak wybiera pan tematy prac naukowych?

Moją specjalizacją naukową jest historia architektury i urbanistyki XIX i XX wieku, czyli tej nowszej, bliższej nam. Niezależnie od tego, czy mieszkamy w Poznaniu, czy w Łodzi, to większość zabudowy tych miast pochodzi z tamtego właśnie okresu. To połączenie z naszymi czasami najbardziej mnie pociągało. Interesuje mnie też dawniejsze planowanie przestrzenne i to, jakie wnioski możemy wyciągać z niego dla dzisiejszej urbanistyki.

Z tematami badań jest tak, że one, de facto, leżą na ulicy. A w dzisiejszej humanistyce nie ma takiego problemu, że jakiś temat został już ostatecznie przebadany. Mamy raczej do czynienia z sytuacją, w której  ogromne obszary wymagają przebadania. A mnie zawsze interesowało to, co mogę dokładnie poznać, czyli to, co jest mi bliskie.

 

Zatem budynki, które są w pana zasięgu…

Tak. Budynki, miasta, obiekty architektury miejskiej i wiejskiej, które gdzieś widziałem i z których korzystam w życiu codziennym. W związku z tym moje tematy są tematami regionalnymi, dotyczą wschodniej Wielkopolski, szczególnie ziemi kaliskiej, zwłaszcza Kalisza w czasie zaboru rosyjskiego – na jego temat napisałem doktorat na wydziale historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje mnie też Turek i powiat turecki. Oprócz tego piszę na tematy związane z innymi miastami, m.in. Warszawą i Uniejowem.

Makary Górzyński

Makary Górzyński, fot. Mariusz Forecki

 

Dlaczego te obszary nie zostały jeszcze przebadane? Sa mniej interesujące dla historyków?

Subiektywnie patrząc – to pogranicze, historycznie ujmując – zaborów (pruskiego i Kongresówki), które z różnych względów było miejscem drażliwym politycznie.  Kalisz doświadczył tego w 1914 roku, na początku I wojny światowej. Były to też tereny, na które badacze dziejów sztuki się nie zapuszczali. Jeżeli już, to była to wypadkowa ówczesnych zainteresowań naukowych – historyków z większych miast interesowały głównie określone typy zabytków: stare kościoły (od średniowiecza do baroku), zamki i pałace. Zabudowę miast, kamienice czy inne obiekty z XIX czy XX wieku historia sztuki długo uznawała za prowincjonalne, nieciekawe z artystycznego punktu widzenia. Prawdziwe zainteresowanie tymi elementami architektury pojawiło się stosunkowo późno.

 

Czy jest jeszcze inny powód?

Tak, na terenie wschodniej Wielkopolski, części Kujaw, ziemi łęczycko-sieradzkiej czy dziś ziemi łódzkiej  przez lata nie było zbyt wiele kadr do badania takich tematów. Jednak historyk sztuki jest człowiekiem o wszechstronnym wykształceniu, może pracować w muzeum, może być pracownikiem ochrony zabytków, ale żeby mieć czas na badania naukowe, musi być pracownikiem uniwersytetu lub innej placówki badawczej.

UAM świętuje (dopiero) 100-lecie, wcześniejsza Królewska Akademia Pruska była zainteresowana historią sztuki, ale w dość specyficzny i upolityczniony sposób, natomiast w Łodzi do okresu po II wojnie światowej nie było uniwersytetu. Placówki powstające w międzywojniu często zatrudniały tylko kilka osób, więc skupiano się na wybranych obiektach. Instytuty historii sztuki na naszych uniwersytetach to instytucje stosunkowo młode, od niedawna szerzej patrzące na lokalność. W wielu miejscach w dalszym ciągu brakuje ludzi, którzy mieliby czas, a szczególnie pieniądze, aby takie badania lokalne przeprowadzić. Często też nie wiemy, jakie zabytki są w mniejszych miejscowościach.

 

Historycy się nie informują?

Istnieje przepaść między ludźmi, którzy pracują jako historycy i historycy sztuki na uniwersytetach w dużych miastach a wiedzą muzealników, konserwatorów czy historyków, którzy pracują w mniejszych miejscowościach. Ten przepływ wiedzy, np. między Kaliszem a Poznaniem czy Koninem jest dość powolny, często przypadkowy. Wiele artykułów, które publikuje się na przykład w Jarocinie, niekoniecznie dociera do osób z dużych ośrodków, które nie mają na to czasu albo mają inne tematy badań.

To właśnie w dużym mieście pracują specjaliści, którzy gdyby chcieli albo mieli środki, to takie systematyczne badania nad zabytkami regionu by przeprowadzili. Chcę jednak podkreślić, że przez ostatnie trzydzieści lat dzięki różnym inicjatywom ta sytuacja zaczęła się zmieniać.

 

Proszę opowiedzieć o jednej z pana publikacji, „Dziewiętnastowiecznym teatrze miejskim w Kaliszu”, za którą otrzymał pan nagrodę Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Tematem mojego doktoratu była architektura, urbanistyka i, szerzej ujmując, procesy rozwojowe zachodzące w Kaliszu w okresie między upadkiem powstania styczniowego a wybuchem I wojny światowej. Te badania przeprowadzałem we współpracy z Kaliskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk i zrzeszonymi w nim historykami i historykami sztuki. Często dyskutowaliśmy o różnych zagadnieniach i w pewnym momencie te rozmowy pomogły mi skonkretyzować własne zainteresowania; dzięki temu mogłem skupić się również na budynkach użyteczności publicznej, które powstały w Kaliszu w XIX wieku.

 

Jednym z nich był Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego.

Jest to znany obiekt architektury międzywojennej. O tym budynku moi kaliscy koledzy i koleżanki wielokrotnie pisali. Jednak mało kto poświęcił czas na dokładne zbadanie poprzedniego budynku teatru, który został otwarty w 1900 roku, na przełomie stuleci, w kluczowym dla kaliszan momencie, kiedy budowano kolej do Warszawy.

Ten teatr jako budynek istniał bardzo krótko, bo Niemcy spalili go już w 1914 roku i później nie zdecydowano się go odbudowywać w pierwotnym kształcie. Można nawet powiedzieć, że stojący teraz nad Prosną Teatr Bogusławskiego wchłonął, „pożarł” poprzedni budynek, który po prostu przebudowano. Zaciekawiło mnie to jako materiał do opowieści: co się stało z tamtą budowlą, gdzie się podziała, jak wyglądała? Nie wystarczały mi pocztówki czy zdjęcia, których w mieście jest pokaźna kolekcja. Postanowiłem w ramach swoich badań przybliżyć ten obiekt historykom i mieszkańcom miasta, zrekonstruować dzieje jego projektowania i budowy, samą inicjatywę powstania budynku, poszerzyć istniejącą wiedzę.

Nie interesowały mnie zagadnienia stylu teatru, ale bardziej to, w jaki sposób ówczesne elity miasta go zaprojektowały, aby manifestował i ucieleśniał ich ambicje kulturalne i polityczne, ale także demokratyzację życia kulturalnego, bo przecież w teatrze po raz pierwszy w Kaliszu pokazano film. Moją motywacją było przywrócenie pamięci. To wprowadzenie budynku na nowo do tożsamości miasta wydało mi się ciekawe.

Makary Górzyński

Makary Górzyński, fot. Mariusz Forecki

 

Warto popularyzować wiedzę o zabytkach?

Należę do osób, które są optymistycznie nastawione. Moje zainteresowanie wynikało z poszukiwania w przeszłości wątków, które łączyłyby się z teraźniejszością, ale też z chęci szerzenia o nich wiedzy. Co prawda, nie zostałem przewodnikiem turystycznym, ale wydawało mi się, że dobry historyk nie może zamykać się w kręgu kolegów i koleżanek po fachu.

Oczywiście podstawową weryfikacją naszych działań jest publikowanie, prezentowanie materiału na konferencjach, dyskusjach w kręgach branżowych. Zawsze starałem się jednak pisać i konstruować swoje wypowiedzi w taki sposób, „aby profesor nie wyśmiał, a student zrozumiał” – jak kiedyś stwierdził recenzujący moją książkę o zabytkach Turku prof. Andrzej Piasecki. Myślę, że to połączenie jest istotne, by zaciekawić innych. O trudnych sprawach należy pisać jak najprostszym językiem. Moje książki napisane są w taki sposób, aby specjaliści zrozumieli, o co mi chodzi, ale jednocześnie nie są przegadane, zachwaszczone skomplikowanymi sformułowaniami.

 

Jak popularyzować taką wiedzę?

Staram się korzystać z najróżniejszych okazji. Biorę udział w wykładach popularnonaukowych, prowadzę serię zajęć dla szkół, staram się też, aby jak najwięcej artykułów czy moich materiałów dydaktycznych było dostępnych online, na mojej stronie internetowej albo w popularnych kanałach, np. Academia. Myślę, że trzeba łączyć w swojej działalności występowanie na forach publicznych zarówno dla wąskiej grupy specjalistów, jaki i dla szerszego grona odbiorców. To zawsze przynosi ciekawe efekty. Ludzie nie boją się już zadawać pytań, kiedy widzą, że mają do czynienia z kimś, kto chętnie na nie odpowie.

 

Wspomniał pan o Turku. Niedawno otrzymał pan stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego na projekt badawczy związany z tym miastem.

Ten projekt jest dla mnie ważny z kilku powodów, w tym osobistych. Pozwala mi po dziesięciu latach wrócić do miasta, w którym się wychowałem, i zająć się na nowo jego historią poprzez badania nad architekturą i urbanistyką. Mówię o powrocie dlatego, że wcześniej miałem już okazję zajmować się zabytkami powiatu tureckiego i Turku, opisywać je i wydać książki im poświęcone. Wówczas uważałem, że jeżeli wrócę do Turku, to tylko po to, by popularyzować wiedzę, a nie żeby badać.

 

Okazało się inaczej.

Tak, ponieważ znalazłem fascynujący temat. Projekt zatytułowałem „Wielkie plany w małym mieście: historia przemian urbanistycznych Turku pierwszej połowy XX wieku jako opowieść o projektach politycznych modernizacji Wielkopolski”. Nazwa jest długa, ale tak naprawdę najważniejszy jest pierwszy człon. W tym badaniu chodzi o to, aby przyjrzeć się miastu w trzech okresach XX wieku: w dwudziestoleciu międzywojennym, w czasie okupacji hitlerowskiej i w pierwszych latach po II wojnie światowej.

Makary Górzyński

Makary Górzyński, fot. Mariusz Forecki

 

Co działo się w tym czasie?

Przez te trzydzieści lat wydarzyło się bardzo wiele. We wszystkich trzech okresach formułowano różnorodne plany wybawienia Turku ze stagnacji, zastanawiano się, jak zamienić je w miasto przemysłowe albo przynajmniej wydobyć z bezrobocia. Próbowano tego dokonać także poprzez architekturę i planowanie przestrzenne, różnym pomysłom modernizacji chciano nadać formę w przestrzeni, która używałaby nowoczesnej urbanistyki. To mnie zafrapowało, bo stwierdziłem, że wiem na ten temat za mało.

 

Gdzie szukał pan pomocy?

Pomogły mi zbiory Muzeum Miasta Turku im. Józefa Mehoffera, wzbogacające się przez ostatnie lata właśnie o kolekcje rysunków architektonicznych i urbanistycznych z różnych okresów. Przed wojną i w czasie okupacji pojawiło się mnóstwo wyrysowanych na papierze pomysłów dotyczących wielkiej przyszłości tego miasta albo nawet całkowitego jego przekształcenia. Po wojnie władze miasta, a później administracja wojewódzka w Poznaniu, miały także mnóstwo ciekawych pomysłów.

Gdy dziś ktoś wspomni o Turku lub Koninie, mieszkańcy Polski będą kojarzyć zagłębie węglowe, a ostatnio także problemy przekształceń gospodarczych na tym terenie, czyli przejście od energii konwencjonalnej do prób znalezienia nowych formuł gospodarczych dla tego regionu. Ja w tych badaniach dochodzę do momentu, kiedy w Turku i Koninie zaczęły powstawać te kopalnie i elektrownie. Staram się pokazać, że zanim się to stało, było już wiele ciekawych projektów, które ostatecznie przełożyły się na to, że w tej części kraju powstało znane zagłębie węglowe. Postanowiono ten obszar wydobyć z zapaści gospodarczej w innej formie.

 

Co będzie efektem „Wielkich planów w małym mieście…”?

Nie będzie to książka stricte historyczna, lecz barwniejsza opowieść, może z artystycznymi elementami, w ciekawym wydaniu, która dzięki atrakcyjnej formie pozwoliłaby rozpropagować ten mało znany temat. Mam nadzieję, że w przyszłości w innych mniejszych miastach i miasteczkach Wielkopolski, a może i kraju  ktoś moją książkę dostrzeże i zastanowi się nad przeprowadzeniem podobnych badań w swojej miejscowości.

 

MAKARY GÓRZYŃSKI – historyk architektury, popularyzator wiedzy o zabytkach. W 2012 roku ukończył studia magisterskie w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, broniąc pracę u prof. Waldemara Baraniewskiego. W latach 2013–2019 doktorant w Instytucie Historii Sztuki Wydziału Historycznego UW. Pod opieką prof. Barbary Arciszewskiej przeprowadził badania nad architekturą i urbanistyką zaboru rosyjskiego w kontekście społecznym, szczególnie nad architekturą i przestrzeniami nowoczesności Kalisza przełomu XIX–XX wieku. Związany z ruchem regionalnych badań historycznych nad architekturą ziemi kaliskiej. Autor m.in. trzytomowego cyklu książkowego „Zabytki miasta Turku i powiatu tureckiego”, monografii dziewiętnastowiecznego ratusza kaliskiego oraz szeregu wydawnictw turystycznych. Laureat nagród Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Prezydenta Miasta Kalisza i Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.