fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Ani ze mnie żigolak, ani garniturowiec

„My, jako naród, trochę inaczej patrzymy na artystów – jak na obiboków, ćpunów i lovelasów. A jeśli czegoś nie rozumiesz, to to niszczysz” – mówi poznański muzyk i poeta Adam Jan Kaufmann.

SEBASTIAN GABRYEL: Poeta, muzyk, tekściarz, kompozytor, improwizator, artysta dźwiękowy – kim czujesz się najbardziej?

ADAM JAN KAUFMANN: Sobą.

 

Twoja dyskografia jest imponująca: na koncie masz kilkadziesiąt albumów, wydanych w bardzo krótkich odstępach czasu. Skąd w tobie tak wielka potrzeba tworzenia, ale też dzielenia się muzyką z innymi ludźmi? Wielu nie ma takiej odwagi…

Nie mam wielkiej potrzeby tworzenia – byłoby to chorobliwe. Po prostu kocham swoją pracę, więc ją wykonuję, nawet jeśli artyści podobno wyginęli wraz z mamutami i dubbingiem do filmów dla „telerodzinek”.

 

Eklektyzm – to słowo, które momentalnie pojawiło mi się w głowie po przeglądnięciu twojego dotychczasowego dorobku…

Raczej elektryzm [śmiech]. Ostatnio kopie mnie prąd.

 

Weźmy choćby ostatnie płyty: na „2019/11/03” pełno folkowych, punkowych i rock’n’rollowych brzmień, na „Strange Skies of Blue” grasz psychodelicznego krautrocka i awangardowy pop, a „Butchers of Utopia” to czysty, artystyczny punk rock. Jak ważny jest dla ciebie Frank Zappa? [śmiech]

Graliśmy punk rocka jako trzynastoletnie szczyle w jednostce wojskowej na Golęcinie, na basach Luna i gitarach Kosmos. Dobrze, że nie wystrzeliliśmy stamtąd żadnego „Sputnika”, choć nie wiem, co to za NOL [„niezidentyfikowany obiekt latający” – przyp. red.] oświetla mi ostatnio piątkowskie niebo [śmiech].

Zappa jest dziwakiem, znam osobiście dziwaków większych od niego, a do tego wciąż żyjących, więc nie robi na mnie wrażenia. Ale o tym już i tak za dużo w Poznaniu naopowiadałem – oby tylko Wilhelm II nie upomniał się o CK Zamek [śmiech].

Adam Jan Kaufmann

Adam Jan Kaufmann, fot. Karolina Fiszer

 

Skoro jesteśmy już przy Poznaniu – dlaczego czujesz się przez niego odrzucony?

A kto tak powiedział? Poznań to miasto seksu i biznesu, no, a ja ani żigolak, ani garniturowiec.

 

 

Odnoszę wrażenie, że twoją muzykę cenią wszędzie, tylko nie w Polsce. Co twoim zdaniem jest tego powodem? Mam też takie poczucie, że szeroko rozumiana muzyka psychodeliczna straciła swoje dawne znaczenie – cieszyła się zainteresowaniem w latach 70., a później było już tylko gorzej.

Cenią. ArtRock.pl czasem pisywał recenzje – choćby mojego winylowego debiutu z 2011 roku czy pierwszej płyty Sauer Adler (wtedy jeszcze Sauer, nie Saure) w 2014 roku – i były one przychylne.

My, jako naród, trochę inaczej patrzymy na artystów – jak na obiboków, ćpunów i lovelasów.  A te same polskie „obiboki” wyzywały Czesława Niemena od brudasów. To przykre, ale jeśli czegoś nie rozumiesz, to to niszczysz.

 

O ile dobrze wiem, jesteś zauważany nie tylko w innych krajach Europy, ale też w Stanach Zjednoczonych i Australii. Jak tamtejsi słuchacze reagują na twoją twórczość?

Raczej czytelnicy, bo chodzi o poezję. W ogóle mam taką prywatną teorię, że Australia nie istnieje [śmiech]. Ale – uwaga – okazuje się, że jest cała teoria spiskowa dotycząca tego tematu. Zainteresowanym polecam przejrzenie ciemniejszej strony nocy. Ja kojarzę tylko kangury i Kylie Minogue. Ale nigdy nie byłem, nie wiem…

 

 

A.J. Kaufmann to projekt bardziej studyjny czy koncertowy?

W tej chwili wyłącznie studyjny.

 

Na jakich przedsięwzięciach zamierzasz skupić się w najbliższej przyszłości?

Obecnie pochłania mnie projekt Die Solarmadchen, do którego sesje zajęły cały ubiegły rok, a także bieżący od kwietnia do października. Kompletuję materiał dla pewnej ciekawej wytwórni, która w katalogu ma choćby legendarnego w pewnych kręgach Conrada Schnitzlera oraz Petera Frohmadera, a także projekt parę lat temu supportujący Amon Düül II w Portugalii, czyli Big Robot.

 

ADAM JAN KAUFMANN – poeta, autor tekstów i muzyk zamieszkały w Poznaniu. Jest jedną z najważniejszych postaci w wielkopolskim podziemiu, artystą związanym głównie ze sceną niezależną. Jego działalność muzyczna powinna zainteresować zwłaszcza fanów muzyki psychodelicznej. Jest autorem kilkudziesięciu albumów, wydawanych fizycznie oraz cyfrowo. Poza granicami kraju artysta z powodzeniem debiutował dobrze przyjętym, wydanym w 2008 roku zbiorem poezji pt. „Siva in Rags”. Ważnymi osiągnięciami w jego dorobku są również pierwszy album wydany na płycie CD i winylowej – „Second Hand Man” z 2011 roku, a także płyta „Stoned Gypsy Wanderer” (2014).

 

O twórczości Adama Jan Kaufmanna pisaliśmy również w artykule „Wielkopolska brzmi dumnie! Muzyka bezcenna w naszym regionie”.