fot. Zbigniew Burda

Adam Kutny. Czego nie znalazł w Ameryce?

Śpiewanie w chórze nauczyło mnie muzykowania i wrażliwości na partnera. Właśnie dzięki tym umiejętnościom, w Ameryce mogłem od razu pracować profesjonalnie: z dyrygentem i orkiestrą – mówi baryton Adam Kutny, jeden z najbardziej obiecujących polskich śpiewaków młodego pokolenia.

ADAM OLAF GIBOWSKI: Zawód śpiewaka od zawsze był twoim marzeniem?

ADAM KUTNY: Najpierw uczyłem się w Poznańskiej Szkole Chóralnej Jerzego Kurczewskiego, do której zacząłem chodzić, kiedy miałem siedem lat. Zapisali mnie do niej rodzice, wtedy nie marzyłem jeszcze o scenie, po prostu poszedłem do szkoły, którą dla mnie wybrali. W 2003 roku wyjechaliśmy z wybranymi solistami chóru na tournee po Stanach Zjednoczonych, gdzie wykonywaliśmy operę Mozarta „Bastien und Bastienne”. Dzięki temu wyjazdowi zostałem zauważony i po roku pojechałem na stypendium Pacific Boychoir Academy do San Francisco. Pierwotnie miał to być pobyt trzymiesięczny, w efekcie zrobiły się z tego cztery lata.

 

Jakie doświadczenie przywiozłeś z USA?

Do Polski wróciłem jako 16-letni chłopak i przyznam, że początkowo trudno było mi się odnaleźć. Dzięki wyjazdowi odkryłem jedną zdumiewającą rzecz. Często mówi się, że na Zachodzie, poziom kształcenia jest o niebo wyższy niż u nas. Być może, jest tak w innych dziedzinach, natomiast jeśli chodzi o chóralistykę, taka opinia jest nieprawdziwa. Europejski model edukacji chóralnej, zdecydowanie przewyższa amerykański.

 

Od samego początku w Ameryce śpiewałem bardzo dużo solowych partii, często z orkiestrą, ale zawdzięczam to umiejętnościom, które zdobyłem w Polsce, w Poznaniu. Większość moich amerykańskich rówieśników była ode mnie kilka poziomów niżej.

Wiem, że brzmi to trochę nieskromnie, ale chciałbym podkreślić, jak ważna dla mnie była nauka w Poznańskiej Szkole Chóralnej Jerzego Kurczewskiego. Śpiewanie w chórze nauczyło mnie muzykowania i wrażliwości na partnera. Właśnie dzięki tym umiejętnościom, w Ameryce mogłem od razu pracować profesjonalnie z dyrygentem i orkiestrą.

Wróciłeś do Polski i co dalej?

Nadal śpiewałem w chórze i zacząłem poszukiwać nauczyciela śpiewu. Miałem epizod nauki w szkole muzycznej przez rok, ale niewiele z tego wyszło. Swojego mistrza spotkałem przez przypadek. Byliśmy z chórem we Francji, gdzie miałem drobny wypadek – skręciłem kostkę. Byłem unieruchomiony i nasz dyrygent, Jacek Sykulski postanowił umilić mi czas i zaaranżował lekcję ze znakomitym bas-barytonem Jarosławem Brękiem, który występował wtedy z nami jako solista. Na pierwszej lekcji byłem o kulach. Od tamtego czasu zaczęła się nasza regularna współpraca. Zdałem egzamin na Akademię Muzyczną w Poznaniu i zostałem studentem Jarosława Bręka.

 

Dopiero co, zostałeś laureatem prestiżowego konkursu…

Brałem udział w konkursie imienia Jana, Edwarda i Józefiny Reszków w Częstochowie. Poziom był niezwykle wysoki, łatwo nie było, ale udało mi się zdobyć trzecią nagrodę oraz nagrodę specjalną, z czego jestem bardzo dumny. Śpiewałem bardzo zróżnicowany repertuar: klasycznego Mozarta, włoskie belcanto Vincenzo Belliniego, dramatycznego Wagnera, a także romantycznego Czajkowskiego i późnoromantycznego Murica Ravela.

To nie jest twoja pierwsza nagroda, byłeś już wcześniej doceniany.

W nieodległej przeszłości, w maju 2014 roku, zdobyłem pierwszą nagrodę na konkursie Iuventus Canti na Słowacji. Natomiast pół roku później, na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Jana Kiepury w Krynicy Zdroju, wywalczyłem trzecią nagrodę i jeszcze dwie specjalne. W tym samym roku, we Włoszech, na konkursie Rinaldo Pelizzoni w Parmie, dostałem też nagrodę specjalną.

 

Jak wpływają nagrody na młodych ludzi? Przeszkadzają w dążeniu do dalszego rozwoju, czy wprost przeciwnie – stymulują do pracy?

To zależy od konkretnego człowieka. W moim przypadku wyglądało to tak, że pierwsze nagrody przyszły nie od razu. Moja osobowość była już w jakiś sposób ukształtowana, wiedziałem na czym polega ciężka praca, miałem świadomość, że tylko dzięki niej można odnosić sukcesy. Nagrody zachęcają mnie do dalszego rozwoju, są pewnego rodzaju sprawdzianem, ale traktuję je jako miły dodatek, a nie główny cel.

 

ADAM KUTNY – rocznik 1992, wychowanek Szkoły Chóralnej Jerzego Kurczewskiego w Poznaniu, student studiów magisterskich w klasie dr hab. Jarosława Bręka w Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu. Jeden z najbardziej obiecujących polskich śpiewaków młodego pokolenia.

CZYTAJ TAKŻE: „Manru” – zachwyca i wzrusza