fot. Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Amma, Bummi, Grace… i inne

W 2019 roku powieść Bernardine Evaristo „Dziewczyna, kobieta, inna” została uhonorowana nagrodą Bookera – najważniejszą nagrodą literacką po Noblu. Dzisiaj, dzięki Wydawnictwu Poznańskiemu, możemy przeczytać tę powieść po polsku.

Określenia, którymi można opisać tę książkę, by uzyskać możliwość zaszeregowania jej na półce – „literatura kobieca”, „powieść feministyczna”, czy choćby „opowieść o dwunastu kobietach” – nic w istocie nie mówią. Ułatwiają może zorientowanie się w bezliku wchodzących na rynek tytułów. Są jednocześnie pułapką. Ale nawet, jeśli miałyby być w czymkolwiek pomocne, to komu? Marketingowcom? Czytelnikom gatunków? Poza tym, czy literatura kobieca, bądź feministyczna to gatunek?

 

Literatura tworzona przez kobiety



W przypadku szufladek gatunkowych, jakkolwiek te kryć mogą różną jakość wypełniających je tytułów, odwołują się one zasadniczo do gustów (o których się nie dyskutuje). Gdy jednak idzie o szufladkę „literatura kobieca” – chociaż i tu istnieje pełne spektrum jakości, od literackich knotów do arcydzieł – mamy do czynienia z bardziej złożoną sytuacją. Ujawnia to określenie rozliczne napięcia w przestrzeni społecznej funkcjonujące i na rozmaite sposoby się przejawiające.

 

Z jednej strony pozwala lekceważąco potraktować to wszystko, co się za nim kryje. Zgodnie z wciąż żywym przekonaniem o mniejszej ważności (jeśli nawet nie braku ważności) kobiecych dokonań. Nie warto przy tym założeniu marnować czasu na niewiele warte wynurzenia.

Z drugiej, łatwo może pojawić się niebezpieczeństwo zamknięcia w ekskluzywnym kręgu własnego, kobiecego doświadczenia. W reakcji na wspomniane wyżej lekceważenie uwznioślanego i czynionego podstawowym punktem odniesienia.

Literatura tworzona przez kobiety nie zasługuje na ugrzęźnięcie w żadnej z tych pułapek. Zbyt wiele jest niedających się pominąć pisarek i poetek, by dało się wyobrazić literaturę jako domenę wyłącznie mężczyzn. Doświadczenie kobiet jest zbyt różnorodne, by mogło być sprowadzone do jednego, uniwersalnego modelu. Nie mówiąc już o tym, że samo kryterium podziału płciowego literatury jest karkołomne i nie do obrony. To oczywiste, a jednak groźba nie niknie.

 

Opowieść o dwunastu kobietach

 

Powieść Bernardine Evaristo unika wszelkich pułapek i nie grzęźnie na mieliznach stereotypów. Choć to w istocie opowieść o dwunastu kobietach, to każda z nich jest różna od pozostałych. Żyją w różnych czasach, różnych środowiskach, mają różne ambicje i różne tym samym problemy, z którymi na różne sposoby sobie radzą. Tym, co je łączy, jest kolor skóry, pochodzenie - w niektórych przypadkach nie dające się zamaskować, w innych ledwo zauważalne, niewidoczne dla nich samych.

Same bohaterki nie w każdym przypadku reagują na taką sytuację tak samo. Przeciwnie, każda inaczej mierzy się z piętnem. Wypierają je, ostentacyjnie się z nim obnoszą i podkreślają, dostosowują się do reguł gry, bądź je naruszają, by narzucić swoje. Reprezentują pełną gamę postaw.

 

Kolor skóry łączący bohaterki Evaristo, naznaczający je jako inne, decyduje o ich indywidualnych losach, nie zamyka jednocześnie powieści w etnicznym getcie. Jest jednym ze znaków stygmatyzacji i wykluczenia. To jedno z oblicz inności z góry uznanej za podejrzaną, złowrogą, potencjalnie niebezpieczną, nieczystą.

Choć to powieść otwarcie traktująca o feminizmie, nie jest w żaden sposób propagandową agitką. Bohaterki zajadle spierają się o niego, odmiennie go rozumiejąc. Rozpięcie akcji na ponad sto lat pokazuje dobitnie różne oblicza feminizmu. Odmienne czasy, na różne sposoby określały postulaty kobiet i rozmaite dawały im możliwości. Łączy te odrębne wersje feminizmu postulat „Na własnych zasadach” – żyć, myśleć, działać.

Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Wydawnictwo Poznańskie, okładka, materiały promocyjne

Spotykające się na kartach powieści pięć pokoleń kobiet, dokonujące takich, czy innych wyborów walczy, by nie dać się zamknąć w stereotypowo przydzielonych im rolach. Choć młodsze z nich często posiadają już to, czego nie posiadały ich babki i matki – trzy gwinee i własny pokój – nie znaczy, że nie napotykają na przeszkody wynikające z uprzedzeń.

Evaristo z wyczuciem prowadzi narrację tworząc komentujące się, uzupełniające i skontrastowane wątki matek, córek, babć i prababć. Daje ich portrety żywe, wypełnione realnymi problemami, dylematami. Jednocześnie nie popada w niebezpieczeństwo banalizacji, uproszczeń.

Klamrą spinającą fabułę jest premiera spektaklu wyreżyserowanego na podstawie jej własnego tekstu przez Ammę „Ostatnia Amazonka Dahomeju”. O nieustraszonych wojowniczkach. Bohaterki Evaruisto mogą stanowić ich reinkarnację.

Ta feministyczna – niech będzie, jeśli już potrzebujemy etykiet, ale w zasadzie po prostu: znakomita – powieść nie ma morału. Da się rozmaicie odczytywać i to jest znak jej jakości. Owartość interpretacyjna cechuje kreacje literackie wysokiej próby.

 

Jeżeli jednak ktoś potrzebowałby morału, znajdzie go być może w ostatnich jej słowach: „być razem”.

To apoteoza różnorodności, wezwanie do niepoddawania się i nie ulegania stereotypom i mimo wszelkich dzielących nas różnic, sprawiających nawet często trudność w ich zrozumieniu – wzajemnego uznania.

 

Głosy kobiet

 

„Dziewczyna, kobieta, inna” oddziałuje niezwykle sugestywnie dzięki językowi. Fraza Evaristo, pulsuje rytmem, jest jak skandowany na głos poemat. Wprawdzie sięganie do rożnych rejestrów języka w tym mówionego nie jest w żaden sposób nowatorskie, by to działało potrzebny jest niezwykle wyczulony słuch. I taki posiada Bernardin Evaristo. Finezyjnie dostraja głosy do postaci.

Carole – dostosowana – to poprawna, literacka angielszczyzna (polszczyzna), jedynie w chwilach wzburzenia gorset przyjętej pozy przebija jej rodzimy nigeryjski pidżin. Shirley przechodzi od języka ideałów równości i życzliwości do określeń ostro różnicujących, naznaczających i konfrontujących jednostki.

 

Każda z bohaterek ma swój własny, unikalny głos.

Najciekawszy być może z tego względu jest wątek Megan/Morgana – młodej kobiety czującej się nieswojo w swoim ciele i określającej się jako niebinarna. Tu poszukiwanie gramatycznej formy oddania tego rodzaju tożsamości pokazuje język jako formę ograniczającą i posiadającą nieograniczoną elastyczność jednocześnie. Przy okazji ten fragment lepiej niż niejeden wywód, poprzez świadectwo (i nie jest naprawdę istotne, że fikcyjne) oswaja kwestię tak często demonizowaną i obśmiewaną jednym tchem.

Ten kształt tłumaczenia to zasługa tłumaczki, Agi Zano, z której wyborami translatorskimi, komentowanymi i objaśnianymi w posłowiu wypada się w zupełności zgodzić.

 

Nagroda

 

Nagrody (nie tylko literackie) mogą budzić wątpliwości. To nieuniknione. Ileż zapadło przed laty z dzisiejszego punktu widzenia chybionych werdyktów. Laureatów, o których dzisiaj się nie pamięta. Ileż postaci i tekstów (do dzisiaj ważnych) pominiętych. To efekt nie dających się uniknąć przewartościowań w kanonach literackich będących efektem szerszych przeobrażeń kulturowych i społecznych.

 

Nagrody bywają w efekcie doraźnymi wyrazami uznania, świadectwem nietrwałych mód. Dezaktualizują się nierzadko w dłuższej perspektywie. To ryzyko jest realne i w przypadku powieści Bernardien Evaristo.

Jej powieść dotyka problemów i napięć jak najbardziej realnych i bieżących. Będących przedmiotem ostrych dyskusji także w Polsce. Wkracza swoim prowokującym tonem, anarchicznym potencjałem w sam ich środek. Przypuszczam niestety, że jeśli nawet sięgnie po nią ktoś przeciwny światu, który w niej się objawia, nieprzychylny wyrażanym w niej postulatom, może przeczytać ją powierzchownie, wybierając najbardziej skandaliczne w swoim mniemaniu fragmenty, by w ich perspektywie ocenić całość.

 

Nie wniknie w żywy dramat bohaterek i nie przemyśli go, uznając nagrodę jaką „Dziewczyna, kobieta, inna” została uhonorowana za kolejny przejaw demoralizacji i lewicowego (nie, przepraszam, lewackiego) skrętu opiniotwórczych gremiów.

W zależności od tego, jak świat będzie wyglądał za trzydzieści, czterdzieści lat różny może być los tej powieści. A w istocie zależy to do tego, jakim świat uczynimy, bo on sam się przecież nie staje. Powieść Evaristo może okazać się ekstrawagancją i pomyłką jury. Może też przynależeć do klasyki, być świadectwem kształtowania się nowej rzeczywistości.

Wolałbym, aby ziściła się ta druga ewentualność, tymczasem jednak – wobec nieznajomości tego co nadejdzie – możemy się cieszyć tą powieścią, dyskutować o niej i się spierać. Tym samym, czyniąc ją częścią swojego życiowego doświadczenia, mieć swój udział w tworzeniu świata, jaki się z niej wyłania.