fot. Mariusz Forecki

Animator o Lenicy

Kolejna edycja poznańskiego Festiwalu Animator to nie tylko konkurs na najlepszą animację, pokazy produkcji z całego świata czy nauka tworzenia filmów. Animator to również teoretyka, wykłady oraz spotkania ze znawcami. Wszystko po to, aby zwykłemu śmiertelnikowi zaprezentować animację od kuchni. W tym roku przyglądano się także dziedzictwu Jana Lenicy.

LENICA WCIĄŻ INSPIRUJE

 

(...) naukowczynie i naukowcy prowadzili spory o znaczeniu animacji, jej początkach, twórcach, a nawet – już szczegółowiej – o muzyce i dźwięku czy ruchu i statyce.

Jednym z wydarzeń była „Animatorowa Burza Mózgów”, cykl paneli dyskusyjnych, podczas których naukowczynie i naukowcy prowadzili spory o znaczeniu animacji, jej początkach, twórcach, a nawet – już szczegółowiej – o muzyce i dźwięku czy ruchu i statyce. Wśród prelegentów silną „reprezentację” miał Jan Lenica. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, wszak ten urodzony w Poznaniu reżyser filmów animowanych, plastyk, scenarzysta i krytyk sztuki był jednym z twórców polskiej szkoły plakatu, artystą o rozpoznawalnym stylu, który ciągle jest oglądany, ciągle inspiruje.

W kontekście Lenicy nie można zapomnieć o Walerianie Borowczyku. Obaj – wspólnymi filmami, jak „Był sobie raz” z 1957 roku czy „Dom” z 1958, a także tymi indywidualnymi – uczynili z animacji sztukę, pokazali, że poprzez nią można mówić o rzeczach ważnych, przekazywać treści trudne, skomplikowane. O jednej z takich produkcji, tym razem samego Lenicy, czyli o „Nowym Janku Muzykancie” z 1960 roku, mówiła profesor Katarzyna Mąka-Malatyńska. Było to jedno z najciekawszych wystąpień, dlatego też na nim się skupiam.

POLEMIKA? PARODIA?

 

Podczas swojego wystąpienia profesor Katarzyna Mąka-Malatyńska wysunęła śmiałą hipotezę, że „Nowym Jankiem Muzykantem” twórca polemizuje z konwencją socrealistyczną. To – według niej – nie tylko klisza kulturowa, ale również pewnego rodzaju prowokacja: czytanie Sienkiewicza, pisarza niezwykle popularnego w PRL-u, na opak.

Podstawową materią dla Lenicy jest plastyka, jednak – zauważyła naukowczyni – kolejną istotną inspirację stanowi literatura. Bardzo często adaptuje tę ostatnią w wywrotowy sposób, rezygnując z jej podstawowego elementu, czyli ze słowa. Dlatego też Mąka-Malatyńska proponowała odczytanie „Nowego Janka Muzykanta” jako „swoistego palimpsestu”. To taki „typ filmu, którego podstawą […] jest tekst literacki […] nowela Henryka Sienkiewicza […], ale pomiędzy tekstem literackim a filmem zostały użyte w funkcji mediacyjnej inne teksty kultury” – mówiła. Panelistka miała na myśli opowiadanie „Wesele w Atomicach” Sławomira Mrożka, w warstwie ikonograficznej wcześniejsze filmy duetu Lenica i Borowczyk, a także folklor, który w opisywanym obrazie jest zderzony z tzw. sztuką wysoką (przede wszystkim z utworami Chopina).

Podczas swojego wystąpienia Mąka-Malatyńska wysunęła śmiałą hipotezę, że „Nowym Jankiem Muzykantem” twórca polemizuje z konwencją socrealistyczną. To – według niej – nie tylko klisza kulturowa, ale również pewnego rodzaju prowokacja: czytanie Sienkiewicza, pisarza niezwykle popularnego w PRL-u, na opak. Naukowczyni uważa, że ten film nie jest parodią Sienkiewicza, ale jest parodią PRL-owskiej recepcji „Janka Muzykanta”, który w tamtych czasach używany był propagandowo. Satyra „wymierzona jest w zbiór poglądów społecznych, którego odpowiednio interpretowany Sienkiewicz stawał się dla ówczesnej władzy reprezentantem” – dodała.

JĘZYK NA OPAK

 

Wykład pokazał zaangażowanie Lenicy w krytykę czasów, w których przyszło mu żyć. Mąka-Malatyńska wychodząc od szczegółu, czyli od omawianego filmu, zwróciła uwagę na kontestacyjny charakter twórczości reżysera „Nowego Janka Muzykanta”.

Dookreślając swoje stanowisko, Katarzyna Mąka-Malatyńska zwróciła również uwagę na warstwę dźwiękową „Nowego Janka Muzykanta”, w której również ujawnia się wspomniana parodystyka. „Utwory ludowe zostają zderzone z utworami plastycznymi w czasach, kiedy te różne rejestry kultury wysokiej i niskiej […] dość dobrze się trzymają. I takie mieszanie rejestrów jest jeszcze ciągle rodzajem prowokacji. Myślę, że taka też była intencja Lenicy w tym wymieszaniu porządków” – mówiła. Co więcej utwory ludowe występują w filmie w bardzo współczesnych jego reżyserowi aranżacjach, na przykład „Jadą goście, jadą” ma wersję bliższą cza-czy.

Pojawia się również specyficznie użyte słowo. Co prawda bohaterowie „Nowego Janka Muzykanta” nie mówią, ale słyszymy pojedyncze dźwięki, za pomocą których komunikują się ze sobą. „Najbardziej charakterystyczna jest […] scena, kiedy stójkowy, czy w wersji Lenicy – milicjant, przychodzi ukarać Janka za kradzież fortepianu […]. Z jego ust padają dźwięki, które nie są słowami, ale jednak wyraźnie wskazują na to, że nasz bohater dostaje, mówiąc kolokwialnie, ochrzan” – przypomniała Mąka-Malatyńska. Według niej podany przykład jest jednym z sygnałów w twórczości Jana Lenicy, gdy język zostaje użyty na opak. „Słyszymy przetworzone, syntetyzowane identyczne dźwięki zastępujące mowę, które nie służą […] budowaniu konkretnego komunikatu, tylko służą dewaluacji nie języka Sienkiewicza, ale języka propagandy. Przypomnę, że w filmach propagandowych, również w filmach animowanych […] warstwa słowa dominowała. Tu jest inaczej, warstwa słowna zostaje […] skrytykowana” – spuentowała swoje wystąpienie naukowczyni.

Wykład pokazał zaangażowanie Lenicy w krytykę czasów, w których przyszło mu żyć. Mąka-Malatyńska wychodząc od szczegółu, czyli od omawianego filmu, zwróciła uwagę na kontestacyjny charakter twórczości reżysera „Nowego Janka Muzykanta”. Sam nie mogę oprzeć się wrażeniu, że historia w pewien sposób zatacza koło, a twórczość filmowa Lenicy może stać się nam na powrót jeszcze bliższa.