Aria jednoosobowa. Inauguracja Wielkopolskiego Roku Stanisława Barańczaka
Opublikowano:
19 marca 2026
Od:
Do:
Początek:
Koniec:
9 marca 2026 roku w Poznaniu odbyło się pierwsze spotkanie Rady Wielkopolskiego Roku Stanisława Barańczaka, co stało się momentem ponownego zawiązania wspólnoty – tej intelektualnej, poetyckiej i towarzyskiej. Przy jednym stole zasiedli ci, którzy z Barańczakiem współtworzyli Nową Falę, i ci, którzy dziś, w murach uniwersytetów i bibliotek, dbają o to, by jego twórczość nie stała się jedynie martwym zapisem w podręczniku.
Mapa pamięci i obecności
Rok Barańczaka nie ma być jedynie serią akademickich spotkań, ale żywym procesem krytycznym. 13. listopada poeta kończyłby 80. lat. Skład Rady imponuje – od Ryszarda Krynickiego i Adama Michnika, prof. Piotra Śliwińskiego przez prof. Bogumiłę Kaniewską i prof. Annę Legeżyńską, aż po aktorów i wydawców.
Padły już pierwsze konkrety: plany wydawnicze (zarówno tekstów samego jubilata, jak i nowych odczytań jego dzieł) oraz liczne inicjatywy popularyzatorskie. Jednak najważniejszym punktem, który wybrzmiał podczas kuluarowych rozmów, jest fakt, że Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu przyjmie imię Stanisława Barańczaka.
To gest nie tylko symboliczny, ale i programowy.
Nyczek: „Ani jedna linijka się nie zestarzała”
Tadeusz Nyczek, krytyk, który towarzyszył Barańczakowi przez pół wieku, mówi o nim z rzadko spotykaną w dzisiejszym świecie literackim czułością, wolną od taniego sentymentalizmu. Dla Nyczka Barańczak to przede wszystkim przyjaciel z czasów krakowsko-poznańskich wędrówek lat 70., kiedy to poezja była sprawą życia i śmierci.
„Jeżeli się znało kogoś 50 lat, od studenta, no to nie jest takie »hopsiup«, prawda?” – zaczął Nyczek.
Przypomniał moment ich poznania na studenckim turnieju jednego wiersza i wspólną pracę w orbicie legendarnego „Studenta”. Wspomnienie Nyczka kończy się w Bostonie, w domu chorego już poety. To obraz przejmujący – ostatnie widzenie, które rzuca cień na dzisiejsze obradujące gremium.
„Bardzo szkoda, że go tutaj z nami nie będzie przy tym stole” – dodał z wyraźnym smutkiem.
Co w Barańczaku jest najważniejszego w pamięci przyjaciela? Myśli naturalnie kierują się w stronę genialnych przekładów, o kimś, kto dokonał brawurowego tłumaczenia Szekspira czy poezji metafizycznej na polszczyznę. Tadeusz Nyczek akcentował jednak prymat poezji:
„Ja go poznałem jako tłumacza znacznie później, on przecież był najpierw poetą i właściwie dla mnie został do końca życia głównie poetą. Zdumiewającym zjawiskiem związanym z Barańczakiem jest to, że po lekturze wszystkich dziesięciu tomów wierszy, jakie wydał, można stwierdzić: wszystkie one nadal są ważne. Nie ma tam ani jednej linijki, ani jednego wersu, który by się zestarzał, który by był niegodny tego, żeby go znać. To był jeden z największych fenomenów poetyckich, jakich znałem”.
Uwaga profesora Nyczka o aktualności wierszy Barańczaka jest kluczowa. W poezji Nowej Fali, tak bardzo uwikłanej w doraźny spór z systemem, łatwo o zwietrzenie metafor. U Barańczaka mechanizm języka został jednak tak precyzyjnie skonstruowany, że jego wiersze – choć wyrastające z oporu wobec PRL-u – dziś czytają się jako uniwersalne traktaty o manipulacji, godności i kłamstwie, które wciąż zmienia swoje maski.
Grupińska-Bis: „Aria jednoosobowa” i wyzwanie patronatu
Dla Małgorzaty Grupińskiej-Bis, dyrektorki WBPiCAK, nadchodzący rok to czas wielkiego zobowiązania. Decyzja o przyjęciu imienia Barańczaka przez bibliotekę, która od lat animuje życie poetyckie Wielkopolski, jest naturalną konsekwencją jej profilu, ale i wyzwaniem, jak sama podkreśla:
„Barańczak jest kimś, kogo bardzo czytałam. Potem na chwilę to porzuciłam, a teraz wracam do tego z ogromną przyjemnością i po prostu nie mogę wyjść z podziwu, jak to jest bardzo aktualne” – przyznała Grupińska-Bis.
Przywołała określenie twórców czasu poety, nazywających Barańczaka „arią jednoosobową”. I wcale nie było w tym przesady: skala jego aktywności: od poezji, przez krytykę i teorię literatury, aż po tytaniczną pracę przekładową jest po prostu nie do przecenienia.
Dyrektorka biblioteki wskazała na sferę, która dziś wydaje się najbardziej newralgiczna: na władzę sprawowaną przez język.
„To wszystko, co się wydaje, że już dawno minęło – wcale nie. Tych zmór i tych dziwnych rzeczy, które się dzieją wokół nas w sferze języka, władania nami poprzez język… To, co mówi się o mediach… To jest to, co Barańczak opisywał dawno temu i to jest dalej aktualne”.
Barańczak współczesny
Wielkopolski Rok Stanisława Barańczaka nie powinien być jedynie świętowaniem przeszłości. Barańczak jest nam potrzebny jako czujny obserwator języka. W dobie postprawdy, szumu medialnego i postępującej brutalizacji frazy, jego eseistyka oraz poezja są wciąż powiewem powietrza wpuszczonego do dusznego pokoju.
Barańczak uczył nas, jak demaskować nowomowę – nie tylko tę partyjną, ale każdą, która próbuje ukryć człowieka za fasadą sloganów. Dziś te mechanizmy działają w mediach społecznościowych, w marketingu politycznym, w języku nienawiści. Jak zauważyła Małgorzata Grupińska-Bis, to „władanie nami poprzez język” jest procesem ciągłym.
Cieszy fakt, że w Radzie zasiadają osoby, które gwarantują merytoryczną głębię tych obchodów. Poznań, miasto, w którym Barańczak debiutował i w którym kształtowała się jego poetycka tożsamość, odzyska go w tym roku na nowo. Nie jako pomnik, ale jako żywego rozmówcę – czasem ironicznego, czasem brawurowego, zawsze jednak bezkompromisowo uczciwego wobec słowa.
Przed nami rok wydawniczych premier, spotkań i dyskusji. Ale przede wszystkim przed nami rok powrotu do tekstów. Warto sprawdzić tę diagnozę na własnym doświadczeniu lekturowym. Biblioteka imienia Stanisława Barańczaka będzie do tego najlepszym miejscem.














