fot. ARPINIU, na zdjęciu Państwo Janina i Edmund Wesołkowie

Chcieć to móc!

W kolebce pracy organicznej, jaką niewątpliwie jest Turew naznaczona przykładem generała Chłapowskiego, idee wysiłku dla dobra ogółu, zwłaszcza zaś lokalnej społeczności, są ciągle żywe. Doskonałym tego przykładem jest kilkadziesiąt lat starań dwojga nauczycieli społeczników – Janiny (lat 77) i Edmunda (lat 79) Wesołków.

Choć dzisiaj oboje są na emeryturze, to ich działania na rzecz szeroko rozumianej kultury i zachowania tradycji zdają się zaprzeczać szacowności wieku i niejedną młodszą osobę mogą wprawić w zakłopotanie. Najnowszą inicjatywą, wpisującą się w szerszy projekt z powodzeniem realizowany od kilku lat, był cykl spotkań pod wspólnym tytułem „Z tradycją za pan brat”.

 

Emilian Prałat: „Z tradycją za pan brat” – skąd pomysł na tę inicjatywę i na czym ona polega?

Edmund Wesołek: Tytuł ten został ustalony przy współpracy z Jolantą Nowicką i Beatą Grzegorzewską, które udzielały mi wskazówek i pomogły napisać projekt. Zgłosiliśmy go do konkursu organizowanego przez Lokalny Fundusz Małych Inicjatyw, dofinansowanego z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich i Stowarzyszenie Rozwoju Gminy Kościan.

 

Napisanie projektu marzyło nam się dawno. Niestety pandemia przerwała proces tworzenia dwóch poprzednich, które miały dotyczyć obrzędów wielkanocnych oraz nocy świętojańskiej. Nie bylibyśmy w stanie ich zrealizować w zamierzonej formie.

Państwo Wesołkowie, fot. ARPINIU

Państwo Wesołkowie, fot. ARPINIU

W tym roku zaplanowaliśmy serię spotkań, które miały zastąpić tradycyjne dożynki. Okazało się jednak, że wyszliśmy daleko poza pierwotny zamysł. W ramach projektu przygotowaliśmy wystawę ukazującą różne aspekty pracy na wsi, a przede wszystkim pokazaliśmy cykliczną obrzędowość związaną z kolejnymi porami roku.

Z myślą o najmłodszych powstała ekspozycja prezentująca tradycyjne i dzisiaj w większości zapomniane narzędzia do przetwarzania produktów rolnych i wytwarzania żywności metodami tradycyjnymi. Zademonstrowaliśmy dawne metody upraw, produkcji włóczki z użyciem kołowrotka, przypomnieliśmy, do czego służyła balia i tarka, odsłoniliśmy rąbka tajemnicy związanej z symboliką haftów. Wernisaż odbył się 6 września w miejscowej gorzelni, przy której funkcjonuje minimuzeum gorzelnictwa.

Trudno mi w chwili obecnej stwierdzić, czy będzie to wydarzenie cykliczne. Przez 13 lat istnienia Klubu Złotej Jesieni w Turwi zrealizowaliśmy szereg inicjatyw pod wspólnym tytułem „Obrzędowość i tradycja domeną Seniorów a przykładem dla młodszego pokolenia”.

 

EP: Janina Wesołek – nauczycielka, społeczniczka, miłośniczka małej ojczyzny. Czy zechce pani przybliżyć nam swoją historię?

 

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Janina Wesołek: Dziękuję za miłe słowa. Od zawsze lubiłam taniec i śpiew. Na wszystkich etapach mojego kształcenia włączałam się w działania zespołów tanecznych i chóralnych. Największy wpływ na kształtowanie moich pasji i umiejętności miało liceum pedagogiczne w Lesznie, do którego udało mi się zakwalifikować w drodze konkursu.

 

Spełniło się pierwsze moje marzenie, gdyż zawsze chciałam być nauczycielką.

Czas licealny był dla mnie nie tylko okresem nauki, zdobywania wiedzy merytorycznej i metodycznej, ale również sposobnością szlifowania moich umiejętności artystycznych. Pracę zawodową rozpoczęłam w szkole podstawowej w Luboszu Starym koło Kościana, gdzie dałam impuls do powstania zespołu tanecznego. W roku 1967 zmieniłam miejsce pracy i wraz z rodziną przeprowadziłam się do Turwi.

Zaaklimatyzowanie się w nowym środowisku nie było łatwe. Iskierkę moich umiejętności artystycznych odnalazła mieszkanka Turwi pani Gidaszewska, która poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu dożynek wiejskich – zgodziłam się i przyznam, że była to dla mnie ogromna radość.

 

Sześć lat później rozpoczęłam współpracę z Kombinatem PGR w Gołębinie Starym. Udało się utworzyć zespół tańca ludowego, zespół rytmiczno-wokalny Wiolinki oraz kapelę dudziarzy. Zespoły te, w których występowały dzieci ze szkoły w Turwi, działały do roku 1991.

 

Oprócz mnie instruktorami byli: Wacław Wróblewski (taniec ludowy), Zygmunt Cichocki (akompaniament) oraz Edward Ignyś (opiekujący się kapelą dudziarzy). Dawaliśmy występy na terenie całej Wielkopolski, braliśmy udział w centralnych dożynkach oraz w przeglądach ogólnopolskich. Po utracie sponsora (jak widać nie wszystko w minionej epoce trzeba negatywnie oceniać) i po moim późniejszym przejściu na emeryturę zespoły w szkole przestały działać.

Kilka lat pobytu w domu oraz wiadomości, które docierały z mediów, wzbudziły we mnie chęć kontynuowania działań, ale już w grupie seniorów.

 

W listopadzie 2007 roku na zebraniu mieszkańców wsi zaproponowałam utworzenie Klubu Seniora. Spotkanie odbyło się w dawnej klubokawiarni wypełnionej niemal po brzegi. To pokazało, że inicjatywa była potrzebna.

Pan Edmund Wesołek, fot. ARPINIU

Pan Edmund Wesołek, fot. ARPINIU

Zostałam przewodniczącą klubu. Kilkanaście lat naszej pracy obrazują kroniki i dokumentacja, którą skrupulatnie prowadzimy.

Rok 2008 i spotkanie noworoczne seniorów zorganizowane przez Urząd Gminy w Kościanie, na którym wystąpił zespół Kokorzynianki, był inspiracją do powstania naszego zespołu – Turewianki. Zgłosiło się do niego 25 osób. Zadeklarowały one gotowość systematycznego przychodzenia na próby, a także zgodziły się na częściowe sfinansowanie strojów. Z zeszytem i długopisem na nocnym stoliku podczas bezsennych nocy zapisywałam układy rytmiczne, figury taneczne, a także teksty piosenek oraz scenariusze dożynek.

 

Przyznam, że sama się dziwiłam, skąd czerpię pomysły. Sprawiało mi zawsze ogromną radość to, jak odbierano później Turewianki i prezentowany przez nie repertuar.

Napędem działania są panie (panowie są w zdecydowanej mniejszości), które wyrażają zawsze ochotę wyjechania na ten czy inny konkurs, przegląd, co zaowocowało lokalnym uznaniem, odrobiną sławy, nagrodami, wyróżnieniami, a co najważniejsze – naszą satysfakcją.

 

EP: Państwa bardzo duża aktywność zaprzecza stereotypowi seniora. Jaki jest przepis na dynamiczną emeryturę? Czy działanie na rzecz kultury stanowi klucz do tej zagadki?

 

Państwo Wesołkowie, fot. ARPINIU

Państwo Wesołkowie, fot. ARPINIU

JW: Jesteśmy z mężem ludźmi otwartymi, chętnie nawiązujemy nowe znajomości. Nie lubiliśmy nigdy być sami.

 

Braliśmy udział w zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, mąż działał w Sekcji Emerytów i Rencistów ZNP, ja we wspomnianym Klubie Seniora i Turewiankach.

Działania na płaszczyźnie szeroko rozumianej kultury wymagają odrobiny dobrej woli. Rozumiemy niedomagania zdrowotne seniorów czy częste korzystanie z mediów, bo to forma prostsza i mniej obciążająca fizycznie. W naszym wieku wspaniałym lekiem są codzienne kontakty międzyludzkie oraz chęć sprawiania radości znajomym. Może to być telefon, liścik, własnoręcznie zrobiony gadżet podarowany przy jakimś spotkaniu. To uskrzydla i mobilizuje do naśladowania, do efektywnego wykorzystywania czasu emerytury.

 

EP: Jak z perspektywy czasu i ogromnego doświadczenia oceniają państwo stan kultury?


JW: To fakt, że nie brakuje nam doświadczenia w inicjowaniu działań prokulturowych na różnych płaszczyznach. Jest to trudne pytanie, bo przez 50 lat wpływ szczególny wywarł postęp na każdym odcinku życia. Ośrodkami miejscowej kultury przed lat były szkoła i klub miejscowego PGR.

 

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Uważamy, że kształcenie i wychowanie młodego pokolenia to bardzo ważna dziedzina kultury.

Obecna struktura organizacyjna szkoły wpływa niekorzystnie na kształtowanie nawyków kulturalnych na terenie wioski czy w szerszej perspektywie w małych społecznościach.

EW: Duży wpływ na odbiór kultury mają nowoczesne media, to one częstokroć eliminują mieszkańców z łańcucha aktywnego tworzeniu lokalnej kultury. Obserwujemy proces zanikania kultury w środowiskach wiejskich. Mamy tu na myśli autentyczne nią zainteresowanie, uczestniczenie w niej i jej tworzenie.

 

Głównym tego powodem jest pojawienie się trzech elementów: telewizji, komputerów i smartfonów.

Ewenementem są Turewianki, które mimo wieku członkiń cały czas mają tę samą chęć do działania. Pomimo częstego mówienia o wyrównywaniu szans, zasypywaniu przepaści między miastami a wsiami, podziały są cały czas widoczne.

 

Wieś się starzeje. Zostają w niej seniorzy. Dla nich najważniejszy jest dostęp do kultury w miejscu zamieszkania.


Najwyraźniejszą zmianę dostrzegamy – jako nauczyciele – właśnie w przygotowaniu młodych osób do uczenia i wychowywania młodego pokolenia. Z sentymentem wspominamy liceum pedagogiczne, które przygotowywało do działań na każdym odcinku pracy – nauczyciel musiał poza kompetencjami merytorycznymi potrafić tańczyć, śpiewać, grać na instrumencie, obsługiwać urządzenia audio-wideo.

W piątej klasie obowiązkowe były kursy prowadzenia drużyn harcerskich, prowadzenia kół PCK, kursy gotowania i pieczenia, szycia, kursy tańca ludowego i towarzyskiego. Bez ich zaliczenia nie było się dopuszczonym do matury.

 

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Wszechstronne wykształcenie – to był klucz.

Od drugiej klasy liceum obowiązkowe były praktyki w szkołach pod okiem doświadczonych pedagogów. W ten sposób, kończąc liceum, mieliśmy za sobą trzy lata doświadczenia, z którym rozpoczynaliśmy pracę. Ucząc, mieliśmy za zadanie również stymulować kulturę. To było całościowe, holistyczne ujęcie. Współcześnie tego nam brakuje.


EP: Działania na rzecz małej ojczyzny to z jednej strony powód do satysfakcji, ale zarazem często napotykane trudności. Co jest państwa największym sukcesem, a co największym wyzwaniem?


JW: Sukcesem jest założenie i aktywność Klubu Złotej Jesieni oraz działającego w klubie zespołu Turewianki. Największym wyzwaniem jest brak w miejscowości liczącej blisko 800 mieszkańców świetlicy wiejskiej i miejsca do spotkań.

 

Z perspektywy czasu dostrzegamy coraz bardziej rozbudowaną biurokrację, zwłaszcza w obszarze pozyskiwania środków. Problemem natury ogólnej jest brak właściwego dofinansowania działalności kulturalnej. Trudnością jest dotarcie z przekazem kulturowym do młodszego pokolenia.

 

Coraz rzadziej w szkołach organizowane są wyjazdy do opery, teatru. Z lat młodości wspominamy animatorów kultury, którzy przyjeżdżali do szkół, prowadzili zajęcia, warsztaty. Dzisiaj również to funkcjonuje, ale brakuje pewnej powszechności i systematyczności. Coraz trudniej o osoby, które autentycznie są zaangażowane i które stanowią pewną oś, wokół której można rozwijać kulturę.

W tym kontekście trzeba przywołać dwa fantastyczne przykłady – Marietty Szymkowiak i Haliny Idziak, które związane ze środowiskiem szkolnym, stały się animatorkami kultury w swoich środowiskach i są nimi po dzień dzisiejszy.

 

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

EP: Co w ramach działań na rzecz małej ojczyzny chciałaby pani zrealizować w przyszłości?

 

JW: Najbliższe sercu było zawsze dla mnie wywoływanie radości i pomoc innym. Moja praca zawodowa i działalność kulturalna były dla mnie największą satysfakcją.

 

Największym marzeniem, ale i wyzwaniem dla mnie jest wychowanie następcy, który podtrzyma Turewianki i Klub Złotej Jesieni, kiedy wycofam się z aktywnego nimi kierowania. W chwili obecnej osobą taką jest Dominik Matelski.

Myślę, że dzięki jego pracy przyszłość Turewianek będzie zabezpieczona. Chociaż członkinie nieco mnie szantażują:

 

„Jeżeli pani zrezygnuje, to my też!”.

 

Marzy mi się, by zespół i klub zasiliło również nowe pokolenie, 50+. Chciałabym w nieco większym stopniu pokazać elementy folklorystyczne. Od lat zabiegamy o zróżnicowane układy choreograficzne, stroje. Okazuje się, że spośród podobnych nam zespołów mamy jedną z najbogatszych kolekcji strojów.

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Pani Janina Wesołek, fot. ARPINIU

Ponadto nasze grono jest liczne. Kiedy w innych grupach pojawia się od 5 do 10 osób, my wchodzimy na scenę w 30-osobowym składzie. Oczywiście nie porównujemy się z zespołami folklorystycznymi, ale staramy się ku nim równać. Zadaniem na przyszłość jest również unowocześnienie i uatrakcyjnienie klasycznych elementów, tradycji. Chcemy połączyć stare z nowym, tak by to pierwsze przetrwało w zmieniającym się świecie.

 

Janina i Edmund Wesołkowie to nauczyciele pełni pasji. Swoją pracę zaczynali w trudnym momencie polskiej historii. Nauczanie innych było i jest dla nich okazją do uczenia siebie. Troska o tradycję, rozwijanie kultury, praca u podstaw, to elementy, które wypełniając pracę zawodową, wypełniły również ich małżeństwo. Wzajemne wsparcie i ponad 40 lat doświadczenia na różnych polach kultury, ciągle podejmowane na nowo wyzwania, pokazują, że wiek to tylko cyfry, a kwintesencją życia i jego sensem jest chęć. A chcieć to móc!