fot. Maciej Zakrzewski

Chodź na słówko, a nawet na trzy

Trzecia część spektaklowej trylogii pod wspólnym tytułem „Chodź na słówko” z tekstem Maliny Prześlugi-Delimaty i w reżyserii Jerzego Moszkowicza zakwalifikowała się do 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Sztuki Współczesnej. Poprzednie części odniosły sukces sceniczny i nadal są wystawiane na Scenie Wspólnej.

W konkursie organizowanym od wielu lat przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nagradzane są najciekawsze realizacje sceniczne rodzimej dramaturgii zarówno dla dorosłego, jak i młodego widza. Nominowanie do nagrody sztuki dla dzieci, która wciąż nie jest jeszcze doceniana na równi z „dorosłym” dramatem, oznacza nie tylko prestiż dla Centrum Sztuki Dziecka, ale też coraz poważniejsze traktowanie twórczości skierowanej do małoletnich. W konkursie sztuki wystawiane są przed komisją, złożoną ze znawców teatru, która decyduje, które spektakle przejdą do finału.

 

JERZY MOSZKOWICZ: Przedstawienia dla dzieci nie są już spychane na margines jako niepoważne „teatrzyki”. Wprawdzie wciąż jest dość niewielu znawców, którzy by pisali i badali teatr dla dzieci, ale to się powoli zmienia, ich krąg rośnie. Ja uważam, że dobra sztuka jest po prostu dobrą sztuką, a nie „dobrą sztuką w kategorii dla dzieci”. Pierwsza część „Chodź na słówko” powstała w 2012 roku w trakcie przygotowań do Biennale Sztuki dla Dziecka, poświęconego funkcji słowa w sztuce dla dzieci. Ponieważ nie mieliśmy do dyspozycji gotowych przedstawień o tej tematyce, poprosiłem Malinę Prześlugę o napisanie tekstu. Powiedziałem tylko, że ma być o słowach, zabawnie, ale i pouczająco, i w małej obsadzie, bo specjalnością Sceny Wspólnej są spektakle kameralne. Potrzebowałem tekstu lekkiego i mądrego jednocześnie. Spektakl zyskał ogromne powodzenie, to była pierwsza sztuka dla dzieci, która została nagrodzona (nagrodę otrzymała Malina Prześluga za tekst) w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

 

W pierwszej części bohaterami są słowa, które mała dziewczynka wypowiada inaczej niż dorośli. I tak z Nietoperza powstał Toperz, a z Kury – Kula, co sprawia, że nie wiedzą, kim są, czują się kimś innym, niż wskazują na to imiona nadane im przez dziecko. W drugiej części Toperz i Kula są już dorośli i mają własne dzieci. Pojawia się tu Brzydkie Słowo, które również ma kłopot tożsamościowy, bo wszyscy go używają, a nikt go nie lubi. W trzeciej części dzieci Toperza i Kuli, „niedokończone ciągi liter”, są już na tyle duże, że wybijają się na niepodległość i uciekają z domu, zostawiając rodzicom kartkę z hasłem „Wolność słowa”. Rodzice wybierają się na poszukiwanie swoich pociech, co okazuje się trudną sztuką, bonie wiadomo nie tylko, dokąd uciekły, ale też i dlaczego. Towarzyszy im Brzydkie Słowo, które z młodzieżą jest w przyjaźni, chociaż niewiele mu wolno, mimo wolności słowa, bo jest… w sztuce dla dzieci.

Fot. Dominika Palecka

Fot. Dominika Palecka

 

J.M.: Błogosławiona prostota opowieści, nieodłącznie związana z twórczością dla młodych widzów, trafia do wszystkich pokoleń. Cieszę się, że trylogia „Chodź na słówko” ma odbiór familijny, że te przedstawienia łączą pokolenia. Każde pokolenie reaguje na odmienny element, dorośli śmieją się czasami w innych momentach niż dzieci, ale problemy tu poruszane są wspólne, tylko oglądane z różnych stron. Na przykład to, że dzieci chcą się wyrwać z domu, a rodzice nie chcą, żeby się wyrywały. Nie wątpię, że po spektaklu mogą ze sobą rozmawiać i że niekoniecznie rodzic coś wyjaśni dziecku, może to właśnie dziecko mu wyjaśni, dlaczego poczuło się w domu jak „obce słowo”.

 

Wolność słowa i wolność młodego człowieka przewijają się w spektaklu w błyskotliwych dialogach autorki, pełnych humoru. Na pytanie ojca: „Jak byś był dorastającym słowem, to gdzie byś poszedł?”, Brzydkie Słowo odpowiada: „Ja bym poszedł w slang”. Pojawia się upostaciowany Slang, mówiący żargonem dzisiejszej młodzieży, Hasztag, a nawet GPS. Ale pod warstwą humoru jest też warstwa głębsza, do refleksji. To temat wolności słowa.  

 

J.M.: Myśl, która się wyraża w sloganie: „Wolność słowa”, można oddać nie tylko wprost , jak na transparencie, ale także w teatralnej opowieści, a w sercu dziecka to się zapisze i kiedyś przypomni jako dorosłemu. Jakie owa wolność niesie ze sobą prawa, ale też obowiązki. Ty się domagasz wolności i słowo się domaga wolności. Pomiędzy prawami dziecka i wolnością słowa jest pewna zbieżność. Bo te słowa w spektaklu to w pewnym sensie dzieci.

 

Fot. Maciej Zakrzewski

Fot. Maciej Zakrzewski

Stworzenie, można by rzec, sequelu spektaklu, a następnie kolejnego, było ryzykowne, ale okazało się sukcesem dzięki świetnemu tekstowi Maliny Prześlugi. Jest w nim nie tylko szalony humor, ale też nienachalne przekazy o ważnym wydźwięku: że „język to nie tylko słowa” (bo gestem i mimiką wiele można wyrazić), że „między słowami jest tyle miejsca” i o tym, że ważne jest, by słowa płynęły z serca.

 

J.M.: Ostrzegano mnie, że trylogia może w teatrze nie zadziałać. Ale zadziałało. Mieliśmy wrażenie, że jak w dobrych serialach, można to opowiadać dalej, tym bardziej że ta sztuka oparta jest głównie na postaciach. One wnoszą filozofię, humor i swoje dramaty. I skoro stworzyliśmy te postacie w pierwszej części, to warto je dalej kreować, bo mogą jeszcze sporo mieć do powiedzenia. Razem z tą trylogią rośnie nam widownia. Ale wskazówki wiekowe są elastyczne. Uprawiamy teatr dla dzieci, jednak przed nikim nie zamykamy drzwi. Każdy się tu może dobrze poczuć. Teatr oparty na kunszcie aktora, na pozytywnych emocjach i poczuciu humoru trafia do wszystkich.

 

Kunszt aktorski jest w sztuce niezaprzeczalny. Spektakl powstał we współpracy Centrum Sztuki Dziecka i Teatru Nowego im. T. Łomnickiego w Poznaniu. Grają: Anna Mierzwa, Michał Kocurek i Radosław Elis (gościnnie, aktor Teatru Muzycznego w Poznaniu). Zadanie, jakie dostała Anna Mierzwa w tym spektaklu, wymagało niezwykłej, godnej podziwu „akrobacji aktorskiej”. W kolejnych sekwencjach wcielała się w różne postacie, będąc Kulą, trójką dzieci Kuli, GPS-em, Slangiem i Hasztagiem, każdej z nich nadając wyrazisty, odmienny, ekspresywny charakter. Taki teatr, mimo swojej scenograficznej ascezy, jest wiarygodny i przekonujący.

 

J.M.: Nie chcę, żeby mój teatr ścigał się z nowoczesnym kinem. Nie ma tu podpórek w postaci rozbudowanej inscenizacji czy scenografii . Ale mamy za to szansę na to, czego się nie da zrobić z ekranu – wyciągnąć rękę do człowieka. Te spektakle są niezwykle witalne, każde wyjście na scenę zawiera jakiś moment improwizacji, czasami drobnej, ale ożywczej dla widowiska. Tak jest za każdym razem, bo aktorzy na przestrzeni lat też się zmieniają. Oczywiście ich zabawa na scenie jest możliwa tylko dzięki wielkiemu wysiłkowi włożonemu w realizację. Żeby przedstawienie było lekkie, trzeba wiele się napracować.

 

Jerzy Moszkowicz wybrał dla opracowania scenicznego tekstów Maliny Prześlugi stylistykę włoskiej comedii dell’arte, a właściwie, jak zaznacza, swojego odczytania tej tradycji. W spektaklu mamy więc minimum scenograficzne: podest z zasłonką, kostiumy dla aktorów, kilka rekwizytów . Mamy specyficzne, nieco przerysowane aktorstwo i sporo prostych gagów, scenicznych żartów.

 

J.M.: To sprawia, że aktor spotyka się z widzem , a forma teatralna w tym nie przeszkadza. Taka stylistyka wymaga również od aktorów zachowania dystansu do postaci, które grają, i do treści sztuki. A dystans pozwala śmiać się z samego siebie i nie jest to śmiech złośliwy, ironiczny. Staram się uprawiać pogodny teatr.

 

„Chodź na słówko 3”

Centrum Sztuki Dziecka i Teatr Nowy im. T. Łomnickiego w Poznaniu

scen. Malina Prześluga-Delimata

reż. Jerzy Moszkowicz

prapremiera: 21.09.2019.

Scena Wspólna;

spektakl dla wszystkich od 7 lat.