fot. materiały prasowe "Betty"

Co oglądać?

Koniec wakacji to czas, kiedy telemaniacy wypatrują jesiennych premier. Telewizje i platformy streamingowe, mimo pandemii, przygotowały dla nas wiele (potencjalnych) perełek. Ale co oglądać do tego czasu?

Zanim podpowiem, co wybrać z szerokiej oferty telewizyjnej, podrzucę kilka tytułów, na które warto czekać. W zapowiedziach króluje między innymi drugi sezon „The Boys” (4 września), serialowego hitu od Amazona. W skrócie jest to absolutnie nieoczywista opowieść o superbohaterach i superbohaterkach, którzy są jedynie… trybikiem w korporacyjnej machinie. Zapewne będę o tej produkcji jeszcze pisał.

Wrześniowe premiery na Netflixie i HBO GO

 

Netflix uderza mocno! We wrześniu premierę będą miały dwa filmy. Pierwszy „I'm Thinking of Ending Things” (4 września) w reżyserii boga, Charliego Kaufmana, na podstawie fenomenalnej książki Iana Reida o tym samym tytule. To wciągająca i niepokojąca opowieść o młodej dziewczynie (Jessie Buckley), która razem ze swoim chłopakiem (Jesse Plemons) wyruszają w podróż do jego rodziców (Toni Collette i David Thewlis). Brzmi banalnie? Uwierzcie mi, nic z tych rzeczy. No i ta obsada!

 

I'm Thinking of Ending Thnigs, fot. materiały prasowe

Kolejny netflixowski film to „Diabeł wcielony” (premiera 16 września). Trzymająca w napięciu opowieść o wspólnocie religijnej, która zaślepiona wiarą posuwa się do przerażających rozwiązań.

Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie brzmi bardzo znajomo. W obsadzie wielkie nazwiska, m.in. Tom Holland, Bill Skarsgard, Robert Pattinson i Mia Wasikowska. Reżyseruje Antonio Campos. 15 listopada na tej samej platformie zadebiutuje długo wyczekiwany sezon „The Crown”. To czwarta odsłona opowieści o brytyjskiej monarchini i jej rodzinie. W obsadzie, prócz najlepszych: Olivii Colman, Tobiasa Menziesa i Heleny Bonham Carter, pojawi się Gillian Anderson jako Margaret Thatcher. I uwaga, będzie też Diana!

 

„Wychowane przez wilki”, fot. materiały prasowe

Na HBO warto rzucić okiem na serial „Wychowane przez wilki” (3 września), za produkcją (i reżyserią niektóry odcinków) którego stoi sam Ridley Scott. To epicka opowieść o dwóch androidach – Matce i Ojcu – wysłanych na tajemniczą planetę z misją zaludnienia jej. Trailer zapiera dech w piersi.


Na koniec zapowiedzi mój prywatny ulubieniec, czyli druga odsłona „PEN15” od Hulu (18 września). W 2019 roku pierwszy sezon był jednym z największych telewizyjnych hitów. „PEN15” to prześmieszna i bardzo prawdziwa opowieść o dojrzewaniu na początku lat 2000. Kreatorki serialu i główne aktorki, trzydziestoparoletnie Maya Erskine i Anna Konkle grają… nastolatki i robią to tak dobrze, że po kilku minutach zapominamy o ich wieku; jest to o tyle istotne, że pozostała część obsady to (faktyczne) nastoletnie dzieciaki. Niesamowity serial, który jest nie do przeoczenia! Jeżeli nie widzieliście pierwszego sezonu, koniecznie to nadróbcie.

Tymczasem...

 

"The Crown", fot. materiały prasowe

Co oglądać do czasu tych premier? Na Netflixie warto włączyć „High Score: Złotą erę gier”. To nowy miniserial dokumentalny, który opowiada o historii gier komputerowych. Spokojnie, nie jest to nudny wykład dla nerdów, tylko pełna nostalgii perełka mówiąca o tym, że z pikseli można stworzyć dzieło sztuki. Przez sześć odcinków produkcji poznajemy lub, jak w moim przypadku, przypominamy sobie gry takie jak: „Mario Bros”, „Pac-Man”, „Space Invaders”, „Sonic”, „Doom” czy „Mortal Kombat”. Jednak nie jest to jedynie skok w przeszłość, by uronić łezkę nad własną starością.

 

To świetna możliwość poznania osób, które stoją za tworzeniem tych tytułów. Opowiadają o okolicznościach powstania gier i motywacjach za nimi stojącymi.

„PEN15”, fot. materiały prasowe

To też historia konkurowania ze sobą wielkich korporacji, jak Nintendo czy Sega, co motywowało do poszukiwania nowych rozwiązań wizualnych i technologicznych, które doprowadziły do tego, że dziś mamy takie tytuły, jak „Wiedźmin”, „GTA” czy inne z olśniewającą grafiką. „High Score: Złota era gier” jest fascynującą przeprawą od gier arkadowych, przez konsole, pierwsze komputery i dyskietki, po współczesne produkcje. Dowiadujemy się o inspiracjach stojących za powstaniem świetnie znanych postaci, jak wspominany Mario czy niebieski jeż Sonic. To też opowieść o innowatorach i o ich odwadze proponowania czegoś, czego nigdy wcześniej człowiek nie widział. Koniecznie!

 

Na HBO sprawdźcie „Betty”, czyli sześcioodcinkowy serial o grupie młodych skejterek z Nowego Jorku. Ta złożona przede wszystkim z naturszczyczek produkcja pokazuje zmagania dziewczyn w zdominowanym przez facetów światku subkultury.

"Betty", fot. materiały prasowe

„Betty” eksploruje ograne tematy, takie jak przyjaźń czy miłość, ale robi to świeżo i bezpretensjonalnie. Duża w tym zasługa głównych aktorek, które często stanęły po raz pierwszy przed kamerą. Istotne są również zdjęcia, ukazujące Nowy Jork z zupełnie innej, alternatywnej perspektywy. Próżno tutaj szukać ujęć znanych z kina czy telewizji, a na pewno z turystycznych migawek. Twórczyni i reżyserka serialu Crystal Moselle zadbała o wierne przedstawienie dynamicznego, żywego i zróżnicowanego pod względem rasy otoczenia skejterek. Widz i widzka wskakuje w sam jego środek i aż ma ochotę pojeździć na desce wraz z bohaterkami. Jeżeli nie widzieliście, to sprawdźcie tę złożoną z dwudziestoparominutowych odcinków produkcję.