fot. materiały prasowe

Co się nam przydarza

Wspomnienia tworzą naszą tożsamość, nasze życie, to jak myślimy, mówimy, działamy. Tworzą społeczeństwo, które widać w każdej mikrohistorii – o historiach, które zostały usłyszane w domach rodzinnych, szkołach, czy pracy opowiada najnowsza wystawa Katarzyny Dworaczyk, zatytułowana „Co mamy w szafie/ Co zakładamy do życia”.

KUBA WOJTASZCZYK: Jak narodził się pomysł na nową serię rysunków?

KATARZYNA DWORACZYK: Kiedy pracowałam nad swoją książką „Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam”, to wysyłałam po znajomych rysunki, pokazywałam strony z historiami i zanim doczytywali do końca moją historię, już opowiadali swoje. Taki syndrom „nie mogę się doczekać, aż skończysz opowiadać swoje, żeby opowiedzieć moje”. I trochę było mi żal, że nie będzie to pokazane – bo żal, że to nie mnie się przydarzyło raczej mnie omijał. Dodatkowo, pojawił się syndrom „pociągu” czy „samolotu”, czyli ludzie opowiadający swoje życie, kończąc zdaniem „nikomu o tym nie mówiłam/em” – wyczuwają mnie chyba.

Zaczęłam wszystko zbierać, notować i robić do tego ilustracje. Na razie zbiera się to w „Portret Pamięciowy Kobiet”, planuję książkę na przyszły rok. A potem wezmę się za perspektywę ogólniejszą. I tam będą już także męskie historie. Nawet mój były partner się zgodził, żebym namalowała trochę naszych wspólnych perypetii, wynegocjowaliśmy, że mogę go sportretować, ale bez twarzy, a to pasuje, bo i tak był wyższy o 35 cm, więc tej głowy nie będzie na rysunku.

Czym różni się ten projekt od „Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam”?

Dodaję wspomnienia moich babć i mojej mamy. Zbudowało mnie nie tylko dzieciństwo, ale również to, co „niosą” moje babcie i mama, no i tata, ale mężczyzn sportretuję po tych projektach. Nadal fascynują mnie mikrohistorie, za to teraz też w perspektywie społecznej, bo odbijają jak w soczewce zmiany społeczne, historie. A tu się już robi zamknięte koło, bo przecież nasze działanie, sposób myślenia, tworzy to społeczeństwo.

Tak więc sami tworzymy społeczeństwo, a mi nie odpowiada to, co widzę. Chcę zmiany. Jednocześnie rozumiem lęk i brak zaufania u moich babć, mama też czekała aż skończy się godzina policyjna, żeby mnie urodzić. Ale teraz jest czas, żeby zrobić remanent w naszych szafach. Zobaczmy, że może pielęgnowanie nieufności, strachu i „czy się stoi, czy….” wcale nie wspiera nas w tej obecnej rzeczywistości. Może warto zostawić to w szafie, a do życia założyć – „rób wszystko najlepiej jak potrafisz”?

Czy na „Co mam w szafie...” składają się opowieści, które przydarzyły się Tobie, czy zbierasz je od innych i następnie je przesiewasz przez artystyczne sito?

Nadal pojawiają się te, które przydarzyły się mi - teraz mogę je wsunąć między portret pamięciowy anonimowo (ha!), ale większość to historie usłyszane, zasłyszane, przysłane, opowiedziane… Ostatnio siedziałyśmy w galerii BWA w Bydgoszczy, gdzie będę w październiku realizować projekt Przekonane_Przekonani – i podczas obiadu usłyszałam taką ilość historii, która wystarczyłaby na zrobienie wystawy. A jeszcze nie poszłam w miasto z dyktafonem.

Uważam, że to jest nasza natura – dzielić się. W końcu jesteśmy zbudowaniu z komórek, a ich naczelnym zadaniem jest się dzielić. Ja rejestruję, otrzepuję z interpretacji i opowiadam obrazek, obrazkiem. A odbiorca wchodzi tam, interpretuje, doświadcza tak, jak ma ochotę.

Katarzyna Dworaczyk

Katarzyna Dworaczyk, materiały prasowe

 

Jakie są to opowieści?

Fascynuje mnie, co i dlaczego jest opowiadane. Ostatnio jechałam pociągiem i poznałam śpiewaczkę operową z Kolonii. Opowiedziała mi (zgodziła się nagrać) o tym, jak kiedyś jej mama dostała w łeb od brata, gdy oglądali film dokumentalny o Oświęcimiu. Film był „przyśpieszony” – więźniowie bardzo szybko maszerowali i ona się śmiała, że oni „tak śmiesznie idą”. Brat był oburzony. Z jakiegoś powodu, ze wszystkich historii, opowiedziała mi właśnie tę.

Oprócz tego, zaśpiewała mi piosenkę, którą śpiewała jej babcia. A ja ludowe przyśpiewki darzę absolutnie niegasnącą miłością i zbieram je po świecie. Więc, śpiewaczka operowa cicho w wagonie otwartym relacji Poznań – Berlin zaśpiewała:

„Czarne oczka miała, czarnymi kochała, czarnemi się śmiała, bo innych nie miała. Siwy gołąbeczek pośród dębu siedział, dałabym Ci buzi, ale byś powiedział. A jak byś powiedział, ja bym się wstydziła, żeś mnie pocałował, jam się nie broniła. Matula usnęła, światło w izbie zgasło, dziewczę buzi dało, aż w chałupie trzasło”. 

 

Ile tam jest przekazu społecznego! Ile lekcji dla dziewcząt, żeby noskiem kręciły, a i tak się źle skończy! No i te wtręty z natury między akcję. Cudo!

 

Jakie jeszcze?

Słyszę też historie typu „Pamiętam to napięcie, gdy zaczynały się lekcje i nauczyciel czytał listę obecności. Do końca nie wiedziałam, czy powiem «jestem» czy «obecna»”. Urocze.

Zbieram i pielęgnuję także historie o wsparciu, na przykład taką: „Gdy babcia uciekała w trakcie wojny, gospodarze pozwolili jej spać w stodole, tam, gdzie parobek. Pokazał jej swoje miejsce do spania i powiedział, że ma iść spać, a on poszuka kamieni. Po co? Zapytała babcia. Żeby rzucać w szczury jak będą do ciebie podchodzić. W nocy na zmianę słyszała bomby i kamienie”. Albo ta, wyciskająca niezmiennie łzy z moich oczu: „Od dziecka, «dzięki» mojej siostrze, bałam się gąsienic. Kiedy studiowałam biologię, mąż brał moje podręczniki i kartka po kartce zaklejał wszystkie zdjęcia i obrazki, na których były przedstawione. Dopiero wtedy brałam książki do ręki”.

Na wystawie będzie w sumie około 40 zilustrowanych historii.

Katarzyna Dworaczyk

Katarzyna Dworaczyk, materiały prasowe

 

„Co mamy w szafie/ Co zakładamy do życia”, wernisaż 6 października o godz. 19 (Dom Spotkań, ul. Żydowska 15a w Poznaniu).  Otwarta do 15 listopada. Wystawa powstała w ramach projektu Otwarta Żydowska w Domu Spotkań, współfinansowanego z budżetu Miasta Poznania.

KATARZYNA DWORACZYK – rysuje, nagrywa i opowiada. Interesuje ją temat tożsamości, przekonań, pamięci oraz uwewnętrznione społeczeństwo. Jest autorką ilustrowanej, polsko-angielskiej książki pamiętania siebie „Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam”. W swojej twórczości korzysta z doświadczenia terapeutki, trenerki komunikacji i mediacji. Obecnie pracuje nad filmem dokumentalnym „Dźwignia. Historie babć”, ilustrowaną książką i wystawą „Portret pamięciowy kobiet” oraz komiksem „Wake up to Your story”. Pochodzi z Gdyni, mieszka w Poznaniu, lubi espresso, Lema, ludowe przyśpiewki i widzieć horyzont. Strona internetowa artystki: www.grl.zone