fot. Agnieszka Dubilewicz

Co słychać w czasach pandemii?

"Dla mnie to wszystko jest w miarę naturalne. Mam na myśli szybkie przeniesienie działań z rzeczywistości realnej do wirtualnej. Jest to na pewno o wiele łatwiejsze w organizacji i więcej osób ma czas się w to zaangażować. Dla przykładu, ostatnie dwie edycje KOimpro! miały rekordową frekwencję uczestniczących muzyków" - mówi Hubert Karmiński (Karminsky).

Piotr Tkacz: Czy obecna sytuacja wpłynęła jakkolwiek na to, jak słuchasz – nie tylko muzyki, ale też świata wokół, innych ludzi?

 

Hubert Karmiński: Dałeś mi temat do zastanowienia się. Generalnie to zauważyłem, że jakoś częściej ostatnimi czasy wracam do muzycznych korzeni i słucham tego, na czym się we wczesnych latach wychowywałem. Aktualnie słyszę lecące ze Spotify klasyczne utwory Johna Lennona, który to w czasach gimnazjalnych był mocno wałkowany przez moje słuchawki. Jeśli już mowa o platformie Spotify, to jej często oddaję pole w kwestii zapodania mi listy odtwarzania – mimo że nie jestem wielkim fanem algorytmów i zbierania danych o użytkownikach, to po dłuższym czasie korzystania z tej aplikacji zauważyłem, że opcja „Odkryj w tym tygodniu” potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć. Jeśli jednak chodzi o słuchanie i wyszukiwanie nowej, świeżej muzyki, to zazwyczaj z pomocą przychodzi mi lista miesięcznych premier płytowych publikowanych na blogu „Polifonia” Bartka Chacińskiego – jest to lista spora, acz często niepełna.

 

Z tygodnia na tydzień staram się wyszukiwać wszystkie ciekawe rzeczy, które zostały opublikowane w tzw. polskiej muzyce niezależnej, ale żeby to zrobić, często muszę posiłkować się także bardzo ciemnymi zakątkami grup muzycznych na Facebooku oraz swoimi źródłami na Bandcampie, Soundcloudzie i YouTubie.

Hubert Karmiński , fot. Agnieszka Dubilewicz

Hubert Karmiński, fot. Agnieszka Dubilewicz

Ten rytuał wyszukiwania nowinek muzycznych nie zmienił się ze względu na to, że mamy pandemię – robię tak już od półtora roku. Jeśli chodzi o słuchanie świata i innych ludzi, to z początku byłem mocno zaniepokojony obecną sytuacją. Tak było w pierwszym miesiącu zamknięcia, gdy do sklepów stały bardzo długie kolejki, a gdzieś w powietrzu czuliśmy, że państwo swoją silną ręką wpływa na nas w taki sposób, że zaczynamy się bać.

 

Bać zarówno patrzenia sobie w oczy – bo w co innego zamaskowani ludzie mogą patrzeć, bać rozmów i jakiegokolwiek kontaktu.

Zauważyłem też, że wpłynęło to na mnie w dziwny sposób – mianowicie będąc w przestrzeni publicznej i słysząc czy to kaszel, czy inne chorobowe odruchy, gdzieś wewnętrznie czułem pewnego rodzaju obawę. Teraz oczywiście ciągle staram się zachowywać, jak to się określa, „bezpiecznie” w przestrzeni publicznej, ale czy to przez rozluźnienie sytuacji, czy przez piękną pogodę, odrzuciłem ten społeczny strach. A długość rozmów telefonicznych ze znajomymi wzrosła kilkukrotnie.

 

P.T.: A jak było ze słuchaniem podczas pierwszego parkowego koncertu? Zarówno otoczenia, jak i Michała Giżyckiego, z którym improwizowałeś? Jak reagowali słuchacze? A w ogóle to skąd ten pomysł, czy skusiły was uroki pięknej pogody?  

 

plenerowa improwizacja, fot. Maciej Krajewski (Łazęga Poznańska)

plenerowa improwizacja, fot. Maciej Krajewski (Łazęga Poznańska)

H.K.: W zasadzie to pomysł grania w parku siedział mi już od dłuższego czasu w głowie. Zdarzyło mi się już nawet dokonać prób takiego przedsięwzięcia wcześniej samodzielnie, żeby sprawdzić, czy moją gitarę basową i syntezatory dam radę nagłośnić w akcjach plenerowych. Kiedy okazało się, że tak i że okoliczności grania w takiej przestrzeni, gdzie dodatkowym dźwiękiem działającym na zmysły są odgłosy otoczenia parku, to droga do zagrania z Michałem była zadziwiająco krótka. Zresztą z Michałem lubimy takie akcje, nawet mimo lekko utrudnionych warunków słuchania siebie nawzajem. W zasadzie od kiedy zaczęliśmy razem grać, czyli w 2016 roku, to w każde wakacje uprawiamy plenerowe improwizacje.

 

Graliśmy w dziwnych ogrodach i na podwórkach miejskich, w tunelach i nad Wartą, Cybiną czy w Ogrodzie Botanicznym. Takie granie więc to dla nas żadna nowość, a każde miejsce wyzwala inne akustyczne pokłady muzyczne.

 

Mnie jednak w tym wypadku bardzo korciła sytuacja zagrania, trochę „ku pokrzepieniu serc” – chociaż w tym wyrażeniu jest zbyt wiele patosu – po to żeby przygodni słuchacze poczuli, że możemy jakoś w tych trudnych warunkach tworzyć sobie normalność. Pogoda akurat do najładniejszych w tym dniu nie należała, bo było dość zimno, ale nie na tyle, żeby w okolicy naszego grania nie zgromadziła się grupa ludzi. Zresztą późniejsza rozmowa utwierdziła mnie w tym, że była to dobra decyzja. Część osób gratulowała, że to świetna akcja, od koleżanki Joli, która w czasie słuchania była wirtualnie na konferencji ze znajomymi z Hiszpanii, dowiedziałem się, że sprawiliśmy jej radość tym, co zrobiliśmy, a Hiszpanie są pod ogromnym wrażeniem.

 

W życiu bym nie pomyślał, że nasza muzyka może komuś sprawić radość, bo jest ona raczej oniryczna i wytwarza pewien rodzaj dziwnego skupienia, ale w tym wypadku sytuacja i miejsce zadziałały w taki właśnie sposób. Co ciekawe, hiszpańscy znajomi Joli stwierdzili, że u nas to jest już liberalnie, skoro „hipisi mogą grać w parkach”. W Hiszpanii parki są zamknięte.

Jednym z widzów w Parku Sołackim był Mandar Purandare. Jakoś z rozmowy wyszło, że fajnie byłoby zrobić to w większym składzie w innym miejscu – tak pojawił się pomysł Bytowania muzyków w Amfiteatrze Parku Cytadela.

P.T.: Ta inicjatywa to fajny i nieszablonowy sposób na wyjście z twórczością do ludzi, zwłaszcza gdy dużo aktywności kulturalnych przenosi się do sieci (a koncert w parku nie był streamowany). Masz jakieś koncepcje na rozwijanie tej formuły albo podobne działania? Pytam też w kontekście cyklu improwizowanych występów KOimpro!, organizowanych przez ciebie w Kołorkingu Muzycznym, którego dwie ostatnie edycje przeprowadzone zostały zdalnie, za pośrednictwem internetu. 

 

H.K.: Dla mnie to wszystko jest w miarę naturalne. Mam na myśli szybkie przeniesienie działań z rzeczywistości realnej do wirtualnej. Jest to na pewno o wiele łatwiejsze w organizacji i więcej osób ma czas się w to zaangażować. Dla przykładu, ostatnie dwie edycje KOimpro! miały rekordową frekwencję uczestniczących muzyków. Pierwsze wydanie tego wydarzenia w rzeczywistości wirtualnej zaangażowało 35 muzyków.  Forma jest inna niż dotychczasowe spotkania w Kołorkingu i wiedziałem, że jeśli miałyby to być streamingi, to logistycznie nie miałyby racji bytu. Zresztą jakość streamów, które pojawiają się w sieci, jest w dużej mierze bardzo przeciętna. Nie chodzi mi tu o artystyczne treści ludzi, którzy działają w tej formie, ale o to, że większość nawet ciekawych twórców nie potrafi sobie z tą technologią dobrze poradzić, a chyba nikt jeszcze nie znalazł dobrego rozwiązania na to, jak sprawnie kilku muzyków mogłoby ze swoich domów wspólnie zagrać koncert.

 

W związku z tym uznałem, że muzycy muszą stworzyć wspólne utwory w miejscu, w którym aktualnie spędzają najwięcej czasu – przed ekranem swojego komputera, ale nie w formie wspólnego grania, tylko tworzenia korespondencyjnego (to popularne ostatnio słowo). Pojawił się również pomysł, aby jedna z edycji odbyła się właśnie w parku.

Będzie to działanie w dużej kontrze do tego, co aktualnie dzieje się z naszym cyklem – w edycji parkowej będą mogli wziąć udział tylko muzycy, którzy są w stanie ze swoim instrumentem rozstawić się w przestrzeni zalesionej. Zobaczymy, jak to się rozwinie, ale po ostatnim wydarzeniu jestem dobrej myśli. Same parkowe grania wraz z grupą muzyków zamierzam rozwijać i tworzyć co tydzień w niedzielę – oczywiście jeśli pogoda będzie na to pozwalać. Tydzień po graniu z Michałem udało się to powtórzyć jako wspomniane Bytowanie muzyków w Amfiteatrze Parku Cytadela. Muzyków już na „scenie” było sześciu i muszę przyznać, że odbiorcy dopisali. Od wielu ludzi dostaję znaki, że to superakcja, której potrzebowali. Cieszy mnie takie powolne, małe wprowadzanie normalności do tego aktualnie dziwnie skonstruowanego świata.

 

Muszę przyznać też, że mam trochę przesyt tego, co dzieje się w sieci. Ktoś wymyślił przykładowo formułę koncertów balkonowych i to jest powielane na milion sposobów w bardziej lub mniej udolny sposób.

Oczywiście streamingi to najprostsza forma dotarcia do odbiorców i od tego nie uciekniemy, bo i nie mamy potrzeby. Sam rozwijam tę formę wraz z Dawidem Dąbrowskim, tworząc nowy byt o nazwie Hiatus. Na ten moment pojawiać się on będzie w formie streamingów internetowych nakierowanych na muzykę z różnych światów, ale skupionych wokół elektroniki. W październiku planowany jest Festiwal Hiatus, wspierany ze środków Miasta Poznania. Będzie to duże wydarzenie dla tego typu muzyki, nie tylko jeśli chodzi o lokalne podwórko, ale również ogólnokrajowe. Wiem, że praktycznie wszystkie festiwale w tym roku zostały odwołane i ciężko prorokować, czy w październiku regularny festiwal będzie mógł się odbyć. Mogę zdradzić, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to odbędzie się on w dużym i znaczącym miejscu na mapie Poznania, jeśli jednak sytuacja pandemiczna się przeciągnie, to tak czy siak pod koniec października wydarzenie się odbędzie w bardziej digitalnej formie. 

 

Hubert Karmiński (Karminsky) – człowiek wielu pasji i zainteresowań skupionych wokół muzyki. Producent aspirujący do bycia zwanym muzykiem – ze względu na posiadane umiejętności gry na gitarze basowej i syntezatorach. Rodem z Kujaw, związany z poznańską sceną eksperymentalno-improwizatorską. Współzałożyciel netlabelu Wielu Nagrania. Współtwórca Festiwalu Hiatus. Realizator dźwięku w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Absolwent wrocławskiej Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Laureat konkursu producenckiego Lato nad Wartą współorganizowanego przez Ableton Polska. Z programem Ableton Live związany mocno, gdyż z pasją prowadzi zajęcia z jego obsługi. Twórca instalacji dźwiękowej „Niedopowiedzenia” realizowanej w ramach projektu Sąsiedztwo – Granice Bliskości 2017, muzyki do spektakli teatralnych: „Cała ziemia była pokryta mgłą” (2019), „LaLiLu” (2020, Studio Teatralne BLUM) oraz udźwiękowienia do wystawy „Hybryda – poemat hybrydyczny”. Współorganizator wielu akcji, takich jak Muzyczne Komplety (gdzie również udzielał się jako nauczyciel) czy Orkiestra Kopernika – Kopernik na podsłuchu (gdzie wcielał się w rolę dyrygento-producenta). Kurator Kołorkingu Muzycznego, w ramach którego cyklicznie organizuje spotkania improwizowane KOimpro! i szereg innych. Na antenie Radia Afera prowadzi autorską audycję o muzyce niezależnej Salon Odsłuchowy. Jest członkiem wielu formacji muzycznych, od awangardowego impro Drogi Krajowe, Poznańskiej Orkiestry Improwizowanej, przez elektroakustyczny duet (Giżycki/Karminsky), postpunkowe kapele (Wnuczka Mróz), po syntetyczny pop  (Żywłoga, Junosty). Jako członek Grupy Syntezatorowej Rafała Zapały koncertował z legendarnym zespołem Księżyc. Grał na basie i syntezatorze w projekcie Michała Kowalonka.