fot. Mariusz Forecki

Deglet Nour. O fotografowaniu Algierii

Myślę, że niezależnie od miejsca, jakie zajmujemy na Ziemi, podstawowe ludzkie sprawy wyglądają podobnie: pójście na zakupy, spacer, wyjście ze znajomymi, spacer zakochanych. Ta wspólnota jest dla mnie inspirująca i na nią zwracam uwagę – mówi Tytus Grodzicki w rozmowie z Eweliną Jarosz.

EWELINA JAROSZ: „Deglet Nour” to tytuł twojej pierwszej książki fotograficznej. Te egzotycznie brzmiące słowa znaczą „palec światłości”, którym jest najlepsza odmiana daktyla, nazywana też „złotem Algierii”. Okładka ma ciepły, miodowo-złoty kolor jak skórka daktyla. Przez jej fakturę niejako prześwituje zrobione przez ciebie zdjęcie. Widać, że książka została uważnie przemyślana i zaprojektowana. Czy możesz opowiedzieć o jej powstawaniu?

 

TYTUS GRODZICKI: Włóczyłem się po Algierii, gdzie podczas dwóch wyjazdów zrobiłem dużo zdjęć. Większy wysiłek związany z pracą nad książką leżał jednak po stronie edytorów książki – Moniki Szewczyk-Wittek i Filipa Ćwika, którzy dokonali wyboru fotografii. Książka zawiera teksty dwóch autorów, Algierczyka i Polaka.

Jest w niej tekst Yasmina Khadry, znanego pisarza algierskiego, piszącego po francusku. Myślałem, że najtrudniej będzie do niego dotrzeć. Okazało się jednak, że z całej listy pisarzy, których planowałem zaprosić do projektu, to właśnie on najchętniej odpowiedział. Khadra napisał swój tekst na bazie zdjęć, które mu wysłałem. Oto jego fragment:

 

Nie wiem, na czym polega miłość, którą darzy się własny kraj i nie potrzeba tego wiedzieć. Wystarczy czuć. Algieria jest emocją. Jest zarazem marzeniem i urojeniem, nadzieją i lękiem, modlitwą i pobożnym życzeniem. Jej dramat mnie zasmuca, jej niezłomność przywraca mnie do życia. Mój stosunek do ojczystego kraju przekracza ramy zdrowego rozsądku. Jestem w ciągłej gorączce, jak narkoman na głodzie szukający samego siebie wśród halucynacji.

 

Z Bartkiem Sabelą było podobnie. Okazało się, że nasze sposoby widzenia świata mają wiele punktów wspólnych. Obaj zgodziliśmy się, że swój tekst Bartek napisze bez uprzedniego zapoznania się z tekstem Khadry.

 

„Deglet Nour”, Tytus Grodzicki. Źródło: materiały prasowe

Nie jestem pewien czy te wszystkie miejsca (jeszcze) istnieją, a ich ulotni bohaterowie żyją. Zresztą może to nie ma znaczenia. Może istniały tylko wtedy, przez chwilę, przez ułamek sekundy, gdy Tytus robił te zdjęcia. Tak czy inaczej pozostaje ciekawość. Spojrzenia pozostają w myślach, kształty tkwią w pamięci, rodzą się pytania bez odpowiedzi. Co myślała ta kobieta? Czy ten mężczyzna coś powiedział? Co wydarzyło się po naciśnięciu migawki? Fotografia tworzy relację, odległą, trochę nieuświadomioną a jednak bardzo silną między fotografowanym a tym, który tą fotografię będzie oglądał, często tysiące kilometrów dalej, lata później. Autor zdjęć jest naszym przewodnikiem, kreatorem. Nieobecnym, niewidocznym, pozostającym poza kadrem. A jednak to dzięki jego kunsztowi następuje to spotkanie światów.

 

Jak to się stało, że część swojego dzieciństwa, które przypadło na lata 80., spędziłeś w Algierii? Jakie doświadczenie zostało w twojej pamięci zanim po raz kolejny odwiedziłeś Algierię, żeby ją sfotografować? 

Książka „Deglet Nour” Tytusa Grodzickiego. Zdjęcie z wystawy w galerii CENTRALA.art. Fot. Michał Frąckowiak

W latach 80. wielu Polaków pracowało w Algierii. Tak też było z moimi rodzicami, którzy są inżynierami. Wyjazd przypadł na połowę piątej i całą szóstą klasę szkoły podstawowej. W tamtych latach rzadko wyjeżdżało się za granicę, a co dopiero na inny kontynent, więc tym bardziej doświadczenie wyjazdu mocno odcisnęło się w mojej pamięci.

W Algierii mam również przyjaciół z tamtych czasów. Choć nie utrzymujemy znajomości na bieżąco, to po trzydziestu latach  postanowiłem odwiedzić jednego z nich. Było tak, jakbyśmy widzieli się wczoraj. Spędzaliśmy razem czas, w trakcie którego pokazywał mi różne miejsca w mieście Djelfa, jak i w okolicach. Część z nich pamiętałem z dawniejszych czasów, na przykład Rocher de Sel, czyli Solne Skały (można je zobaczyć na zdjęciu zamykającym książkę).

 

Fotografia podróżnicza, zwłaszcza w wykonaniu białych Europejczyków, łatwo daje się złapać w pułapki dyskursu kolonialnego. Istnieje ryzyko, że fotograf z Europy będzie egzotyzował ludzi i pejzaże północnoafrykańskie. Tej egzotyzacji nie widać na twoich zdjęciach. Zamiast „Casablanki” (filmu, który jest przykładem zachodnich kulturowych klisz północnej Afryki) widzimy oszczędne portrety i miejsca dalekie do egzotycznego powabu; fotografie bardziej uderzające prawdą powszedniości niż kulturowymi wyobrażeniami dalekich krajów. Czego szukałeś w Algierii, wracając tam po latach, żeby zrobić zdjęcia? 

Najbardziej interesuje mnie piękno codzienności. Jednym z motywów mojego wyjazdu było odwiedzenie miejsc, które widziałem w latach 80. Podróżowałem z kolegą, który również mieszkał w Algierii.

Nie chciałbym narzucać poprzez słowa translacji fotograficznej wizji codzienności, którą można oglądać na wystawie. Myślę, że niezależnie od miejsca, jakie zajmujemy na Ziemi, podstawowe ludzkie sprawy wyglądają podobnie: pójście na zakupy, spacer, wyjście ze znajomymi, spacer zakochanych. Ta wspólnota jest dla mnie inspirująca i na nią zwracam uwagę, bo w niej jest ludzkie piękno, które w zdezelowanej rzeczywistości staje się czymś rzadkim i wyjątkowym.

 

Wydaje mi się, że to, co robię nie jest do końca fotografią podróżniczą. Moim zdjęciom bliżej temu do dokumentu.

Moim celem nie było ukazanie Algierii jako turystycznej propozycji. Kładłem nacisk na postrzeganie relacji między ludźmi. Spotkałem się też z wypowiedziami, że te zdjęcia są niespecyficzne. Podobne wyszłyby, gdybym wybrał się z aparatem na Cytadelę. Myślę, że jest w tym jakaś prawda. Ale być może najbardziej interesujące jest właśnie to, co niespecyficzne.

 

Jaka jest dziś sytuacja kobiet w Algierii – kraju, w którym równość między płciami jest trudna do osiągnięcia, m.in. z uwagi na silne wpływy religijne? 

Wystawa fotografii Tytusa Grodzickiego w galerii CENTRALA.art. Fot. Mariusz Forecki

To jest bardzo złożona sprawa i nie chciałbym występować w roli eksperta, zwłaszcza że nie jechałem badać tam tego konkretnego problemu. Jechałem tam trochę jak listonosz, który chce przywieźć coś i pokazać.

Odpowiadając na twoje pytanie, bardzo łatwo o uproszczenia, zwłaszcza gdy patrzy się na Algierię z oddalenia. Relacje kulturowe i religijne mają wpływ na ludzi i ich sposób życia, a uproszczenia wynikają też z oceny innej kultury przez pryzmat standardów tej, w której się wzrastało. Dlatego mogę powiedzieć, że w przeciwieństwie do moich zdjęć, które są czarno-białe, sytuacja kobiet w Algierii nie jest czarno-biała. Na swej drodze spotkałem kobiety, które mówiły, że są szczęśliwe.

 

Jak byłeś postrzegany jako fotograf przez Algierczyków i Algierki, których fotografowałeś?

Wystawa fotografii Tytusa Grodzickiego w galerii CENTRALA.art. Fot. Michał Frąckowiak

Nie wiem tego, ponieważ mój styl robienia zdjęć polega na tym, żeby nikt nie wiedział, że je robię. Zależy mi na uchwyceniu autentyczności tego, co widzę i jak się temu przyglądam. Fotografowanie aranżowanych sytuacji mnie nie interesuje.

Wiem natomiast, że będąc w Algierii, spotykałem się z wielką życzliwością ludzi. Społeczną zaletą tego miejsca jest to, że nie jest ono zepsute przez przemysł turystyczny, w związku z czym każdy człowiek odmienny niż „tamtejszy” budzi ogromne zainteresowanie. Chodząc z aparatem na wierzchu, często byłem zaczepiany przez ludzi, którzy chcieli, żebym zrobił im zdjęcie. Przybierali różne pozy, a to mnie wcale nie interesuje, ponieważ lubię patrzeć na rzeczy, które się dzieją, a nie są inscenizowane.

 

Na koniec chciałam zapytać o kolejny projekt fotograficzny. Czy jest on również związany z podróżą?

Nie pracuję w sposób projektowy. Jeżdżę w różne miejsca, gdzie powstają zdjęcia. Nie wiem jeszcze, co stanowić będzie podstawę kolejnej książki; być może również dlatego, że do zdjęć powstałych w trakcie podróży wracam po dość długim czasie – mniej więcej po roku zaczynam nad nimi pracować. Jeżdżę w różne miejsca, często do Afryki, szczególnie dobrze czuję się w jej północnej części. Nie potrafię teraz powiedzieć, co się z tych podróży wykluje.

 

Gratuluję wystawy i dziękuję za rozmowę. 

Rozmowa przeprowadzona przy okazji wystawy „Deglet Nour”, inaugurującej otwarcie przestrzeni twórczej CENTRALA.art, prowadzonej przez Annę Gregorczyk, przy Placu Cyryla Ratajskiego 6a w Poznaniu.

 

TYTUS GRODZICKI – urodził się w 1972 roku w Poznaniu, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu (1995), zajmuje się fotografią dokumentalną, uliczną i podróżniczą. Jest laureatem m.in. 5. Leica Street Photo, DEBUTS 2016 czy Wielkopolska Press Photo. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików oraz FOTSPOT.

CZYTAJ TAKŻE: Syria Macieja Moskwy

CZYTAJ TAKŻE: Egzotyczne rytuały władzy. Fotografie Stanisława Wiktora

CZYTAJ TAKŻE: Gwarancja ochrony przed chaosem. Jadwiga Sawicka w Galerii Ego