fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

Gadanie samemu ze sobą

„Niebinarność dla mnie jest właśnie takim odkryciem, że dużo łatwiej jest mi się utożsamić np. z meduzą, kolorem fioletowym, dźwiękiem metalu czy kolcami niż z kobietą i mężczyzną” – mówi Cosmia, osoba dragowa.

Jakub Wojtaszczyk: Z Torunia przeniosłaś się do Poznania, a wraz z tobą przeniósł się twój drag. Warto było?

Cosmia: Do Poznania przyjeżdżałam, zanim zaczęłam robić Cosmię, tylko dlatego, że działo się tutaj bardzo wiele dragowych imprez i innych wydarzeń. Pod tym względem miasto podobało mi się o wiele bardziej niż chociażby Warszawa. Kiedy moje życie prywatne uległo gwałtownej zmianie, stwierdziłam, że czas najwyższy na przenosiny. W ciągu kilku godzin podjęłam decyzję o przeprowadzce, a kilka tygodni później byłam już na miejscu. Zanim zapytasz, co dokładnie zmotywowało mnie do wyjazdu, powiem, że ta historia niedługo zostanie opowiedziana na scenie.

 

JW: Czy scena jest terapeutyczna?

C: Bywa, ale mam w swoim repertuarze występy, które są po prostu głupie. Jak robię Agnieszkę Chylińską do piosenki „Nie mogę cię zapomnieć”, to nie znajdziesz tam wiele głębszych emocji, tylko po prostu kilka drinków i dużo pewności siebie.

 

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

Drag może być fun, zabawny i w taki sposób go celebruję.

Nie chcę zamykać go tylko w kategoriach high art, sztuki wysokiej, konceptualnej, której nie zrozumiesz bez klucza interpretacyjnego. Drag może być bezsensowną zabawą, ale scena daje też bezpieczną możliwość wykrzyczenia pewnych emocji, by później nie odczuwać ich w prawdziwym życiu. Mam numery, w których wychodzę do publiczności i lipsyncuję swoją frustrację.

 

JW: Czym się frustrujesz?

C: Nie jest to stały stan, ale są momenty w moim życiu, które wzmagają moją mizantropię. Jest ona motywowana nienawiścią ludzi, tym, że robią złe rzeczy, które później pokazują media.

 

Homofobia, transfobia, ksenofobia… jak je bardzo często oglądasz i odczuwasz, łatwo jest zacząć odczuwać niechęć do ludzi jako grupy. Nazywam to kolektywną nienawiścią.

Jednak wierzę, że natura ludzka jeśli nie jest dobra, to na pewno neutralna. Wierzę w to, tak samo jak w to, że drag jest rozmową ze światem. Biorę z niego te elementy, które mnie ciekawią i łączę w nową całość pod postacią Cosmii. Elementy mogą tyczyć się aktywizmu, ale mogą też dotyczyć inspiracji, koloru, kształtu, dźwięku. To, w jaki sposób widzę świat i czym się inspiruję, przetwarzam w środku i na tej podstawie buduję coś zupełnie nowego, by później odnieść się do tego na scenie, wynieść tę wizję do osób na widowni.

 

JW: Czy tak wygląda twoja definicja dragu?

C: Tak! Aspekt mojego osobistego doświadczenia jest bardzo istotny w Cosmii. Pozwala realizować to, co siedzi wewnątrz mnie. Zrozumiałam to już na samym początku, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam drag show na żywo – w Amsterdamie na występie osoby performerskiej Aja z 9. edycji programu „RuPaul’s Drag Race”, na który poszłam z moją najlepszą przyjaciółką.

 

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

Show było prawdziwie psychodelicznym momentem w moim życiu, bo wtedy jeszcze jedną nogą stałam w nastoletniości, a już rozmyślałam o tym, czego chcę doświadczyć w życiu dorosłym.

Doszedł do tego wpływ grzybków halucynogennych, które z przyjaciółką zjadłyśmy na kilkanaście godzin przed występem. Połączenie narkotyków i dragowego show było bardzo oczyszczające, trochę przerażające, ale jednocześnie bardzo otwierające na emocje i doświadczenia. Pamiętam, że coś we mnie pękło. Wyszłam z klubu zapłakana i smutna, bo zrozumiałam, patrząc na queerowe i nieheteronormatywne osoby wokół, że przeżywam szok kulturowy. Przebywałam w otoczeniu ludzi, którzy nie muszą udawać, kim są. Po nitce do kłębka zrozumiałam, że też tak chcę. Nie była to jeszcze myśl o dragu, ale silna potrzeba przełożenia tego, jak czuję się w środku siebie, na to, jak wyglądam.

 

JW: Jak prezentowałeś się światu przed narodzinami Cosmii?

C: Przez poezję. Jednak wtedy, po show Aji, uświadomiłam sobie, że potrzeba mi jeszcze strony wizualnej, a przecież drag na niej najbardziej się opiera. To, co w nim najfajniejsze, to możliwość łączenia z innymi elementami czy aspektami, jak właśnie werbalne. Myśl o tym towarzyszyła mi przez parę miesięcy, nim w końcu odważyłam się na pierwsze wyjście w dragu. Nim minęło kilka następnych, byłam gotowa na debiut sceniczny.

 

JW: Jak na początku twoje dragowanie wyglądało?

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

C: Tak, jak gwiazdy popu mają swoje ery w karierze, tak też myślę o Cosmii, ha, ha. Początkowo nie robiłam rzeczy radykalnie queerowych. Wtedy mój drag miał być efemeryczny i smutny. Jednak bardzo szybko zrozumiałam, że na co dzień chcę iść na środek pola, by w samotności i na wietrze posłuchać zespołu Florence and the Machine, ale niekoniecznie chcę to robić w dragu. Następnie pojawił się aspekt klaunady, cyrkowości i samej postaci klauna. Taki wizerunek mocno ze mną rezonował. Zaczęłam identyfikować się jako osoba niebinarna, transpłciowa.

 

Teraz na Cosmię, prócz elementów cyrkowo-klaunowych, wpływają aspekty psychodeliczne, postać jest komiksowo przerysowana, trochę jak villain, postać negatywna, z opowieści o superbohaterach i superbohaterkach.

Dopiero teraz widzę, że Cosmia jest spójna w swoim przejaskrawieniu, nie jest ani kobieca, ani męska,  tylko bardzo niebinarna. Tak, jak wspominałam, mój drag ma odzwierciedlenie z tym, co jest wewnątrz mnie. Z czasem odkryłam, że moja seksualność jest płynna, a ja coraz mocniej definiuję się z paneseksualnością [seksualny, romantyczny lub emocjonalny pociąg do osób niezależnie od ich płci lub tożsamości płciowej].

 

JW: Wspomniałeś o queerowości. Czym ona dla ciebie jest?

C: Tak, jak drag jest rozmową z innymi, tak queerowość jest gadaniem samemu ze sobą. Queerowości nie obchodzi, co ma do powiedzenia normatywność. Będzie to próba dotarcia do swojej prawdziwej natury i zrozumienia siebie bez kategorii, które narzuca nam społeczeństwo. Wreszcie queerowość może być przeciwstawieniem się normom. Tak naprawdę raczej się ją czuje niż rozumie. Oczywiście można queerowość rozdrabniać naukowymi testami, ale, dla mnie, to może być i radykalny protest, i dragowy występ. Może nią być coś banalnego, jak przejście przez ulicę w czymś, co może być źle postrzegane w oczach większości lub wyrażenie swojej opinii w odbiegający od normy sposób, queerowość może być poglądem, kolorem, dźwiękiem, wszystkim.

 

JW: A niebinarność?

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

C: Kilka miesięcy temu byłam w oceanarium w Sewilli, w którym po raz pierwszy zobaczyłam meduzy. Wzruszyłem się. Były najpiękniejszymi istotami, jakie widziałem. Zacząłem rozmyślać nad tym, dlaczego tak na mnie działają. Doszłam do tego, że nie tylko mi się podobają, ale też w jakiś sposób się z nimi identyfikuję.

 

Niebinarność dla mnie jest właśnie takim odkryciem, że dużo łatwiej jest mi się utożsamić np. z meduzą, kolorem fioletowym, dźwiękiem metalu czy kolcami niż z kobietą i mężczyzną.

Są to pojedyncze rzeczy, faktury, kształty, postaci czy zapachy, które mają cząstkę mojej duchowości. Czuję, że gdybym miała być kolorem, byłabym fioletowa. Albo gdybym miała być printem, byłabym panterą. Niebinarność jest spojrzeniem na świat, które pozwala definiować się przez wiele rzeczy i tylko my wybieramy, przez co zamierzamy to robić.

 

JW: Czyli binarny podział jest po prostu ograniczający?

C: Gdyby więcej osób rozumiało, czym jest niebinarność, tym więcej by się w taki sposób definiowało. Mam na myśli to, że tak naprawdę dzisiaj jest bardzo dużo osób, które funkcjonują w heteronormie, ale patrząc z perspektywy stu, dwustu lat, tak naprawdę są totalnie queerowe i niebinarne, np. kobiety noszące spodnie czy w ogóle chodzące do pracy albo nastoletni cisheterochłopacy, którzy malują sobie paznokcie. Spojrzenie na świat przez pryzmat zmian ubioru czy ról płciowych pokazuje, jak queeruje się zastała rzeczywistość.

 

JW: Powiedziałeś, że queer to próba zrozumienia siebie. Jak wyglądało to u ciebie?

C: Jest to nieskończony proces. Wydaje mi się, że dużą częścią tej nauki jest codzienność, patrzenie na zachowania, takie jak sposób poruszania się, wybór ubrania czy to, jakie owłosienie ciała noszę. Ważne dla mnie było zauważenie tego, że mimo niebinarnego zachowania czy ubioru cały czas o wielu aspektach myślałem w normatywny sposób.

 

JW: Możesz podać przykład?

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

C: Dlaczego szybki i mocny chód nazywam męskim? A kiedy trzęsę udami czy pośladkami przy chodzeniu, określam to jako kobiece? Dlaczego zarost na ciele jest czymś męskim, a pomalowane paznokcie uważam za kobiece? Podczas terapii wyszło, że te binarne struktury są bardzo mocno zakodowane w mojej głowie i przekładają się na poczucie dysforii [znaczne obniżenie nastroju, w którym ujemny ton emocjonalny zyskuje silne zabarwienie gniewem, złością lub rozdrażnieniem].

 

Dlatego staram się rzeczy, które nazywamy powszechnie męskimi i żeńskimi, określać inaczej.

Chód nie będzie męski, tylko stanowczy albo wulgarny. Pomalowane paznokcie nie będą kobiece, tylko finezyjne, ciekawe, a nawet ostre.

 

JW: Czy dysforia doskwierała ci wcześniej, czy dopiero przy kwestionowaniu binarnego podziału?

C: Pewne aspekty dysforii pojawiały się wcześniej, były związane z akceptacją samego ciała, ale nie konkretnie z płcią. Kiedy zacząłem kwestionować binarny podział, niebinarna dysforia się nasiliła. Jednak trudno jest mi złapać jej esencję. Nie wykluczam też tranzycji. Dużo dały mi słowa Ali Urwał z wywiadu, który z nią przeprowadziłeś, że nie chce zestarzeć się w męskim ciele. Rezonują one ze mną. Jednak staram się częściej myśleć o euforii płciowej.

 

JW: Kiedy się pojawia?

Cosmia, fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

C: W momencie, gdy prezentuję się w bardziej kobiecy sposób. Mówię „kobiecy”, by podkreślić w jaki sposób może mnie wtedy postrzegać osoba z zewnątrz. Euforia pojawia się, kiedy wydepiluję ciało, zapuszczę włosy albo nałożę makijaż i zrobię paznokcie. Czasami to uczucie wywołuje też noszenie zarostu i wąsów. Jednak zdarza się, że czuję się przytłoczona tym, że muszę bardzo dużo pracy włożyć tylko dlatego, by legitymizować się w oczach innych jako osoba męska czy kobieca. Wtedy na powrót odczuwam dysforię, dlatego wolę trzymać się tych euforycznych doświadczeń.

 

JW: Czy Cosmia dostarcza ci takiej właśnie radości?

C: Tak, łączy się z moją queerowością, pomogła mi zrozumieć moją niebinarność. Jednak myślę o  moim dragu jako o sposobie opowiedzenia o własnych doświadczeniach.

 

Tworzę swoje dragowe uniwersum, ponieważ pojawiają się tam powracające motywy, postaci, symbole.

W występach, w tych na żywo i online, bardzo często przewija się Czarny Pan. To taka postać, która przewijała się w moich paraliżach sennych, czyli momentach, kiedy jestem na wpół obudzona, mój umysł już nie śpi, ale ciało wręcz przeciwnie, i nie mogę się ruszyć. Wtedy nawiedzają mnie mary, które wchodzą do pokoju i zaczynają mnie dusić. Mogę jedynie liczyć na to, że się zupełnie obudzę. Jedną z takich mar jest właśnie wspomniany Czarny Pan, który reprezentuje wszystkie moje strachy, demony, jakieś wyparte doświadczenia, które, gdy je odkryłem, chciałem przełożyć na scenę i o nich opowiedzieć.

 

JW: Czym jeszcze charakteryzują się występy Cosmii?

C: Pójdę drogą Lyncha i nie będę wyjaśniać. Jeśli widz czy widzka przyjrzą się moim show, zauważą powracające motywy, utwory, kolory. Dużo starań włożyłem, by stworzyć obraz, w którym będzie gruba warstwa interpretacyjna. Jednak nie chcę nikomu jej narzucać, ponieważ odczytanie intencji mojego występu jest równie ważne, co prywatna interpretacja każdej z osób na widowni.