fot. Pexels

Gestapo węszy zamach

Znienawidzony nazistowski namiestnik Kraju Warty, Arthur Greiser, nigdy nie był celem ataku ze strony polskiego ruchu oporu. Kiedy jednak w grudniu 1939 roku pod Międzychodem zginął jego jedyny syn, gestapo próbowało mu wmówić, że to sprawka Polaków.

W wieczornym mroku 20 grudnia 1939 roku, drogą do Poznania niedaleko Birnbaum (niemiecka nazwa Międzychodu), pędziła elegancka niemiecka limuzyna. Auto bez włączonych świateł prowadził niemiecki kierowca, Theodor Hey, urzędnik w randze asystenta administracyjnego, a podróżowali nim porucznik Hans Schulz-Wiedemann oraz syn Arthura Greisera z pierwszego małżeństwa, Erhardt.

Syn Greisera jechał do ojca ze szkoły z internatem w Feldafing. Miał spędzić z nim ferie świąteczne w podbitym i administrowanym krwawo przez ojca okręgu.

 

„Greiser wysłał samochód z kierowcami do Frankfurtu nad Odrą, by oszczędzić synowi podróży kiepskimi kolejami w nowym Gau [niem. okręgu – przyp. red]” – opisała zdarzenie Catherine Epstein, autorka biografii Greisera „Wzorcowy nazista” –  „Samochód podwiózł najpierw jego kolegę do rodzinnej posiadłości. Chłopak prosił, by Erhardt spędził noc u niego, ale ten chciał jak najszybciej zobaczyć się z ojcem”.

 

Samochód jechał przez Gorzyń. W ciemnościach szofer zapewne nie dostrzegł znaku drogowego, zapowiadającego niestrzeżony przejazd kolejowy. Nie spodziewał się więc torów, nie dostrzegł też zbliżającego się nocnego pociągu. Kiedy auto wjechało na tory, z ciemności wyłoniła się rozpędzona lokomotywa…

ŚMIERĆ BYŁA NAGŁA

Nawet nie zauważyli, że giną” – napisał Leszek Adamczewski, autor książki „Poligon. Sensacje z Kraju Warty” – „Uderzenie było niespodziewane. W ułamku sekundy rozpędzony parowóz zmiażdżył limuzynę z Urzędu Namiestnika Rzeszy Okręgu Posen, na miejscu zabijając kierowcę i dwóch pasażerów”.

Oprócz syna Greisera zginęli także bliscy jego współpracownicy – Hey był kamerdynerem gauleitera, a oficer bliskim przyjacielem.   

Już kilka godzin po tragicznym zdarzeniu na feralnym przejeździe zjawili się niemieccy śledczy z policji kryminalnej i politycznej. Prowadzący skład polski maszynista stał się z miejsca głównym podejrzanym. Gestapo natychmiast zasugerowało, że zdarzenie było próbą zamachu na życie gauleitera.

 

„Być może chodziło o zdobycie pretekstu do masowych egzekucji Polaków. Ale Greiser zachował się wyjątkowo spokojnie” – twierdził nieżyjący już specjalista od historii niemieckiej okupacji, prof. Czesław Łuczak.

 

Arthur Greiser

Arthur Karl Greiser, niemiecki działacz nazistowski, fotografia portretowa w mundurze SS, lata 1931–1934, autor nieznany. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Gestapowcy sugerowali, że za śmierć syna gauleitera Greisera może odpowiadać bliżej niezidentyfikowana polska organizacja związana z dywersją pozafrontową. Pojawiły się nawet plotki o gwoździach, rzekomo rozrzuconych na szosie przez polskich partyzantów. Tyle tylko, że śledczy nie znaleźli na to żadnych dowodów. Kiedy ustalono, że z powodu zaciemnienia wojennego pociąg jechał bez włączonych świateł, a pomiary i analiza śladów pozwoliły zrekonstruować przebieg wypadku, teoria o zamachu upadła.

Zdaje się, że mimo poduszczeń gestapowców, nie uwierzył w nią sam Greiser. Zapewne zdawał sobie sprawę, że Polacy byli zbyt słabi i niezorganizowani, by już wtedy zdobyć się na tak misterną akcję. Greiser pewnie nie wiedział, że w końcu 1939 roku w Poznaniu działały już pierwsze polskie organizacje konspiracyjne. Wątpliwe jednak, by po pierwsze wiedziały o tak tajnej sprawie jak podróż syna Greisera do Poznania, a po drugie – by zdecydowały się na atak na dziecko.

BYŁ ŚWIETNIE STRZEŻONY

Niemiecka policja i gestapo ostatecznie wykluczyły hipotezę zamachu – nie znalazły na to żadnych dowodów. Prof. Czesław Łuczak był zdania, że polski ruch oporu nigdy nie próbował zgładzić samego hitlerowskiego namiestnika.

 

„Zbrojna konspiracja w Wielkopolsce była dość słaba, w dodatku Niemcy dobrze się w niej orientowali. Poza tym Greiser był mocno strzeżony. W czasie wojny mieszkałem w Mogilnie niedaleko torów. Zawsze, gdy Greiser przejeżdżał pociągiem do Bydgoszczy, policja wchodziła do okolicznych domów i pilnowała mieszkańców, aby nikt nie podszedł bliżej niż 100 metrów od toru” – opowiadał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

 

21 grudnia 1939 roku, następnego dnia po śmierci syna, Greiser wygłosił przemówienie na placu przed poznańskim Zamkiem, transmitowane przez radio w całej Rzeszy.

 

„Pomimo ciężkiego osobistego ciosu, który spadł na niego tego samego dnia, gauleiter Greiser […] jako czołowy narodowy socjalista w Warthegau mówił o świetle, które Führer i narodowosocjalistyczny światopogląd zesłał narodowi niemieckiemu” – relacjonował nazistowski „Ostdeutscher Beobachter”.

SYMBOLICZNA KREMACJA

Erhardta Greisera pochowano 23 grudnia 1939 roku na cmentarzu ewangelickim św. Łukasza. Dziś to teren zajmowany przez Międzynarodowe Targi Poznańskie.

 

„Wiara w Niemcy i ich Führera była treścią jego młodego życia” – napisał Greiser w nekrologu syna.

 

Gdy w styczniu 1945 roku uciekał z Poznania, po raz ostatni stanął nad grobem syna. Zatrzymał się też w miejscu jego tragicznej śmierci. A kiedy w 1946 roku podczas procesu w Poznaniu został skazany na śmierć, prosił, by pochowano go obok mogiły Erhardta.

Erhardt Greiser

Krzyż upamiętniający śmierć Erhardta Greisera, Gorzyń. Źródło: Google Maps

Jego ostatnia wola nie została spełniona. Po egzekucji na stokach Cytadeli (21 lipca 1946 roku) jego ciało zostało spalone w piwnicy Collegium Anatomicum w tym samym piecu, w którym w latach okupacji spalono ponad 4,5 tysiąca zwłok Polaków, straconych przez Niemców.

W miejscu tragicznej śmierci młodego Greisera w czasie okupacji stał kamień z wyrytą swastyką i nazwiskami ofiar. Po wyzwoleniu Międzychodu głaz wyniesiono w pole jakieś pół kilometra od przejazdu i porzucono. Przy rzadko używanym przejeździe kolejowym w Gorzyniu stoi dziś drewniany krzyż.

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor książek „Poznaniacy przeciwko swastyce” i „1956. Przebudzeni” oraz powieści „Cwaniaki” i „Szmery”.