fot. redakcja

Hity bez filozofii

Tworzymy fajne kawałki, ale nie cukierkowe. Wiele piosenek jest teraz tworzonych pod jakiś trend. Brakuje muzyki, która wyrażałaby pochwałę melodyjności. Idziemy właśnie tą drogą, dodając jeszcze wysoki warsztat – mówią muzycy z Face2Face. W Polsce już o nich głośno, w Poznaniu – skąd pochodzą – jeszcze nie.

Kuba Wojtaszczyk: Face2Face to zupełnie nowy projekt muzyczny na naszym rynku. Jak się debiutuje?

Face2Face: Ciężko i długo! (śmiech) Oczywiście wszystko zależy od tego, jaką drogę sobie obierzemy. Wydaje nam się, że jeżeli chce się zabłysnąć na chwilkę, to jest to stosunkowo proste. My tworzymy autorskie kawałki, a z myślą o zachodnim odbiorcy śpiewamy po angielsku…

Okej. To po kolei. Graliście m.in. z Ray’em Wilsonem, ostatnim wokalistą Genesis. Czy wtedy narodził się wam w głowie Face2Face?

To działanie długofalowe. Nie tylko Ray stanął na naszej drodze muzycznej. Spotykaliśmy się z różnymi, mniej lub bardziej znanymi, artystami. Cały czas też współpracujemy z innymi, Darek m.in. z Maćkiem Maleńczukiem. Dzięki takim kooperacjom szlifowaliśmy swój warsztat. Jednocześnie byliśmy przekonani, że prędzej czy później, musimy rozpocząć działalność na własny rachunek. Początkowo pozostawało to tylko w fazie planowania. Głównym przyczynkiem do rozpoczęcia Face2Face stało się zerwanie współpracy z Ray`em. Uznaliśmy, że to idealny moment, tym bardziej, że już wtedy mieliśmy gotowy materiał.

Obecnie chyba samo doświadczenie, materiał i umiejętności nie wystarczają?

Oczywiście, ważne by muzyka miała pewną konfrontację, czyli pojawiła się w mediach.  Kontakty, które nawiązaliśmy w trakcie naszych poprzednich działalności ułatwiły start zespołu, m.in. Paweł Solarz z Radia Kielce otworzył nam wiele drzwi. Dzięki niemu nasza muzyka jest dość często grana w radio. Od kilku tygodni nie schodzimy z list przebojów!

Idziecie jak burza!

Tak! Ale to jest właśnie suma naszych doświadczeń, do nich zdecydowanie należy zaliczyć spotkane na naszej drodze osób np. z telewizji. To niewątpliwie pomaga, bo zwalnia nas z anonimowości, która często jest, może nie niemożliwa, ale trudna do przeskoczenia. Kontakty ułatwiają, ale nie załatwiają sprawy. Najważniejszy jest talent i fakt, że nasza muzyka się podoba. Oczywiście trzeba też trafić w profil danego radia. To też ciężka praca – robimy research stacji, piszemy do redaktorów. W momencie, gdy utwór się spodoba, nie tylko mamy ogromną satysfakcję, ale też frajdę, bo piosenka leci na antenie. Następny krok to dostanie się na playlistę. My zagościliśmy w programie Pierwszym Polskiego Radia!

Porozmawiajmy o lokalności. Czy Face2Face można nazwać zespołem poznańskim?

W zasadzie nie istniejemy w Poznaniu. Zostawiliśmy nasze rodzime miasto na promocyjny koniec, także z tego względu, że – paradoksalnie – najtrudniej działać u siebie.

Myślicie, że lokalność może wam zaszkodzić w poznańskich mediach?!

Poznańskie środowisko jest dość specyficzne i hermetyczne. Wydaje nam się, że lepiej wystartować w innym mieście, wtedy faktycznie zespół jest doceniany za muzykę, a nie koneksje. Do Poznania wkraczamy powoli. Koncertowaliśmy w Good Time Radio, gdzie przyjęto nas bardzo ciepło. Zainteresował się też nami redaktor z MC Radio. Jednak cały czas istnieje w nas obawa przed własnym podwórkiem.

Wspomnieliście o anglojęzycznej płycie. Wiem też, że planujecie zarazić swoją muzyką Niemcy…

Jeszcze przed powstaniem Face2Face bardzo dużo graliśmy za zachodnią granicą. Wykorzystując tamtejsze kontakty, rozsyłamy materiały i kontaktujemy się z mediami. W Niemczech ludzie uwielbiają słuchać muzyki, a pójście na koncert jest czymś zupełnie zwyczajnym, nieodświętnym. Na szczęście w Polsce to się zmienia na lepsze.

Jaki jest wasz materiał?

To suma wielu lat naszych muzycznych poszukiwań. Zdarza się tak, choćby ostatnio, że stworzyliśmy kolejny kawałek, który niespodziewanie wślizgnął się nam na płytę. Na szczęście mamy jeszcze trochę czasu. Krążek ukaże się w grudniu 2015 roku nakładem Agencji Polskiego Radia.

Tworzycie hity, tzn. takie piosenki, które potencjalnie mogą zaszaleć na listach przebojów. Cały czas jest to muzyka popularna, ale dobrze skrojona, do podśpiewywania. Nie ma w tym sztuczności.

Robimy taką muzykę, jaką faktycznie chcemy robić. Nie ma w nas bufonady. Melodia jest dla nas bardzo ważna, choć cały czas pozostaje na wysokim poziomie. Staramy się, by określenie „popularna” było dobrze rozumiane. Tworzymy fajne kawałki, ale nie cukierkowe. Wydaje nam się, że wiele piosenek jest zwyczajnie tworzonych pod jakiś trend, czy to zupełnie offowe czy tzw. sieczka. Brakuje muzyki, która wyrażałaby pochwałę melodyjności. Idziemy właśnie tą drogą, dodając jeszcze wysoki warsztat. Każdy z muzyków grający z Face2Face to najwyższa półka.

Cieszy mnie wasze podejście! Przypomina mi wypowiedzi Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego. Oni mieli świadomość tworzenia hitów, nie udawali, że nagrywają coś, czym ich muzyka nie była. Takie nastawienie obecnie chyba nieczęsto się zdarza…

To myślenie pod prąd. My nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Nie wstydzimy się grać dobrą muzykę popularną. Nie dorabiamy filozofii. Piosenki Stinga czy Phila Collinsa stały się ponadczasowymi hitami, właśnie dlatego, że są przystępne, a jednocześnie nie tracą nic na artystyczności. My zmierzamy w podobnym kierunku. Wiemy, co chcemy grać i wiemy, że mamy umiejętności. Liczymy na to, że słuchaczom i publiczności się spodoba!

Face2Face – grupa założona przez Basię Szelągiewicz (skrzypce) i Darka Tarczewskiego (instrumenty klawiszowe, śpiew). Klasyczne korzenie przenikają się w ich twórczości z muzyką popową, rockiem i jazzem. Po owocnej współpracy z takimi artystami jak: Ray Wilson (ex Genesis), Robert Roberson, Perfect, Stiltskin, Eleni, Marla Blumenblatt, Kasia Wilk, Sylwia Grzeszczak, Liber, Zbigniew Górny Band, Aleksander Maliszewski Band – Basia i Darek postanowili utworzyć własny zespół. Połączenie wyrazistych melodii i wyrafinowanych partii instrumentalnych, to znak rozpoznawczy Face2Face. Pierwszy album studyjny ukaże się zimą tego roku.

 

CZYTAJ TAKŻE: Algiers – jak kamyk w bucie

CZYTAJ TAKŻE: Teatralne podróże. Rozmowa z Agatą Drwięgą z Teatru Animacji w Poznaniu

CZYTAJ TAKŻE: Do folkloru trzeba mieć serce. Światowy Przegląd Folkloru „Integracje” 2018