fot. materiały prasowe filmu „X”

Horror podniesiony do potęgi

Nowy film Ti Westa „X” przenosi widza na wiejskie tereny Teksasu, gdzie młodzi ludzie niechybnie będą ukarani za swoje erotyczne podrygi. Brzmi jak odgrzewane kotlety? Nic bardziej mylnego.

Fabuła

fot. materiały prasowe filmu „X”

„X” zaczyna się jak na nawiązujący do klasyki gatunku horror przystało. Oto grupa młodych ludzi podróżuje camperem przez wiejskie tereny Teksasu, by w malowniczych okolicznościach przyrody nakręcić swoje pierwsze porno. Jest 1979 rok, a Stany Zjednoczone są na przednówku wybuchu popularności kaset wideo. Już niebawem każdy będzie mógł zostać filmowcem i filmowczynią i z większą łatwością zadebiutować, niezależnie od studiów filmowych i osób nimi zarządzających. W camperze znajduje się początkujący producent Wayne (Martin Henderson), stawiający pierwsze kroki w roli operatora/reżysera RJ (Owen Campbell), jego dziewczyna Lorraine (Jenna Ortega), która pomaga z dźwiękiem, a także wschodzące gwiazdy „Córki farmera” (bo taki tytuł nosi debiutancki obraz) – seksbomba Bobby-Lynne (Brittany Snow), dobrze wyposażony weteran wojny w Wietnamie Jackson (Kid Cudi) i partnerka Wayne’a, „niebawem ikona seksu”, Maxine (Mia Goth).

 

Wszyscy mają wielkie marzenia, ale nikłą wiedzę na temat horrorów.

Jeżeli spojrzymy poza ramy gatunku, bohaterki i bohaterzy są tak zapatrzeni w przyszłość, że nie dostrzegają znaków ostrzegawczych, które podrzuca im los. W telewizorze na ladzie obskurnej stacji paliw kaznodzieja peroruje o upadku moralnym narodu.

 

Po drodze camper mija zwierzę rozjechane przez ciężarówkę.

Stary mężczyzna Howard (Stephen Ure), od którego grupa wynajmuje rozpadający się dom na plan filmowy, wita gości i gościnie nabitą dubeltówką. Natomiast jego żona Pearl (również grana przez Mię Goth, tyle tylko, że w postarzającym make-upie) jest równie przerażająca, co obłąkana. Czy (niepewna) kariera jest ważniejsza niż zdrowie? Cóż, młodość rządzi się swoimi prawami.

Poznawanie bohaterek i bohaterów

fot. materiały prasowe filmu „X”

Reżyser i scenarzysta Ti West niemal połowę filmu pozwala nam spędzić na poznawaniu bohaterek i bohaterów oraz ich motywacji do kręcenia filmu porno. Pomaga to złapać – przynajmniej z ich częścią – porozumienie, zacząć im kibicować. Kiedy wreszcie któreś z nich zginie, będziemy mogli bardziej się przejąć. O filmach Westa, który powraca do kina po sześciu latach, mówi się, że są posthorrorami (ang. elevated horrors), czyli obrazami wykraczającymi poza gatunek.

 

Wartością dodaną do mordowania jest komentarz na istotny temat.

W „X”, jak na prawdziwe kino grozy przystało, reżyser rozprawia się ze slasherowymi tropami, gdzie karą za seks, picie i ćpanie zawsze jest brutalna śmierć, a czystość młodych dziewczyn największym skarbem. West też, jako twórca świadomy kultury remiksu, garściami czerpie z klasyki gatunku – przede wszystkim z „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” Tobe’a Hoopera (niektóre kadry wzięte są wręcz 1:1), ale również z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka czy „Piątku, trzynastego” Seana S. Cunninghama.

 

Dostajemy też wspomniany komentarz. W przypadku „X” są to dywagacje na temat starości i zderzenia młodzieńczych marzeń z prozą życia.

fot. materiały prasowe filmu „X”

Wątki te zręcznie realizowane są przez postać Pearl, która podgląda uprawiających seks aktorki i aktora; jest zawsze gdzieś obok, kukając przez szybę. Niby szalona, a jednocześnie posiadająca nie tylko jasność umysłu, ale też i nagłą krzepę potrzebną do… Ale nie spoilerujmy. Nie bez kozery zarówno w Pearl, jak i w Maxine wciela się Mia Goth. Bohaterki stanowią swoje odbicie. Ta pierwsza, w młodości marząca o karierze tancerki, zazdrości Maxine, jak mówi, „siły piękna”. Uważa się za aseksualną i zupełnie wymazaną przez czas. Nie pomaga brak zainteresowania męża. Jest też pełna żalu o to, że nie skorzystała z nadarzających się okazji na zmianę swojej egzystencji. Pearl przedstawiana jest jako godna pożałowania; ma woskową twarz ghula albo zjawy, i śledzi każdy ruch grupy filmowców i filmowczyń. Nieustannie namawia męża na seks, jak gdyby było to jej przedśmiertne marzenie.

 

Niewątpliwie jest uosobieniem frustracji zmarnowanego życia.

Mia Goth błyszczy na ekranie. Mimo że ma za sobą już kilka bardzo charakterystycznych ról (na przykład w „Emmie”), niewątpliwie to „X” staje się dla niej filmem przełomowym w karierze. Ti West, podczas postprodukcji, nakręcił też do niego prequel. Będziemy mogli w nim oglądać młodość Pearl. Miejmy nadzieję, że z Mią Goth w roli głównej.

„X” zachwyca

fot. materiały prasowe filmu „X”

Siłą „X” są również świetne zdjęcia Eliota Rocketta. Kamera muska teksański (choć tak naprawdę nowozelandzki, udający teksański) krajobraz. Nurkuje do lokalnego stawu, by zaraz wzbić się w powietrze i z odległości obserwować Maxine spokojnymi ruchami płynącą do brzegu, nieświadomą sunącego za nią aligatora.

 

Film Westa broni się na wielu poziomach.

Scenariuszowo jest świetnie skomponowany. Groza miesza się z komedią, a widz i widzka nieraz wybuchają głośnych śmiechem. Obsada złożona z aktorów i aktorek gdzieś już widzianych, ale jeszcze nie na tyle popularnych, by oglądać ich przez pryzmat poprzednich ról. I wreszcie wspomniane wysmakowane kadry. Wszystko to składa się na świetną rozrywkę, na którą warto poświęcić swój czas.

 

„X”, reż. Ti West, USA 2022, do zobaczenia w kinach

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
1
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0