fot. Ł. Gdak, PCD

I ty jesteś kryptologiem

Muzeum często kojarzy się z gablotami i wypłowiałymi karteczkami, na których umieszczono mało intrygujące informacje. Nowo powstałe Centrum Szyfrów Enigma, chociaż zanurzone w historii, zaprasza gości do interaktywnej, intelektualnej zabawy. Z  Piotrem Bojarskim, kierownikiem placówki, rozmawia Barbara Kowalewska.

Barbara Kowalewska: Kiedy jakieś 10 lat temu oglądałam film „Gra tajemnic” o Alanie Turingu, byłam zaskoczona, że o polskich kryptologach pada tam jedno, powierzchowne zdanie. Nie mogłam uwierzyć, że można tak zakłamywać historię w XXI wieku. Jaka była przez wiele lat dominująca narracja ze strony Wielkiej Brytanii i z czego wynikała?

Piotr Bojarski: Przez długie lata zasługi w rozszyfrowaniu Enigmy przypisywano ośrodkowi kryptologicznemu w Bletchley Park, nie oglądano się na początki prac nad nią. Brytyjczycy rzadko przyznawali, że Polacy coś tam wcześniej osiągnęli, ale nie wiązano ich działań z dalszymi działaniami brytyjskich matematyków.

 

Główny powód „wygumkowania” Rejewskiego, Zygalskiego i Różyckiego był prozaiczny: nasi kryptolodzy w czasie wojny wypadli z gry.

W 1939 roku przekazali aliantom wiedzę i dwie rekonstrukcje maszyny Enigma. Jednak w wyniku zrządzenia losu znaleźli się poza głównym nurtem tej historii. Zostali ewakuowani przez Rumunię do Francji, a kiedy w 1940 roku Francja padła ofiarą Rzeszy, naszych kryptologów przeniesiono na południe, gdzie pracowali pod przykrywką dla Francuzów, ale zajmowali się tam czym innym.

 

Piotr Bojarski – kierownik Centrum Szyfrów ENIGMA w Poznaniu.
Centrum Szyfrów ENIGMA w Poznaniu
Fot: Marek Lapis.

Ich wiedzę wykorzystali Brytyjczycy, którzy – podobnie jak Polacy – postawili na profesjonalnych matematyków. Rejewski i Zygalski trafili na Wyspy dopiero pod koniec wojny, ale nie zostali już dopuszczeni do walki kryptologicznej z niemiecką Enigmą. Brytyjczycy ich nie potrzebowali, bo wiedzę zdobytą od naszych matematyków już wprowadzili w życie. Polacy pracowali w komórce kryptologicznej przy Naczelnym Wodzu,  zajmowali się prawdopodobnie również łamaniem szyfrów sowieckich.

BK: Jaka była powszechna wiedza o polskim wkładzie w odkodowywanie Enigmy po wojnie?

PB: Po wojnie, gdy w Europie zapadła żelazna kurtyna, Zygalski został w Wielkiej Brytanii i nie chwalił się swoimi dokonaniami, bo nie było do tego sprzyjającej atmosfery. Rejewski natomiast wrócił do kraju i tym bardziej – w czasach stalinowskich – z obawy o los swojej rodziny nie chwalił się tym, w czym brał udział, ukrywał to, pracował jako zwykły księgowy. Przez wiele lat ich historia była nieznana.

 

O Enigmie powstawały książki, filmy, popkultura nakręcała się na coraz bardziej popularnym założeniu, że to Anglicy rozgryźli kod niemieckiej maszyny szyfrującej. Za Polakami nie miał kto się ująć.

Dopiero w 1973 roku swoje wspomnienia opublikował Gustave Bertrand, dawny szef francuskich służb kryptologicznych. To on jako pierwszy wspomniał, że to Polacy pierwsi złamali szyfr  Enigmy, przyspieszając tym samym dalsze działania aliantów.

To była duża niespodzianka w ówczesnej, komunistycznej Polsce. Do Rejewskiego schodzili się dziennikarze, zaczęło się o nim mówić i pisać. Rejewski doczekał się skromnego uznania ze strony władz komunistycznych, ale nadal nie było w Polsce atmosfery, żeby się tym chwalić. Polska Ludowa – wbrew propagandzie komunistów – musiałaby przecież przyznać, że II RP miała realne, wybitne osiągnięcia. A na to rządzący PRL-em nie mogli sobie pozwolić.

 

BK: Jedną z przyczyn oddania dorobku pracy polskich matematyków aliantom w 1939 roku były kłopoty finansowe?

PB: Nasze dowództwo zdawało sobie sprawę, że wojna nadejdzie i że przegramy jej pierwszą fazę. Dlatego w pełni świadomie zdecydowano o podzieleniu się tymi ściśle tajnymi danymi z przyszłymi aliantami: Brytyjczykami i Francuzami. Nawet jednak gdyby do wojny nie doszło, trzeba pamiętać, że Niemcy udoskonalali swoją maszynę szyfrującą.

Polacy jako pierwsi przeciwstawili Enigmie maszyny (cyklometr, a także tzw. bombę Rejewskiego), ale ponieważ wymagało to ogromnych nakładów finansowych, przestali nadążać z tworzeniem własnych narzędzi do dekryptażu kolejnych wersji Enigmy.

 

fot. Ł. Gdak, PCD

fot. Ł. Gdak, PCD

W czasie wojny Polacy mieli jeszcze swoje pięć minut. W styczniu 1940 roku specjalnie do Paryża udał się sam Alan Turing, najwybitniejszy brytyjski kryptolog, by poprosić polskich matematyków o pomoc w wykorzystaniu płacht Zygalskiego.

Nasza trójka miała chwilę chwały – wraz z Polakami Turing odszyfrował wtedy pierwszy wojenny meldunek niemiecki, szyfrowany Enigmą. Dopiero wtedy Turing zaczął rozumieć polskie metody łamania szyfrów.

I to wówczas, po powrocie do Wielkiej Brytanii, zorganizował ośrodek w Bletchley Park. Związek Turinga z Polakami był więc bardzo bezpośredni. Brytyjczycy przez lata się tym nie chwalili. Trudno się dziwić – nie było to dla nich przyjemne, że jeszcze w 1940 r. musieli prosić Polaków o pomoc, bo nie potrafili w pełni skorzystać z przekazanych przez nich materiałów.

 

BK: Jak się zrodziła idea Centrum Szyfrów Enigma?

PB: Pomysł rzucił Szymon Mazur, dziennikarz Radia „Merkury”. W 2010 i 2011 roku dopominał się o to na antenie radiowej, przypominając, że to historia bardzo poznańska, a w Poznaniu zupełnie nie wygrana. Apelował, że należałoby stworzyć „muzeum Enigmy” – oczywiście chodziło mu w pierwszym rzędzie o propagowanie historii Polaków, którzy studiowali przecież na tutejszym uniwersytecie.

 

Tu w Poznaniu wszystko się zaczęło. To właśnie tutaj trójka matematyków zaczęła pracować na rzecz Biura Szyfrów Wojska Polskiego.

Szymon Mazur uporczywie, latami upominał się o upamiętnienie tego faktu w przestrzeni miasta. Starał się o wpisanie tego jako projektu do Budżetu Obywatelskiego i – chociaż wtedy do tego nie doszło – to pomysł był wspierany przez media i znalazł w końcu sojuszników. Pierwszym rzecznikiem tej sprawy był marszałek województwa Marek Woźniak, który – jeszcze przed apelami Mazura – pomógł w przypadku zbiórki na pomnik, zainicjowany przez PTPN. Marszałek uratował finansowo ten projekt. A Szymon Mazur znalazł wsparcie w osobie  Mariusza Wiśniewskiego, wtedy jeszcze radnego, a niebawem zastępcy prezydenta Jacka Jaśkowiaka. To za sprawą wiceprezydenta Wiśniewskiego Miasto powiedziało w końcu „tak” projektowi i realnie zabrało się za niego, powołując zespół złożony z matematyków UAM i osób zaufania publicznego.

Koncepcja tego miejsca ewoluowała, władze zdobyły na ten cel środki unijne i podpisano porozumienie pomiędzy UAM, Miastem i Centrum Turystyki Kulturowej „TRAKT” – dzisiejszym Poznańskim Centrum Dziedzictwa, w którym pracuję. Nasza instytucja dostała zadanie zorganizowania Centrum Szyfrów Enigma jako kolejnej marki w ramach placówki.

 

BK: Czym się różni  Centrum Szyfrów od innych muzeów? Napisaliście, że chcecie, aby było to „intrygujące miejsce” i wiązało się z „intelektualną zabawą”.

PB: Nie jest to muzeum, opowiadamy tę historię w nowy sposób. Nie tylko przybliżamy tu wydarzenia historyczne, ale też próbujemy wciągnąć gości w rodzaj intelektualnej rozrywki. Nazwa Centrum nie jest przypadkowa, bo przychodzący do nas przechodzą „przyspieszony kurs szyfrów”, podobny do tego, jaki był udziałem uczestników kursu kryptologicznego z roku 1929, zorganizowanego przez prof. Zdzisława Krygowskiego, który wyłonił trzech matematyków, mających zmierzyć się z Enigmą.

 

fot. Ł. Gdak, PCD

fot. Ł. Gdak, PCD

Nasza propozycja stanowi więc melanż rozrywki, kryptologii, matematyki i historii. Historii o ludziach, którzy zgodnie ze sobą współpracując (żaden z nich nie pełnił funkcji lidera), osiągnęli coś, co wydawało się wtedy niemożliwe.

Maszyna niemiecka uchodziła za niemożliwą do rozpracowania, a jednak trzej Polacy nie tylko rozpisali ją na matematyczną teorię, ale także zbudowali jej dość wierne rekonstrukcje.

Hasło naszego Centrum brzmi: „Prawdziwa historia – wyzwanie dla umysłu”, bo łączymy prawdziwą historię z działaniami o charakterze edukacyjnym. Niezależnie od wystawy chcemy rozkręcić ciekawy program warsztatów dla uczniów szkół i dla młodszych dzieci. Te ostatnie – jeśli tylko pozwoli na to sytuacja pandemiczna – zaprosimy do specjalnej „strefy szyfrów” – pomieszczenia z edukacyjnymi gadżetami.  

 

BK: Zagadka jest czymś frapującym, co sprawia, że krew w żyłach szybciej krąży, pobudza do myślenia.

PB: Tak, najlepsze efekty daje nauka przez zabawę. Bez emocji nie ma poznania. Twórcy naszej ekspozycji z tego właśnie założenia wychodzili. Narrację napisał dr Marek Grajek, znany kryptolog (autor książki „Enigma: bliżej prawdy”) na podstawie wcześniejszych wersji, które wyszły spod pióra ekspertów Szymona Dąbrowskiego i Tomasza Orłowskiego, a także wykorzystując wczesne koncepcje Szymona Mazura. Panowie Dąbrowski i Orłowski to zresztą nadal nasi konsultanci merytoryczni, dbający o jakość ekspozycji.

To dzięki ich pomysłom nasze Centrum tak podoba się odbiorcom. Od początku towarzyszy nam przekonanie, że sposób przedstawienia tematu nie może być  sztywny, chłodny, ale ma wciągać poprzez interaktywność i sprawiać frajdę.

 

BK: Czego dotyczą wspomniane konsultacje ekspertów?

PB: Odbioru wystawy przez naszych gości. Nie jest tajemnicą, że ciągle coś udoskonalamy. Na ekspozycji mamy np. komputerowe gry strategiczne oparte na  wydarzeniach z czasów II wojny światowej. Poprawiamy im interfejsy, żeby lepiej funkcjonowały i dawały więcej frajdy. Pomagają nam w tym młodzi testerzy gier. Na bieżąco korygujemy też zakres naszych aplikacji – sporo wiedzy, którą przekazujemy, prezentujemy bowiem na dużych ekranach: jako teksty czy ilustracje. Na szczęście struktura ekspozycji przypomina CMS – medium, w którym na bieżąco można zmieniać pewne treści.

 

BK: Wystawa prezentuje też historię cyfryzacji. Co ma wspólnego kryptologia z dzisiejszym smartfonem?

PB: Trzecim celem prezentowanych przez nas treści, obok wiedzy historycznej i zabawy z kryptologią, jest uświadamianie, jak bardzo wojenny wysiłek naszych kryptologów przełożył się na rozwój świata cyfrowego. Odkrycia naszych matematyków przyspieszyły prace nad programami komputerowymi.

 

fot. Ł. Gdak, PCD

fot. Ł. Gdak, PCD

Nie mamy świadomości, że każdy z nas na co dzień styka się wielokrotnie z szyfrowaniem i kodowaniem – posługując się smartfonem lub płacąc kartą.

Oswoiliśmy się z tym na tyle, że tego nie widzimy, a ta cyfrowa codzienność ma swoje prapoczątki w walce kryptologicznej z czasów wojny.

Tę prawdę również pokazuje nasza wystawa: ostatnie jej stanowiska poświęcone są współczesnym problemom związanym z cyberbezpieczeństwem, fake newsami i innymi zjawiskami technologicznymi, które determinują nasze życie.

 

Piotr Bojarski – pisarz, były dziennikarz, kierownik Centrum Szyfrów Enigma. W lipcu 2021 jego książka „Fiedler. Głód świata” otrzymała nagrodę PTPN dla najlepszej publikacji o Wielkopolsce. Autor serii kryminałów retro osadzonych w Poznaniu, a także powieści „Cwaniaki”, „Na całego” i „Coraz ciemniej w Wartheland”.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0