fot. Mariusz Forecki

Indianie w kosmosie

„Albo to czujesz, albo nie. Jasne, że bywa wolno i powtarzalnie, ale jak to brzmi! I najczęściej o to właśnie chodzi: o brzmienie i vibe oraz ludzi, którzy tworzą to środowisko” – o stoner rocku, doom metalu i swoim zespole opowiada Jędrek Wawrzyniak, wokalista poznańsko-pleszewskiej grupy Red Scalp.

SEBASTIAN GABRYEL: Dziś zespołów na wielkopolskiej scenie rocka jest chyba więcej niż mrówek w lesie. Duża konkurencja sprawia, że zauważeni zostają jedynie ci najoryginalniejsi. Nie lubię komplementować rozmówców, ale muszę przyznać, że akurat wasza muzyka robi na mnie wrażenie. Jak sami napisaliście, Red Scalp to „indiańskie loty, sax, sex, synth i rock’n’roll”. O co tak naprawdę w tym chodzi? [śmiech]

JĘDREK WAWRZYNIAK: Dzięki! Masz rację, nowych zespołów jest coraz więcej i nie łatwo jest się przebić, a jeszcze trudniej wybić. Cieszę się, że nasza muzyka trafia do wielu ludzi, tym bardziej że nigdy nie zakładaliśmy wyjścia poza lokalne środowisko muzyczne. Jednak to dzięki temu nauczyliśmy się, że gramy przede wszystkim dla siebie i może dlatego przekłada się to na nasz styl i niezamykanie się w określonych ramach.

Opis był koncertowy, bo na koncertach to właśnie chcemy zawsze osiągnąć. Kontakt z publicznością powinien być czasem wręcz intymny, a rock’n’roll wręcz musi być.

 

Skąd właściwie wzięła się wasza fascynacja Indianami i kosmosem? Strzelam, że wszystko zaczęło się za dzieciaka [śmiech].

Jasne, to były pierwsze fascynacje westernami czy „Gwiezdnymi Wojnami”, ale na poważnie mieszać kulturę Indian z kosmosem zaczęliśmy już w zespole. To wydaje nam się fascynujące i pełne treści do kolejnych płyt. Jednak nie bierzemy byle czego, to jest większa historia, którą staramy się kontynuować z każdym wydawnictwem.

 

Między stoner rockiem a doom metalem zawsze było sporo muzyki psychodelicznej. Jako Red Scalp również w nią celujecie, czego najlepszym przykładem jest wasza najnowsza, trzecia już płyta – „The Great Chase In The Sky”, która ukazała się już 10 grudnia. Wiem, że najtrudniej chwalić własne dzieci, ale dlaczego warto po nią sięgnąć? Czym różni się od poprzednich i – jak na moje ucho – niemniej udanych „Rituals” i „Lost Ghosts”?

„Rituals” był bardziej surowy i cięższy, za to „Lost Ghosts” celował w psychodeliczne klimaty.

Na „The Great Chase In The Sky” uzyskaliśmy pewnego rodzaju połączenie tych dwóch klimatów. Teraz mamy do czynienia z pięcioma kompozycjami, które nie tworzą spójnej całości jak „Lost Ghosts”, ale są odrębnymi utworami. Każdy ma swój unikalny vibe. Muszę też wspomnieć, że produkcja jest rewelacyjna – Satanic Audio i Daydream Audio jak zawsze wspięli się na wyżyny.

Jędrek Wawrzyniak wokalista grupy Red Scalp

Jędrzej Wawrzyniak, wokalista grupy Red Scalp, fot. Mariusz Forecki

 

Scaramanga, Goldfinger, Hugo Drax, Dr. No i Q – chciałem zapytać o genezę waszych pseudonimów [śmiech]. Jednak chyba jeszcze bardziej interesuje mnie, jaki wkład wnoszą w zespół jego poszczególni członkowie. Jak „działa” Red Scalp?

To miał być nasz „inside joke”. Podczas nagrywania „Rituals” oglądaliśmy jednego z „Bondów”, byliśmy wtedy już w zabawowych nastrojach i wymyśliliśmy, że nadamy sobie ksywki postaci, głównie tych złych.

Zespół jest maszyną i wszystko w nim powinno żyć w symbiozie. U nas instrumentalnie każdy ma tak samo ważne zadanie – bez jednego z nas nie widzę opcji zagrania koncertu. Są też opcje dodatkowe – ja piszę większość tekstów, Q zajmuje się oprawą graficzną, aktualnie Hugo Drax ogarnia koncerty promujące nowy album.

 

Mieliście okazję zagrać z wieloma cenionymi przedstawicielami „swojego” gatunku – dzieliliście scenę choćby z takimi grupami jak Kadavar, Clutch, Elder, Dead Meadow czy Stoned Jesus. Jak wspominacie te chwile?

Ze Stoned Jesus znamy się od lat, więc wspominamy te koncerty jako dobrą zabawę, z Clutch byliśmy bardzo podekscytowani, bo chyba pierwszy raz graliśmy dla tak wielkiej i dzikiej publiczności. Za to z Elder od dawna chcieliśmy zagrać, więc cały tour wspominamy magicznie, a i wspólna impreza z nimi była niezapomniana. Z resztą było po prostu klawo.

Jędrek Wawrzyniak wokalista grupy Red Scalp

Jędrzej Wawrzyniak, wokalista grupy Red Scalp, fot. Mariusz Forecki

 

Podoba mi się, że oprócz działalności stricte muzycznej, aktywnie działacie na rzecz rozwoju sceny, z którą się identyfikujecie, choćby poprzez organizowanie Red Smoke Festival w waszym rodzimym Pleszewie. Co warto powiedzieć o tej imprezie?

To miejsce, w którym nie musisz siedzieć w klimacie, żeby spędzić cudowny czas. Ludzie tworzą ten festiwal pod względem atmosfery. I lepszej nie potrafię sobie wyobrazić. Jednak jeśli dodatkowo siedzisz w klimatach stoner/doom/psychedelic, to ta impreza będzie dla ciebie świętem, ponieważ line-up jest tym aspektem, do którego przywiązujemy największą uwagę.

Wiele osób i tak jedzie na RSF w ciemno – i za takie zaufanie jesteśmy bardzo wdzięczni!

 

Pogadajmy o uprzedzeniach i stereotypach. Wiele osób twierdzi, że stoner i doom to podgatunki rocka i metalu, w których generalnie wieje nudą. Bo riffy są przyciężkie, tempa powolne, utwory potrafią ciągnąć się przez piętnaście minut… [śmiech]. Czy do płyt Kyuss, Sleep czy Electric Wizard trzeba dojrzeć? A może po prostu potrzeba poświęcić im więcej czasu, by odkryć ich prawdziwy urok?

Albo to czujesz, albo nie. Jasne, że bywa wolno i powtarzalnie, ale jak to brzmi! I najczęściej o to właśnie chodzi – o brzmienie i vibe oraz ludzi, którzy tworzą to środowisko.

Jędrek Wawrzyniak wokalista grupy Red Scalp

Jędrzej Wawrzyniak, wokalista grupy Red Scalp, fot. Mariusz Forecki

Mimo że wiele z tych zespołów celowo chce być odbierana jako „brudne i brzydkie”, to ich odbiorcy na koncertach stoją i słuchają, niekoniecznie robią zadymę pod sceną. Dla mnie to jest właśnie kluczowe, że „tu” się słucha świadomie.

 

Może się ze mną nie zgodzisz, ale odnoszę wrażenie, że szeroko pojęta scena stoner/doom rocka i metalu od zawsze była bardzo męskim tworem. Mało na niej słuchaczek, jeszcze mniej artystek. Masz podobne spostrzeżenia?

Jeśli chodzi o słuchaczki, to wydaje mi się, że nie ma wielkiej różnicy. Co do artystek – to prawda, zespołów stricte żeńskich istnieje o wiele mniej, ale w zalewie kiepskich męskich projektów wolę tych kilka, zazwyczaj świetnych jakościowo projektów z dziewczynami. Dla przykładu: Stonefield czy Maida Vale – to poziom mega. Nie wspomnę już o składach mieszanych, dziś nikogo to nie dziwi.

Jędrek Wawrzyniak wokalista grupy Red Scalp

Jędrzej Wawrzyniak, wokalista grupy Red Scalp, fot. Mariusz Forecki

 

W przyszłym roku zagracie wiele koncertów. „The Great Chase In The Sky” będziecie promować nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Gdzie posłuchamy was na żywo w najbliższych miesiącach?

Tak, 2020 rok od samego początku będzie dla nas bardzo intensywny. Zaczynamy od sześciu koncertów w Polsce: Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Toruń, Łódź i Sosnowiec. W kolejnych miesiącach zagramy kilka koncertów w Niemczech, Francji, Czechach. Kolejne są w trakcie bookowania. Zapraszamy!

 

RED SCALP – zespół, którego członkowie pochodzą z Poznania oraz Pleszewa, reprezentujący takie gatunki, jak: stoner rock, space rock czy doom metal. W twórczości kapeli można znaleźć też wiele odniesień do muzyki psychodelicznej lat siedemdziesiątych. Grupa działa od 2012 roku, a jej obecny skład tworzą: Dąbek/Goldfinger (gitara), Jed/Scaramanga (gitara, wokal, syntezatory), Jankes/Hugo Drax (bas), Bati/Dr. No (perkusja) i Weedjan/Q (saksofon, wokal, programowanie).

Formacja ma na koncie trzy albumy: „Rituals”, „Lost Ghosts” i „The Great Chase In The Sky”. W rodzimym Pleszewie muzycy współorganizują imprezę Red Smoke Festival.